IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ruiny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar
Liczba postów : 227
Imię i nazwisko : Cygańskie Mokasyny Grozy.

PisanieTemat: Ruiny   Nie Maj 01, 2016 3:18 pm



Ruiny


Ruiny starego zamku jednocześnie odstraszają swoim wyglądem i plotkami, jakie go otaczają, jak i przyciągają zwolenników historii i strasznych opowiadań. Ponoć od wiele tysięcy lat ruiny są zamieszkiwane przez złe Ao-nyōbō. Ale czy to prawda? Pojawiały się zeznania rzekomych naocznych świadków, ale nigdy nikomu nie udało się udokumentować żadnego z dziwnych zjawisk, dlatego wciąż to wszystko pozostaje jedynie plotką przekazywaną sobie z pokolenia na pokolenie. Starsi osobniczy nie chcą drażnić duchów zamieszkujących ruiny, dlatego też trzymają się od tego miejsca z daleka, jednakże młodszego osoby szukając mocnych wrażeń, bardzo często przyjeżdżają tutaj ze znajomymi, by spędzić noc w słynnych ruinach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shad
WILGA

avatar
Liczba postów : 38
Imię i nazwisko : Kurt Redley
Wiek : 17 lat
Wzrost i waga : 172cm/69kg

PisanieTemat: Re: Ruiny   Pon Gru 05, 2016 8:39 pm

Nie mając najmniejszego pojęcia o tym gdzie zmierza, ani po co zmierza właśnie w tym kierunku, pojawił się przed zamkowymi ruinami, mając cichą nadzieję na to, że nikogo w pobliżu nie będzie, pozwalając mu tym samym na oswojenie się z okolicą, oraz wybadanie kilku dobrych miejscówek - czy to do obserwacji, czy do zwykłej ucieczki od nachalnych gapiów. Nie można było się nie zgodzić, że wyglądał niczym złodziej szukający w starych ruinach jakichś nieodnalezionych skarbów. Naciągnięty na głowę kaptur, twarz przykryta czymś na rodzaj bandany, w rzeczywistości będącym kawałkiem materiału doszytym do bluzy, którego zadaniem była ochrona twarzy przed chłodniejszymi powiewami wiatru. Długie, okrywające całe ręce chłopaka rękawy i  szerokie spodnie, niczym u typowego chuligana. Nie żeby mu to w jakikolwiek sposób przeszkadzało, w końcu im mniej przyjemniej wyglądać będzie, tym większa szansa na sprawniejsze wykonanie swej "misji", czyż nie? Ostatecznie jednak, sprawnym susem wskoczył na podniszczony mur nieopodal budowli, na którym to przysiadł, błękitem swych oczu rozglądając się za jakimś dobrym punktem zaczepienia. Hm, może gdyby znalazł jakąś pewniejszą, stabilną drogę, udałoby mu się dostać wyżej?

//Jeżeli ma ktoś ochotę - można wpaść//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Ruiny   Pią Gru 09, 2016 8:38 pm

Jedyną klątwą, w którą byłby w stanie uwierzyć, był on sam. On, Boniface Bonnet oraz jego ciekawość i duma. Nie zamierzał wdawać się w długie dysputy z jednym z członków klubu zjawisk paranormalnych bez informacji, które - o zgrozo - były na wyciągnięcie ręki. Gdyby dopadło go lenistwo, mógłby wypowiadać się na tematy, o których nie miał pojęcia, przekonywać do racji, których nie było, ale po co? Ten dzieciak, który opowiadał mu o tych ruinach, wydawał się być naprawdę przerażony, litości, on naprawdę wierzył w to, że tam straszy. Śmierdziało sekrecikami, a nasz blondas lubił sekreciki. Nie mogło skończyć się inaczej, jak udaniem się do tej zalążni zła, bez konkretnego nastawienia, żeby nie wpaść w pułapkę własnego umysłu; nie nakręcał się, nie podchodził nader sceptycznie, ale mimo to, gdzieś tam w duszy... duchy? Ha! Może jeszcze Bóg i piekło? Dajcie spokój.
Do sprawy podszedł profesjonalnie. Wysłuchał cierpliwie kilku zwolenników strasznych historii. Potem w zaciszu poczytał o historii samego zamczyska. Potem przejrzał legendy i komentarze. Stracił na tym dobre pół godziny, ale przynajmniej zyskał wiedzę do dalszego śledztwa. Zamierzał zaciągnąć języka u babci, która siedziała nieopodal na jakiejś wątpliwej jakości ławce, ale wstała i, idąc z gracją początkowego nawiedzenia, mamrotała coś tam o szczeniakach, które kusiły Los.
Chciałoby się napisać, że nie uważał siebie za AŻ TAK seksownego, ale to byłoby wierutne kłamstwo.
Był późny wieczór. Dzieciaki z neta polecały spędzić noc w tych ruinach, a chociaż blondyn cierpiał na bezsenność, wciąż nie było to kuszące. Z pewnością szuranie, wycia, czy cienie były sprawką meneli, dla których stare zamczysko było schronieniem na zimę, zaś przez ciąg skojarzeniowi na myśl przyszło mu "schronisko", a w efekcie Czarnokrwiści. Kurwa, nie tylko nawiedzili jego cholerną szkołę, w domu ta wariatka, czwarta żona jego ojca walczyła z rasizmem, to jeszcze mogliby być tutaj.
Tak się wkręcił w udowadnianiu sobie, że życie to padół łez i beznadziei, że zupełnie stracił rachubę czasu podczas stania i tępego wpatrywania się w budynek. Usłyszawszy jakieś szelesty i łamania gałęzi, szybko wrócił do rzeczywistości.
- Kto tam?! - krzyknął bez namysłu, a nie był to krzyk przestraszonego szczyla, raczej proste żądanie ujawnienia obecności. Rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu źródła dźwięku. Już spiął się cały, zupełnie mechanicznie, chociaż nie miał w planach wszczynania prymitywnej walki o terytorium z jakimś bezdomnym.
Powrót do góry Go down
Shad
WILGA

avatar
Liczba postów : 38
Imię i nazwisko : Kurt Redley
Wiek : 17 lat
Wzrost i waga : 172cm/69kg

PisanieTemat: Re: Ruiny   Pią Gru 09, 2016 9:21 pm

Mogło mu się wydawać, ale czas jaki tu ostatecznie spędził, był o wiele dłuższy niż planował, a to za sprawą faktu, że siedząc, a potem leżąc... w końcu przysnął sobie na murku. Dziwne, szczególnie że kawałek skały nie był szczególnie wygodny. Może młodemu to nie przeszkadzało? A może był przyzwyczajony do takich warunków odpoczynku? W sumie... kogo to obchodziło. Jedyna sprawa która mogłaby kogokolwiek obchodzić, to jego sen... zawsze ten sam, zawsze przebiegający dokładnie tak samo. On i jego przyjaciele, na stalowej belce, na jednym z wyższych pięter budowanego wieżowca. Potem tylko przebłysk, widok spadających w dół chłopaków. Jak zawsze, obudził się spocony, a zapominając o fakcie że na murze zbyt wiele miejsca nie było - spadł z niego, o mały włos nie upadając na twarz. Wtedy też do jego uszu doszedł nieznany, dość poważny głos. Czy tutaj ktoś do cholery był? Przecież to miejsce nie było wielce przyjemne... ba, można byłoby rzec, że przerażające nawet. Kurt trochę wstrząśnięty powstał dopiero po chwili i otrzepał się z kurzu, rozglądając się wokół, starając się doszukać osoby która postanowiła tu przyjść. Niestety jednak... nikogo nie widział, miał również nadzieję że to samo było w przypadku tego gościa. Bieg zapewne tylko odkrył by jego pozycję, więc przysiadł na ziemi, opierając się o krawędź jego prowizorycznego wyrka, nasłuchując kroków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Ruiny   Pią Gru 09, 2016 9:52 pm

Chłodne oczy uważnie kalkulowały otoczenie; spoglądały na okna budynków, chociaż był niemal pewny, że stamtąd ten dziwny głos nie dochodził, na drzewa, krzaki i ich cienie, szukając w nich coś niepasującego do wizerunku. Przy okazji, doceniał piękno architektury, które potrafił dostrzec pod tym zniszczeniem i zaborczo obrastającym bluszczem, wdychał powietrze, będące o wiele czystsze niż w zgiełku miasta.
Nie zamierzał tak łatwo odpuścić poszukiwań, bo huk był za głośny, jak na jakiegoś kota, a nie przypominał sobie, żeby w Japonii były dziki. Latające świnie? Dzięki naukowcom, w tych czasach było to znacznie bardziej możliwe, niż duchy. Rozluźnił nieco barki i pokonał odległość dzielącą go od budynku. Jego krok, oczywiście, był dość głośny. Świadomie obwieszczał swoją obecność, bowiem jeśli intruz nie zaatakował go teraz, najpewniej nie zamierzał zrobić tego za chwilę. Jeśli to on miał robić za drapieżce, proszę bardzo. Był niemal pewien, że to jakiś bezdomny.
- Jesteś za ciężki na udawanie kota - rzucił w przestrzeń i ponownie stanął przodem do ogrodu, poddając otoczenie uważnemu skanowi. Za plecami miał budynek, przez co czuł się o wiele raźniej. Narażał się jedynie na zlatujące cegłówki z tego grata, chociaż podobno starsze budowle były wytrzymalsze od tych robionych współcześnie, no nie?
Tak czy siak, teraz mógł dostrzec skupienie czarnego kłębka w cieniu pod murkiem. Zresztą, ze wzajemnością, bo kucający osobnik sam mógł otaksować całą sylwetkę blondasa, który teraz znowuż był w tyle, bowiem on nie mógł oszacować wieku osobnika, czy nawet jego płci przez cień. Przesunął dłonią po blond włosach, w próbie zaczesania ich do tyłu. Grzywka, oczywiście, jak zawsze powróciła do stałego zajęcia - wpadania mu w oczy.
- Znalazłem. Ale ja się nie chowam - rzucił z nutką rozbawienia w tym francuskim akcencie. Mówił po japońsku powoli, jak do małego dziecka, żeby intruz (którym Bonny także jest) na pewno zrozumiał.
Powrót do góry Go down
Shad
WILGA

avatar
Liczba postów : 38
Imię i nazwisko : Kurt Redley
Wiek : 17 lat
Wzrost i waga : 172cm/69kg

PisanieTemat: Re: Ruiny   Pią Gru 09, 2016 10:20 pm

I znowu go to wzięło, ta cholerna niepewność. Wyjść, czy może nie wyjść? Czekać? Nasłuchiwać? Podjąć dialog? Nad tym wszystkim myślał siedząc opartym plecami o mur. Nie wychylał się, bo nie miał na to ochoty. To on był tutaj panem sytuacji.. a przynajmniej tak myślał. Za ciężki na kota? Powiedział... ktoś. Gdyby na niego spojrzał, zapewne zacząłby się wewnętrznie śmiać... pamiętał o niegdysiejszej modzie na damską urodę, ale żeby aż tak? A może... to Shad był jakimś dziwadłem, bo pozostał wierny "stylowi ulicznemu"? Może gdyby się przejmował swoim wyglądem... mógłby temu jakoś zaradzić, ale niestety - miał to głęboko w nosie. Zresztą... o czym my tutaj myślimy w sytuacji... powiedzmy bez wyjścia. W tym lekkim zakłopotaniu, nawet nie zauważył że nieznajomy podszedł już tak blisko, że bliżej już chyba się nie dało. Czas wyjść z cienia...
- A kim Ty jesteś by to oceniać, paniczu z Francji?
Gdyby nie przybył na parę tygodni do Francji, zapewne nie znałby tego akcentu. Nastał więc moment... którego Boniek oczekiwał. Dość niska sylwetka podniosła się na nogi, pokazując swe lekko ubrudzone pyłem plecy, oraz głowę okrytą czarnym kapturem. Wziął głębszy wdech i zwrócił się do chłopaka zakrytą twarzą, wlepiając swe dobrze widoczne kryształowe oczy w jego sylwetkę. Typowy chłopaczek z lepszego domu... trudno było tego nie zauważyć.
- Czego tu szukasz? Natchnienia?
Zapytał wprost, zaglądając wgłąb jego oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Ruiny   Pią Gru 09, 2016 11:13 pm

Wyjątkowo tłusty kot nie zrobił najlepszego pierwszego wrażenia. Jednak, nie był zupełnie stratny, skoro odgadł, że drugi intruz jest pochodzenia francuskiego, a z tego blondas był i jest dumny.
- To nie jest Boże Narodzenie, żeby koty mogły przemówić ludzkim głosem - odparował gładko, wcale nie zamierzając dzielić się takimi informacjami, jak to, że był cholernym Bonnetem, czyli mógł robić co chciał, kiedy chciał, a reszta świata mogła pocałować go w jego blady, arystokratyczny tyłek.
No i ludzie podświadomie oceniają innych, taka psychologia.
Kot okazał się być chłopcem. Nie, żeby nie podejrzewał tego po samym głosie. Wyglądał na łobuza, a jego ciuchy prawdopodobnie były warte tyle, ile sznurówki z jego francuskich mokasynów. Trudno było nie dostrzec syfu na jego plecach i mimowolnie sam strzepnął niewidzialny kurz ze swojego płaszczyka, jakby zaraz miało to się przenieść na niego. Znowuż powędrował wzrokiem do obcego, który zadał kolejne pytanie; tym razem spojrzał mu prosto w oczy, bez zbędnego skrępowania, kolidując swoim stalowo-szarym spojrzeniem z oczyma o niecodziennym kolorze. Przez chwilę wpatrywał się w jego oczy, niemalże tak samo upierdliwie, jak zakapturzony. Na anielskiej twarzyczce pojawił się uprzejmy uśmiech. Nie wydawał się być w ogóle wytrącony z równowagi jego charakterkiem. W końcu, na co dzień miał nieprzyjemność widzenia się z delikwentami.
- A kim ty jesteś, żebym musiał tłumaczyć się tobie ze swojej obecności? Czy chronisz się tutaj przed zimą, czy też nie, to miejsce jest opuszczone - spojrzał na niego jednoznacznie, przez co ten uśmieszek wydawał się być trochę wkurzający. Tym bardziej, że nazwał go menelem. - Jestem tutaj w trakcie... hm, badań. Słyszałeś może o mieszkających tutaj Ao-nyōbō? - zapytał, krótko zerkając na okna zamczyska, jakby zaraz miał tam coś zobaczyć.
Oczywiście, zaraz ponownie zainteresował się chłopakiem, nie bez satysfakcji zauważając, że sam był od niego wyższy.
Powrót do góry Go down
Shad
WILGA

avatar
Liczba postów : 38
Imię i nazwisko : Kurt Redley
Wiek : 17 lat
Wzrost i waga : 172cm/69kg

PisanieTemat: Re: Ruiny   Pią Gru 09, 2016 11:36 pm

Co on do cholery miał z tymi kotami? Mógłby chociaż być na tyle miły i wyjaśnić co nieco, a nie mówić jakimiś określeniami, które dla Shada były z tego arystokratycznego tyłka wyciągnięte. Nie zamierzał jednak komentować jego słów, skupiając się zupełnie na obserwacji zachowań chłopaka. Był pewny siebie, może nawet aż zanadto. Oczywiście zapewne nie wiedział, że ta pewność siebie może go stracić, bo... w końcu był rozpieszczonym bachorem, prawda? Czuł że ma nad nim pewnego rodzaju przewagę... ale jaką dokładnie? Nie wiedział. Jego komentarz, dopieszczony krzywym uśmiechem, sprawił że Kurt sam uniósł kącik ust ku górze, będąc rozbawionym poziomem głupoty jaki prezentował Bonio.
- Kimś, kto może majątkowo nie dorasta Ci do pięt, ale zachowawczo mógłby zasiąść na Twej naszprycowanej czuprynie, niczym na tronie.
Odrzekł pewnie, zsuwając materiał z ust i gładkim, szybkim susem wskakując ponownie na murek, na którym to stanął wyprostowany i dumny. I kto teraz był wyższy, kozaku?
- I żeby nie wyjść na niekulturalnego: Nie wiem o czym mówisz. Nie znam tych miejscowych legend
Czy taka wiedza mu wystarczała? Najpewniej nie, ale... WHATEVER!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Ruiny   Pią Gru 09, 2016 11:56 pm

Chłopak patrzył na niego z góry, wyjątkowo zadowolony ze swoich poczynań. Co on, Bonnemu, próbował tym udowodnić? Nasz blondyn zastanawiał się nad tym jedynie przez chwilę, bowiem to nie był pierwszy raz, gdy ktoś próbował podporządkowywać rzeczywistość pod siebie, czy udowodnić swojemu lepszość. Boniface był świadom, że zwykle osoby jego pokroju budzą zazdrość i poczucie bycia gorszym wśród reszty ludzi. A on jedynie istniał, wyprostowany, z uprzejmym uśmiechem na ustach i drogimi tkaninami pod palcami.
- Podejrzewam, że kiedyś będziesz musiał zejść z tego murka - zauważył trzeźwo. Na tym kończyło się udowodnianie swoich racji naszemu blondaskowi, dokładnie tam, gdzie murek się kończył.
Dzieciak okazał się być zupełnie niepoinformowany. Szkoda, bo Bonny miał kilka luk w danych. Wbrew temu opryskliwemu charakterkowi, postanowił nadal być w swojej roli. Przecież ktoś musiał uczyć tutaj manier, pokazywać, że można inaczej, prawda? Albo zwyczajnie, nie zamierzał dostosowywać się do towarzystwa. Wolał pozostać tą wersją siebie.
- Widzisz, drogi nieznajomy, te ruiny tutaj to opuszczone zamczysko, o którym nie ma wiele w internecie - postanowił go poinformować. - Od pokoleń przekazywane są historie, wręcz legendy, które miały zdarzyć się w tym miejscu. Nawet starsi ludzie unikają tego miejsca, bowiem zamieszkują je złe japońskie duchy, zwane też Ao-nyōbō. Podobno, gdy słońce zajdzie, słychać tutaj wycie, płacze i widać cienie. Jeden dzieciak pisał, że jego kumpel, który odważył się tutaj przyjść, następnej nocy popełnił samobójstwo - zakończył z mocnym akcentem. - Przyszedłem poczuć to na własnej skórze, chociaż do grobu jeszcze się nie wybieram. Zainteresowany doświadczaniem?
Powrót do góry Go down
Shad
WILGA

avatar
Liczba postów : 38
Imię i nazwisko : Kurt Redley
Wiek : 17 lat
Wzrost i waga : 172cm/69kg

PisanieTemat: Re: Ruiny   Sob Gru 10, 2016 12:16 am

Co próbował udowodnić? Nic. Chodziło tylko o utarcie mu nosa... i usunięcie tego irytującego uśmieszku z jego twarzy. Cholernie nie lubił osób którym wydawało się że są lepsze od innych, bo mają styl, piniądze... czy wszystko na raz. Ludzie nie mający nic, są nieraz więcej warci od tych wszystkich pierdół na które mógłby sobie pozwolić Boniek. Nie żeby się uważał za takiego, nie nie! On był skromny, na szczęście.
- No tak, jakby nie patrzeć, nawet jakbym wspiął się na najwyższy wieżowiec, to i tak nie przewyższę Twojego poziomu ego, przyjacielu.
Gdy tylko zamilkł, gładko zeskoczył na ziemię, na moment przenosząc wzrok na niebo. Czyżby zbierało się na opady śniegu? Robiło się coraz zimniej, zima zbliżała się wielkimi krokami, a to nie było dobre dla jego "hobby". Okres zimy zwykle przeczekiwał w domu, nie będzie jednak siedzieć z rodzicami... trzeba będzie coś wykombinować. Może jak pójdzie ten swój pierwszy raz do szkoły, to czegoś się dowie. Tymczasem jednak, okazał się tak miły że wysłuchał tego co chłopak miał do powiedzenia, stojąc z założonymi rękoma.
- Nie mam 10-lat by wierzyć w jakieś bajeczki o duchach. Chcesz - idź. Podłoże będzie na pewno stabilne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Ruiny   Sob Gru 10, 2016 12:38 am

Kot wymienił z nim jakieś trzy zdania, a już stosuje miarkę do ego naszego blondasa. Naprawdę mu zazdrościł tych mokasynów! Ta myśl sprawiła, że parsknął pod nosem rozbawiony, przy okazji chowając dłonie w kieszeniach płaszcza. Nie, żeby posądzał go o złodziejstwo, ale kto wie? Nie znał go! A telefon mu się przyda... chyba. Wyciągnął go i sprawdził zasięg. Był, zatem telefon będzie bronił, niczym lwica swe młode.
- Skoro nazywasz mnie swoim przyjacielem, przydałoby się przedstawić - Bonnet Boniface, miło mi cię poznać - podzielił się standardową formułką, jednocześnie kłaniając się w jego stronę lekko, zgodnie z panującą w Japonii kulturą, chociaż w jego przypadku, przypominało to raczej długie kiwnięcie głową.
Przewrócił oczami na jego opryskliwy tonik, niestety, zgadzając się z nim w zupełności. Podchodził sceptycznie do zjawisk nadnaturalnych, jednak, hej! Kto wie, może dokona jakiegoś odkrycia? Jak nie duchy, to gang menelski. Dźwięki musiały się jakoś wydobywać, co nie? Zatem Bonny tego się dowie, a potem będzie straszył młodsze roczniki. Legenda musi trwać!
- Podłoże będzie stabilne, bo nie warto porównywać starych murów stojących wiekami do dzisiejszych domów, które stoją ledwo sto lat - machnął dłonią. - Zresztą, w te bajki dla dziesięciolatków wierzą mieszkańcy okolic, a tutaj przeważają starsi ludzie. Sugerujesz, że każdy na starość postradał zmysły? - tutaj była pora na uniesienie brewki, czego i tak nie było widać przez grzywkę. - Lepiej nie tchórz. W razie czego, będziesz drugim świadkiem istnienia duchów... lub też ich nieistnienia.
Powrót do góry Go down
Shad
WILGA

avatar
Liczba postów : 38
Imię i nazwisko : Kurt Redley
Wiek : 17 lat
Wzrost i waga : 172cm/69kg

PisanieTemat: Re: Ruiny   Sob Gru 10, 2016 12:26 pm

Gdyby Boniek na głos porównywał go do zwierzęcia jakim jest kot, chyba bez żadnego ostrzeżenia dałby mu w twarz. Może miał na myśli fakt zwinności Shada, ale... dla niego samego brzmiałoby to jak upodlenie, przyrównanie do zwierząt które trzymane są w domach, lub łażących po jakichś zasyfionych zakamarkach. Może nie był najbardziej... elegancki, ale nie wyglądał też jak największy łazarz!
- Nie rozumiem ani Ciebie, ani ludzi Twojego pokroju. Najpierw nazywasz mnie bezdomnym, a teraz się przede mną kłaniasz? Zdecyduj się na jedno. - przerwał na moment, ponownie opierając się plecami o mur, tyle że tym razem już z jego drugiej strony. - A więc... Boniek... tak, idealna ksywa. Zwę się Kurt, ale "Bezdomny" też może być, w końcu kimże jestem by ingerować w Twój pogląd na ludzi, oraz świat.
Westchnął teatralnie, jednocześnie zsuwając kaptur z głowy, a więc ukazując w całości swój łeb. Krótkie, postrzępione krucze włosy, a mimo wszystko widać było że zadbane, czyste - tego raczej jego rozmówca się nie spodziewał, hm?
- Nie zależy mi na tym. Jak już miałbym pójść, to tylko dlatego by ujrzeć jak gdzieś wisisz, prosząc o pomoc. Ciekawa wizja... zdany na łaskę BEZDOMNEGO, prawda?
Aż zaśmiał się pod nosem, natrętnie spoglądając w oczy Francuza. I nie, nie miał ochoty nic mu kraść... a jego butki uważał za wielce niewygodne i nieprzydatne na niepewnym gruncie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Ruiny   Sob Gru 10, 2016 2:21 pm

Dzieciak wydawał się wszystko analizować pod tą swoją ciemną czupryną. Ciekawiło go to, czy wysila swoją mózgownicę dla niego, żeby podokuczać naszemu nieszczególnie wzruszonemu blondasowi, czy także jak on, lubił analizować każdy najmniejszy detal. Dobrze, że - mimo wszystko - panicz Bonnet swoje przemyślenia w większości pozostawiał dla siebie.
- Nie wiem skąd się urwałeś, Kurt, ale jesteś obecnie w Japonii, zatem obowiązuje cię japońska kultura. Kłanianie się jest jednym z obowiązujących tutaj zwyczajów - powiedział powoli, żeby informacja na pewno dotarła do jego mózgownicy.
Byłoby wysoce nieeleganckie, gdyby (na głos) kwestionował panującą tutaj kulturę, która wszak była silnym dziedzictwem. Dostosował się do tutejszych zwyczajów, ale wciąż był Francuzem i gdyby nie wychowanie i wszystkie savoir vivre, trudno byłoby mu przestawić się z hedonizmu do tutejszej powściągliwości, której nie reprezentował pan nieznajomy.
Postarał się także nie zgrzytać zębami na "Bońka". Kurwa, brzmiało to tak plebejsko, jakby zamiast mokasynów miał kalosze uwalone po harówce na roli. Po cholerę w ogóle zaprosił go na zwiedzanie zamczyska? Wszakże, mógł samemu prowadzić badanie. Plując sobie w brodę, że musiał (ha! Niczego nie musiał, to oczywiste) spędzać czas z kolesiem na poziomie klasy D, odwzajemniał spojrzenie tym swoją chłodną szarością, którą maskował zmrużeniem powiek.
- Ale cię boli ten "bezdomny". To oczywiste, że w większości to oni tutaj bywają, w końcu ten budynek jest doskonały, żeby przeczekać zimę - omiótł ruiny dłonią. - Ale proszę, wiem, że jestem co najmniej niebrzydki, ale powstrzymaj się z wypowiadaniem na głos swoich fantazji, czy fetyszów. Nie jestem nimi zainteresowany - westchnął, bo taki los był ładnych blondynów. Bonny, zdany na łaskę bezdomnego, proszący o pomoc? Zboczuszek.
Gorzej, jeśli to Kurt będzie zdany na łaskę panicza z Francji. Karma bywała suką, nie? No, a chociaż chłopak nie był dziewczyną, wykonał oszczędny gest dłonią, zapraszając go do środka ruin. Nie zamierzał mieć byle obcych za plecami, nawet, jeśli ów obcy wydawał się być jedynie opryskliwym, zbuntowanym szczeniakiem. Nie znał tego terenu, ot co.
Powrót do góry Go down
Shad
WILGA

avatar
Liczba postów : 38
Imię i nazwisko : Kurt Redley
Wiek : 17 lat
Wzrost i waga : 172cm/69kg

PisanieTemat: Re: Ruiny   Sob Gru 10, 2016 11:36 pm

Oczywiście że analizował wszystko co się działo i układał w całość. Lubił robić mylne wrażenie, by potem wyjść na jedną, wielką niespodziewankę! Shad miał pod tą czupryną więcej, niż tylko umiejętność logicznego myślenia, ale... po co odkrywać karty już na dzień dobry, skoro można to rozdzielić w czasie? O ile będą sobie jeszcze stawać na rodzie, rzecz jasna.
- Nie będę Cię trzymać w niewiedzy, więc... ze Szwajcarii. W Japonii jestem od... tygodnia tak właściwie. -wyjaśnił pokrótce, przyjmując do wiadomości poradę rozmówcy. Może przyda mu się to na przyszłość... może. - Dzięki za informację.
O dziwo... nie było w tym żadnego sarkazmu. Był mu wdzięczny, bo tak właściwie... dlaczego miałby nie być, skoro Bonny okazał się tak miły. Zawsze mógłby zrobić go w chuja, co byłoby rzecz jasna trudne, ale na szczęście tak się nie stało. Swoją drogą... podobno "dobro" wraca, może więc będzie tak dobry i mu jednak potowarzyszy?
- Dobra, dobra. Wiem, że Wy Francuzi macie problem w określaniu swej orientacji seksualnej, ale nie do mnie z takimi tekstami. - mruknął, uśmiechając się w sposób delikatnie wredny, jednakże tylko na chwilę, bo potem jego twarz znowu została przykryta przez materiał, a na głowie znów zagościł kaptur. - A teraz idź przodem. Ty może znajdziesz te swoje "duchy", a ja dobre miejsce do skoków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Ruiny   Nie Gru 11, 2016 9:27 am

Spojrzał na Kurta nieco uważniej, gdy ten wyjawił mu swoje pochodzenie. Jasne, miał jakieś naleciałości w świergoczącym śpiewie języka japońskiego, ale był tutaj dopiero od tygodnia!
- Jak na to, że jesteś tutaj kilka dni, twój japoński jest bardzo dobry - musiał powiedzieć, bo sam nie miał wyjątkowo dużych zdolności lingwistycznych i w sumie dopiero po półtora roku mógł stwierdzić, że potrafi rozmawiać i czytać płynnie w tutejszym języku.
W końcu, jasna cholera, ten język był dość trudny.
No i proszę bardzo, kot okazał się burzyć obronne mury naładowane opryskliwością. Jasne, Bonny nadal mu nie ufał. Znaczy, trzymał mocno telefon, no i nie chciał go mieć za plecami. I akurat jego kraj miał najmniejszy problem z określeniem własnej orientacji, w końcu był winem płynącym i w przyjemnościami bawiącym. Chociaż wciąż Włosi bili ich o głowę. Chciał do Francji, serio. Tutejsza kultura była sztywna jak kij w dupie, a zachwycać drzewami wiśniowymi przestał po miesiącu.  
Jego zapraszający gest do środka ruin został perfidnie zignorowany. Aż jego usta na chwilę wykrzywiły się w jakiś grymas, ale nie zamierzał się kłócić. Wystarczająco dużo stracił czasu na przekomarzanie się z chłopakiem. A bon chat, bon rat*, chciałoby się powiedzieć.
- Do skoków? Uprawiasz jakiś parkour? - wykazał się uprzejmym zainteresowaniem, gdy pchnął drzwi od zamczyska, które niebezpiecznie zaskrzypiały. Wszedł pierwszy, skoro takie było życzenie dresiarza. - Swoją drogą, skoro jesteś tutaj od tygodnia, wybrałeś jakąś szkołę? - zmarszczył brwi pytająco, krótko zerkając na chłopaka przez ramię.
Skoro okazał się nie być bezdomnym, w takim razie musiał chodzić do jakiejś placówki. Może, jak blondynowi się poszczęści, nie będzie to Heyawakara. W oczekiwaniu na odpowiedź, rozejrzał się po wnętrzu. Wciąż było zimno. Ściany były brudne, popękane gdzieniegdzie, a jakieś śmieszki namalowały chujowe teksty piosenek. I chuje.
Bonny, który lubił piękno, nie mógł nie wyrazić swojego zdania:
- Ohyda. W końcu nie ma poszanowania dla dziedzictwa i piękna, dopóty nie ustawią tutaj kamer i, najlepiej, nie dadzą metalowego zabezpieczenia. Rażącego prądem. Śmiertelnie.
Tak jest, pokaż swoje zniesmaczenie i pogardę dla delikwentów!

* trafiła kosa na kamień.
Powrót do góry Go down
Shad
WILGA

avatar
Liczba postów : 38
Imię i nazwisko : Kurt Redley
Wiek : 17 lat
Wzrost i waga : 172cm/69kg

PisanieTemat: Re: Ruiny   Nie Gru 11, 2016 4:21 pm

Och, co to się stanęło, że Bon stał się taki niezwykle miły! Czy to część jakiegoś szatańskiego planu który układał sobie w głowie? A może chodziło o coś większego? Cóż... user się nad tym głęboko zastanawia, czego jednak nie można powiedzieć o Shadzie, który wewnętrznie poczuł się usatysfakcjonowany zdaniem rozmówcy. Nie chciał mu jednak zdradzać że nauka języków nie sprawia mu problemów, tak jak nauka w wielu innych dziedzinach. Pozwolił sobie taką tajemnicę zostawić dla siebie. Skupił się jednak na zadanym pytaniu, wypuszczając w pierwszej chwili głośne "Hm..." bo teraz nie wiedział, czy blondyn nie zauważył jego nadwyżki w zwinności, jednakże po chwili milczenia i utrzymywania go w niewiedzy, w końcu ozwał się ponownie.
- To moja pasja. Szkielety budynków, wieżowce z wysuwanymi belkami... spacery po linach, zwisanie w dół. Na wysokości czuję się jak w domu, a pokonywanie przeszkód w "ulicznym" stylu, pozwala ujść wszelkim negatywnym emocjom które ciążą gdzieś wewnątrz mnie.
Tyle w tej kwestii musiało mu wystarczyć, a gdy miał ochotę dać się ponieść swej fantazji i zacząć "zabawę", Boniek znów otworzył tego swojego bladego dzioba z pytaniem. Meh... nie da mu się skupić, a jeżeli nie odpowie to będzie mu truć tyłek przez większość dnia. Oby się jednak nie okazało... że będą musieli być razem w klasie.
- Jestem zapisany do jakiejś... podobno jednej z najlepszych w Japonii. 1C - to klasa do której mam uczęszczać, a co?
Słyszał że jest to klasa dla uczniów którzy nie uczą się najlepiej, ale... mu to nie przeszkadzało. Shad nie uczył się źle... on po prostu nie chciał się uczyć i na ocenach mu nie zależało. Gdyby było inaczej, zapewne mógłby startować do klasy B lub nawet A... ale uważał że to klasy dla wielce utalentowanych, a on siebie do takowych nie zaliczał. Był skromny.
- To street-art, chu*owy co prawda, ale dalej street-art. U mnie była to codzienność...
Skomentował słowa blondyna, śmiało wkraczając do środka i rozglądając się za dobrym miejscem do wspinaczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Ruiny   Nie Gru 11, 2016 4:52 pm

Panicz Bonnet zawsze chował swój chłód i kiepski charakter za fasadą uprzejmości i elegancji, w końcu tego nakazywało jego wychowanie. Jednak, Boniface Bonnet to wciąż zbuntowany nastolatek, pełen złośliwości i poczucia wyższości, który niekiedy - chociaż trzymał go na smyczy - dopraszał się uzewnętrznienia. Zapewne, gdyby pozwolił sobie odciążyć, z poczuciem lekkości na ustach już dawno zwyzywałby Kurta. Jednak, Bonny wydawał się być zupełnie inny, niż swawolny kot.
Skinął głową, gdy ten rozwinął swoją wypowiedź na temat pasji. Znudzony arystokrata, raczej nie odczuwał i nie czuje takiego zapału, a zapewne zrobiłoby mu to dobrze.
Oczywiście, gdy w jego duszy grała cicha prośba, żeby koleś nie uczęszczał do tej samej szkoły, co on, do której - zdaniem blondasa - w życiu nie dostałby się, gdyby ta niżowa szkoła nie spłonęła i w efekcie elita połączyłaby się z gównem, okazało się, że jak zwykle Życie parsknęło mu w twarz. Mlasnął językiem o podniebienie, zduszając w sobie sarkastyczne uwagi na ten temat i zapytał:
- Najlepszą szkołą w Japonii jest Heyawakara. Jeśli faktycznie tam pójdziesz, będziemy szkolnymi kolegami - przyznał, bo och, niech Kurt pocierpi wraz z drugim chłoptasiem, który wciąż cierpiał przez obecność Czarnokrwistych. Jasna cholera, to był strzał w policzek dla kogoś, kto zawsze uczył się wśród snobów, bo przebywał na co dzień niekoniecznie.
Słyszał o ulicznej sztuce, jasne. Ale nie akceptował jej w większej części. Niech sobie na czole rysują te szkielety sztuki, jeśli aż tak rączki ich swędzą. Odgonił te ponure myśli i zaczął powoli rozglądać się po ruinach, przemieszczać się ostrożnie. Zainteresował się jakimś tekstem, który okazał się być klątwą, drżąco pisane długopisem. Skupił się na treści i potem poszedł dalej. Odrobinę rozluźnił barki, trochę mniej obawiając się ataku na jego osobę ze strony drugiego chłopca. Nie wiedział, czy słusznie, a bać się należało tylko strachu, który zagrażał obiektywnemu postrzegania rzeczywistości.
Słońce już zniknęło z niemalże zniknęło z horyzontu, wprowadzając dość upiorną atmosferę. Cholera, było tak cicho, że Boniface słyszał swój oddech oraz bicie serca. Nie przeszkadzało mu to w koncentracji.
Powrót do góry Go down
Shad
WILGA

avatar
Liczba postów : 38
Imię i nazwisko : Kurt Redley
Wiek : 17 lat
Wzrost i waga : 172cm/69kg

PisanieTemat: Re: Ruiny   Nie Gru 11, 2016 8:04 pm

Wychowanie sr... tak. Tego też chciał uniknąć przy wyborze klasy. "Reprezentujesz nas, więc rób to jak najlepiej!" Pieprzenie... wolał chyba być sobą, olewając te wszystkie przywileje, niż udawać sztucznie wielce poważnego. Nie obchodziło go również jak inni będą na niego spoglądać - niech wsadzają nosy w inną dupę. Jeżeli znajdzie się ktoś, kto zasługuje na szacunek, otrzyma go. Nie żeby nie szanował Bonia... po prostu błędnie wrzucał go do wora tych wszystkich przebrzydłych paniczów którzy uważali że pieniądze załatwią wszystko i każdego. Miał jednak cichą nadzieję że będzie się mylić w jego przypadku. Momentami wydawał się... całkiem spoko.
- Kolegami? Cóż... może oboje na tym zyskamy.
Nie zwrócił nawet uwagi na to, czy na niego spogląda, ale puścił oczko, mając nadzieję że Boniek zrozumie o co mu chodziło. Gdy jednak blondyn był zajęty jakimiś bazgrołami na ścianie, Kurt ruszył szybko przed siebie, dostrzegając małe okienko które znajdowało się kilka metrów wyżej. Musiał się do niego dostać, wiec skorzystał z prowizorycznej drabinki, którą były cegiełki. Co druga z nich wystawała, ułatwiając mu drogę do celu... a przynajmniej tak myślał. Po kilku cegiełkach, gdy chwycił lewą ręką za kolejną z nich, ta... wysunęła się, a Kurt zawisnął, trzymając się tylko jedną ręką, wątpliwie dobrej jakościowo cegły która mogła w każdej chwili popuścić.
- To... chyba nie był za dobry pomysł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Ruiny   Nie Gru 11, 2016 9:31 pm

I właśnie to była wolność, której pragnął Bonny; Shad odczuwał lekkość, mógł mieć w nosie opinie innych, obowiązki traktował z lekceważącym machnięciem dłoni, podczas gdy nasz francuski panicz miał głęboko zakorzenione wartości, w których się wychował, każdego cholernego dnia odczuwał krzyż bycia Bonnetem, bo był z krwi tych, którzy zawsze, za każdym pieprzonym razem osiągali coś wielkiego, a on?
A on był tylko uczniem, bez planów na przyszłość, kimś, kto łaskaw dostanie firmę ojca, żeby nie było, że syn był bez ambicji i planów na przyszłość, co nie mijało się z prawdą. Taka porażka ośmieszyłaby rodzinę Bonnet. Mógł od czasu do czasu się buntować, ale z namysłem, ale co to za przyjemność? Cecha młodości to właśnie popełnianie głupich rzeczy, a Boniface nigdy nie był dzieckiem, ale także nie był dorosły.
Czasami, gdy dopadnie go tylko kolejna z kolei z bezsennych nocy, zamyka oczy i jest na moście Aleksandry III, czuje zapach wody i delikatny powiew we włosach. I, mimo turystów, jest zupełnie sam, jest wolny.
Na chwilę obecną nie sądził, żeby cokolwiek zyskał ze znajomości z Shadem, dlatego też wykrzywił usta w jakimś grymasie i nie skomentował, będąc już odwrócony do niego tyłem. Już wystarczyło, że będzie musiał mijać go na korytarzu. Miał tylko nadzieję, że nie będzie musiał się z nim użerać, jak z tymi Czarnokrwistymi.
Usłyszał tam jakieś rzeczy, ale nie zwrócił na nie najmniejszej uwagi. Oczywiście, dopóki Kurt nie skomentował swojej sytuacji. Rzucił w jego stronę niezainteresowanym okiem... żeby potem do ów oka dołączyło ciało.
- Ty idioto! - warknął i podbiegł do niego, ten rycerz w lśniącej zbroi. - Złapię cię - powiedział z pełnym przekonaniem, już przygotowując ciałko i mięśnie na schwytanie tłustego kota.
Powrót do góry Go down
Matoke
WILGA / KOTTUR

avatar
Liczba postów : 27
Imię i nazwisko : Mat
Wiek : 18 lat
Wzrost i waga : 185cm i 63km
Age : 20

PisanieTemat: Re: Ruiny   Nie Gru 11, 2016 10:21 pm

Chcąc sobie troszkę odetchnąć przyszedł do ruin. Dowiedział się o tym miejscu jeszcze jak był w pierwszej klasie i lubił tu spędzać swój wolny czas. Rzadko kto tu przychodził, ponieważ krążą różne dziwne plotki o tym miejscu, jednakże Mat nie należy do tych przesądnych. Mimo, że ma zawsze pecha i to na pewno nie przez to, że jest czarnym kotowatym.
Wzdrygnął się. Usłyszał krzyk. Co, gdzie, jak? To brzmiało jak coś nie dobrego. Jak kłopoty. Poprawił więc sobie kaptur i stanął w cieniu twarzą do ściany. Dziwne, ale typowe dla niego. Tworzył w ten sposób w swojej podświadomości krąg, który miał odpychać innych. Przeważnie działał i miał nadzieje, że i tym razem zostanie nie zauważony. Merdał przy ziemi ogonem, troszkę się chłopak zestresował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shad
WILGA

avatar
Liczba postów : 38
Imię i nazwisko : Kurt Redley
Wiek : 17 lat
Wzrost i waga : 172cm/69kg

PisanieTemat: Re: Ruiny   Nie Gru 11, 2016 10:31 pm

I był w sytuacji bez wyjścia... a raczej miał wyjście. Jedno. Teoretycznie drugim wyjściem był upadek... w ramiona Bońka, ale... to chyba przekroczyłoby wszelkie granice rozsądku. Musiał więc próbować dokonać wręcz niemożliwego... albo możliwego? Tak na 99% niemożliwego! Lekceważąc więc krzyki blondasa, począł się bujać na cegiełce a z każdym ruchem wahadłowym, zaczęło się z niej sypać coraz więcej jakiegoś syfu, który prawdopodobnie leciał wprost na będącego niżej chłopaka. Oby nie miał mu tego potem za złe, w końcu musiał się ratować, prawda? Jego machnięcia były coraz to mocniejsze, a z każdym zamachem w tył, puszczał się na moment, wręcz wyskakując, by znów opaść na niepewną cegiełkę, a ostatecznie wyskoczyć w górę i chwycić się trzema palcami u lewej ręki starego okna. Szczęście w nieszczęściu, bo przy wyskoku, cegiełka która utrzymywała Shada - upadła. Oby Bonny nie dostał w głowę, bo jeszcze straci pamięć.
- Udało się!
Wykrzyczał w eter, powoli się podciągając, aż w końcu siadając na tyłku z widocznym podekscytowaniem. Chwila... halo. Czy tam coś się ruszyło?
- Hej, Ty!
Krzyknął w stronę Matoki, zastanawiając się przez chwilę czy jest to ktoś żywy... czy jeden z tych "legendarnych" duchów, o których mówił Bennet. Chwila... a co z nim?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexey
SEKRETARZ

avatar
Liczba postów : 32
Imię i nazwisko : Alexey Bespalov
Wiek : 27 lat
Wzrost i waga : 180 cm/ 70 kg

PisanieTemat: Re: Ruiny   Nie Gru 11, 2016 11:35 pm

Był już wieczór, gdy wracał od znajomych z spotkania. Wiecie, takie małe towarzyskie spotkanie, trochę piwa, jakiś przekąski typu chipsy, dobra muzyka i luźna rozmowa. Przechodził akurat koło ruin i pomyślał, że sobie pozwiedza. Słyszał historię o duchach, mieszkający w tych ruinach, a że lubił się bać, a raczej lubił adrenalinę która temu towarzyszyła uznał, że pospaceruje sobie po nich. Chwilę później usłyszał jakieś zawołanie z strony ruin, i zadowolony, że coś się dzieje, udał się w tamtą stronę. Po chwili jednak się zatrzymał i kątem oka spostrzegł jakąś postać stojącą przy murku. Zrobił krok do tyłu, nie wiedząc czego się spodziewał. Zaczął się przyglądać tej osobie. Kojarzył ten charakterystyczny sposób stania. To był ten aspołeczny dzieciak których chodził do szkoły w której pracuje. Co on robi w takim miejscu. Zignorował wrażenie, że chłopak nie chce by cokolwiek się do niego zbliżało, więc podszedł do niego.
- Hej, jesteś Motoke co nie? Na pewno mnie kojarzysz.- Powiedział, z nadzieją, że nie przekręcił jego imienia.
- Słyszałeś ten hałas? Chodźmy sprawdzić co to jest.- Zaproponował, bezceremonialnie złapał go za bark i pociągną w stronę strasznych ruin. Będąc trochę bliżej zauważył w oknie kolejnego ucznia. To był chyba ten nowy, co dopiero się przeniósł. Zadowolony, że znalazł jakieś towarzystwo, wszedł do ruin, nadal ciągnąc aspołecznego dzieciaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Ruiny   Nie Gru 11, 2016 11:57 pm

Blondyn wiedział, że ratowanie podejrzanych z opresji zazwyczaj nie było opłacalne, ani przyszłościowe.
W sumie, podobnie było teraz.
Jakiś piasek posypał się na jego włosy, potem na oczy, odsunął się rozsądnie, żeby przetrzeć... i jeb. Tym krótkim jebnięciem zostały zniszczony jego mokasyny za trzysta pięćdziesiąt dolców. Ale to nie wszystko - po jego stopie rozszedł się potężny ból, który począł promieniować aż do łydki. A jak wydarł przekleństwo po francusku, to tylko raz. Świat na chwilę stracił barwy, a potem począł skakać na jednej nodze jak ostatni idiota, a gdy pierwsza fala bólu minęła, stopa jedynie pulsowała, mógł uzewnętrznić swoje pokłady gniewu:
- Kurt, ty skończony idioto! Czy ty kompletnie straciłeś rozum? Mieliśmy szukać duchów, a nie bawić się w twoje skakanki w środku cholernych ruin! Co, jeśli by się zawaliły? Czy ty WIESZ, co to oznaczałoby dla mojej rodziny? - warknął, już czerwony na licach z tej złości i bolącej stopy i nowych mokasynów, teraz pobrudzonych i włosach, którymi zaraz zaczął trzepać, pochylając się, głową w dół.
Dobra, uspokój się, Bonnet. Wdech i wydech. To tylko drogie buty i amputacja stopy, nic strasznego.
Podparł się na jakiejś ścianie (naprzeciwko Kurta, który w tym momencie był dla niego płachtą na byka) i wysunął bolącą stopę z buta. Powoli. Potem poruszył palcem. Kurwakurwa, wdech i wydech, przerwa. Jeszcze raz. Poruszył palcem. Dobra, do przeżycia. Zerknął w dół. Skarpetka wciąż biała jak śnieg, nie było krwi. Poruszał palcami. Chyba przeżyje.
Usłyszał kroki i wsunął mokasyna z powrotem. Zobaczył sekretarza szkoły i dzieciaka... kurwa mać, Czarnokrwistego z jego roku. Nie dość, że Kurt to jeszcze Czarnokrwisty.
Spojrzał za okno, będące dosłownie o przesunięcie stopy. Na poważnie zaczął się zastanawiać nad skoczeniem. Nie, żeby się zabił, było za nisko, ale może - przy szczęściu, kiedyś musiał go zaznać - straciłby przytomność i obudziłby się w miękkim łożu w swojej posiadłości.
Powrót do góry Go down
Matoke
WILGA / KOTTUR

avatar
Liczba postów : 27
Imię i nazwisko : Mat
Wiek : 18 lat
Wzrost i waga : 185cm i 63km
Age : 20

PisanieTemat: Re: Ruiny   Pon Gru 12, 2016 12:50 am

Był w potrzasku. Z jednej strony dwójka idiotów, którzy cholera wie co robią, a z drugiej jakiś tam gościu z personelu szkolnego. Nauczyciel czy coś w tym stylu. Szczerze to nie pamięta zbytnio tych osób które sprawują opiekę nad uczniami.
- Kurwa - przeklnął pod nosem. Cóż... zaliczył więc porażkę.
Gdy mężczyzna nieco się zbliżył i złapał go za bark, Mat syknął z powodu lekkiego bólu. Jego ramiona są raczej kościste, zwłaszcza ma on wystające mocno obojczyki które także nachodzą nieco na barki.
- Matoke - wymamrotał zirytowany pod nosem. Nie miał raczej trudnego imienia więc czemu ten typ je jeszcze pomylił. Eh. Zbliżali się bardziej do dwójki chłopaków. Jeden z nich z zachowania przypominał mu szympansa... Kto do cholery tak skacze? Może był szympansowatym... Pasowałoby idealnie. Patrzył na nich jak na typowych idiotów. Jednak pomimo ich zachowania miał dziwną chęć uwiecznienia tego. Wyjął z kieszeni swoją małą cyfrówkę, którą zawszę nosił, ponieważ była właśnie mała i wszędzie się mieściła, nie to co lustrzanka czy inne tego typu aparaty. Zrobił skaczącemu chłopakowi zdjęcie. Uwiecznione zostały także resztki spadającego gruzu, czy cegły.
Nie chcąc być jednak dalej popychadłem "nauczyciela" mocno szarpnął uwalniając się przy tym. Wiedział, że i tak nie ma już jak uciec więc tylko stał i przyglądał się dalej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shad
WILGA

avatar
Liczba postów : 38
Imię i nazwisko : Kurt Redley
Wiek : 17 lat
Wzrost i waga : 172cm/69kg

PisanieTemat: Re: Ruiny   Pon Gru 12, 2016 10:01 am

Halo, on nie był podejrzany! To że nie zachowywał się jak Boni, nie oznacza że jest podejrzany! Przecież gdyby miał złe intencje, już dawno by go zadusił, czy co tam mógłby mu zrobić, byle tylko zarobić na jego ciuchach, czy komórce... która swoją drogą by mu się przydała, kiedy swoją starą zgubił podczas podróży... albo mu ją skradziono - mniejsza, ważne że jej potrzebował, ale niekoniecznie chciał pozbawiać jej Bońka, przecież nie był złodziejem! Wracając jednak do sytuacji... chyba mu się coś przywidziało - póki co nikogo jeszcze nie było... jeszcze, bo krzyk jaki po chwili usłyszał, zapewne zbudził wszystkich zmarłych w okolicy.
- Najpierw zgrywasz bohatera, a teraz masz problem bo zrobiłeś sobie krzywdę. Nie miej do mnie pretensji. - burknął, przyglądając się usyfionemu chłopakowi. Wtedy też do środka weszła nieznana mu dwójka, widocznie wyższa od niego, a jeden z nich wyglądał na... trochę starszego. Co oni tu do cholery robili? TO WSZYSTKO WINA FRANCUZA, ON ZAKŁÓCA SPOKÓJ SWOIMI WRZASKAMI! Wtedy też bez ostrzeżenia zaczęto mu robić...zdjęcia? HALO, CZY ON BYŁ JAKIMŚ EKSPONATEM?!
- Co to ma znaczyć?! - naburmuszył się ponownie, po chwili znajdując się na ziemi, na którą wrócił, zsuwając się z okna w dół. Schodzenie zawsze było łatwiejsze niż wchodzenie. A skoro znalazł się na ziemi, bez żadnego słowa podlazł do Matoke i zabrał mu aparat, całkowicie olewając fakt że obok stał Alex. Wyszukał prędko swoje zdjęcie i usunął. - Jak będę chciał by zrobiono mi zdjęcie, to się zgłoszę.
Dodał, najwidoczniej bardzo denerwowany tym faktem i zwrócił aparat właścicielowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Ruiny   

Powrót do góry Go down
 
Ruiny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Ruiny miasta - "Limbo".
» Ruiny fontanny
» Ruiny domostwa Braveheart

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xx :: ➜ Obrzeża-
Skocz do: