IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sala nr 1

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
Liczba postów : 224
Imię i nazwisko : Cygańskie Mokasyny Grozy.

PisanieTemat: Sala nr 1   Sob Maj 07, 2016 7:31 pm


Sala nr 1


Sala, do której przewożeni są pacjenci tuż po operacji lub wyjątkowo ciężkie przypadki, które wymagają stałej opieki pielęgniarskiej. W pomieszczeniu znajdują się zaledwie cztery łóżka, a jedna ze ścian jest szklana i połączona z dyżurką pielęgniarek obok, tak, by te mogły mieć cały czas oko na chorych pacjentów. W tym przypadku odwiedziny są ograniczone do jednej osoby dziennie, by nie forsować i przemęczać leżących. Ponadto każde łóżko posiada swoją własną kotarę, co daje prywatność i możliwość ucieknięcia przed obcymi spojrzeniami.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akihito
WILGA / HUNDUR

Liczba postów : 29
Imię i nazwisko : Akihito Ikari
Wiek : 16
Wzrost i waga : 186;75

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Wto Sie 30, 2016 2:23 am

Słoneczny i ciepły dzień. Lekki wiatr muska policzki, a na niebie nie widać chmur. Idealny dzień na spacer po parku. Akihito wyszedł z domu wczesnym popołudniem i udał się w stronę parku. "Ciekawe co robi..." przerwał myśli kiedy poczuł wibracje w kieszeni. "Ktoś dzwoni?" zastanowił się i wyjął telefon. "18 sierpnia- oddawanie szpiku kostnego" taka wiadomość ukazała się na ekranie. "Cholera, a miałem ochotę trochę się wyluzować. No nic..." westchnął i skierował swoje kroki w stronę szpitala. Po dłuższej przechadzce w końcu dotarł do budynku szpitalnego. Od razu podszedł do recepcji.
-Dzień dobry. Jestem Czarnokrwistym i przyszedłem oddać szpik.-wytłumaczył bez entuzjazmu.
-Dzień dobry. Mogę prosić dokumenty?-zapytała spokojnie pielęgniarka.
-Tyle wystarczy?-zapytał pokazując nadgarstek z kodem.
-Emmm, wolałabym jakiś dokument. Wolę sprawdzić twoje dane w normalny sposób.-odparła z uśmiechem.
Zdziwiła go ta reakcja. Najwidoczniej była jedną z tych ludzi, którzy traktują Czarnokrwistych jak normalnych ludzi. Nie było to zbyt często spotykane.
Chyba większość osób przebywających nieopodal musiała usłyszeć bądź zauważyć, że Aki jest Czarnokrwistym. Kilka oczekujących osób patrzyło na niego i pielęgniarkę z pogardą. Chłopak czując, że nie jest sam obiektem wzgardzenia, spojrzał na każdego po kolei wrogim spojrzeniem. Ludzie, którzy jeszcze przed chwilą wlepiali w niego oczy teraz skierowali je ku podłodze albo sufitowi.
-Proszę.-powiedział pokazując dowód kobiecie.
-Nie przejmuj się nimi.-odparła ściszonym głosem i sprawdziła dokument, a potem wpisała coś w komputerze-Proszę zapukać do pokoju nr. 10. Doktor powinien być wolny.-dodała i wróciła do papierkowej roboty.
-Dziękuję.-rzucił i skierował się do wskazanej sali.
(Tutaj jest rozmowa z lekarzem i opis całego zabiegu Nie mam pomysłu jak to opisać. Nie bijcie.)
Po zabiegu Akihito został przewieziony do sali nr. 1, aby trochę odpoczął po zabiegu. "Nienawidzę tego. Potem do końca dnia jestem nie do użytku. Taki piękny dzień, a ja spędzę go w szpitalu. Co za beznadzieja." stwierdził patrząc przez okno na niebo.


Ostatnio zmieniony przez Akihito dnia Nie Wrz 11, 2016 2:05 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Medusa
KOS / JORDIN

Liczba postów : 120
Imię i nazwisko : Siva "Medusa" Yaeshon
Wiek : 18 lat
Wzrost i waga : 64 kg | 170 cm

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Wto Sie 30, 2016 2:20 pm

W szpitalu bywała z różnych powodów, które przeważnie podchodziły pod jeden temat – bójki. Nie jej wina, że przyłożyła nieszczęśnikowi w szczepionkę, bo jak niby miała o niej wiedzieć? Poznała gościa pół godziny temu! Ale, dobra pani, po co dzwonić na policję, przecież to nic takiego, tylko dwa szwy na łydce.
Zdarzały się przypadki, kiedy sama lądowała na oddziale, bo nie doceniła przeciwnika albo jakiś debil spowodował uliczny wypadek, w którym uczestniczyła. Ogólnie rzecz biorą pielęgniarki i lekarze znali ją dość dobrze by wiedzieć, że sprawia same problemy.
Wchodząc do budynku została należycie zignorowana przez długoterminowych pacjentów, z którymi nie raz darła koty i inne Bogu winne zwierzaki. Za to nowsze nabytki szpitala patrzyły na nią jak na UFO, które wylądowało im na głowach, wydając z siebie przezabawne odgłosy. Była pewna, że doskonale zdawali sobie sprawę, po co tu przyszła.
Podchodząc do recepcjonistki niemal się uśmiechnęła, bo za biurkiem siedziała bardzo dobrze jej znana kobieta. Widząc Sivę pielęgniarka westchnęła, ale nie dała po sobie poznać, co naprawdę myśli o wężowatej.
- Panno Yaeshon. – Posłała dziewczynie ostre spojrzenie. – Mam nadzieję, że nie będziesz sprawiać kłopotów jak ostatnio, bo nie mamy więcej doktorów na zbyciu.
- Ależ nie, skądże! Tym razem będę grzeczna – powiedziała kpiąco, opierając się o ladę i spoglądając na coś, co wydawało się ważnym dokumentem odnośnie wizytujących dziś Czarnokrwistych. – To jak? Pan doktor od siedmiu boleści jest już wolny czy mam czekać?
- Właśnie skończył – odezwała się po mrożącej krew w żyłach chwili ciszy. – Wiesz gdzie iść, prawda?
Pielęgniarka, choć co dzień naprawdę miła, dla Sivy nie była taka wyrozumiała, co nie było wielki zdziwieniem, a przynajmniej nie dla Czarnokrwistej dziewczyny. W końcu musiała sprzątać po niej niemal za każdym razem jak coś odwalała, biedna kobieta.
Siva weszła do odpowiedniej sali, gdzie przygotowano ją do operacji i upewniono się, że nie ma zamiaru zasztyletować prowadzącego chirurga. Przeszła jej przez głowę taka myśl, ale została zepchnięta na drugi plan, bo w gruncie rzeczy wolała nie podpadać Inkwizycji. Hej, nie ważne jak wielką buntowniczką by nie była i jak bardzo nienawidziłaby obecnej władzy to wolała się trzymać z daleka od wyspecjalizowanych żołnierzy z wielką bronią. Czyż to nie zabrzmiało nieco dwuznacznie?
Po całym zabiegu, którego nie życzyła wielu osobom wylądowała w ciasnym pokoju, gdzie podobno miała odpocząć, ale nie podejrzewała by zmęczenie tak szybko jej minęło.
Od czasu do czasu wpadała jakaś pielęgniarka sprawdzając czy już rozniosła salę, ale widząc jak spokojnie sobie śpi lub czyta jakiś magazyn z dwukołowcami niemal odetchnęła z ulgą. Była aż tak złym pacjentem? Cóż, gdyby wziąć pod uwagę ostatnią akcję…


Ostatnio zmieniony przez Medusa dnia Czw Wrz 01, 2016 6:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

Liczba postów : 606
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Czw Wrz 01, 2016 1:40 pm

W tym krótkim okresie czasu, każdego roku, szpital przeżywał istne oblężenie. I choć personelowi wyraźnie nie było do śmiechu, kiedy na ich oddziale przewalały się spore ilości Czarnokrwistych, to i tak byli zmuszeni zacisnąć zęby i spełniać swój obowiązek. Nie było jednak co ukrywać, że większość z ich „innych pacjentów” była traktowana po macoszemu. Byle odbębnić swoje i po paru godzinach dostawali wypis do domu. Na Sali numer 1 panował dzisiaj wyjątkowy ścisk. Wielu Czarnokrwistych przewijało się przez pokój, a salowe nawet nie zawracały sobie głowy, by wymieniać nową pościel. Bo i po co? W ich oczach co drugi odmieniec był brudasem.
Yume jako jeden z nielicznych wkroczył do Sali z szerokim uśmiechem, choć środki przeciwbólowe, którymi wcześniej nafaszerowano jego ciało, zaczynały powoli przestawać działać. Przydzielono mu tymczasowo łóżko pomiędzy oknem a jakimś chłopakiem, którego znał z widzenia ze szkoły. Usiadł na łóżku i spojrzał, może nieco bezczelnie i intensywnie, w stronę nieznajomego, marszcząc przy tym brwi, sprawiając wrażenie osoby, która mocno się na czymś zastanawia. Wreszcie zmarszczka na czole została wygładzona, kiedy wyraz twarzy kociego dzieciaka sugerował, że wpadł na coś iście genialnego.
- A! – wyciągnął dłoń z wenflonem przed siebie I wskazał paluchem wprost na Akihito. Nieładnie tak pokazywać palcem, Yume.
- Ja cię znam! Jesteś z mojej szkoły, prawda? Prawda? Nie wiedziałem, że też masz dzisiaj pobieranie szpiku kostnego. Ale fajnie, przynajmniej nie będzie mi się tak nudziło. – zaszczebiotał wesoło, szczerząc szeroko zwierzęce kły. Uszy postawił zaciekawiony, wychwytując każdy drobny dźwięk z otoczenia, choć jego spojrzenie ciągle skupione było na siedzącej obok personie. Dopiero po dłużących się sekundach, powoli, wręcz rozleniwienie, odwrócił głowę, by napotkać spojrzenie siedzącej naprzeciwko dziewczyny.
- Chcesz pograć z nami w karty? Gdzieś powinienem je mieć. – zamruczał sięgając do swojej skórzanej torby, którą przytachał tutaj ze sobą. Szarpnął za metalowy zamek i otworzył ją, intensywnie przeszukując jej wnętrze.
- Nie, to nie to. To też nie. Gdzie… nie, tu też nie. – mruczał pod nosem, poruszając leniwie końcówką ogona, aż wreszcie westchnął ciężko i spojrzał na nich przepraszająco.
- Chyba zapomniałem. Ale zawsze możemy w coś innego pograć. Albo coś porobić! Na co macie ochotę? Chcecie ukraść karetkę i się przejechać? Nie, to chyba kiepski pomysł. – ponownie się zamyślił czochrając obiema dłońmi smoliste włosy. - Nie mam pojęcia. Nie chcę siedzieć bezczynnie te parę godzin.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maaya
ZIĘBA / FUGL

Liczba postów : 30
Imię i nazwisko : Maaya 'Arie' Suzumaru
Wiek : 16
Wzrost i waga : 150cm, 48kg.

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Sob Wrz 10, 2016 9:29 pm

Maaya nie lubiła tego dnia. Bardzo nie lubiła. Dlatego też chciała oddalić od siebie ostateczną godzinę postawienia stopy w szpitalu jak najdłużej i zakocykowała się w swoim mieszkaniu dłużej, niż powinna. Stąd też, gdy już pojawiła się w szpitalu, była zziajana i zmęczona biegiem, by jednak się nie spóźnić. Był to zbyt ważny dzień, by się spóźnić, nawet jeżeli tego nie lubiła. Nie wspominając już o tym, że wolała nie narobić żadnych problemów Fugl przez własną tendencje do spóźniania. Pielęgniarka z rejestracji spojrzała na nią z pobłażaniem, gdy Suzumaru przerywanymi słowami opowiedziała, po co w ogóle przyszła do szpitala i prosi, by nie bolało za bardzo.

Wejście Maayi do sali 1 wyglądało jak wprowadzenie pijaka na odwyk. Podtrzymywała ją jedna z pielęgniarek, podczas gdy jej nogi nie potrafiły utrzymać jej w pionowej pozycji. I jak na złość kilka wolnych łóżek znajdowało się dopiero na drugim końcu sali, więc dziewczyna z asystą musiała przejść przez cały pokój nim położyła się na łóżku. Uch, świat się kręcił, wszystko ją bolało, a te wróżki pod sufitem nie świadczyły dobrze o niczym. Stęknęła, przewracając się na prawy bok. Niektórzy wciąż się patrzyli na nią, jakby była nienormalna, jednak napotykając jej spojrzenie, odwracali głowy. Parsknęła, po czym zatopiła twarz w poduszce. Niech ten dzień się szybko skończy... I następny. I tydzień. A najlepiej miesiąc, bo punkcja jak zawsze zbytnio naruszała strukturę jej delikatnych kości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loire
NAUCZYCIEL WFu / LEW

Liczba postów : 26
Imię i nazwisko : Loire LeBlanc-Rey
Wiek : 36 lat
Wzrost i waga : 253 cm |146 kg

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Sob Wrz 10, 2016 11:24 pm

Coroczna okazja żeby się przejść do tego jakże okazałego budynku, coroczna okazja żeby być może spotkać znajomych, chociaż okoliczności zdecydowanie mogłyby być milsze... sarknął tylko cicho pod nosem i wszedł do szpitala, kierując się od razu w odpowiednim kierunku i do odpowiedniej rejestracji. Tłum Czarnokrwistych oraz personelu dość... podświadomie mu schodził z drogi, w końcu ponaddwumetrowa góra mięśni mogła budzić respekt. A że owa góra mięśni była bardziej pokojowa niż na to wyglądała? A to już inna kwestia.

Rejestracja nie trwała długo, pokazał dokumenty, wyjaśnił czemu pojawił się prawie pod koniec wyznaczonego terminu... potem przyszła kolej na czekanie na wolne miejsce. Procedura nie trwała aż tak długo, wkłucie, nabranie materiału, wyjęcie igły, założenie opatrunku, danie pacjentowi nieco czasu by ochłonął i dał radę wstać sam, nawet na przeciwbólówkach... ale patrząc po masach Dawców, wciąż czekających na swoją kolej, Loire spokojnie zakładał że i z dwie-trzy godziny poczeka na zwolnienie łóżka. To nic, ważne że tu był, zgłosił się, miał co robić - zabrał ze sobą dobrą książkę. Rozsiadł się więc wygodniej na ławeczce (która nieco niepokojąco zatrzeszczała pod nim, ale nie puściła) i zabrał się za czytanie, od czasu do czasu wymieniając pozdrowienia i krótkie rozmowy z członkami swojego klanu. Zapamiętywał ich twarze, grzeczne Kociaki, nie zapomni im wynagrodzić tego... zwłaszcza dzieciom i młodziakom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akihito
WILGA / HUNDUR

Liczba postów : 29
Imię i nazwisko : Akihito Ikari
Wiek : 16
Wzrost i waga : 186;75

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Nie Wrz 11, 2016 2:29 pm

Akihito w pierwszej chwili nie zwrócił uwagi na chłopaka wpatrującego się w niego. Był zajęty swoimi myślami i widokiem nieba za oknem. Dopiero kiedy chłopak wspomniał coś o szkole wilk odwrócił w jego stronę głowę. Przez chwilę się mu przyglądał próbując skojarzyć jakieś imię z twarzą. "Chodzimy razem do klasy? Nie mogę sobie przypomnieć jego imienia..." stwierdził w myślach. W końcu jest trudno przypomnieć sobie coś czego się nie wie. Aki za bardzo nie zwracał uwagi na innych uczniów. Nie pamiętał prawie żadnego imienia kogoś z klasy.
-Akihito.-powiedział beznamiętnie-A ty?-zapytał.
Lepiej zwracać się do kogoś po imieniu niż "ty", "kocie" czy jeszcze innymi tego typu zwrotami.
Chłopak jest dość energiczny nawet po zabiegu. Aki był dość zmęczony i zniechęcony tym, że musi tracić cały dzień w szpitalu. Chociaż może nie będzie tak źle?
Kiedy Koci znajomy spojrzał na dziewczynę siedzącą obok fioletowe oczy również skierowały się w jej stronę. Nie kojarzył jej. Może gdzieś raz czy dwa widział jej twarz, ale nie wiedział niczego więcej na jej temat.
-Ale skąd wiesz...-tu urwał-Nieważne.-dodał cicho.
Nie miał zbytnio ochoty robić czegokolwiek. Tym bardziej kiedy to ktoś za niego decyduje. Uznał jednak, że może to być dobra okazja do poznania kogoś nowego. Chociaż czy jest to mu do czegoś potrzebne? Pewnie w szkole i tak nikt nie będzie go kojarzył. Jednak spędzenie całego dnia na nic nierobieniu może być gorsze niż jakaś rozrywka z ludźmi ze szkoły. Co mu szkodzi pograć w karty.
W czasie kiedy Kot przeszukiwał swoją torbę do sali przyszła dziewczyna, którą prowadziła pielęgniarka. Po chwili przyjrzenia się okazało się, że nie jest to nikt inny jak Maay. Najwidoczniej słabo znosi tego typu zabiegi. Nie zwróciła zbytnio uwagi na Akiego, ale nie dziwiło go to. Nie wyglądała najlepiej. Kiedy spojrzała w jego kierunku on lekko pomachał do niej. "Ciekawe czy mnie pozna?" zastanowił się.
Jak się okazało Kot zapomniał wziąć kart. No to nici z grania w karty. Trudno się mówi. Zawsze można pogadać czy coś. Chociaż rozmawianie w wykonaniu Akiego nie jest czymś strasznie interesującym. Chłopak nie jest najlepszy w tych tematach o czym mogła się już dowiedzieć Maay. Rozmowa z nim w większości jest jednostronna. Ty mówisz, a on czasami coś odpowie albo zapyta o coś.
Aktualnie w głowie Wilka nie jawiły się żadne pomysły odnośnie możliwości zrobienia czegokolwiek. Siedział cicho i czekał na dalszy bieg akcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Medusa
KOS / JORDIN

Liczba postów : 120
Imię i nazwisko : Siva "Medusa" Yaeshon
Wiek : 18 lat
Wzrost i waga : 64 kg | 170 cm

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Nie Wrz 11, 2016 6:51 pm

Słysząc nieco znajomy głos z drugiej strony pomieszczenia odłożyła z ociąganiem magazyn na kolana, przyglądając się z nikłym zainteresowaniem personom, które wcześniej ostentacyjnie zignorowała. Możliwe, że pokazanie, iż ich słucha było błędem biorąc pod uwagę późniejszą propozycję Czarnokrwistego dzieciaka, ale póki, co uważała ich konwersację za wartą podsłuchania. Wzruszyła ramionami odganiając od siebie niepotrzebne myśli i podpierając podbródek na ręce zmierzyła spojrzeniem gadatliwego i małomównego.
W szkole znała dużo osób, ale akurat tą dwójkę kojarzyła jedynie z widzenia, dlatego szczerze wątpiła, że byli z jej rocznika. Przejmowanie się ich bytem w sali numer jeden było marnowaniem siły, a przynajmniej na ten moment, bo co przyniesie przyszłość nikt wiedzieć nie może.
Zaproszenie do gry w karty skomentowała jedynie prychnięciem pomieszanym z sykiem, a po krótkiej ciszy (w towarzystwie pewnego jegomościa raczej nie było mowy o czymś tak abstrakcyjnym jak bez dźwięk) wróciła do przeglądania lektury. Wiadomość o braku kart sprawiła, że Siva odczuwała silną potrzebę by wywrócić oczami – oczywiście jej uległa, ukazując swoją wredną część charakteru.
- Ależ nic się nie stało, ależ nic – mruknęła, nawet nie wychylając się zza magazynu.  – No, może oprócz wszystkiego.
Posłała chłopakowi dość jednoznaczne spojrzenie, które nagle błysnęło zainteresowaniem. Pomijając nudną wstawkę to dalsza część jego wypowiedzi była ciekawa, nawet się zainspirowała. Możliwe, że odrobinę zbyt pochopnie oceniła kotowatego koleżkę, który w tej chwili zrobił na niej, powiedźmy szczerze bardzo delikatne, ale jednak, wrażenie.
Rzuciła niedbale magazyn do torby, przesuwając się w stronę nóg łóżka, a więc i do chłopaków. Próbowała nie pokazywać po sobie, że wpadła na genialny pomysł, ale samouwielbienie nie pozwalało na umniejszanie swoich osiągnięć.
- Karetkę odradzam, próbowałam jakiś czas temu i wcale tak zabawnie nie było. No, pomijając może… - Po chwili zastanowienia machnęła ręką, nie chcąc wdawać się w szczegóły – W każdym razie, wpadłam na świetny pomysł.
Po raz kolejny przerwała, widząc jak do salki wchodzą kolejne osoby. Odprowadziła niezbyt dobrze wyglądającą dziewczynę wzrokiem, przy okazji obmyślając plan nadchodzącej atrakcji. Jakby to zrobić, żeby się nie narobić i dodatkowo uniknąć personelu szpitala.
- Jest pewna legenda związana z tym budynkiem, w sumie jedna z wielu. Podobno w czasach pandemii był wykorzystywany po części, jako szpital psychiatryczny dla tych Czarnokrwistych, którzy mieli poprzestawiane się w głowach od urodzenia, a tych pewnie mało nie było. „Po części”, dlatego, że przez wiele lat nikt nie wiedział o istnieniu takiego oddziału oprócz samego założyciela oraz kilku opiekunek, które czasem zajmowały się pacjentami zamkniętymi na strychu szpitala. Ktoś kiedyś usłyszał od jednej z tych kobiet o tym, co się tam znajdowało, więc ten zakradł się do budynku szukając śladów potwierdzających legendę. – Przerwała by nabrać powietrza i dodatkowo podkręcić atmosferę. – Mówi się, że znalazł tam trupy Czarnokrwistych nadal siedzące w swoich izolatkach, przywiązane do wózków. Przerażające napisy na ścianach, ślady krwi oraz fekaliów, no i wiele innych niezbyt przyjemnych obrazów – podobno nagrał film ze swojej wizyty, ale to było tak dawno temu, że bardzo nieprawdopodobne jest iż można go gdzieś znaleźć. Za to, jeśli chodzi o to, co jest prawdopodobne… cóż, czasami ze strychu dochodzą dźwięki, które pacjenci opisują, jako „krzyki” czy „tupanie”, wielu skarży się na personel prowadzący głośne rozmowy, ale ludzka noga nie postawiła tam kroku odkąd tylko zamknięto ostatnie piętro. Prawdopodobne jest to, że to nawiedzone miejsce.
Oparła się ramieniem o ramę łóżka, spoglądając tajemniczo na chłopaków i dziewczynę. Nie była dobra z opowiadania strasznych historii, ale ta jedna wyszła jej akurat całkiem nieźle, jeśli się wierzy w takie rzeczy, oczywiście.
- Moja propozycja brzmi następująco: przekonajmy się czy legenda mówi prawdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

Liczba postów : 606
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Nie Wrz 25, 2016 1:38 am

Pielęgniarki co chwilę przyprowadzały do Sali coraz to nowsze twarze, jedne bardziej, drugie mniej znane. Aż ostatecznie wszystkie łóżka zostały zajęte, a w pomieszczeniu zrobiło się nieco głośniej od rozmów pomiędzy poszczególnymi osobami. Jego uwagę przykuwali wszyscy, na moment zapominając o nowo poznanej dwójce. Próbował skojarzyć ich twarze, przypasować do sytuacji, ale w głowie panowała istna pustka. Ostatecznie poddał się uznając, że najwidoczniej widzi ich po raz pierwszy, a świat Czarnokrwistych zamieszkujących ów miasto jest wbrew pozorom – zbyt duże.
- Co? – przeniósł spojrzenie jaskrawych tęczówek na Akihito, kiedy jego głos wyrwał go z tego krótkiego letargu. - A. Tak. Tsukihime, 2-D. – przedstawił się szczerząc szeroko białe, ostre kiełki. Tak jak przypuszczał, akurat ten osobnik chodził do jego szkoły, i być może teraz będą częściej „przypadkowo” wpadali na siebie na przerwach. Być może.
- Ale mógłbyś mówić nieco głośniej? Strasznie szepczesz pod nosem I nawet moje uszy nie są w stanie wyłapać niektórych słów. – jakby na potwierdzenie uniósł wskazujący palec pokazując starczące, hebanowe, kocie atrybuty.
Wreszcie przemówiła dziewczyna, i choć na kilometr biło od niej wyraźne zniechęcenie do nich – a przynajmniej do Yume – to chłopak zupełnie nie przejmował się jej nastawieniem. Końcówka ogona drgnęła niespokojnie, ale również z podekscytowaniem, a drobne ciało dzieciaka zaczęło kiwać się na boki w niemy rytm, który zapewne tylko on słuchał. Na wiadomość o rzekomej próbie kradzieży karetki, oczy chłopca rozszerzyła się przypominając teraz pięciozłotówki, a w jasnej tęczówce pojawił się dziki, nieujarzmiony błysk zachwytu.
- Woooooo! Serio?! Ale ty na poważnie?! Próbowałaś ukraść karetkę? – sapnął podekscytowany, ale mina po paru sekundach mu zrzedła. - To niegrzeczna z ciebie samica. – zmrużył oczy jakby chciał ją przeanalizować i otworzyć czaszkę, by dostać się do jej umysłu. - Nie sądziłem, że ktoś na serio jest taki głupi, żeby kraść pojazd, który służy do ratowania życia.
Przed chwilą sam to zaproponowałeś.
Żartowałem.
Czyżby?
Raptownie uniósł obie dłonie wyżej, jakby w geście obronnym.
- Oczywiście nie bierz tego do siebie. Nie miałem na my—pomysł? Jaki pomysł? – jedno ucho poruszyło się, a chłopak instynktownie przysunął się bliżej dziewczyny, nie chcąc przeoczyć żadnego wypowiedzianego przez nią słowa. Ale im dalej jasnowłosa brnęła w swoją opowieść, tym mocniej krew odpływała z twarzy kociego chłopaka, aż wreszcie jego bladość osiągnęła punkt kulminacyjny. Gdy zapadła cisza, usta Yume jeszcze przez jakiś czas były ściągnięte w wąską linię. Dopiero po upływie ciągnących się nieubłaganie sekund, poruszył nimi, wypowiadając pierwsze słowa.
- S-strych…? T-twierdzisz, że to miejsce jest nawiedzone? T-trupy? – zapytał jąkając i kładąc uszy po sobie, przylegając nimi mocno do czaszki.
- Iść t-tam…? Ale że teraz? – spojrzał niepewnie na Akihito, ale bardzo szybko powrócił wzrokiem do jasnowłosej. Odkaszlnął, prostując się. I chociaż jego skóra pokryta była gęsią skórką, ogon ściśle przylegał do ciała, i generalnie wręcz namacalnie było czuć od niego strach, to pospiesznie dodał chcąc wyjść z całej sytuacji z twarzą.
- Mogę iść. N-nie boję się. O-oczywiście, że nie! pft! P-powiedz tylko kiedy. Rozumiem, że p-potrzebujesz kogoś do ochrony. Nie m-martw się. Ob-bronię się. – skinął głową zapewne chcąc samego siebie przekonać.
W rzeczywistości bał się. Choć je uwielbiał….
Ale zamierzał tam iść. Bez względu na wszystko. Lepsze to niż siedzenie na dupie.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maaya
ZIĘBA / FUGL

Liczba postów : 30
Imię i nazwisko : Maaya 'Arie' Suzumaru
Wiek : 16
Wzrost i waga : 150cm, 48kg.

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pią Wrz 30, 2016 2:16 am

Maaya sobie leżała i wegetowała, jak na obolałego i naćpanego przeciwbólowymi pacjenta przystało. Rejestrowała to, co się wokół niej działo, ale jakoś nie przykładała do tego wagi. Bardziej martwiła się o to, czy w najbliższych dniach nie wyląduje w gipsie z jakiegoś niezwykle błahego powodu oraz czy ten świat w końcu przestanie układać się w kwadratowe piksele czy nie. Po chwili, w której jej uszy podrażniane były słowami starszej dziewczyny z pobliskiego łóżka, przewróciła się na plecy i spojrzała na sufit. Uch, wróżki tam wciąż były i nawet miały czelność się z niej śmiać! Ściągnęła brwi, niezadowolona z tego stanu rzeczy, choć w jej obecnym stanie wyglądało to komicznie. Słysząc, jak siedzący nieopodal czarny kot odpowiada na propozycję sprawdzenia strychu, odwróciła się w jego stronę i spojrzała na niego z niejakim współczuciem. Co prawda sama nie była w najlepszym stanie, ale co takiego mogłyby im zrobić duchy? Po chwilce strachu później będzie miał się z czego śmiać lub opowiadać w Kotur, co to była za przygoda! Z drugiej strony... Ciekawe czy znał Farlana? Będzie musiała się dowiedzieć. Jak już tylko świat przestanie wirować jak szalony. Po przyjrzeniu się czarnowłosemu, zaczęła szukać wzrokiem znajomej twarzy. Wydawało jej się, że mignęła jej, kiedy wprowadzali ją do sali... O, jest! Posłała słaby uśmiech do chłopaka i uniosła dłoń w geście powitania, choć dziwnym było, że widziała ich dwóch i lekko rozmazanych... Co z kolei skłaniało ją do myślenia nad tym, ile tej morfiny było w zastrzyku znieczulającym i czy przez przypadek nie dodali jej jeszcze czegoś innego do strzykawki. Westchnęła po raz kolejny i bardzo ostrożnie zeszła ze szpitalnego łóżka, bojąc się, ze nogi jej nie utrzymają. Szczęśliwie mogła stać, ale pierwsze kroki jakie wykonała w stronę kotowatego przypominały bardziej pochód zombie jak człowieka.
- Suzumaru, miło poznać - powiedziała bez zwykłego entuzjazmu, choć nie chciała by tak to brzmiało. Jakoś tak brakowało jej... siły, by wykrzesać z siebie więcej, dlatego uśmiechnęła się przepraszająco, z nieco "pijackim" akcentem. - Jeżeli się boisz mogę potrzymać cię za rękę... jeśli chcesz - zaproponowała całkiem poważnie, nawet milej jak przy przedstawieniu się. Nawet wyciągnęła dłoń w jego stronę, chcąc pokazać, że naprawdę zamierza to zrobić. I niezależnie od tego, co zamierzał zrobić Kot, ona planowała podejść do Akihitoi już bez większej krępacji złapać go za rękę.
- Chodźmy zobaczyć ten strych, przynajmniej zwolnią się łóżka... - powiedziała niezwykle lakonicznie jak na siebie. Przynajmniej był jakiś plan działania a nóż widelec wydarzy się coś ciekawego. Przy okazji ruch i świeże powietrze dobrze jej zrobią w tym stanie. Może szybciej wytrzeźwieje...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loire
NAUCZYCIEL WFu / LEW

Liczba postów : 26
Imię i nazwisko : Loire LeBlanc-Rey
Wiek : 36 lat
Wzrost i waga : 253 cm |146 kg

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Czw Paź 06, 2016 10:46 pm

Siedział i czekał, i czekał, grzecznie i cierpliwie... w takich okolicznościach niecierpliwienie się niczego by nie zmieniło. Każdego pacjenta w końcu obsługa szpitala musiała w rejestr wpisać, odznaczyć, sprawdzić chip i kod, potem upewnić się że stan fizyczny pozwala na zabieg, a potem sam zabieg też błyskawiczny nie był. Sporą część książki przeczytał, zanim usłyszał swoje nazwisko.
- Pan LeBlanc-Roy! - pielęgniarka była widocznie zmęczona i popatrywała krzywo na wciąż czekające tłumy, ale jej mina szybko zmieniła się w onieśmielenie na widok podnoszącego się Czarnokrwistego. Głową prawie sufitu sięgał, ogólna zwalistość sylwetki powodowała że tłum wkoło niego nieco przypominał potok obiegający skałę. Nieformalny ubiór nieco łagodził wrażenie, ale ogółem... nie mogła z siebie słowa wydusić, kiedy do niej podchodził. Bała się ewidentnie.
- Madame? Wszystko w porządku? - Loire spytał kobiety cicho, widząc że jak zwykle jego cudowna ligrza natura powodowała kłopoty. Pielęgniarka z trudem się otrząsnęła i ściągnęła wargi w nieprzyjaznym grymasie. Oho... będzie przeprawa. Pewnie jest nowa jakaś, większość pracowników szpitala kojarzyła go bardzo dobrze i wiedzieli, że on tylko tak wygląda...
- Tak, w porządku - odpowiedziała mu szorstko i odwróciła się, tylko tak okazując że ma za nią pójść. No to poszedł. Mijanych pracowników witał lekkimi uśmiechami, o ile na niego w ogóle spoglądali. Hrrrrm... ten dzień był zawsze przeprawą dla ludzi. Gdyby jeszcze wszyscy Dawcy zachowywali się w miarę spokojnie, nie odstawiali szopek, nie próbowali uciekać albo wszczynać burd... A potem się dziwią, że lekarze czy pielęgniarki traktują ich rodzaj jak jakąś niebezpieczną infestację. Doprawdy. Tylko utrudniali życie sobie i wszystkim innym.

Pół godziny później już było po wszystkim. Tak jak przewidywał, pielęgniarka by dodać sobie animuszu nie była łagodna przy zabiegu. Jakoś musiała sobie ego podbudować, a fakt, że taki ogromny Dawca potulnie słucha jej poleceń i daje się krzywdzić... jak małe dziecko, doprawdy. Opatrunek, dawka przeciwbólówek i był wolny na odczekanie. Dowiedział się jednak, że w pierwszej sali, pod którą czekał, nie było już miejsca, więc musiał się przetransportować do sali obok. No trudno się mówi. Zajrzał tam tylko, by się upewnić że wszystko jest w porządku (słyszał jakieś młode głosy, instynkt opiekuńczy to wbrew pozorom zdradliwa bestia), po czym pokonał krótką trasę do Sali nr 2.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akihito
WILGA / HUNDUR

Liczba postów : 29
Imię i nazwisko : Akihito Ikari
Wiek : 16
Wzrost i waga : 186;75

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Nie Paź 09, 2016 4:19 pm

Słysząc imię Kota nic mu on nie mówiło. Może jest starszy i chodzi do klasy wyżej czy coś?
-Jasne.-odpowiedział trochę głośniej słysząc uwagę Tsukihime.
Przysłuchiwał się propozycjom jakie podawali jego kompani rozmowy. Jakoś pomysł Tsukiego nie przypadł mu do gustu. W końcu kradzież karetki nie jest zbyt mądrym zabiegiem. Jak się okazało Meduza już raz tego próbowała. Ku zdziwieniu Akiego Kotu się to nie spodobało. "Przecież sam to przed chwilą proponowałeś." stwierdził w myślach i pokręcił lekko głową.
Jak się okazało blondynka znała jakąś straszną historię na temat tego szpitala. Nie była ona jakoś specjalnie przerażająca, ani nie wydawała się zbyt prawdziwa. Jednak Tsukihime był przerażony. Nie tylko zdradzało to jego jąkanie się, ale również uszy położył na płasko.
Nie za bardzo miał ochotę iść i sprawdzać ów strych. Jeszcze narobi sobie problemów. Chciał coś powiedzieć, ale jego uszy wyłapały czyjeś zbliżające się kroki. Maay najwidoczniej słyszała ich rozmowę i zaciekawiło ją sprawdzenie tej legendy. Widać po niej było, że nie jest dzisiaj w szczytowej formie. Chociaż co się dziwić. Sam zabieg pobierania szpiku jest dość bolesny i do najprzyjemniejszych nie należy.
-Tsukihime, a to przypadkiem nie tobie przydałby się w tej wyprawie ochroniarz?-zapytał spoglądając na przestraszonego kota.
Kiedy Maay złapała go za rękę i powiedziała, że chce iść zobaczyć ten strych Aki nie był w stanie jej odmówić.
-Niech będzie. Możemy iść.-odparł beznamiętnie-Wszystko w porządku? Dasz radę?-zapytał patrząc na Suzumaru.
Wizja siedzenia tu na tyłu jakoś mu się nie uśmiechała. Rozruszanie kości będzie dobrym pomysłem. Lepiej żeby ich nie złapali
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Medusa
KOS / JORDIN

Liczba postów : 120
Imię i nazwisko : Siva "Medusa" Yaeshon
Wiek : 18 lat
Wzrost i waga : 64 kg | 170 cm

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pią Paź 14, 2016 4:51 pm

Dziś Yaeshon wyjątkowo nie miała dobrego humoru, choć jej samej trudno było powiedzieć czy to przez konieczność oddania szpiku. Z drugiej strony, poznanie powodu takiego stanu rzeczy nie miało wielkiego znaczenia, bo niedługo i tak zniknie z tego miejsca – na jak długo nikt nie jest w stanie powiedzieć.  
Siva skupiła swój bazyliszkowy wzrok na uszatym Czarnokrwistym, zupełnie nie przejmując się tym, co ma jej do powiedzenia. Prawda, może i miał trochę racji, co do pożyczania karetki, uprzejmie pomijając fakt, że sam to zaproponował, ale na dziewczynie nie robiło to żadnego wrażenia. Wzruszyła ramionami, a na jej twarzy pojawił się mały uśmiech.
- Jakkolwiek. – Opuszczając na chwilę niemożliwie interesującą rozmowę, sięgnęła po swoją torbę i wepchnęła w jej wnętrze wcześniej czytany magazyn. Przy okazji sprawdziła, co w niej było, bo gdy wychodziła w pośpiechu wrzucała do niej pierwsze lepsze rzeczy, które wydawały się przydatne – w tym również spray na komary. Ciekawe, wcześniej wydawało się jej, że to gaz pieprzowy.
A zresztą, nieważne.
Wstała przytrzymując się ramy łóżka, w ciszy obserwując rozwój sytuacji. Była mało zachwycona pomysłem przyłączenia ledwo chodzącej dziewczyny, głównie, dlatego, że zanim doszliby na miejsca ta pewnie już by padała, ale jeśli to nie ona musiała ją niańczyć to wszystko w porządku. Teraz musiała wymyślić jakiś sposób na przejście obok pracowników szpitala i dostanie się do miejsca niedostępnego dla zwykłych pacjentów. Nie chciała o tym za bardzo myśleć, jednak był to spory problem – jak niby mogliby to zrobić w tak wyróżniającej się gromadce? Cóż, zawsze mogli spróbować techniki „udawaj, że wszystko jest w porządku i że wiesz, co robisz, a może jakoś ci się uda”.
- Dobra, ferajna, czas ruszyć ku przygodzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

Liczba postów : 606
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Sro Paź 19, 2016 2:40 am

Próbował ignorować nieprzychylne komentarze, chociaż źrenice zmieniły się niebezpiecznie w dwie kreski, a końcówka ogona drgnęła w sygnale ostrzegawczym. Ostatecznie udało mu się zapanować nad złością i odetchnął przez nos, posyłając jedynie krótkie spojrzenie Akihito, które, oczywiście w kocim rozumowaniu, powinno w tym momencie wyrażać więcej niż słowa. Powoli zsunął się z łóżka i skrzyżował obie ręce na klatce piersiowej, wpatrując się w Meduzę. Prawie wyzywał ją niemo na pojedynek.
- Nie boję się. – skwitował krótko, a kąciki ust uniosły się w tryumfalnym geście. - Jestem gotowy. A ty? – zapytał, odwracając się bokiem do pozostałej dwójki, bo rosły facet opuścił salę. - Nie sądzę, by twoja dziewczyna była w stanie się poruszać. – rzucił szczerze. Nie chciał być nieuprzejmy, ale… lepiej, jakby tu została, aniżeli słaniając się na nogach naraziła całą grupę na odkrycie. Raptownie dzieciak rzucił się na swoje łóżko, by sięgnąć za nie i wyciągnąć parcianą torbę z ubraniami. Wyszarpał z jej wnętrza czerwone trampki i rzucił je na podłogę, wsuwając w nie drobne stopy.
- Lepsze od tych cholernych, szpitalnych klapek. To co, idziemy? – uniósł brew narzucając na ramiona czarną bluzę. Zaciągnął kaptur na głowę ukrywając smoliste, kocie uszy i powoli ruszył w stronę wyjścia. Dopiero teraz zaczął odczuwać dyskomfort poruszania się. Ciało wciąż go bolało. Ale nie zamierzał przed nikim się użalać i skarżyć. Musiał zachować twarz. No i pokazać, że nic a nic się nie boi. Nie ma to tamto.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Misha
PYCHA

Liczba postów : 35
Imię i nazwisko : Misha Kornev
Wiek : Nieznany
Wzrost i waga : Sto osiemdziesiąt osiem centymetrów i osiemdziesiąt kilogramów dzikiego drapieżnika.

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pią Gru 02, 2016 3:53 am

Głęboki kaptur czarnej bluzy dużo wcześniej zarzucił porządnie na głowę, którą zresztą pochylił, nim przekroczył próg budynku, by nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. Zewsząd otaczali go Czarnokrwiści w najróżniejszym wieku, choć w oczy rzucały się jednostki w wieku szkolnym, a Misha doskonale wiedział w jakim celu ich tutaj stłoczono jak świnie na rzeź, co nie tylko budziło w nim mieszaninę jedynie negatywnych emocji, ale i ochotę, aby wyrżnąć tych wszystkich ludzi z personelu w pień. Tego ostatniego zrobić mu, rzecz jasna, nie wypadało z jednej prostej przyczyny — przyszedł tutaj w zupełnie innym celu. Sama ta pokusa odbijała się od jego czaszki rezonując, ale jedynie uśmiechnął się w niebezpieczny sposób, ukazując tym samym charakterystyczne dla drapieżnika uzębienie.
Ubrany od góry do dołu na czarno w całym tym harmiderze jakoś się zlewał, choć wzrok niektórych padał na pewno na charakterystyczny tatuaż na lewym policzku. Nie mieli jednak szans bliżej się tej „plamie” przyjrzeć ze względu na zbyt szybki, typowo koci krok jego posiadacza. Kornev wolał nie kusić losu założoną bandaną, która pełniła rolę zasłaniania twarzy — mogłoby się to bowiem wydać w tym miejscu podejrzane, a niewiele trzeba było, by taka iskierka raz zwróconej uwagi, mogła przemienić się w pożar i wywołać niemałe zamieszanie.
Przemierzając korytarz wzdłuż, rzucał jedynie pojedyncze spojrzenia — zdecydowanie wyostrzony wzrok pomagał mu  wyłapaniu największych szczegółów, ale jak dotąd nie dostrzegł znajomej buźki, która znajdowała się pod stałą opieką Hieny. Oczywiście, że nie było możliwości na oszukanie systemu i zakazanie Yume pojawienia się w wielkim dniu oddawaniu szpiku, ironicznemu świętu ludzkości, która musiała się mimo swej upadającej dumy przyznawać wówczas otwarcie, że jest uzależniona od istnienia Czarnokrwistych. Prychnął pod nosem z pogardą na samą myśl o tym. Pycha zaprzestał tego procederu już dawno temu, a w miejscu kodu kreskowego widniała odznaczająca się na bladej skórze blizna, której zdecydował się nie zakrywać w całości tatuażem czaszki z widocznymi oczodołami, jakby na pamiątkę.
Kiedy mignęła mu znajoma twarz znajdująca się jeszcze wtedy na szpitalnym łóżku cierpliwie jak na drapieżnika przystało — zatrzymał się przy framudze drzwi, lewą stroną w kierunku ściany, minimalizując szanse na przyglądanie się jego prywatnej ozdobie. Wyczekiwał najlepszego momentu, aby pochwycić swój cel w postaci drobnego kotowatego. Nie zamierzał jednak wpadać na salę numer jeden, jakby wchodził do siebie. Cóż, właził tak do mieszkania Vulka, poprawka — Haine’a. Vulk nie posiadał dla Mishy żadnych praw — naraził mu się raz i to okazało się wystarczające. Publicznie jednak Pycha musiał zachować jakieś względne obowiązujące normy zachowania, których poniekąd w normalnych warunkach był pozbawiony, dlatego musiał tak mocno się hamować.
Porywam cię kotku, kotku — oznajmił typowym dla siebie nieco oschłym tonem Misha, wcześniej pochylając się nad Yume, któremu poniekąd zagrodził nieoczekiwanie drogę do wyjścia na oblężony korytarz. Utkwił w nim spojrzenie nieuznające żadnego sprzeciwu, w którym zawitały charakterystyczne dla niego niezbyt zdrowe błyski, a kąciki ust wyraźnie się uniosły. Chwycił nastolatka jak na swoje standardy – dość łagodnie za przedramię, wyciągając go tym samym na zewnątrz. Strych. Phew. Kto, by się zajmował jakimś tam strychem i to jeszcze w takiej kostnicy, jak wolałby określać to miejsce Kornev. — Pozwolę ci zdecydować gdzie pójdziemy, ale stawiam jeden warunek, słonko, byle było to jak najdalej stąd. Mam alergię na te absurdy i mogłaby mi się niechcący skończyć cierpliwość... — dodał śmiertelnie poważnym głosem, lecz na tyle głośno, by tylko Yume mógł zrozumieć co dokładnie padło z ust Pychy, jakby w kontraście na twarzy Mishy okalanej przez przydługie, czarne kosmyki wymalował się drapieżny uśmieszek. Sama taka możliwość nawet go nieco ubawiła, bo roześmiał się krótko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

Liczba postów : 606
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Sro Gru 07, 2016 12:52 am

Abstrakcyjnie czuł przeszywający go na wskroś dreszcz podniecenia podsycany uczuciem strachu. Z jednej strony wszystkie paranormalne zjawiska ja duchy, Ufo czy inne koszmarne stworzenia wywoływały gęsią skórkę, skurcze żołądka i dygotanie nóg. Bał się ich. Z drugiej zaś…. Uwielbiał oglądać horrory, czytać o takich rzeczach, a nawet należał w szkole do paranormalnego klubu. Dlatego też ostatecznie zgodził się na wycieczkę do nawiedzonego, o ile to w ogóle prawda, miejsca w tym szpitalu.
Nie spodziewał się jednak, że jego wyprawa zakończy się szybciej, niż rozpoczęła.
Prawie podskoczył w miejscu, kiedy poczuł na sobie obcy dotyk. Nie tak obcy. Źrenice zwężyły się, kiedy rozpoznał pod kapturem twarz Mishy. W czasie jednego uderzenia serca, złote tęczówki zalśniły radosnym błyskiem, a usta wygięły się w szerokim uśmiechu. Końcówka ogona uderzyła o bok ściany, gdy kotowaty niemalże rzucił się na wyższego mężczyznę. Brakowało jedynie wyrzucenia rąk ku górze i radosnego krzyku.
- Miiiiiiiawwwawaw. – w ostatniej chwili ugryzł się w język. Nie był do końca pewien, czy Pycha życzy sobie krzyczenie jego imienia w miejscu publicznym, dlatego też ostatecznie to, co miało być imieniem przeistoczyło się w karykaturalny dźwięk. Lubił go. W sensie Mishę. Od pierwszego dnia, kiedy go spotkał, aż po dzień dzisiejszy. Jasne, nie wiedział jaki jest w gronie samych członków 7DS, jak zachowuje się stricte w stosunku ludzi, których złapali i trzymali w swojej kryjówce. Wiedział za to, że wielu członków grupy bało się go. Widział ich ukradkowe spojrzenia, jakie rzucali w kierunku Pychy, kiedy zdarzyło się, że u Vulka i Haine było więcej niż pięć osób. Osobiście nigdy nie zastanawiał się nad tym jakoś wyjątkowo głęboko. Nie obchodziło go to, tak szczerze powiedziawszy. Misha był dla niego miły. Nie, inaczej. Nigdy go nie uderzył, nigdy nie gardził, a przynajmniej nie w otwarty sposób, nie był oschły i nie traktował jak śmiecia. A dla Yume to wystarczyło. Dlatego też lubił go i zawsze się cieszył, kiedy go widział. I nie rozumiał, dlaczego Vulk zawsze tak warczał…
- Porwij mnie! – rzucił wesoło, kładąc uszy do tyłu, czując jak uczucie ciepła rozpływa się po całym jego ciele, zalewając sobą każdą komórkę. Nie miał nic przeciwko. Wiedział, że w jego towarzystwie z pewnością nie będzie się nudził.
Skinął żywiołowo głową i odwrócił się na pięcie, zwracając do niedoszłej grupy eksploracyjnej.
- Wybaczcie, ale jednak z wami nie idę! Może innym razem. Pewnie nie ostatni raz się widzimy. – rzucił wesoło, chcąc od razu skierować się na powrót do Sali, ale w ostatniej chwili zastygł, łapiąc się framugi.
- Poczekaj chwilę…. – przysunął się bliżej Mishy i dodał konspiracyjnym szeptem przykładając sobie dłoń do ust - Z rozrywaniem gardzieli śmiertelników w szpitalu. – odsunął się od niego i wyszczerzył w niemal promiennym uśmiechu.
- Tylko się przebiorę. – dodał i już go nie było. Wiedział, że Misha raczej do najcierpliwszych nie należy, dlatego też starał się ubierać tak szybko, jak tylko mógł. Nie mógł jednak nic poradzić na ból i dyskomfort, jaki temu towarzyszył. Ciało wiąż było obolałe i osłabione po zabiegu, dlatego też nim wsunął stopy w trampki, usiadł na łóżku, by złapać parę oddechów.
Nie daj mu czekać, Yume.
Wiedział. Cholera jasna, wiedział.
Wrzucił dres do torby, szarpnął za zamek i ją zapiął, podnosząc się z łóżka.
- Jestem! – sapnął, starając się pokazać z tej najlepszej, silnej strony.
- To mówisz, że pójdziemy gdzie tylko chcę? – mruknął, kiedy ruszyli tłocznym korytarzem. - Chodźmy coś zjeść! Coś niezdrowego i tłustego! A potem pójdziemy po mleko i kocie chrupki. O, i tuńczyka. Zjemy też tuńczyka, dobrze? – oczywiście w jego rozumowaniu było tak, że skoro Misha go gdzieś zapraszał to… stawiał. To nie tak, że Haine skąpił mu kieszonkowe. Po prostu przeżarł wszystkie pieniądze w tym miesiącu. A skoro proponując….
- Ale wyciągniesz mi najpierw wenflon? – uniósł wolną dłoń, w której nie trzymał torby i pomachał nią przed mężczyzną.
No cóż, do pielęgniarki nie pójdzie, skoro to porwanie.
A Misha musiał wziąć odpowiedzialność. A jak.

| zt x2 -> Tutaj~

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shad
WILGA

Liczba postów : 39
Imię i nazwisko : Kurt Redley
Wiek : 17 lat
Wzrost i waga : 172cm/69kg

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pon Sty 09, 2017 10:29 pm

Kolejnym miejscem, które zechciał odwiedzić nasz młody akrobata był szpital, z tym że nie przyszedł tu na żadne badania, czy cuś z tych rzeczy, a dlatego bo zasłyszał że gdzieś tu znajduje się pewna specyficzna... znajoma, która niekoniecznie chce zostawać na dłuższe leczenie. Sam budynek szpitala wyglądał nieźle, na pewno nie przypominał tego co już widywał w swoim krótkim życiu, było o wiele lepiej. W każdym razie, chłopak kręcił się po korytarzu, ukradkiem zerkając do każdej z sal w poszukiwaniu swego celu i chyba mógłby mówić o własnym szczęściu, a może zbiegu okoliczności, ale pierwsza sala do której zajrzał, była salą w której znajdowała się Medusa. Nie wyglądała najlepiej... no ale co się dziwić. Shad zerknął jeszcze w stronę korytarza, coby upewnić się że nikogo nie ma, a następnie bez ostrzeżenia zbliżył się do ledwo żywej, jak na jego oko, panny.
- Robimy szybki wyjazd... nie lubię szpitali.
Oznajmił, po czym ponownie wyszedł z sali i podkradł stojący tam wózek na kółkach, z którym to podjechał do Czarnokrwistej.
- Siadaj, bez marudzenia.
To był rozkaz, ale wszystko zależało od dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Medusa
KOS / JORDIN

Liczba postów : 120
Imię i nazwisko : Siva "Medusa" Yaeshon
Wiek : 18 lat
Wzrost i waga : 64 kg | 170 cm

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pon Sty 09, 2017 10:50 pm

W gruncie rzeczy Siva miała serdecznie dość czekania aż wszyscy postanowią ruszyć swoje szanowne dupska i z niezbyt zadowoloną miną stała jak ta głupia w wejściu zastanawiając się czy po prostu nie wymknąć się z sali. Jedyną rzeczą, która jeszcze trzymała ją w tamtym miejscu to myśl, że sama zaproponowała urozmaicenie szpitalnego teatrzyku bólu i cierpienia, jednak widząc to „udane” zbiorowisko zaczęła żałować, że się odzywała. Co ona sobie myślała, że Czarnokrwiści po oddaniu szpiku będą pełni wigoru i chęci ruszenia ku przygodzie wyjętej z przewidywalnego horroru? W sumie Siva nawet nie była pewna czy sama dałaby radę poprowadzić radosną gromadkę przez labirynt korytarzy.
Wtem pojawił się jej rycerz w mało lśniącej zbroi (w zwykłej bluzie oraz przeciętnych spodniach) i bez karego rumaka, którym mogliby uciec z tego piekła. Uh, zdecydowanie przeczytała zbyt wiele dennych książek wprost z romantyzmu, aż chciałoby się powiedzieć: spalić te wszystkie durne lektury!
W każdym razie Shad znalazł się w dobrym miejscu, żeby uratować Medusę przed zniszczeniem kilku mebli i ani jej się śniło, aby zaprzepaścić taką okazję.
- Tak jest, panie pułkowniku! – powiedziała z kpiącym uśmieszkiem, salutując niczym typowy żołnierz nienawidzący swojego dowódcy. Usiadła bez większych oporów na wózku, położyła torbę na kolanach i czekała, znowu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shad
WILGA

Liczba postów : 39
Imię i nazwisko : Kurt Redley
Wiek : 17 lat
Wzrost i waga : 172cm/69kg

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pon Sty 09, 2017 11:06 pm

Na szczęście dla niej(i dla niego ofc), że bez oporów usiadła i mogli się stąd wynieść. Było pusto i cicho... dlaczego by więc nie zaszaleć? Chłopak wyprowadził wózek z dziewczęciem poza salę, co było pierwszym krokiem do sukcesu, ale pozostało im jeszcze pokonać korytarz i dostać się do wyjścia. I chyba lepiej byłoby, gdyby nikt nie widział jej zniknięcia...
- Trzymaj się. Mocno.,
Wyrzekł tylko, by następnie ruszyć biegiem przed siebie, w swych dłoniach dzierżąc uchwyty wózka, na którym to znajdowała się jego biedna Meduska. Na początku bieg nie był zbyt szybki, jednak po pokonaniu jednego z zakrętów, gdy byli na dłuższym odcinku, począł pędzić niczym rozgrzany do czerwoności mustang. To była niebezpieczna zabawa i Shad o tym dokładnie wiedział, ale czymże byłoby życie bez odrobiny szaleństwa? No... cóż, chodził po wysokości, wiec znał to uczucie, ale jak było z siedzącą na wózku dziewczyną? Może dowie się tego potem, gdyż póki co szalał, biegnąc przed siebie. Na ich drodze stały tylko podwójne drzwi, a to sprawiło, że w głowie chłopaka pojawił się niecny plan. Shad nie zwalniał, wręcz zrobił coś gorszego - popchnął wózek, samemu za nim goniąc. Ciekawe co musiała czuć Czarnokrwista w tym momencie? Zbliżające się drzwi... i ta pewność że zaraz się z nimi zderzy. Nie taki był jednak plan Shada. Gdy wózek trochę zwolnił, niebieskooki przeskoczył go i z impetem otworzył drzwi, pozwalając wózkowi przejechać. Na szczęście nie było tam żadnego progu, inaczej pannica miałaby po zębach w tym momencie. Coby skwitować zabawę, gdy przedmiot jego zabaw z pasażerką zbliżał się do niego, postanowił po prostu nad nim przeskoczyć, robiąc ładny przewrót w powietrzu.
- Uff... no to jesteśmy.
Sukces! Byli przy windzie! No to teraz poczekać tylko aż przyjedzie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Medusa
KOS / JORDIN

Liczba postów : 120
Imię i nazwisko : Siva "Medusa" Yaeshon
Wiek : 18 lat
Wzrost i waga : 64 kg | 170 cm

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Pon Sty 09, 2017 11:41 pm

Szaleństwo, zabawa oraz zjebaństwo – w taki sposób można opisać każdą akcję, z którą Siva miała coś wspólnego, a która przeważnie kończyła się na komisariacie. I choć tym razem nie spodziewała się takiej zabójczej rozrywki to podświadomie czuła, że tym razem nie mogło stać się inaczej. W pewnym momencie, a konkretnie podczas mało ciekawego procesu nabierania prędkości, jako żywy pocisk, którym z pewnością w końcu się stanie, zaczęła czuć się jak dziecko i aż zasyczała radośnie, wyrzucając ręce w górę. Wózek przyjął ten gest z godnością, jednak zadrżał niebezpiecznie, grożąc wywróceniem się przy następnej takiej próbie samobójczej.
Dla personelu oraz hospitalizowanych mogło się to wydawać dziwne, ale dla dwójki znajomych nie robiło różnicy skoro opinie mieli, jaką mieli, w końcu zachowywali się jak szczeniaki. Nie przeszkadzało jej to w żadnym stopniu, jednak zwątpiła, gdy zauważyła na ich drodze drzwi. Zabawa zabawą, ale przecież chcieli opuścić szpital, a nie sprawić by musiała w nim tkwić przez najbliższy miesiąc!
Chwila niepewności minęła tak szybko jak się pojawiła, zastąpiona adrenaliną oraz chęcią stawienia czoła morderczym drzwiom, które już zaraz będą w zasięgu jej nogi...
Ale zanim udało się jej potraktować obiekt swoim popisowym kopnięciem, Shad zadziałał. Musiała przyznać, że było to godne podziwu, ale słowa pochwały zostawi, na kiedy indziej, bo jedyne, co mogła z siebie wydusić było przeciągłe „wow”.
Kiedy odzyskała głos, czyli gdy zatrzymali się przed windą, zwróciła się do chłopaka z wyraźnie kwaśną miną.
- Czasem zastanawiam się czy ty mnie przypadkiem nie chcesz zabić – powiedziała, tłamszącą w sobie wybuch śmiechu. – Ale wtedy twoje życie byłoby sto razy nudniejsze, więc po prostu uznam to za formę „zabawiania” towarzystwa.
Widząc spojrzenia wszystkich, którzy byli świadkami przedstawienia nie mogła się dłużej powstrzymywać, zaniosła się śmiechem i ledwo, niemal przypadkowo wjechała samodzielnie do windy, która poprowadziła ich w stronę wyczekanej wolności. Oraz może ku nowej przygodzie.

2x zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Akihito
WILGA / HUNDUR

Liczba postów : 29
Imię i nazwisko : Akihito Ikari
Wiek : 16
Wzrost i waga : 186;75

PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Sro Sty 11, 2017 11:34 pm

Przyglądał się z boku jak całe towarzystwo się rozchodzi. Chyba nie ma się co dziwić, że tak to się skończyło. Każdy z nich był dość zmęczony i obolały po pobieraniu szpiku. Najprawdopodobniej cała ta akcja skończyłaby się w ten sposób. Usiadł na łóżku lekko wzdychając. Maaya nie mając sił w międzyczasie usnęła. Został sam. Jak zawsze. Nie miał jednak nikomu tego za złe. Przecież ledwo się znał z osobami, z którymi dzielił salę szpitalną. Wyjątkiem była młoda Fugl. Każdy został "odebrany" przez jakiegoś swojego znajomego czy przyjaciela. Kto miał więc go odebrać? Jedyna osoba, która uważała go za przyjaciela leżała obok. Skończyło się na tym, że jeszcze chwilę odpoczął leżąc na łóżku szpitalnym, aby następnie zabierając swoje rzeczy opuścić szpital i skierować się z powrotem do domu, do które szczególnie mu się nie spieszyło. Jednak ze względu na swoje beznadziejne samo poczucie nie zamierzał kręcić się już po okolicy tylko pójść prosto do budynku zwanego "dom", aby tam przespać resztę dnia.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Sala nr 1   Today at 5:21 am

Powrót do góry Go down
 
Sala nr 1
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sala tortur.
» Sala balowa
» Sala balowa.
» Sala #69
» [I piętro] Sala operacyjna 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xx :: ➜ Wschodnia część :: Szpital-
Skocz do: