IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 ZmoraxKoteł — opowiadanko fantasy!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Zmora
KRUK

Liczba postów : 82
Imię i nazwisko : Edgar Eckstein.
Wiek : 19 lat
Wzrost i waga : 167/62

PisanieTemat: ZmoraxKoteł — opowiadanko fantasy!   Nie Lis 20, 2016 7:40 pm

Witajcie w wyimaginowaym świecie Zmorzaka i Koteła, w którym najpewniej będą grać ze smokami w karty i walczyć z kamieniami.


Brama miasta nie była jakoś wyjątkowo dobrze strzeżona. Jeden strażnik pijany, drugi strażnik naćpany, trzeci strażnik śpiący, a czwarty strażnik to chyba się topił, bo coś pluskało w wodzie poniżej kamiennego mostu, przez który przechodził niski, czarnowłosy mężczyzna. Na plecach miał łuk, a w ręce lutnię. U boku zamknięty kołczan ze strzałami. Lepiej było się zabezpieczać choćby w tak drobny sposób... w końcu na barda czeka nieskończenie wiele pułapek, nieprawdaż?
Nikt nie zwrócił najmniejszej uwagi na grajka w lekkiej zbroi. Jego tobołek nie był jakiś wyjątkowo obładowany. Widać było jedynie, że ubrania były naprawdę dobrze zszyte, z materiałów stanowczo droższych. Ale przecież artysta musiał się prezentować lepiej od pospólstwa!
Po drodze nie bardzo zwracał uwagi na bezdomne koty, bezdomnych ludzi czy też panie, które chyba próbowały zarobić na większą ilość odzienia, bo tak szczerze powiedziawszy to Edgarius nie wiedział czy mają one w ogóle bieliznę... choć, swoją drogą to po cholerę byłaby im bielizna? Później tak zdejmować i zakładać przy każdym kliencie... Rzeczywiście, niezbyt wygodne.
Wszedł od tej nieco brzydszej i biedniejszej strony miasta... Ach, no tak. To wiele tłumaczyło. Choćby fakt, że od wejścia poczuł swąd trupów. Ciekawe czy miejscowa banda ostatnio miała potyczki z przyjezdnymi zbirami... W ewentualności ktoś rozprawił się ze swoimi dłużnikami. Ach, tak. Piękne i szlachetne metody na załatwianie swoich własnych spraw.
Dziwne, że nikt jeszcze tego nie sprzątnął. Choćby strażnicy...
A nie, wróć. To nie było dziwne, kiedy tylko ciemnowłosy zauważył dwóch strażników grających w kości. Ach, te wspaniałe obowiązki... Nikt ich tutaj nie skontroluje. Albo byli z łapanki, bo wojny domowe już uśmierciły prawdziwą straż.
Ludzie na ulicy wrzeszczeli jedno przez drugie, niektórzy kłócili się o cenę dwutygodniowego mięsa na straganie, ale za to inni żyli we wspaniałym świecie, w którym jedenasta to była jedenasta i można było już być na tyle pijanym, aby śpiewać w głos pieśni karczmienne, potykać się o własne nogi, a później jeszcze zwymiotować. Cóż, co kto lubił, prawda?
Zresztą, nie żeby dzieciaki próbujące zwinąć coś z kieszeni lub ze straganu były lepsze. Ach, temu nie przepadał za miastami. Wolał trzymać się szlaku, lecz czasami sytuacja zmuszała go do męczenia się wśród innych ludzi.
Odgonił ciekawskie łapy jednego z chłopców, udającego że próbuje złapać swoją koleżankę. Tak, zupełne przez przypadek kręcili się wokół niego... No doprawdy. Ci ludzie robili się coraz bardziej bezczelni. I biedni. I głodni... Ech, dobrze że życie w mieście niezbyt często go dotyczyło.
Nie miał większego problemu w znalezieniu karczmy, w prawdzie połączonego z zamtuzem, jednak w końcu mógł zjeść trochę podłej strawy. Znów miał nadzieję, że jednak to będzie lepiej smakowało niż mogłyby na to wskazywać walory estetyczne.
Z niechęcią odłożył swój instrument, na którym w rzeczywistości nie grywał zbyt często. Po prostu... podróżny grajek był chętniej witany w miastach od zwykłego podróżnika. Mógł opowiadać legendy, mógł coś zagrać, a momentami ludzie nawet rzucali mu miedziaki.
Choć to miało miejsce tylko i wyłącznie w bogatszych dzielnicach. Tutaj mógł co najwyżej zostać okradziony podczas opowiadania historii pochodzących z jego własnego życia. Może czasami nieco podbarwionych... Choć nie, do zabiegu upiększania opowieści musiał się odwoływać bardzo rzadko. Ludzie nawet nie wiedzieli, ile prawdy znajduje się w tych legendach o smokach pilnujących skarbów! Choć zależało też od momentu, w którym się znajdywali. Część normalnienie wierzyła w jakieś wampiry czy wilkołaki, dopóki w ich okolicach nie zaczynały mieć miejsca dziwne zbrodnie, zaginięcia, morderstwa... No bo tak, racja, człowieka nie był zdolny do okrucieństw.
Czasami to go dziwiło, ale przez większość czasu miał to po prostu w nosie. Co go obchodziły problemy innych ludzi? Dopóki coś mu nie krzyżowało planów oczywiście.
Po zjedzeniu strawy, podszedł do karczmarza i poprosił o ciepłą wodę do pokoju. Oczywiście został wyśmiany...
Ach, norma.
Edgarius położył trzy złote monety na blacie i obserwował reakcje właściciela tej zapyziałej nory. Pierw powoli ustawał śmiech, później zastygał i wpatrywał się to w niego, to w stół, to w monety, orientował się jaki błąd popełnił.
Czarnowłosy zabrał dwie z trzech monet i schował je.
Chcę ciepłej wody do pokoju — powtórzył znużony. Nie przejmował się za bardzo pozostałymi klientami lokalu. W rzeczywistości to z góry założył, że każdy był już wystarczająco upity by nie zauważyć bogactwa. Ach, najpewniej dla nich to tylko ta lutnia byłaby coś warta... a było wręcz przeciwnie!
Ruszył po schodach, zaprowadzony przez córkę karczmarza.
No tak... czego ja się spodziewałem? — westchnął sam do siebie, gdy tylko kobieta zniknęła za drzwiami. Słyszał krzyki, to ten mężczyzna najpewniej nakazywał jej aby go uwodziła i podbierała od niego pieniądze... Nie, nie. Lepiej tego nie słuchać. To go nie dotyczyło. Nie da się wystrychnąć na dudka.
Podszedł do okna, otwierając je na oścież. Prędko wleciał do środka kruk i usadowił się na ramie łóżka. Zrzucił na ziemię jakiś zwitek papieru oraz pierścionek, który był na niego nawleczony. Po tym wyleciał, a ciemnowłosy schylił się po przedmioty, oglądając je. Rzucił swoją torbę na ziemię, łuk z kołczanem odłożył na łóżko. Lutnię rzucił niedbale na stołek. Ech, musi trochę odpocząć nim wyruszy dalej. Może dzień, może dwa... Dłużej nie wytrzyma w tym obrzydliwym mieście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

Liczba postów : 606
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: ZmoraxKoteł — opowiadanko fantasy!   Sro Sty 11, 2017 1:05 am

Lubił to miasto.
Mimo wszystko.
Urodził się w najbiedniejszej dzielnicy szesnaście wiosen temu, na targu rybnym. Smród biedoty towarzyszył mu od samego początku. Początkowo spędzał z matką chwile w jej „pracy”, ale z czasem zaczął chodzić swoimi ścieżkami. Ojca nigdy nie poznał, a i też nie nagabywał matki, żeby mu opowiedziała. Wystarczyło raz, jak zapytał. W każdym razie wszystko zdawało się toczyć swoimi leniwym torem, aż do momentu, kiedy znaleziono jego rodzicielkę rozbebeszoną w jednym z rynsztoków. I tak w wieku sześciu lat stał się najprawdopodobniej sierotą i rozpoczął samotne, bezdomne życie. Ale nawet wtedy nie narzekał.
Szybko zrozumiał, że aby przeżyć, niekoniecznie musi żyć z prawem i sprawiedliwością. A gdy odkrył, że jego palce są dość lepkie… no cóż. Zaczął to wykorzystywać. Z czasem zapoznał się z grupą starych wyjadaczy w tym fachu, a dzięki wrodzonemu urokowi osobistemu i swojej charyzmie, mógł do nich dołączyć. To oni nauczyli go, gdzie w mieście znajdują się wszelkie kryjówki, jak poruszać się tunelami kanałów, jak poruszać po dachach budynków i jak grać na nerwach władzy. Dzieciak odkrył w tym nie tylko zarobek, ale i zabawę.
Ale i tu z czasem zaczął się odłączać. Chodził swoimi ścieżkami, nie potrafiąc przywiązać się do nikogo na dłużej. Jego partnerką była samotność, i dobrze mu było z tym.
Tego dnia właściwie nic ciekawego się nie działo, kiedy jeden z szczeniaków znalazło na dachu jednego z budynków, gdzie zajadał się świeżutką bułeczką. Oczywiście ukradzioną, bo przecież nie wyda cennych skarbów na jedzenie. Zresztą, rzadko kiedy wydawał. Raczej odkładał, a jedzenie i wodę po prostu kradł. Bycie złodziejem miało swoje plusy. No i pomagało w przeżyciu z dnia na dzień. W każdym razie informacja o rzekomo „bogatym grajku z dalekich stron” zainteresowało Yume na tyle, że bez cienia wahania zeskoczył z dachu i udał się w stronę baru. O tej porze było tłocznie, dlatego też wykorzystując porę dnia zaszył się w cieniu pomieszczenia, wbijając złote spojrzenie w upatrzoną sylwetkę. Co prawda nieznajomy prezentował się raczej mizernie, nie wyglądał na jakiegoś wojownika, ale nigdy nie wiadomo jakiego asa chował w rękawie. Dlatego też musiał zachować w pełni ostrożność.
Yume pod tym względem był cierpliwy. Czekał spokojnie aż ten uda się do wyznaczonego mu pokoju, a sam wyszedł na zewnątrz i zręcznie wdrapał się na dach domu znajdującego się naprzeciwko okna grajka. I czekał. Czekał, aż światło świecy zgaśnie, jak grajek uśnie a dookoła zapanuje wręcz namacalna cisza. Wtedy bezszelestnie przeskoczył do okna, wsuwając się do środka, trzymając w pogotowiu w lewej dłoni sztylet i podszedł do jego rzeczy, które zaczął pospiesznie przeglądać w poszukiwaniu błyskotek, monet i wszystkiego innego, co mogło mu się przydać. Nie, inaczej. Wszystkiego, co mógłby sprzedać. Nawet parę butów. Swoją drogą miał wyjątkowo ciekawe buty, dlatego stwierdził, że i je zapieprzy.
Oj Yume, się obłowisz dzisiaj.
I o to chodzi.
Swoją drogą ciekawe ile będzie kosztowała ta cała jego… mandolina czy czym to było.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
ZmoraxKoteł — opowiadanko fantasy!
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xxxx :: ➜ Alternatywne-
Skocz do: