IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ruiny Getta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar
Liczba postów : 225
Imię i nazwisko : Cygańskie Mokasyny Grozy.

PisanieTemat: Ruiny Getta   Sro Maj 04, 2016 1:08 am



Ruiny Getta


Wizualnie jedno z najbardziej przygnębiających miejsc. Dawniej pełnił rolę zamkniętego rezerwatu dla Dawców, ale od czasów, kiedy wreszcie zyskali prawa pełnoprawnych obywateli kraju, stało się opustoszałym miejscem z walącymi się budynkami i pozostałościami dawnego życia zamieszkujących tutaj osób. Co prawda jest wydany oficjalny zakaz zbliżania się do getta, ale prawda jest taka, że praktycznie nikt tego nie pilnuje i często można spotkać tutaj bezdomnych, którzy szukają osłony przed chłodnymi nocami oraz złomiarzy, którzy z typowym dla nich uporem przeszukują ruiny w poszukiwaniu pozostawionych rzeczy Dawców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 687
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Pią Maj 20, 2016 12:14 am

O tej porze dnia nie było tutaj zbyt wielu osób. A jeśli już jacyś inni bezdomni napatoczyli się, to nie zwracali zbytniej uwagi na samotnego dzieciaka przemierzającego ruiny. Ale Yume wiedział na jakich zasad działali. Do zmroku. Potem z pewnością będą chcieli go odnaleźć, i napaść, żeby okraść z małego dobytku. Już raz to przerabiał, kiedy po raz pierwszy trafił na ulicę. Dlatego też priorytetem było znalezienie względnie bezpiecznego miejsca, gdzie będzie mógł się zaszyć. Tyle dobrego, że w nocy ciężko było mu zasnąć, a w dzień, nawet jak utnie sobie drzemkę, to raczej go nie tkną. Przynajmniej taką miał nadzieję.
Bez większego problemu wdrapał się na dach jednego z rozpadających się budynków i przysiadła na jego krawędzi, spuszczając nogi w dół. Przycisnął do klatki piersiowej swój plecach, czując dziwne uczucie pustki. Było mu dobrze u Haine i Vulko, mimo wszystko. Nawet, jak ten ostatni nie ukrywał swojej niechęci do niego. Położył po sobie uszy, wzdychając ciężko. Szczerze powiedziawszy już zaczął za nimi tęsknić, ale podjął decyzję. Miał nadzieję, że dobrą i że po jego odejściu wreszcie zacznie układać się między nimi.
”Czarny kocie, to wszystko twoja wina.”
Znienawidzony głos rozgrzmiał w jego głowie, wywołując nieprzyjemne ciarki przebiegające wzdłuż jego kręgosłupa. Tak. Miał rację. Przynosił pecha. Był personifikacją pecha. Yume z wściekłością sięgnął po kamień i cisnął nim przed siebie, czując narastającą wściekłość, która bardzo szybko opadła, dając upust rozżaleniu. Najwidoczniej tak musiało być.
Uniósł głowę i spojrzał w wyjątkowo czyste niebo tego dnia, choć noce bywały jeszcze zimne. Poradzę sobie, pomyślał. Musiał. Dwa miesiące dał radę, nim Haine go znalazł, to czemu i teraz nie da?
Mogłem zabrać jakieś jedzenie.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haine
GNIEW

avatar
Liczba postów : 334
Imię i nazwisko : Legitymuje się jako Hideki Kirishima. Dla Inkwizycji Haine (Nienawiść).
Wiek : Cienkie granice trzydziestki.
Wzrost i waga : 175 cm; 67 kg.

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Nie Maj 22, 2016 3:14 am

Wyciągnął telefon z kieszeni w celu zadzwonienia do Yume. Próba okazała się bezskuteczna. Po wybraniu numeru i naciśnięciu na zielonych przycisk odezwał się irytujący dźwięk oznajmujący przerwanie połączenia. Niby naturalnym stanem rzeczy jest wyłączenie telefonu przez uciekiniera, acz Kylle nawinie liczył na to, że Kocur odbierze chociażby z przyzwyczajenia. Na czole Haine pojawiła się kolejna zmarszczka do kolekcji, a rozdrażnienie się pogłębiło, gdy zrejestrował obok Vulka. Co prawda nie miał ochoty na niego krzyczeć, a w tej materii wyżywanie się po nim, też nie było dobrym wyjściem ze sytuacji, ale nie mógł przejść obojętnie obok tego, że to w głównej mierze przez niego dzieciak poczuł się jak pięta koło u wozy i zrezygnował z ich gościnności.
Ta troska jest do ciebie nie podobna — prychnął. — Zejdź mi z drogi. Zaburzasz moją przestrzeń osobistą — warknął w kierunku Wilka, mierząc go chłodnym, nieprzystępnym spojrzeniem mrużąc gniewnie oczy, w których można było dostrzec coś na wzór strachu, bo niestety Haine w stanie złości wygadywał rzeczy, który potem żałował. Ominął go szerokim łukiem, jak gdyby był nosicielem śmiercionośnej zarazy i pobiegł tam, gdzie obiecał sobie, że nigdy nie wróci.
Majaczące przed nim ruiny getta, będące dla niego żywą alegorią klatki, sprawiły, że przez ciało przeszedł pojedynczy dreszcz w zestawie z przyśpieszoną pracą serca. Nie lubił wracać do tej części miasta, a te uczucie nie miało nic wspólnego z biedą zaglądającą do przysłowiowych okien mieszkańców sypiących się w oczach budynków, a przeżyciami, które wiązały się z tym miejscem i odbiły piętno nie tylko na jego spłyconym spostrzeganiu świata, ale też psychice. Zadygotał, znacząco zwalniając, ale chęć, by odnaleźć Kocura była o wiele silniejsza. Może właśnie dlatego po chwili znów przyśpieszył, przesuwając spojrzeniem po zgliszczach, pełniących role miejsca, w której wykształciła się nowa rasa. Wzdrygnął się na widok obrazu nędzy i rozpaczy. Niby była nieodłącznym elementem tego miejsca, ale wzbudzał w Hienie skrajne emocje, balansujące na pograniczu otępiania. Przełknął tworzącą się w gardle gulę, konsekwentnie ignorując mijanych bezdomnych, którą większą części stanowili Czarnokrwiści. I choć naszła go ochota, by zapytać któregoś z nich o to, czy kręcił się tu młody chłopak z kocimi uszami i ogonem, wyparowała w oka mgnieniu, kiedy uświadomił sobie, że pożądana odpowiedź nie nadejdzie, zamiast niej usłyszy coś, co pogłębi tylko piętrzącą się w nim nienawiść do ludzkiej rasy. Rozglądał się na wszystkie strony, wędrując zielonymi tęczówkami - lewa sztuka, zwyczajowo zakryta, teraz odsłonięta sprawiła, że ograniczone pole wzrokowego przeszyło się, choć przez brak możliwości dostrzeżenia barw, Haine miał wrażenie, że wszystko co mijał, było do siebie aż nazbyt podobne, aż w końcu wtoczył się na klatkę schodową z jednej, stojąc w miarę na nogach kamiennicy, kiedy przed oczami mignął się długi, przypominający ten Yume ogon.
Yume — krzyknął w głąb budynku, choć to równie dobrze mogło pobudzić do życia innych mieszkańców tej w miarę stabilnej konstrukcji. W ramach odpowiedzi usłyszał własne echo. Zerknął przez ramie na Vulka, który dreptał mu niemal po piętach. — Poczekaj tu, poszukam na górze — podsunął. Sam budynek mógł liczyć sobie co najwyższej cztery piętra. Był stosunkowo niski, ale jego fundamenty musiały być wyjątkowo stabilne, skoro utrzymały się w stanie niemal nienaruszonym.
Wbiegł po schodach na górę, mając nadzieje, że znajdzie tam Yume i namówi go na powrót do domu, który bez niego będzie wydawał się po prostu pusty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Nie Maj 22, 2016 5:31 pm

Spodziewał się, że Haine teraz da upust swemu rozdrażnieniu i nie będzie przebierał w słowach, ale i tak odczuł zirytowanie, gdy kochanek warknął na niego. Spojrzał na niego z czystym znudzeniem, ukrywając za tym wszelkie emocje. Nie miał zamiaru pokazać, że chłód mężczyzny w jakikolwiek sposób go dotyka. Cztery lata mieszkania z nim, znoszenia jego humorów uczyło pewnej tolerancji, chociaż cierpliwość Wilka w tej kwestii była wątpliwa.
- Ciesz się, że przejawiam chociaż cień troski. Bo mogę przestać, a wtedy będzie tylko gorzej – dzisiejszy dzień był jednym chyba z najgorszych w ostatnim czasie i Vulk już teraz był tego pewny. Nic nie szło tak jak powinno, a Hiena swoją troską o gówniarza, tylko pogarszał sprawę, czego pewnie nie był świadom. Wymamrotał przekleństwo, gdy Kylle ominął go szerokim łukiem i ruszył w przez chwilę tylko sobie znanym kierunku. Widok ruin obudził w Kieranie wszystkie negatywne emocje; nienawidził wracać do tego miejsca, mijać znajomo wyglądających budynków. W momentach gdy stawał na ulicach Ruin Getta, wspomnienia wracały zbyt szybko i budziły panikę, o czym jednak nikt nie wiedział i tak musiało pozostać. Nie chciał wracać do przeszłości, do wszystkiego co przeżył będąc w tym cholernym miejscu... ale widać, los był dla niego zbyt złośliwy. Z chłodną obojętnością spoglądał na bezdomnych Czarnokrwistych, którzy znaleźli tutaj schronienie dla siebie, chociaż on na ich miejscu, próbowałby gdziekolwiek indziej, niż w tej walącej się już dzielnicy. To miejsce przy takim szybkim niszczeniu, zniknie za parę lat i będzie już tylko we wspomnieniach tej grupy mieszańców, którzy musieli spędzić tam więcej czasu. Błądził wzrokiem po otoczeniu, wypatrując Kocura, chciał znaleźć go jak najszybciej i spieprzać z tego miejsca. Zatrzymał się na moment, gdy Hiena wszedł do jednej z pewniej wyglądających kamienic. Zdławił w sobie drażniące uczucie niepokoju i wszedł do środka. Westchnął ponuro, gdy kazano mu zostać na dole. Nie chciał puszczać samego mężczyzny na piętra, ale w sumie było to rozsądne; jeśli wpadliby w kłopoty to ich najłatwiejszą drogą ucieczki było główne wejście do kamienicy i lepiej by nie okazało się zamknięte. Przymknął nieco rozwalające się drzwi, które jakimś cudem nie zostały wyciągnięte z zawiasów i dalej w miarę pełniły swoją rolę.
Przesunął się bliżej schodów, spoglądając w górę i nasłuchując kroków Kylle'a na skrzypiących stopniach.- Pospiesz się – mruknął w przestrzeń, wolał nie krzyczeć do mężczyzny by nie ściągnąć tutaj kogokolwiek z ciekawskich mieszkańców ruin. Już samo ujadanie psów gdzieś niedaleko, mogło zwiastować kłopoty. Zdziczałe kundle to wyjątkowo kłopotliwi przeciwnicy, byli czasami gorsi niż ludzie czy Czarnokrwiści. W końcu jednak ignorując wszelkie zachowania jakimi zwykle się kierował, zaczął powoli wchodzić po schodach... stopień po stopniu. Cisza jaka zapanowała w budynku i jak dla niego była za długa, podjudzała potrzebę by sprawdzić co się dzieje wyżej. Czuł w kościach, że kiedyś zejdzie z tego świata przez tą swoją cholerną potrzebę by chronić tyłek Gniewu.
Powrót do góry Go down
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 687
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Nie Maj 22, 2016 10:42 pm

Ucho niespokojnie drgnęło, kiedy wydawało mu się, że słyszy znajomy głos. Szybko jednak skarcił się za te myśli. To było niemożliwe, żeby Haine zjawił się tutaj. Przecież, po pierwsze, skąd wiedziałby gdzie go szukać, a po drugie… po co? Powieki ciężko opadły na bursztynowe oczy chłopaka, kiedy jeszcze mocniej wtulił się w trzymany plecak. Zapomniał, że wciąż ma na sobie bluzę Haine. Dopiero kiedy wiatr delikatnie smagał go po twarzy, a do jego nosa dotarła charakterystyczna woń, serce dzieciaka o wiele szybciej zabiło.
A potem usłyszał skrzypnięcie za sobą.
Gotowy, że to jakiś bezdomny postanowił o wiele szybciej zaatakować bezbronnego dzieciaka, by pozbawić go jego nędznego dobytku, odwrócił się gwałtownie, kładąc po sobie uszy i obnażając ostrzegawczo kły. Ale to nie był bezdomny.
Haine.
Yume powoli podniósł się z krawędzi, nie rozumiejąc zupełnie zaistniałej sytuacji, która w tym momencie wydawała się dla niego totalnie absurdalna. Jest zły, przemknęło mu przez głowę. I chyba właśnie tego najbardziej się wystraszył. Jego złości.
- W-wiem, że zapomniałem oddać Ci bluzę. – spuścił spojrzenie, przesuwając nim po popękanym w niektórych miejscach budynku.
- Zaraz Ci oddam, ale nie podchodź! – powiedział głośno. Być może za głośno, niż początkowo planował. Uderzy.
- Wiem, że głupio zrobiłem, że wyszedłem bez słowa, ale… – pożegnania zawsze są ciężkie. Nawet z osobami, których nie obdarza się szczególną sympatią. A tak się składało, że Yume lubił zarówno Haine, jak i Vulko. - Przepraszam, Haine. – westchnął cicho, robiąc krok do tyłu, ale stopa zahaczyła o krawędź dachu. Odwrócił głowę przez ramie zerkając w dół. Pomimo kocich genów, gdyby spadł, z pewnością roztrzaskałby sobie czaszkę, jak nic. Uniósł wyżej głowę, szukając rozpaczliwie jakiegoś najbliższego dachu, na który będzie mógł przeskoczyć. Nawet kosztem pozostawienia plecaka. Nie mógł pozwolić, by Haine go dopadł.
Co prawda nigdy przenigdy nie podniósł na niego ręki, ale Yume wielokrotnie był świadkiem jego napadów złości. A wtedy bał się go. Tak cholernie się bał, tak samo jak….
Miał z nim naprawdę miłe wspomnienia, dlatego też nie mógł pozwolić, by jeden głupi incydent pod wpływem negatywnych emocji zatarł to, co miłe, pozwalając na wylanie się gorzkiego smaku.
W głowie czuł pulsowanie, a wszystkie kończyny powoli zaczynały mu drętwieć ze zdenerwowania. Musi przeskoczyć. Ten jeden, długi skok i….
- Naprawdę przepraszam! – krzyknął w stronę mężczyzny, a potem odwrócił się, chcąc skoczyć na dach budynku stojącego obok.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haine
GNIEW

avatar
Liczba postów : 334
Imię i nazwisko : Legitymuje się jako Hideki Kirishima. Dla Inkwizycji Haine (Nienawiść).
Wiek : Cienkie granice trzydziestki.
Wzrost i waga : 175 cm; 67 kg.

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Pon Maj 23, 2016 12:43 am

W zastraszająco szybkim tempie pokonywał stopień za stopniem, dbając o to, by robić to jak najciszej, choć, jak wiadomo, niektórych dźwięków nie dało się stłumić, a hieny nie były zwierzętami polującymi, a raczej żerującymi na zdobyczy innych. Z każdym pokonanym schodem, rosła w nim obawa, czy aby na pewno znajoma postura nie była tylko wybrykiem wyobraźni, które wykreowało się na podstawie tego, że za wszelką cenę pragną spotkać się ze swoim tymczasowym podopiecznym. Powietrze uleciało z jego ust w geście ulgi. Prześlizgnął wzrokiem po znajomej twarzy, a kąciki warg wygięły się ku górze na kształt niezgrabnego uśmiechu.
W pierwszym odruchu chciał podejść do Yume, acz zrezygnował z tego zamiaru, gdy jedno, a potem kolejne słowa zostały wyrzucone przez chłopaka z prędkością karabinu maszynowego. Wyraźnie się wahając, szybko pokonał dzielącą go odległość od Kocura i w ostatniej chwili złapał go delikatnie za nadgarstek, acz na tyle stanowczo, by uniemożliwić mu ucieczkę, do której - jak zagadywał - właśnie się przymierzał.
Yume — wypowiedział miękko jego imię, siląc się na pozorny spokój, który z powodu napiętych do granic możliwości nerwów w zestawie ze złością, która nie zdążyła opaść, było sztuką samą w sobie. — Nie przyszedłem tu ani po bluzę, ani tym bardziej po przeprosiny, przyszedłem zabrać cię do domu — odparł i przytulił urwisa, jakby na potwierdzenie własnych słów. Jego szorstka jak papier ścierny dłoń skonfrontowała się z miłymi w dotyku czarnymi włosami.
Zacisnął zęby na dolnej wardze w geście konsternacji, kiedy uświadomił sobie, że chyba naszedł czas na pierwszą w miarę poważną rozmowę, a najprawdopodobniej wykraczała poza jego kompetencje, które w zasadzie ograniczały się do zarzynania wchodzących mu w drogę ludzi. Nigdy nie uważał, że nadawał się na prawnego opiekunka chłopaka, który zdecydowanie zasługiwał na rodzinę w pełni tego słowa znaczeniu. On i Vulk w każdej chwili mogli się znaleźć w kręgu podejrzeń, a to siłą rzeczy oznaczało, że Yume prędzej czy później także mógł tam trafić, bo dzielnie mieszkanie z kryminalistami - choć sam Haine za takowego się nie uważał  - zdecydowanie nie stawiało go w dobrym świetle. Decyzje o przygarnięciu chłopca była podjęta spontanicznie i nie konsultowana z nikim. Sumienie nie pozwalało mu postawić na pastwę losu czarnokrwistego dziecka, które nie miało gdzie się podziać i dodatkowo wyglądał na takiego, co dużo przeszedł. Sam Haine poniekąd dostrzegł w wypełnionych smutkiem oczach samego siebie, ale nigdy nie przyznałby tego na głos, a potem, gdy zauważył sieć mniejszych i większych blizn rozsypanych po ciele chłopca, rzeczą oczywistą stał się fakt, że życie go nie pieściło na żadnej płaszczyźnie, a wyraźnie odznaczające się ślady w założeniu Kylle'a musiały być oznaką przemocy, mimo iż w praktyce nigdy nie poruszył tego tematu, nie chcąc, by prywatne lęki Yume wyszyły na jaw.  Dopiero potem dostrzegł u niego szereg niepokojących zachowań w postaci napadów paniki, które były wyraźnym sygnałem piętna doświadczeń odciskającego się na jego smukłych barkach i robił wszystko, by w jego obecności nie podnosić głosu, choć, mieszkając pod jednym dachem z mechanikiem, próba takiej wstrzemięźliwości graniczyła z cudem.
Co prawda nie mogę cię trzymać u nas na siłę, ale chcę byś wiedział, że nie jesteś ani piątym kołem u wozu, ani tym bardziej główną przyczyną naszych kłótni. Ja i Kieran sprzeczamy się odkąd pamiętam, a moje pamięć sięga o wiele dalej niż ten rok, który jesteś z nami.
Zamilkł, słysząc dźwięk, który zwykł towarzyszyć butą konfrontującym się ze starymi, obluzowanymi deskami. Jego oczy znalazły się na poziomie schodów, a kiedy na ścianie zaczął pojawiać się kształt w charakterze cienia, obnażył hienie zębiska, demonstrując kły. Jednak po chwili odetchnął z ulgą wraz z pojawieniem się znajomej sylwetki. Jego całe zainteresowanie znów zostało poświęcone uciekinierowi.
Gdyby nam na tobie nie zależało, nie byłoby nas tutaj — szepnął cicho, bo choć wiedział, że głównym powodem pojawienia się tu Wilka, nie był Kocur, a jego dziwne poczucie obowiązku w stosunku do Gniewu, był pewien, że jego partner nie był obojętny na los chłopca, a przynajmniej nie w pełnym wymiarze. W żaden sposób nie dało się przekreślić roku, który wystarczył, by Yume stał się częścią ich życia.
Zostań z nami. — Poprosił, przyciskając usta do czoło chłopca. — Przynajmniej do czasu aż nie znajdę ci lepszego domu.
Bo z pewnością na takowy zasługiwał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Pon Maj 23, 2016 1:55 am

Przyspieszył, wbiegając wręcz po schodach, gdy usłyszał krzyk Kocura dochodzący z góry. Nie zrozumiał słów, ale sam głośniejszy dźwięk pochodzący od Yume wywołał u niego reakcję. Dopiero będąc już tylko piętro od nich, zaczął rozumieć słowa jakie padały z ust obu. Mniej pewnie pokonywał stopnie, czując nieprzyjemny dreszcz szarpiący ciałem. Nie bardzo pojmował co jego tego źródłem, jednak teraz nie zamierzał się tym przejmować, później będzie czas na rozmyślanie. Kiedy znalazł się w końcu na samej górze, spojrzał na obu z lekkim chłodem, który stopniowo zniknął, zastąpiony przez  spokój i prawie cień łagodności, nie pasującej w ogóle do Vulkowa.
- Nie chętnie to przyznam, ale Haine ma rację.- mruknął nagle, wsuwając ręce do kieszeni spodni. Tylko raz spojrzał z nieufnością na Kylle'a, później skupił się już na Kocurze.- To nie w tobie jest problem i nie ty przeszkadzałeś tak naprawdę – dobierał ostrożniej słowa niż kiedykolwiek, ale czuł, że teraz to się przyda.- Jak już hiena zauważył, od początku znajomości kłóciliśmy się o błahe sprawy i chyba naprawdę źle się dobraliśmy, a ty po prostu zjawiłeś się w momencie, gdy to wszystko i jeszcze parę innych spraw, osiągnęło krytyczny poziom i najwyraźniej nigdy nie opadło do końca... skoro stałeś się tego ofiarą. Fakt, to pewnie nie usprawiedliwia tego, że ostatni rok też nie był dla ciebie łatwy i wina leży wyłącznie po Naszej stronie.. albo w większości po mojej.-  skrzywił się odrobinę, niechętnie przyznając do tego co było w sumie jasne, ale pierwszy raz mówił to otwarcie.- Kiepskim dodatkiem do tego jest też to, że nigdy nie lubiłem dzieciaków w swoim otoczeniu, bo przypominały mi najgorsze lata mojego życia, przez to też reaguję agresją na gówniarzy. Nie jest to pewnie żadne wytłumaczenie, ale lepszego nie znajdę teraz – zaczął się zbliżać powoli, aż w końcu zatrzymał się jakiś metr czy półtorej od nich, przypominając sobie słowa Hieny o naruszaniu przestrzeni osobistej. Chwilowo odsłonił trochę ze starego, ludzkiego Kierana i wiedział, że jeśli zostanie sprowokowany to wszystko szlag trafi, a chciał jeszcze coś powiedzieć.- Może jednak teraz, po tym małym szoku jakiego nam dostarczyłeś, uciekając prawie bez słowa... będzie trochę inaczej, bardziej stabilnie i spokojnie – mruknął nieco ciszej. Przyznawanie się, że jednak naprawdę ten dzieciak przestał być tak obojętny dla Vulko, nie było łatwe, a bardziej było najgorszą chwilą ostatnich dni. Nie znosił przywiązywać się do innych, pamiętając aż za dobrze, jak skończyło się to dla niego w przeszłości. Teraz jednak inaczej nie można było, potrzeba by załagodzić sytuację powodowała wręcz dyskomfort u Wilka.
Wzdrygnął się gdy podmuch zimniejszego wiatru, skonfrontował się z odsłoniętą skórą rąk i karku. Zdecydowanie było za zimno na bieganie w cienkiej koszulce i bez kurtki.- A teraz serio, dzieciaku... wracajmy do domu, bo zaraz zamarznę i następnym razem jak będziesz wpadał na pomysł, by podnieść Nam poziom adrenaliny, to chociaż wybierz cieplejsze dni – syknął, odzyskując trochę na ostrości z powodu zimna. Dobroć dobrocią, ale miał dość zimna jak na jeden dzień, a czekał go jeszcze powrót do domu i to wcale nie napawało go entuzjazmem, bo koniec napiętej atmosfery nie mógł minąć tak szybko.
Powrót do góry Go down
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 687
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Wto Maj 24, 2016 1:31 am

Z jego kocim refleksem, zapewne udałoby mu się prędzej uciec, przeskakując na znajdujący się obok budynek I w miarę bezpiecznie oraz miękko wylądować. Ale nim Haine zdążył do niego dobiec i faktycznie złapać, jednocześnie powstrzymując przed jakimkolwiek zbędnym ruchem, to jakaś niewidzialna siła oplotła się dookoła jego ciała, wgryzając jego stopy w betonowy murek na dachy rozpadającego się budynku. Czuł wyraźnie, jak serce zaczyna łomotać, jakby ktoś zamknął w jego klatce piersiowej ptaka, który boleśnie trzepocząc skrzydłami szukał drogi ucieczki. Yume zacisnął tak mocno powieki, kiedy poczuł silne ramiona swojego opiekuna, oplatającego go mocno, jakby chciał uchronić chłopca przed złem tego niewdzięcznego świata, że aż przed oczami zamigotały mu jasne ogniki. Drobna klatka piersiowa kotowanego uniosła się wysoka, aż wreszcie opadła, kiedy przez zęby wypuścił powietrze ze świstem. Słowa, które wypływały z ust ciemnowłosego były cholernie kojące, dawały poczucie nie tylko bezpieczeństwa, ale też przynależności. A przecież jako wyrzutek nie miał prawa poczucia, że należy do jakiejś grupy czy też społeczności. A mimo to, mimo to Haine oraz Vulk dawali u bezpieczną przystań, którą chłopak raptownie chciał odrzucić. Już praktycznie się ugiął, pozwolił, by Haine wdarł się do jego klatki piersiowej, rozrywają ją na boki i drążąc w głąb, łamiąc chłopca na malutkie kawałeczki, kiedy gwałtownie odepchnął się od niego, robiąc dwa kroki do tyłu.
- Ty nic nie rozumiesz! – krzyknął rozżalonym głosem, zaciskając obie dłoni w drżące pięści. - Zupełnie nic. Ja przynoszę pecha.
A przecież już mało kto wierzy w piąte trzynastego i czarnego kota przebiegającego drogę.
- Mój— – zamilkł spuszczając głowę czując pieczenie na języku, kiedy próbował wypowiedzieć to jedno słowo. Ale ono nigdy miało nie paść. - Ojciec mojej matki zawsze to powtarzał. Przynoszę pecha i ciągnę za sobą nieszczęście dla najbliższych z mojego otoczenia. – drobne barki ciężko opadły, kiedy podniósł dłoń i wierzchem dłoni potarł skroń, która z każdą kolejną chwilą coraz mocniej pulsowała.
- Piętnaście lat to powtarzał. Praktycznie każdego dnia. A nikt nie chce pod swoim dachem pechowego kota. Zwłaszcza Vulk. Nienawidzi mnie. I nawet nie chce przebywać w tym samym pomieszczeniu co ja. Nie zauważyłeś tego? – spojrzał przelotnie na Haine, po czym odwrócił wzrok wpatrując się beznamiętnie gdzieś w eter.
- Vulk myśli, że nie wiem. Że tego nie widzę. Kiedy wracam do domu, przesiaduje całymi dniami w warsztacie. Praktycznie z niego nie wychodzi. A kiedy tylko nie ma mnie w domu…. Zaczyna czuć i zachowywać się swobodniej. Jak u siebie. Problem jest taki, że Vulk wielokrotnie myślał, że mnie nie ma. Ale byłem. Cicho, z boku, obserwowałem. Dlatego wiem. Vulk trzyma się z daleka ode mnie, kiedy jestem w pobliżu, automatycznie trzymając się z daleka od ciebie, bo przecież bardzo wiele czasu spędzamy ze sobą. Wiem, że poświęcasz mi o wiele więcej uwagi, niż jej potrzebuję. Przez co Vulk wygląda na sfrustrowanego, myśli, że—i— – kolejne słowa utonęły w cichy bełkocie, kiedy kocie oczy spoczęły na kolejnym mężczyźnie. Mimo wszystko dzieciak zrobił krok w tył, jakby w obawie, że drugi mężczyzna za moment rzuci się na niego. Ale nie zrobił tego.
A z każdym kolejnym wypowiadanym słowem przez niego, usta chłopca delikatnie rozchylały się, a końcówka ogona zaczynała niebezpiecznie drżeć.
Właściwie nigdy nie spodziewałby się, że akurat te słowa usłyszy od niego. Od każdego, ale od Vulka? A mimo to, stał tu teraz przed Yume, żywy, z krwi i kości, i chociaż nieco nieporadnie, to właśnie zapewniał, że poniekąd zależy mu na obecności Tsukihime w ich małym domku.
Usta drgnęły, kiedy próbował coś powiedzieć, ale żadne sensowne zdanie nie układało się w jego głowie, zamiast tego zapanowała dziwna pustka podsycana… spokojem. Jakby tymi paroma słowami, wszelkie troski chłopca zostały zamiecione pod wymyślony dywan. I nim ktokolwiek mógłby coś powiedzieć, Yume wyrwał się w stronę Vulka i wskoczył na niego, mocno przylegając swoim ciałem do jego i obejmując ramionami za szyję, chowając twarz w jej zagłębieniu. Nic nie mówił, po prostu wtulał się jednocześnie zwisając. Nie obchodziło go teraz, czy Vulk odepchnie go czy zrzuci z dachu. Po prostu instynkt sam działał.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haine
GNIEW

avatar
Liczba postów : 334
Imię i nazwisko : Legitymuje się jako Hideki Kirishima. Dla Inkwizycji Haine (Nienawiść).
Wiek : Cienkie granice trzydziestki.
Wzrost i waga : 175 cm; 67 kg.

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Sro Maj 25, 2016 12:01 am

Zamarł wsłuchując się w wyznania Yume, a powieka zadrżała mu niebezpieczne w akcie bezradności wymieszanej ze zdenerwowaniem. Nie spodziewał się, że to wyznanie kiedyś opuści usta chłopka i choć wiedział, że ten najprawdopodobniej miał pod górkę w klanie, jego matka nadal o nim pamiętała i troszczyła się o niego na swój sposób, o czym świadczyły listę, która hiena otrzymywał sukcesywnie z niewielką, ale wymowną sumą pieniędzy na utrzymanie Yume. Niejednokrotnie próbował kontaktować się na własną rękę z kobietę, by zasięgnąć informacji, ale bez pożądanego skutku, więc w końcu przestał, dostosowując się do jej prośby  zachowania jej gestu w sekrecie, choć właśnie w tym momencie miał tajemnicę na końcu języka, ale w porę się w niego ugryzł. Przytulił mocniej chłopca do siebie w geście dodania mu otuchy, która na pewno potrzebował, dzieląc się przykrymi przeżyciami. Nie trudno było też zauważyć jego reakcje na Vulka, który jednak - przynajmniej według Haine - nie wyglądał na osobnika przymierzającego się do skrzywdzenia kogokolwiek, a już na pewno Yume. Był niemal pewny, że złość, która tkwiła teraz w Kieranie była adresowana tylko i wyłącznie do niego.
Mieszkasz z nami od roku i nie zauważyłem, by do naszych drzwi zapukało fatum — odparł, kręcąc głowę z dezaprobatą, bo choć faktycznie kiedyś krążyły po świecie zabobon, że czarny kot przynosi pecha, Haine w tej materii był niedowiarkiem. Na żadnej płaszczyźnie - ani w życiu prywatnym, ani zawodowym (jeśli taki mianem mógł określać 7DS) - nie poczuł na własnej skórze dotkliwie pecha i choć czasem bywało lepiej, czasem gorzej - jak w życiu - źródła tego nie szukał w Yume, co mogło być oczywiście podawane wątpliwości przez wiecznie sceptycznego Vulka. Spojrzał wprost w ślepia kocura i jedną ręką odgarnął nieposłuszne kosmyki, które opadały mu na czoło, zaczesując je za ucho.
A ojciec twojej matki ani trochę cię nie znał, skoro tak twierdził — odparł nieco chłodniej, wnioskując, że Kocurek musiał być przez niego w jakiś sposób terroryzowany, skoro unikał określenia "dziadek". — Uwierz w końcu, że jest ktoś na tym świecie, kto się o ciebie troszczy, a Vulk… — urwał, bo właściciel tego pseudonimy odezwał się w najmniej odpowiednim momencie i Haine nie był pewny, czy chce poznać jego stanowisko w tej kwestii, a z drugiej zaś strony chciał wierzyć, że Kieran nie był zły do szpiku kości i w jakiś sposób zależało mu na dzieciaku, który zamieszkał z nimi pod jednym dachu. Rok to wystarczająco dużo czasu, aby kogoś pokochać, albo znienawidzić. Uczucia Zawiści musiały znajdować się gdzieś po środku, zawieszone między jednym, a drugim, bo wraz z wypowiadanymi przez niego słowami, Gniew stracił rezon w pakiecie z niedowierzaniem. Jego wzrok skonfrontował się z twarzą kochanka, acz nieodgadniony wyraz twarzy Wilka sprawił, że Hiena przestał traktować jego wyznanie jak kłamstwo. Wygiął wargi delikatnie ku górze, nie rejestrując konkretnie kiedy Yume wyswobodził się z jego uścisku, który stracił na stanowczości i wylądował w ramionach. Ciche westchnięcie wydostało się z jego ust, kiedy poszedł do tej dwójki i potarmosił Kociaka z uchem.
Ten facet nigdy nie uzewnętrzniłby się, gdyby mu nie zależało — wyszeptał dzieciakowi do ucha, choć był niemal pewny, że wyczulony słuch Wilka wyłapie te słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Sro Maj 25, 2016 1:03 am

Mówienie czegokolwiek całkiem szczerze, było naprawdę dużym wyzwaniem dla Vulkowa. Lata życia z przekonaniem, że świata nie interesują jego przemyślenia, a jego też nie obchodzą problemy innych, wyraźnie odbijały się na nim. Odsłanianie przyjaźniejszej, ludzkiej części swego charakteru było sporym kłopotem, dlatego robił to tylko w wyjątkowych chwilach i ta obecna widać takowa była. Zapomnienie na moment jak dużo niechęci na co dzień budził w nim dzieciak, przez fakt, że Hiena rozczulał się nad nim, wymagało od Kierana trochę wysiłku. Chociaż w tej chwili też pojął, że jego negatywne nastawienie względem Kocurka, nie odnosiło się raczej do samego młodzika, a było podjudzane jedynie przez niezdrową potrzebę ogarniania Haine, by ten nie pakował ich w gówno. Patrząc przez krótki moment na Haine, zauważył to niedowierzanie, jednak ten jeden raz jakoś mu się nie dziwił, ani nie miał mu tego za złe. Gdyby ktoś mu powiedział jeszcze parę godzin temu, że będzie miły i gadatliwy, to na sto procent wyśmiał by takowego delikwenta. Cisza jaka zapadła przez chwilę po jego słowach, wywołała wręcz niepokój i skupienie się na zimnie jakie odczuwał, było wręcz najwygodniejszą rzeczą. Nie musiał patrzeć na swoje ręce, by być pewnym, że na skórze pojawiła się gęsia skórka, będąca tylko dowodem, że temperatura mu nie pasuje. Drgnął, gdy czuły słuch wychwycił moment w którym Yume wyrwał się Hienie i ruszył w jego kierunku. Warknął cicho, spinając się co było wręcz instynktowną reakcją, gdy ktoś biegł do niego. Powietrze jednak szybko uszło z niego, kiedy dzieciak wybił się trochę i nagle zawisł mu na szyi. Odruchowo, objął go ramieniem, zaraz nieco się uginając pod ciężarem Kocura. Lekkie zakłopotanie i zdezorientowanie, bez wątpienia odbiło się w dwukolorowych oczach, bo sytuacja była bardzo niecodzienna. Jeśli przywykł do bliskości kogokolwiek to już prędzej Kylle'a, a nie dzieciaka, który z niewiadomych przyczyn teraz, zebrał się na tulanie do niego.
- Okej... radość radością, ale przeginasz pałę, Yume – burknął, gdy trwało to już zdecydowanie za długo jak dla Wilka. Spróbował chłopaka w miarę delikatnie odczepić od siebie, ale okazało się to wcale nie takie łatwe... jeśli nie chciał znów zrobić się brutalnym dupkiem. Uniósł wzrok, gdy Haine nagle podszedł bliżej i w tej chwili, Kieran nawet nie próbował ukrywać złości, chociaż w położeniu był dość śmiesznym.- Uważaj bo ci się zaraz uzewnętrznię, ale wcale ci się to nie spodoba – warknął cicho. Rozbudzona nieco złość, załamała jego wyczucie, przez co szarpnął mocniej Kocurem odsuwając go od siebie. Cofnął się o krok, rozcierając kark, bardziej w odruchu niż z powodu jakiegokolwiek dyskomfortu. Wsunął z powrotem ręce w kieszenie spodni, obserwując teraz uważnie obu swoich towarzyszy. Westchnął cicho, gdy żaden się nie ruszył i stali w trójkę jak ci idioci na dachu.- No to... ruszycie się, czy chcecie przez najbliższe dni znosić marudną wersję mnie, gdy będę chory przez was? - powoli zaczynał się irytować, a przez co wracać do swojej mało przyjaznej wersji, która bardziej mu odpowiadała. Nie czekał jednak na ich odpowiedź, chciał chociaż wejść do budynku by ukryć się przed zimnymi powiewami wiatru.
Powrót do góry Go down
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 687
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Wto Maj 31, 2016 12:57 am

Wydał z siebie cichy pomruk zadowolenia, kiedy Vulk go nie odepchnął. No, przynajmniej na początku. A to było rzadkością, dlatego też Yume postanowił skorzystać z tego ja najdłużej. Ogon miarowo poruszał się na boki, wyrażając tym samym zadowolenie, aż ostatecznie owinął się dookoła szczupłych bioder wyższego mężczyzny. Dopiero kiedy Haine postanowiło nich dołączyć i podejść, chłopak wypuścił ze swych objęć Wilka i zeskoczył obok, uśmiechając się szeroko, przenosząc spojrzenie na Haine.
- Teraz już wiem. – co prawda słowa, które słyszał praktycznie każdego dnia przez całe swoje życie nadal były silne I głęboko w nim zakorzenione, to jednak rozmowa z dwójką jego opiekunów wyraźnie poprawiła mu humor oraz w pewnym rodzaju wyjątkowo zaniżoną wartość jego osoby. Wsunął dłoń pomiędzy palce Haine i zacisnął je mocniej.
- Pójdziemy coś zjeść? Na naleśniki! Do tego baru, no wiecie, gdzie ostatnio byliśmy, Haine. Vulka z nami nie było, ale teraz może iść z nami. – rzucił rozentuzjazmowany przenosząc spojrzenie to z jednego, to na drugiego osobnika.
- Chyba, że Vulk umie zrobić naleśniki? Umiesz? – jedyne, co Yume mógłby jeść w przerażających ilościach, oczywiście oprócz tuńczyka czy też kociej karmy, to z pewnością naleśniki z dużą ilością dżemu malinowego. Albo jakiegoś innego. Raz sam próbował przygotować ten przysmak. No cóż, następnego dnia wybrali się z Haine do sklepu po nową patelnię z racji, że tamtej nie dało rady już ocalić. Szkoda, że nie każdy został obdarowany talentem kulinarnym.
- Bo chyba Vulk zaraz zamarznie…. O! – puścił dłoń Haine I podszedł do swojego plecaka. Jednym szarpnięciem otworzyło i wyciągnął z niego jedną ze swoich bluzek, które zdążył zabrać z domu i rzucił ją w stronę mężczyzny, żeby założył ją na siebie i trochę się ogrzał. Co prawda z pewnością będzie nieco za mała na niego, ale nic innego przy sobie nie miał. Oprócz bluzy Haine, w której paradował. Niemniej bez względu na decyzję, jaką we trójkę podjęli, po chwili ruszyli po schodach w dół, żeby jak najszybciej wydostać się z ruin getta. Robiło się coraz bardziej niebezpiecznie, a po co kusić los.

| zt 3 |

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haine
GNIEW

avatar
Liczba postów : 334
Imię i nazwisko : Legitymuje się jako Hideki Kirishima. Dla Inkwizycji Haine (Nienawiść).
Wiek : Cienkie granice trzydziestki.
Wzrost i waga : 175 cm; 67 kg.

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Czw Paź 06, 2016 1:48 pm

Niepewność rozrosła się, acz nigdy nie szła w parze z ciekawością. Choć Haine z reguły chronił swoją prywatność jak oka w głowie, teraz myśl, że może się spotkać z właścicielem obijającej się boleśnie o lewą pierś blaszki, przyćmiła zdrowy rozsądek, który gnieździł się w Gniewie w szczątkowych ilościach. Kierując się w życiu zemstą, już dawno stracił rezon i w obliczu zagrożenia zachowywał się niczym dziecko, zaciekawione, co kryje się w starej, spróchniałej skrzyni na zakurzonym strychu. Odkrycie tej tajemnicy bowiem staje się silniejsze od złych przeczuć tlących się w dziecięcym sercu, niczym ogień w dogasającym palenisku.
Na czole pojawiła się zaledwie lwia zmarszczka, kiedy postawił stopę w znienawidzonym, budzącym wiele sprzecznych emocji miejscu w postaci getta, a właściwie tego, co z niego zostało. Ruiny - dla wielu Czarnokrwistych stanowiące zwodniczy znak wolności, a dla samej Hieny perspektywę wcielenia swojego planu w życie. Powiedzenie jednak, że to miejsce nie wzbudzało w nim czegoś na wzór strachu, byłoby wielkim niedopowiedzeniem. W końcu ten parszywy strach zaglądający mu w oczy podczas stanów podgorączkowych został wyhodowany właśnie w tym miejscu, które zwykł często nazywać więzieniem przez rosnące wrażenie, że choćby chciał, nigdy się od niego nie uwolnij.
Wyciągnął nóż, który jeszcze chwilę temu spoczywał bezpiecznie w głębokiej kieszeni bluzy. W tym miejscu zabawa w kurtuazje nie miała prawa bytu. Nawet jeśli rząd chciał położyć swoje pozornie sprawiedliwe łapska na zachodnią część miasta, bezprawie tak czy siak rządziło się swoim prawem. Tu w końcu znaleźli schronienie Dawcy w żaden sposób nieakceptowani albo odrzuceni przez społeczeństwo.
Kirishima, kierowany przede wszystkim zwierzęcym instynktem, który skutecznie zepchnął w martwą strefę ten człowieczy, pociągnął nosem, by wyłapać unoszącą się w powietrzu charakterystyczną woń. Różniła się diametralnie od tej, którą zapamiętał, ale bynajmniej to nie sprawiło, że uciekł spod kulonym ogonem. Długie palce, których nie powstydziłby się żaden znany pianista, zacisnęły się na rączce broni, tak mocno, że knykcie mu pobielały.
Mężczyzna, który szedł zaledwie metr przed nim, zniknął z jego ograniczonego do jednego oka zasięgu wzroku, jakby rozpłynął się w powietrzu. Musiał skręcić jedną z uliczek i skryć się w cieniu upadłych murów.
Z ust Haine uleciało powietrze, gdy zdał sobie sprawę, że najprawdopodobniej został zapędzony w pułapkę.

Po moim trupie!
Znał ten teren jak zawartość swoich kieszeni. Wytężył słuch. Na jego wargi wślizgnął się niekształtny grymas, który pełnił rolę uśmiechu, gdy zlokalizował właściciela osobliwego stylu poruszania się. Skręcił we właściwą przecznicę, nie chcąc przedłużać tej zabawy w chowanego, za którą zresztą nigdy nie przepadał.
Był tam. Na wyciągnięcie ręki. Nie poruszał się. Stał wyprostowany jak struna. Haine zatrzymał się instynktownie, mając wrażenie, że robi dokładnie to, co ten człowiek chce, by robił. Wyciągnął drżącą, pozbawioną częściowo czucia dłoń w jego kierunku, choć ona sama zacisnęła się na pustce.
Cofnął się parę kroków w tył, znajdując oparcie w ścianie. Oparł o nią plecy, chcąc za wszelką cenę reanimować swoje podupadłe emocje. Praca serca znacznie przyśpieszyła, tętno zresztą też. Nóż wypadł mu z dłoni.
Był w potrzasku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vergil Sparda
STRATEG

avatar
Liczba postów : 394
Imię i nazwisko : Vergil Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm; 76 kg

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Wto Paź 25, 2016 3:07 am

Kojarzył te okolice ze studiowania zdjęć satelitarnych oraz map, regularnie aktualizowanych oczywiście. Wiadome było, ze tajne przejścia, korytarze podziemne, skróty i tym podobne będą znane tylko bywalcom, ale do jego celów ta okolica nadawała się idealnie. Liczył na to, iż jego cień będzie na tyle uparty, że nie odbije za bardzo w zaułki, i poniekąd to się sprawdziło.

Zatrzymał się na jednym z mniej zagraconych, przestronniejszych placyków, stojąc nieruchomo, skupiony na otoczeniu. Kilka oddechów później jego zmysły się nieco wyostrzyły, pozwalając się zorientować czy ktoś się nie zbliża i tym podobne. W porównaniu ze zwierzęcymi zmysłami to było nic, ale jemu wystarczyło dostatecznie. Czekał cierpliwie, spokojny, opanowany... gotowy.

W końcu usłyszał kroki, dobiegały z innej strony niż sam nadszedł, ale to było do przewidzenia. Najwyraźniej jego mały szpieg dobrze znał te okolice i wiedział, którędy się przekraść. Hm... byleby nie planował się chować przez cały czas, inaczej to nie będzie miało sensu. Sięgnął pod płaszcz, odpinając Yamato z jego miejsca, ale wciąż trzymając broń ukrytą za połą materiału. Może nie będzie musiał go użyć... miał jednak wrażenie, że marne na to szanse.

I w końcu nie był już sam na placyku. Spiął się lekko, słysząc zbliżające się kroki... hm. Jego cień zachowywał się co najmniej... dziwnie. Podszedł, i to dość blisko, sądząc po odgłosach, ale potem się wycofał, czemu towarzyszyło metaliczne brzęknięcie, brzmiące jak upuszczona broń. Raczej nie pistolet, dźwięk był inny... jakieś ostrze. Oddech śledzącego go też przyspieszył, był bardziej chrapliwy, sygnalizując że owa osoba nie była spokojna. Irracjonalne zachowanie, czyżby panika? Z jakiego powodu?...

Cóż. Nadszedł czas spojrzeć prawdzie w oczy. Powoli, z rozmysłem zaczął się odwracać, wciąż czujny i spięty, gotów zareagować na wypadek ataku. Kaptura nie ściągnął, nadal krył większość twarzy w jego cieniu, ale widział dostatecznie dobrze. Lewa dłoń zacisnęła się nieco mocniej na sayi Yamato, kciuk spoczywał na tsubie - był gotów w jednej chwili uwolnić ostrze i zadać cios. Zobaczmy, któż to taki go śledził...

Wystarczyło mu jedno dłuższe spojrzenie, by i jego tętno skoczyło dość mocno. Czy znał tego tutaj, przyklejonego do ściany, wyglądającego jakby zobaczył jakiegoś upiora?

Ta postawa, lekkie przygarbienie, sposób trzymania barków, ułożenie głowy, sylwetka w ogóle... no i widoczna spod brudnego kaptura bardzo, bardzo znajoma szrama na szczęce. Doskonale wiedział, że biegnie ona dalej, w górę, sięgając przez oczodół do łuku brwiowego. Rozpoznawał swoją rękę. Swoje dzieło.

Och, znał tego tutaj, znał bardzo dobrze. To ścierwo pięć lat temu wybiło jego oddział do nogi, rzuciło mu bezczelne wyzwanie, dorównało mu umiejętnościami, zraniło go-

Hah. Jak to się losy plotą. Wtedy to zwierzę mu uciekło, wykorzystało szansę daną mu przez stan Vergila, wraz ze swoim towarzyszem zdołało wydrzeć się im z rąk... dzisiaj się to nie powtórzy.

W ten czy inny sposób, Inkwizycja zatriumfuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haine
GNIEW

avatar
Liczba postów : 334
Imię i nazwisko : Legitymuje się jako Hideki Kirishima. Dla Inkwizycji Haine (Nienawiść).
Wiek : Cienkie granice trzydziestki.
Wzrost i waga : 175 cm; 67 kg.

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Nie Lis 20, 2016 3:19 am

Odzyskał kontrolę nad oddechem, on ten sam w sobie był płytki. Uznał jednak to za swój prywatny sukces, bo nadal nie panował nad swoim ciałem. Zastygł bez ruchu, tracąc nad nim całkowicie władze. Miał wręcz nieodparte wrażenie, że coś złapało go od tyłu i trzymało mocno, uniemożliwiając tym samym jakiekolwiek pole manewru.
Zarejestrował moment, kiedy dłoń mężczyzna sięgnęła pod płaszcz, by, jak się samemu Haine wydawało, złapać za broń, ale on nie zrobił nic w kierunku samoobronny. Emocje wzięły nad nim górę. Sparaliżowany, ledwo trzymał się na nogach. Zalała go kolejna fala niepewności, kiedy mężczyzna obrócił się w jego kierunku.
Zadrżał, mając wrażenie, że został zmierzony lodowatym spojrzeniem, choć równie dobrze mógł być to jedynie wybryk jego wyobraźni spowodowany drgawkami.
Nie mógł dostrzec zakrytej przez kaptur twarz mężczyzną, na którą dodatkowo padał cień zdezelowanych, w przeważającej mierze niezamieszkałych i grożących zawaleniu budynków.  
Poczuwszy mrowienie blizny, przycinając jego lewy oczodół, palce mimowolnie powędrowały w tamtym kierunku. Chropowata struktura pod ich opuszkami napawała go czymś w rodzaju niepokoju pomieszanego ze wstrętem. Wzdrygnął się. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale żaden konkretny dźwięk nie padł. Głos ugrzązł mu w przełyku wraz z gulką, która stanęła w gardle.
Jesteś głupi, Kylle. Bezmyślny i głupi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vergil Sparda
STRATEG

avatar
Liczba postów : 394
Imię i nazwisko : Vergil Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm; 76 kg

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Nie Lis 20, 2016 7:18 pm

Oho, czyżby bestia również go rozpoznawała? W końcu sięgnęła do blizny zaraz po tym, jak Vergil prześlizgnął po niej wzrokiem... nadal bolało? Dobrze, dobrze... należy ci się, ścierwo. Mały, bardzo paskudny uśmieszek wypełzł na jego twarz, kiedy białowłosy zrobił niespieszny krok w kierunku najwyraźniej spanikowanego zwierzęcia. Nie za szybko, nie za gwałtownie... jeśli dobrze odczytywał jego mowę ciała, to Czarnokrwisty był bardzo blisko poważnego ataku paniki, może na granicy hiperwentylacji nawet.
Jeśli go odpowiednio przyciśnie, uważnie to rozegra, to bestia sama siebie wyłączy z gry, bez ryzyka walki i ściągnięcia na nich uwagi postronnych. Kto wie, czy kogoś na pewno nie ma w pobliżu... wolał nie igrać z losem. Nawet przyciśnięty do ściany szczur może boleśnie pogryźć, nie zamierzał więc naciskać na to ścierwo bardziej, niż potrzeba. Niech jego panika go zeżre, niech go ogarnie, unieruchomi na dobre, niech zapomni że ma przed sobą człowieka z krwi i kości, którego mógłby może pokonać... jeśli byłby odpowiednio uzbrojony i w pełni sił mentalnych, oczywiście. Zwykły motylek i rozchwianie emocjonalne raczej nie wróżyło dla niego dobrze.
Vergil i tak nie rozpraszał się ani na moment, nie rozluźniał, gotów wydobyć Yamato i użyć miecza do obrony lub ataku. Zrobił jeszcze jeden krok w stronę bestii, nie za duży, ale wyraźnie rozmyślny i pewny. Kontrolował sytuację i planował to wykorzystać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haine
GNIEW

avatar
Liczba postów : 334
Imię i nazwisko : Legitymuje się jako Hideki Kirishima. Dla Inkwizycji Haine (Nienawiść).
Wiek : Cienkie granice trzydziestki.
Wzrost i waga : 175 cm; 67 kg.

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Nie Sty 15, 2017 1:49 am

Haine docisnął plecy do ściany, sapiąc głośno jak astmatyk. Oddech miał przyśpieszony i świszczący. Pod palcami zaś czuł chropowatą strukturę obiektu, który pomógł aktualnie utrzymać się na jego nogach.
Był naiwny, a za naiwność płaci się największą cenę. Impulsywny. Głupi. Jak mógł pomyśleć, że ówże właścicielem jasnych włosów może być mężczyzna, który podarował mu blaszkę z wyrytymi słowami? Choć nie znał ich znaczenia, stały się elementarną częścią jego egzystencji. To on wpoił mu postawy z szermierki, choć w ostateczności styl Hieny przybrał całkowicie inną formę. Sam jej użytkownik nazwałby ją uniwersalną i dostosowaną do aktualnej sytuacji. Brudną. Paskudną. Ale przy tym nadzwyczajnie piękną w swojej nieobliczalności i efektywności. Teraz jednak jego stan… Jego stan…
Panika.
Serce zaczęło bić w piersi jak oszalałe, co było najprawdopodobniej główną przyczyną zawrotów głowy i spadku ciśnienia. Skroń pulsowała tępym bólem. Przyłożył do niej palce, aby ją pomasować, otrzymując ujemny efekt od zamierzonego. W uszach natomiast czuł pisk. Jakby ktoś nacisnął na klakson w samochodzie i trzymał go nienośnie długo. Doprowadzał go wręcz do szaleństwa. Białej gorączki.
Osłabienie.
Poczuł się tak, jakby nie jadł przynajmniej przez tydzień solidnych posiłków. Zaciśnięte wargi drżały, choć wcale nie było mu zimno - temperatura podskoczyła i oblała go fala zimnych potów. Syknął przez zaciśnięte zęby, rejestrując więc nieznośny, przeszywając go ostry w okolicy klatki piersiowej. Przed oczami pojawił się mroczki. Ruszył odrętwiałą ręką, by wyciągnąć scyzoryk z tylnej kieszeni spodni. Dobre sobie. Nie wiedział, kiedy wszystko zalało się w jedno i stracił przytomność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vergil Sparda
STRATEG

avatar
Liczba postów : 394
Imię i nazwisko : Vergil Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm; 76 kg

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Nie Sty 22, 2017 4:53 pm

Hah. Tak jak przewidywał, bestia nie wytrzymała napięcia. Żałosne, doprawdy... pięć lat temu był taki dziki, taki silny, pewny siebie i w ogóle... pięć lat temu dwa oddziały wyszkolonych żołnierzy nie stanowiły dla niego żadnego problemu. Pięć lat temu nie ustąpił mu nawet o krok, pomimo ran jakie obaj odnieśli...
A tutaj? Zemdlał. Jak jakaś pieprzona panienka. Z jednej strony dobrze, nie będzie musiał z nim walczyć, ale z drugiej strony... godne politowania. Gdzie się podziało to zwierzę, które go tak krytycznie zraniło?
Nieważne. Teraz trzeba było działać. Podszedł do zemdlonego, dla pewności zdzielił go jeszcze w potylicę rękojeścią Yamato żeby nie doszedł do siebie za wcześnie, i zaczął go obszukiwać. Broni poza motylkiem nie miał, na szyi te przeklęte nieśmiertelniki, telefon (pewnie ukradł komuś, nie zdziwiło by go to)... lekkim kopniakiem odwrócił go na brzuch, wygiął mu ręce na plecy i uklęknął tak, by swoim ciężarem w razie czego uniemożliwić mu podniesienie się. Ostrożności nigdy za wiele... korzystając z możliwości, szybko zeskanował bestię. Oczywiście, brak chipu, brak kodu... przy obszukiwaniu znalazł tatuaż 7DS na karku. Hah...
Wyjął swój telefon, zadzwonił do Dantego i nagrał mu odpowiednią wiadomość głosową. Bliźniak na pewno nie będzie zwlekał w takiej sytuacji, jedynym przestojem może być zmuszenie Muzaki do posłuchu, ale i z tym sobie poradzi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dante Sparda
BOJOWNIK

avatar
Liczba postów : 39
Imię i nazwisko : Dante "Drieschot" Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm, 81 kg

PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   Pon Sty 23, 2017 11:57 pm

Jak to dobrze, że Vergil zadzwonił i dzięki temu Dante zorientował się, że ma do niego jakąś sprawę. Tylko dlatego odczytał wiadomość i mógł szybko zareagować. Nie żeby jarało go jechanie kiedy wszystko wydawało się już załatwione, ale praca to praca. Poza tym z Czarnokrwistymi nigdy nie było do końca wiadomo co i jak, a skoro brat zażyczył sobie najwyższego alarmu, to coś musiało być na rzeczy. Nie pozostało więc nic innego, jak błyskawicznie zebrać tyłek w troki i wziąć się do działania. Poinformowanie Inkwizycji poszło mu szybko, szczególnie przy alarmie. Jednostki były wyćwiczone perfekcyjnie, oddziały zebrały się w mgnieniu oka i wyruszyły w teren, aby przygotować drogę. Transport również został przygotowany praktycznie od razu. Problem stanowił tu jedynie pewien zwierzak, którego Verg z niezrozumiałego powodu kazał zabrać. Dante krzywił się na samą myśl. Naprawdę szczerze nienawidził tej skundlonej łajzy i chętnie wpakowałby mu kulkę w ten parszywy łeb, gdyby nie wizja późniejszej apokalipsy...
Przed wejściem do miejsca przetrzymywania Muzaki wziął kilka głębokich oddechów, przywołując całe swoje zapasy cierpliwości i dobrej woli. Potem włączył wiadomość na telefonie, przełączył na głośnomówiący i wsunął w szparę w drzwiach. Nie był szczególnie przywiązany do tego telefonu, ale miał nadzieję, że paskudny mieszaniec usłyszy rozkaz od swojego pana zanim zetrze niewinne urządzenie na pył.
Na szczęście wszystko poszło po jego myśli i po chwili mógł wejść do środka. Krzywił się tylko patrząc na Muzakę, ale jakoś opanował obrzydzenie i zmusił się do dotknięcia go w celu założenia kagańca i zapięcia smyczy. Potem zaprowadził go prosto do transportu, nie zaszczycając już ani jednym spojrzeniem do czasu zajechania na miejsce. Po drodze poprawił na sobie kamizelkę, sprawdził kieszenie, naboje oraz broń. Wstał i wysiadł z pojazdu dopiero, gdy upewnił się, że wszystko jest na miejscu i działa bez zarzutu. Poczekał aż jego ludzie zajmą pozycje, po czym zerknął z niechęcią na Czarnokrwistego. - Do roboty. Prowadź do Vergila. - rzucił, krzywiąc się. - I nie próbuj oddalać się więcej niż na piętnaście metrów, bo z przyjemnością strzelę ci w plecy. Zrozumieliśmy się? To świetnie. - nie licząc na odpowiedź odpiął smycz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Ruiny Getta   

Powrót do góry Go down
 
Ruiny Getta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Ruiny miasta - "Limbo".
» Ruiny fontanny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xx :: ➜ Zachodnia część-
Skocz do: