IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 When Angels deserve to die [Vergil x Haine + być może dodatki]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Vergil Sparda
STRATEG

avatar
Liczba postów : 394
Imię i nazwisko : Vergil Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm; 76 kg

PisanieTemat: When Angels deserve to die [Vergil x Haine + być może dodatki]   Sob Maj 28, 2016 8:07 pm

Około pięć lat temu, bliżej nieokreślona lokalizacja

[zakłócenia] Grupa Delta, kontakt! [zakłócenia]
[zakłócenia] Grupa Gamma, kontakt! [zakłócenia]
[zakłócenia] Grupa Alfa, kontakt! Mają strzelców! Potrzebujemy wsparcia! [zakłócenia]

Na ten meldunek przystanął na moment. Akurat przed chwilą zaszlachtował jakąś bestię, zamaskowaną i uzbrojoną w parę paskudnych noży, która się na niego rzuciła. Nie było to jakieś wyzwanie, atak był śmiesznie łatwy do uniknięcia. Yamato wszedł w lukę między maską a kołnierzem skleconej z byle czego 'osłony', nie napotykając oporu. Zawinął ostrzem, by pozbyć się czarnej posoki. Charkot błyskawicznie wykrwawiającego się zwierzęcia w ogóle go nie poruszył. Przycisnął guziczek nadawania, w myślach przepatrując wszystkie zapamiętane plany, rozpiski oddziałów, meldunki szpiegów.

- Grupa Epsilon, po wykonaniu waszego zadania udacie się wesprzeć Grupę Alfa. Snajperzy, budynek na wschód od celu S-4 da wam odpowiedni zasięg. Grupa Beta, uważajcie na możliwych uciekinierów - wydawał polecenia beznamiętnym tonem. To była jego pierwsza akcja jako świeżo upieczonego Stratega, plan przygotowywał dwa tygodnie, zarywając noce nad papierami... jego intuicja, żeby przypuścić nagły szturm na to małe, opuszczone osiedle w slumsach, okazała się trafiona. Meldunki od poszczególnych przywódców oddziałów składały się w perfekcyjny obraz.

Gniazdo Odłamców.

Odruchowo wyjął z kieszeni mały skaner i nakierował go na martwą bestię, wiedząc, jaki będzie odczyt. Zero reakcji - brak chipu. Schował urządzonko i ruszył dalej, w ciemnym mundurze taktycznym zlewając się z cieniami budynków. Oddział, który go osłaniał, był z przodu, widział jak wprawnie przeczesują teren, upewniając się że żadna bestia im nie umknie. Yamato był z powrotem w czarnej sayi, acz ostrze mogło zalśnić śmiercią w ułamku chwili, jeśli by zaszła potrzeba. Kordon zaciskał się coraz ciaśniej, mieli pewne straty, ale parszywe bestie też płaciły krwią i życiem za ich zbrodnie. Pod osłoną maski jego cienkie usta wykrzywiły się w bladej parodii uśmiechu. Byli tu też ci, którzy ośmielili się tknąć ich rodzinę... sam dwóch zaszlachtował, Dante wręcz się rozdarł do swojego nadajnika jakiś czas temu, by mu przekazać że kolejnego załatwił. Jeszcze tylko... dwóch, tak.

Inkwizycja przyniosła ogień i śmierć do gniazda plugastwa. Póki co akcja przebiegała dokładnie według jego planu, straty były nawet mniejsze niż zakładał. Ale nie dekoncentrował się ani na moment. Aż za dobrze wiedział, że w każdej chwili wszystko może runąć, a od jego spokoju i opanowania zależeć będzie mnóstwo ludzkich istnień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haine
GNIEW

avatar
Liczba postów : 334
Imię i nazwisko : Legitymuje się jako Hideki Kirishima. Dla Inkwizycji Haine (Nienawiść).
Wiek : Cienkie granice trzydziestki.
Wzrost i waga : 175 cm; 67 kg.

PisanieTemat: Re: When Angels deserve to die [Vergil x Haine + być może dodatki]   Pią Paź 07, 2016 1:41 am

Z ust Haine ulatywały przekleństwa. Jedno po drugim. Drżał ze wściekłości, która przeszywała go na wskroś. Sączyła się jak trucizna. Przeklęta Inkwizycja. Przeklęty rząd. Przeklęci ludzie.
Żyłka na jego skroni pulsowała niebezpiecznie. Wokół walały się same trupy. Smród krwi unosił się w powietrzu. Nadepnął na kałużę czerni zmieszanej z czerwienią, o mało nie tracąc równowagi, tak jakby właśnie jego noga skonfrontowała się ze skórką od banana.
Powinien wykrzesać z siebie coś, co było określane mianem instynktu samozachowawczego i uciec, skoro miał takową szansę. Duma jednak mu na to nie pozwalała. Uważał poniekąd, że byłaby to hańba na honorze poległych w tym miejscu pobratymców. Zatem zacisnął mocniej spocone palce na katanie.
Pionki, które poszły na pierwszy ogień, nie stanowiły dla niego żadnego wyzwania. Był wyszkolony do tego stopnia, że z wręcz dziecinną łatwością im się przeciwstawiał. Zaszczepione w nim nauki, co prawda w założeniu człowieka, który wpoił mu fechtunek, miały mieć charakter przede wszystkim defensywny, jednak los to dziwka. Kolejny raz zaśmiała mu się w twarz, obnażając swoją brzydotę. Jej ironia pomieszana z groteską była widoczna gołym okiem. Haine miał już dość. Ochota, by położyć temu kres zaważyła. Na jego barkach pojawił się niematerialny ciężar. Musiał spłacić dług, zaciągnięty u Czarnokrwistych, którzy tu polegli. W końcu zawierzyli mu swoje życie. Nie mogli umrzeć na daremno.
Haine zawarczał wściekle, gdy jeden z mężczyzn, sądząc, że ma przewagę, targnął się na jego życie. Zamachnął się na niego z zamiarem poderżnąć mu gardło. Czcze marzenia. Kirishma, popisując się swoimi zdolnościami szermierczymi, skrócił go o głowę. Ów część ciała potoczyła się i upadła pod stopami dość wysokiego, szczupłego mężczyzny, który pojawił się w pomieszczeniu. Nie mógł określić jego wieku, czego powodem była naciągnięta na twarz maska szychy. Znajdował się zdecydowanie wyżej w hierarchii niż mężczyzna, który pożegnał się przed chwilą życiem.
Haine z premedytacją nadepnął na jego ciało i wykrzywił usta w drapieżnym uśmiechu. Zdrowy rozsądek nakazał mu zachować ostrożność, a zwierzęcy instynkt podpowiadał mu, że dla odmiany pojawił się ktoś znacznie silniejszy. Zapragnął się z nim zabawić. Zapragnął pozbawić go oddechu. Zabić. Zabić. Zabić.
Ty odpowiadasz za tych słabeuszy, którzy tu wtargnęli? — zapytał. Nie tłumił wściekłości, która zniekształciła jego głos, wyraźnie w nim pobrzmiewając. Kopnął jeszcze ciepłe truchło, które topiło się we własnej, czerwonej jak wino krwi. —  Przekonajmy się czy ta zabawka u twojego boku nie jest tylko na pokaz — dodał prowokacyjnie.
Hienie ślepia zabłyszczały niebezpiecznie. Wściekłość nadal płynęła w jego żyłach. Dołączyła do krwiobiegu. Wypełniła po opuszki palców i cebulki włosów.  Chciał go zabić, rozszarpać na strzępy swoimi ostrymi jak brzytwa zębiskami. Wbić klingę w serce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vergil Sparda
STRATEG

avatar
Liczba postów : 394
Imię i nazwisko : Vergil Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm; 76 kg

PisanieTemat: Re: When Angels deserve to die [Vergil x Haine + być może dodatki]   Pią Paź 14, 2016 1:28 am

[zakłócenia] Grupa Epsilon, czysto! Udajemy się wesprzeć Grupę Alfa! [zakłócenia]
[zakłócenia] Grupa Theta, kontakt! Snajperzy na pozycjach, również kontakt! [zakłócenia]
[zakłócenia] Grupa Alfa, wycofujemy się i czekamy na wsparcie! [zakłócenia]
[zakłócenia] Grupa Delta, wyc- [zgrzyt niszczonego nadajnika]

Zmarszczył lekko brwi. Nagła cisza ze strony oddziału Delta oznaczała, że tam była większa koncentracja sił wroga. Szybko wydał odpowiednie rozkazy i podążył za swoją obstawą. Zdjęli parę bestii, które myślały że dadzą im się zaskoczyć, i teraz badali otoczenie niewysokiego, przysadzistego budynku, najwyraźniej byłej stołówki.

[zakłócenia] Grupa Epsilon, w punkcie spotkania! Ruszamy! [zakłócenia]
[zakłócenia] Grupa Alfa, podążamy za Epsilon! [zakłócenia]
[zakłócenia] Grupa Beta, kontakt! Mała grupka, podejrzani, prosimy o wsparcie! [zakłócenia]

Vergil po raz kolejny w myślach przeskanował mapę i rozkład sił, po czym przesłał oddziałowi Beta że on i jego obstawa ich wesprą. Byli najbliżej, a tę okolicę mieli w zasięgu snajperzy z Theta i Zeta. Krótkie rozkazy i cały jego oddział z minimalnym hałasem i maksymalną ostrożnością ruszył, by dołączyć do Bety.

Meldunki cały czas spływały. Zabici, ranni, wyeliminowani przeciwnicy, pojmani. Pozwolił sobie na kolejny blady uśmiech. Inkwizycja już odniosła miażdżące zwycięstwo, nawet jeśli reszta Odłamców się zdoła wydostać z kordonu, to ich liczba będzie na tyle mała, że nie będą stanowili większego zagrożenia. Pościg zresztą za nimi ruszy tak czy tak...

[zakłócenia] Grupa Beta, Kod Czerwony, powtarzam, Kod Czerwony! Przeciwnik silniejszy niż - urk! [zakłócenia]

Kod Czerwony. Jego ochrona od razu się spięła, wiedząc że to już nie były przelewki. Pojawił się Czarnokrwisty stanowiący wyjątkowe zagrożenie. Każde z nich zdawało sobie jasno sprawę z tego, że byli barierą między tą bestią a ich zwierzchnikiem w tej misji. Jeśli nawet zginą, to osłabią Odłamcę na tyle, by oficer go bez problemu wykończył albo przetrzymał do przybycia wsparcia. Już dwa oddziały kierowały się w ich stronę, po drodze likwidując każdego napotkanego przeciwnika.

Budynek do którego wkroczyli nie był zbyt duży, ale w miarę przestronny, co z jednej strony było dobre, ale z drugiej nie zapewniało dostatecznie wielu możliwości znalezienia osłony. Krótki rozkaz posłał strzelców naprzód...

Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Z urywanych meldunków wynikało, że pozostał już tylko jeden Czarnokrwisty... ale to on wymordował całą Betę i jego ludzi. Wkrótce zresztą stanęli naprzeciwko siebie, w największym, nieco zagraconym pomieszczeniu. Vergil w progu, z odciętą głową jednego z Bojowników przy nogach, i bestia, mniej więcej na środku, przykulona nad ciałem, napięta, gotowa rzucić się na niego w każdej chwili. Tsk. Do tego też miała ostrze... jego twórca pewnie w grobie się przewracał, że tak szlachetny miecz trafił w takie łapska. Ale to nic. Vergil osobiście zadba o to, by długo w nich nie pobył.

Nie odpowiedział na wyzwania, na próbę prowokacji, tylko w pełni wkroczył do pomieszczenia i zatrzymał się parę metrów od zamaskowanej bestii, stając częściowo bokiem, ze stabilnie rozsuniętymi nogami i z prawą dłonią wiszącą milimetry nad rękojeścią Yamato. Pozycja do iaido, co rozpoznałby każdy znawca. Był skupiony i czujny - jego refleksy były wyszlifowane kosztem potu, krwi, i niezliczonych godzin treningu, ale w walce z niebezpiecznym przeciwnikiem najmniejsza nieuwaga mogła kosztować go nawet życie. Był gotów precyzyjnie i bezlitośnie zadać śmiertelny cios, jeśli wróg się na tyle odsłoni, był też gotów wdać się w pojedynek. Z tego pomieszczenia tylko jeden z nich wyjdzie żywy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haine
GNIEW

avatar
Liczba postów : 334
Imię i nazwisko : Legitymuje się jako Hideki Kirishima. Dla Inkwizycji Haine (Nienawiść).
Wiek : Cienkie granice trzydziestki.
Wzrost i waga : 175 cm; 67 kg.

PisanieTemat: Re: When Angels deserve to die [Vergil x Haine + być może dodatki]   Sro Paź 26, 2016 1:16 pm

Kylle nie szlifował jednego, konkretnego stylu walki. Wypracował sobie swój własny, indywidualny i charakterystyczny, który tworzył mieszankę iście wybuchową paru przelatujących się ze sobą jednocześnie. W końcu jego szkoła miecza nie ograniczała się do sztampowych zasad, wpajanych machinalnie przez instruktorów. Był chaotyczny, brutalny i nieprzewidywalny, a przy tym niezwykle skuteczny, o czym mogły świadczyć walające się zwłoki psów wojskowych pod nogami. Same powstrzymanie go wiązało się z ryzykiem utraty życia, więc nie miał wątpliwości, że dziś jest bliższy śmierci niż kiedykolwiek.
Zwarci w szyk ochroniarze padali jak muchy, wbici co do nogi. Ich życie uleciało wraz z sączącą się po oblepionej brudem podłodze krwią, więc siłą rzeczy druzgocące straty odniosły obie strony. Jeśli jednak tyle była warta siła niedawno utworzonej Inkwizycji, nie stanowili zagrożenia na większą skalę, a ich dni były policzone. Haine nawet nie zdążył na ich skórze posmakować prawdziwego dreszczyku adrenaliny. Skonsumował przystawkę i czekał aż w końcu ktoś zaspokoi jego rosnący w oczach głód, który rozrósł się do rozmiarów drapacza chmur. Już dawno utracił człowieczeństwo na rzecz rozprowadzającego po jego ciele gniewu do gatunku ludzkiego. Ścierwa, które żerowały na Czarnokrwistych, by nie przegrać z chorobą, choć sami byli zarazą w najczystszej postaci. To tylko kwestia czasu, kiedy społeczeństwo w końcu obudzi się z letargu i zapędzi te słabe, łamliwie stworzenia w kozi róg. Płacz i zgrzytanie zębów. Obraz nędzy i rozpaczy. Na to właśnie zasłużyły sobie te podrzędne kreatury, bawiąc się w bogów.
Na polu walki został tylko dwie osoby – on i mężczyzna, który najprawdopodobniej pełnił rolę dowódca tej hałastry. Potrafił oszacować siłę wroga na podstawie jego zachowania. Dłoń zaciskająca się pewnie na rękojeści katany, czy sama postawa świadczyła o tym, że być może Haine trafił w końcu na godnego siebie przeciwnika.
Przemieścił klingę do drugiej, sprawniejszej dłoni, w jego wypadku lewej, wszak prawej przestał ufać dawno temu, kiedy złapał go pierwszy skurcz. Szedł za ciosem, przepełniony strużkami adrenaliny rozlanymi po ciele, a skoro dano mu taką możliwość, zaatakował jako pierwszy, nie czekając aż wróg zreflektuje się.
Ugiął delikatnie kolana, w oka mgnieniu znajdując się przy wojskowym, który być może już przewidział te zgranie, bo w końcu sam Kylle nigdy nie dbał o dyskrecję swoich ataków, ufając swojej sile.
Dwie klingi zderzyły się o siebie, a do uszu Czarnokrwistego doleciał charakterystyczny zgrzyt, który towarzyszył tej czynności. Serce w jego piersi zadygotało. Ten mężczyzna zdecydowanie nie był byle kim.
Pogłębił psychopatyczny uśmiech, który był prawie niewidoczny w wątłym świetle padającym do pomieszczenia. Sama maska też tłumiła jego rozpoznanie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vergil Sparda
STRATEG

avatar
Liczba postów : 394
Imię i nazwisko : Vergil Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm; 76 kg

PisanieTemat: Re: When Angels deserve to die [Vergil x Haine + być może dodatki]   Nie Lis 20, 2016 7:04 pm

Bestia zdawała się wiedzieć, co robi. Zbił pierwszy cios, od razu odsuwając się od napastnika zwinnie, skoncentrowany na walce ale i świadom otoczenia, odległości od ścian i tak dalej. Sam wyprowadził kilka następnych, testując obronę wroga, nie dając mu czasu na odpoczynek, gotowy usuwać się przed ciosami tak ostrza jak i wolnej łapy zwierzęcia (nie był idiotą, może i pazury tego ścierwa nie przebiłyby kamizelki taktycznej, ale dobrze wymierzony cios mógłby połamać żebra) albo parować je wzmocnioną sayą Yamato. Był też gotowy wykorzystać luki i zdzielić stwora wręcz - każda odrobina przewagi w takiej sytuacji była na wagę złota.
Odsunął od siebie wszelkie niepokoje i niepewności, powtarzając w myślach cichą mantrę która mu zawsze towarzyszyła przy treningach i pomagała w skupieniu. Posiłki były w drodze, wystarczyłoby by przetrzymał tę bestię do czasu ich przybycia, ale... chciał go pokonać, chciał pomścić dobrych żołnierzy, którzy oddali życia w jego obronie, starając się zatrzymać to ścierwo i dać mu nawet najmniejszą przewagę w walce.
Tylko jeden z nich wyjdzie z tej potyczki żywy. Inkwizycja musiała zatriumfować. Wymagała tego lojalność żołnierzy, którzy poszli za nim, posłuszni jego planom i rozkazom. Vergil mógł mało sobie robić z przywiązania do kogokolwiek poza bratem bliźniakiem, mógł uważać cokolwiek więcej poza obowiązkiem za niepotrzebny ciężar, ale rozumiał lojalność, i to bardzo dobrze.
Krew tej bestii będzie godną zapłatą za życia dzisiaj utracone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haine
GNIEW

avatar
Liczba postów : 334
Imię i nazwisko : Legitymuje się jako Hideki Kirishima. Dla Inkwizycji Haine (Nienawiść).
Wiek : Cienkie granice trzydziestki.
Wzrost i waga : 175 cm; 67 kg.

PisanieTemat: Re: When Angels deserve to die [Vergil x Haine + być może dodatki]   Nie Sty 15, 2017 2:06 am

Potwór... Bestia... Wiele określeń już usłyszał na swój temat, żadna z nich jednak nie wzbudziła w nim żadnych wyrzutów sumienia. Ludzie zasłużyli na swój los. Powinni być martwi. Zakopani pod gruzami własnego ego, podrapanych nadziei. Słabi. Beznadziejnie wręcz bezbronni w obliczu śmierci i rozkładu. Grypa odrywała ich dusze fragment po fragmencie. Haine widział destrukcje błyszczącą w oczach mężczyzny. Chęci zemsty. Rozpaloną do czerwoności żądza mordu. Czymże się w tej materii różnili? Walczyli o przetrwania w tym pozbawionym moralności świecie. Silniejszy dyktował w nim warunki, a tak się złożyło, że Gniew w żaden sposób nie tolerował aktualnych, bestialskich aktów na swojej rasie , co zamanifestował przelewając krew tych pozbawionych umiejętności bitewnych głupców. Czerwień zlała się z czernią. Ofiary. Żniwa. Walka. Krew. Śmierć. To ona przypieczętowała jego istnienie. To oni – ludzie – zabili w nim nadzieję, zamienili go w bestię, potwora, monstrum. Dzień sądu ostatecznego zbliżał się coraz bliżej.
Obserwował zwierzęcymi ślepiami swojego rywala. Gardłowy, cichy śmiech padł z jego ust. Zabić. Rozszarpać. Sponiewierać. Ukarać ostatnie tchnienie. Patrzeć jak kona. W rządowym laboratorium został zaprogramowany w jeden sposób - był bezwzględną maszyną do zmniejszania ludzkiej populacji.
Pokaż mi jak tańczysz. Zatańcz ze mną. Poczuj chłodne objęcia śmierci. Zdychaj, ścierwo.
Atakował. Szybko, nie czekając na reakcje swojego rywala. Katany zderzały się o siebie, zgrzytały, leciały iskry, pod stopami słyszeli odgłosy łamanych kości. Trupy, wszędzie wolały się trupy. Scena mrożąca krew w żyłach. Silniejszy przeżyje. Słabszy umrze. Prawo rządzące tym światem. Bezwzględne, okrutne, ale równie piękne.
Pokoloruję twój świat na barwę mojej nienawiści, skurwielu.
Instynkt były niezaprzeczalnie jedną z największych broni. To im się całkowicie oddał. Bez cienia litości napierał, atakował. Miał przewagę. Ludzie byli w końcu podgatunkiem. Marnym istnieniem. Czekała ich zagłada.


Ostatnio zmieniony przez Haine dnia Nie Mar 26, 2017 6:49 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vergil Sparda
STRATEG

avatar
Liczba postów : 394
Imię i nazwisko : Vergil Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm; 76 kg

PisanieTemat: Re: When Angels deserve to die [Vergil x Haine + być może dodatki]   Sob Mar 18, 2017 11:16 pm

Adrenalina i tempo walki robiły swoje. Vergil dawno nie spotkał równemu mu przeciwnika. Ostrze Yamato cięło powietrze bezlitośnie, zbijając cięcia, wykorzystując luki w obronie bestii, spychając ją coraz bardziej w upatrzone przez niego miejsce. Jego przeciwnik sądził, że ma przewagę, hm? Białowłosy nie bez powodu od razu otrzymał posadę Stratega. Wszystko było wzięte pod uwagę, wszystko było oceniane na zimno, błyskawicznie, bezwzględnie. Krok tutaj, zwód tam, cios w tę stronę - wszystko prowadziło do tego jednego momentu.
Plan powstał w jego głowie już w chwili pierwszego skrzyżowania ostrzy. I oficer dążył do jego wykonania w każdej sekundzie. Bestia się tego nie spodziewała, trzymał ją na dystans do tej pory, więc pewnie myślała że obawia się walki w zwarciu. Błąd. Po kolejnej zażartej wymianie ciosów nagle zmylił krok, skrętem tułowia przemknął pod prawą łapą przeciwnika, i z pełną energią tego manewru oraz spiętych mięśni kopnął bestię w brzuch. Mocno. Bardzo mocno. Tak, że ścierwo wyleciało przez okno, przed którym stał, jak pocisk.
Ale...
Nie obeszło się bez ofiary. Przeczuwał to, jednak sądził, że bestia nie zareaguje dostatecznie szybko.
Piekąca linia bólu, biegnąca na ukos przez triceps, płytka, ale dostateczna żeby pociekła-
Krew.
Zamarł na krótką chwilę, rejestrując to wszystko.
To ścierwo... go... zraniło.
Wróg nie byłby w stanie tego zobaczyć, ale źrenice Vergila nagle rozszerzyły się prawie na całe tęczówki, ułamek chwili potem zwęziły się do punkcików - i już był w środku skoku przez dopiero co wyważone bestią okno, w głowie mając tylko jedno.
Zabić.
Zaszlachtować jak bydło.
Zarżnie go jak kundla, rozedrze w strzępy, gołymi rękoma jeśli trzeba. Krew pulsowała mu w uszach, oddech stał się chrapliwy, ostrożność w większości gdzieś się ulotniła, zostały tylko furia i żądza krwi. Berserk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haine
GNIEW

avatar
Liczba postów : 334
Imię i nazwisko : Legitymuje się jako Hideki Kirishima. Dla Inkwizycji Haine (Nienawiść).
Wiek : Cienkie granice trzydziestki.
Wzrost i waga : 175 cm; 67 kg.

PisanieTemat: Re: When Angels deserve to die [Vergil x Haine + być może dodatki]   Nie Mar 26, 2017 7:56 pm

Kiedy ciężki but rządowego psa przeżył spotkanie pierwszego stopnia z jego brzuchem, warknął pod nosem. Bolało jak skurwsyn, dodatkowo miał wrażenie, że jeden z organów pękł. Może wątroba, może jedno z jelit... Wykorzystując elastyczność swojego ciała, zmienił jego pozycje podczas lotu. Nie był aż tak głupi, aby bezmyślnie dać się złapać w kozi róg. Spodziewał się takiego nieczystego zagrania ze strony oficera, dzięki czemu udało mu się nie tylko uniknąć kulminacyjnego i niezwykle bolesnego ciosu w splot słonecznikowi, ale również mocniej zacisnąć dłoń na katanie i pchnąć jej ostrze w kierunku barku mężczyzny, by tym samym go zranić. Cięcie było płytkie, ale skutecznie. Potem zaszumiało mu w uszach i w odruchu obronnym zasłonił wolną dłonią głowę, by uchronić ją przed odłamkami szkła; drugą rękę trzymał sztywno.
Taniec śmierci trwał w najlepsze…
Zabije tego chuja.
Obedrze ze skóry.
Wypatroszy.
Powiesi na dachu nowo powstałego budynku Inkwizycji, który stał dumnie w otoczeniu podobnych sobie budynków.
„Patrzcie, ludzkie ścierwa, wasze dni są policzone. Każdego to spotka, bez wyjątku.”
Hieny łączyły ze sobą cechy dwóch sprzecznych gatunków, a napędzany adrenaliną i wściekłością Czarnokrwisty wiedział jaka ten paradoks wykorzystać na swoją korzyść. By ostatecznie spaść na cztery przysłowiowe łapy i uchronić przed bezwzględnym prawem grawitacji nie tylko swoje żebra, ale również ważniejszy w tej materii rdzeń kręgowych, podparł się na dwóch wyćwiczonych nogach oraz jednej ręce; w drugiej nadal znajdywała się katana. Ostre jak brzytwa paznokcie oraz jej ostrze przejechały po chropowatej powierzchni brukowanej kostki, zostawiając na niej trwały ślad po swojej obecności w postaci głębokich rys, co zamortyzowało upadek. Oprócz zadrapania naskórka, połamanych przynajmniej dwóch paznokci i szkła wbitego w losowe części ciała - głównie w plecy, tym boleśnie w jedno żebro - nie odczuł drastycznych skutków ruchu Inkwizytora, choć zdecydowanie odpowiedzialne były za to głównie predyspozycje jego ciała Nie miał jednak czasu na wykonanie rekonesansu stanu swojego zdrowia, zresztą przy swoim obecnym stanie emocjonalnym, gdzie myślenie było ukierunkowane głównie na to, by wyrządzić temu skurwysynowi trwałą krzywdę, a potem zajebać jak psa przejęła kontrolę nad resztką zdrowego rozsądku, która w niewielkich ilościach tkwiła w Gniewnie.
Czarnokrwisty wyprostował się zatem, wykrzywiając usta w okropnym, psychodelicznym uśmiechu, gdy oficer jednak nie uciekł spod kulonym ogonem i postanowił kontynuować ich uroczą sprzeczkę w świetle dogasającego dnia. W jego oczach płonęła furia; tak dzika i niebezpieczna, że aż przez ciało hieny przeszedł dreszczyk. Nie miał jednak on nic wspólnego ze strachem, który wyparował bezpowrotnie, kiedy jego dłonie zostały zalane pierwszy raz przez czerwień ludzkiej krwi; nadal czuł jej metaliczny posmak na ustach, kiedy zlizywał do czysta z niej swoje palce. Podobało mu się to spojrzenie pełne dzikiego szału i postawa. Czyżby w końcu człowieczkowi puściły hamulce? Ciekawe…
Nie pozwolił na to, by mężczyzna miał miękkie lądowanie. Doskoczył do niego, katanę przyciskając do jego gardła, natomiast paznokciami pogłębiając ranę na barku. Trwało to zaledwie chwilę. Oficer szybko się zreflektował, uchylając się przed najgorszym. Ostrze jego oręża świsnęło tuż przed uchem Czarnokrwistego, kalecząc je. W ramach odpowiedzi zaśmiał się chrapliwie, gardłowo. Nie zrobił uniku, nie uciekł, nie odskoczył. Klingi dwóch morderczych katan zderzyły się o siebie gwałtownie w akompaniamencie zgrzytu, który jeszcze chwilę bębnił w ich uszach w charakterze echa. W ułamkowych odstępie czasu podeszwa buta hieny zderzyła się z brzuchem mężczyzny, który przez siłę uderzenia skonfrontował się pobliską ścianą.
Gniew nawilżył językiem usta, pociągając nosem, żeby poczuć unoszący się w powietrzu aromatyczny zapach krwi. Kurtuazyjnie nie atakował, czekał. Jeszcze się nie zabawił. To dopiero początek. Początek…
Dalej. Dalej, skurwielu. To wszystko na co cię stać? — wycharczał zniecierpliwiony. Jego ciało, przepełnione chorą ekscytacją, drżało. Jego głos zresztą też.
Czy kiedykolwiek wyrwie się z tego szaleństwa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: When Angels deserve to die [Vergil x Haine + być może dodatki]   

Powrót do góry Go down
 
When Angels deserve to die [Vergil x Haine + być może dodatki]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» stringfellow's angels

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xxxx :: ➜ Z przeszłości-
Skocz do: