IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Warsztat Samochodowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość

PisanieTemat: Warsztat Samochodowy   Nie Maj 08, 2016 10:56 pm



WARSZTAT SAMOCHODOWY


Mały oficjalnie prywatny warsztat Sancheza (przez członków 7DS znanego jako Vulk), znajdujący się w piętrowym budynku i mieszczący w jednym momencie trzy samochody; wszystkie miejsca nigdy nie były zajęte w jednej chwili. Na jednym z nich od kilku miesięcy bez przerwy stoi osobisty i niejeżdżący złom właściciela, którego ciągle próbuje naprawić, ale nadal brakuje paru podstawowych części. Warsztat wyposażony jest w podstawowe narzędzia, na które w danym momencie było stać Vulka, lecz wyposażenie ciągle jest powiększane. Długi czas bez remontu odbija się na wyglądzie jasnego wnętrza, z którego ścian sukcesywnie odchodzi farba, ale przynajmniej utrzymany jest w nim względny porządek. Warsztat z zewnątrz również nie zachęca do zaglądania lub tym bardziej pozostawienia samochodu tam. Jednak nikt kto zaryzykował, nigdy nie żałował, że wszedł do środka i skonfrontował się z właścicielami. Zdecydowanie tanie naprawy, nienadszarpujące portfela są chyba jedynym atutem tego miejsca, powodują, o dziwo, nadmiar roboty dla dwóch mechaników, a także zagwarantowały paru stałych klientów, choć sporadycznie na progu pojawią się nowi.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Pon Maj 09, 2016 12:54 am

Coraz częściej zdarzało się, że właściciele podupadłego domku jednorodzinnego w zachodniej części miasta zajmowali się sobą w warsztacie, bo jeden z nich skutecznie utrudniał drugiemu kontakt fizyczny w bliskim towarzystwie Kocurka, który dzielił z nimi życie od przeszło roku i nic nie wskazywało na to, że ten stan rzeczy się zmieni, pod warunkiem, że i jeden, i zarówno drugi członek 7DS przetrwają kolejny dzień. Tak było też i teraz. Jeden zaciągnął drugiego na tylne siedzenia samochodu i po długiej nocy, zostali w unieruchomionym na długie lata pojeździe do samego rana, raczej z czysto egoistycznych pobudek Zawiści, bo Gniew od dawna preferował ciepłe, rozgrzane przez drugie ciało łóżko, a te – jak mogło się na samym początku wydawać –  niekoniecznie musiało należeć do jego długoletniego współlokatora. Sielanka, takim epitetem można byłoby określić ich życia, gdyby nie parę czynników skutecznie wprowadzających ich w stan wiecznej ostrożności.
Kylle zerwał się gwałtownie z samego rana, gdy usłyszał szmer dochodzący z piętra i nadstawił uszy, bo pojawiła się nieznośna obawa w zestawie z przyśpieszonym tętnem i pracą serca, że zostali namierzeni, ale zaraz oprzytomniał, zdając sobie przecież sprawę, że nie są sami. Pacnął się w czoło w wyraźnym geście zażenowania, bo przecież już dawno przyzwyczaił się do obecność Yume i nawet chyba Wilk nieświadomie zaczynał się do niej dostosowywać, co uznał za swój prywatny sukces. Odetchnął z ulgą, acz ta – jak to zwykle bywało – nie trwała długo, bowiem przez jego ciało mimowolnie przeszedł dreszcz. Niby maj, a nadal towarzyszyły mu chłodne poranki. Porwał kurtkę, która sunęła się z jego ciała pod wpływem nieprzemyślanego ruchu, a robiła w tych warunkach za prowizoryczną kołdrę i okrył się nią szczelnie, ale to jednak nie wystarczyło, by pozbyć się otaczającego go uczucia zimna. Objął swoją żywą poduszkę, która często pełniła też rolę przenośnego kaloryfera, kładąc głowę na jego piersi, by wyczuć, a także usłyszeć spokojne bicie jego serca i zamruczał z zadowoleniem, jakby właśnie ktoś natrafił na erogenny punkt na jego ciele, gdy zwyczajowe ciepło bijące od mężczyzny, zaczęło przenikać również do niego. Chłonął je jak gąbką wodę, niemal całkowicie wdrapując się na umięśniony "asortyment" swojego kochanka, acz wiedział, że nawet to nie zagwarantuje mu snu, mimo że zmęczenie widocznie odbijało się na nim w postaci worków pod oczami, szarawego odcienia skóry i słabym łączeniem ze sobą faktów.
Przekręcił się na prawy bok i zerknął w górę, by zajrzeć w zamknięte ślepia Vulka. Na ustach pojawił się blady, pełen złośliwości uśmiech. Wilk spał twardo, jak zwykle zresztą, nie zdając sobie sprawy z zagrożenia, a Haine tradycyjnie obudził się jako pierwszy, o ile stan, z którego się zerwał można nazwać snem, w końcu spał coraz gorzej i coraz częściej atakowała go gorączka, co udawało mu się jednak stłumić nim uaktywniały się napady duszności i paskudne urojenia. Powędrował dłońmi wzdłuż pleców mężczyzny, przydługimi, domagającymi się konsultacji z obcinaczami paznokciami zahaczając o dobrze poznaną skórę, a usta mimowolnie skonfrontowały się z lewym barkiem mechanika, pozostawiając na nim wyraźny, czerwony ślad swojej obecności, ale był to zaledwie początek, bo ten palant, niewzruszony na pieszczoty, nawet nie drgnął, mruczą coś bez ładu i składu po nosem.
Okradliby cię i nawet nie wiedziałbyś kiedy — wyszeptał mu w ucho, nadgryzając jego płatek, na tyle mocno, by poczuć pod językiem metaliczny posmak krwi, choć wiedział, że na Wilku nie zrobi to żadnego, a tym bardziej pożądanego wrażenia. Zimny drań pozbawiony czucia, choć akurat winna w głównej mierze nie leżała po jego stronie. Wyjątkowo.  Przesunął palcami po lewym boku mężczyzny, by zaraz umieści je na linii bokserek, których oczywiście teraz nie miał na sobie, a usta wylądowały niepośpiesznie najpierw na szyj przedstawiciela psowatych, a potem niżej i niżej, by w ostateczności zatrzymać się parę centymetrów pod pępkiem. Dłoń zaś znalazła się nieprzyzwoicie blisko strategicznego miejsca na każdym męskim ciele, które zaraz zostało podrażnione z premedytacją palcami, choć Haine aż za dobrze wiedział, że teraz igra z losem i przy okazji też niewyczerpalnym libido swojego partnera.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Pon Maj 09, 2016 2:16 am

Nienawidził dnia, w którym do Jego domu został sprowadzony dodatkowy i jak na jego gust, całkowicie zbędny lokator. Miejsce gdzie powinien odpoczywać, nie przejmując się już tak bardzo otaczającymi go kłopotami, stało się kolejnym, w którym jego nerwy były wystawiane na próbę. Chociaż minął rok to nadal nie rozumiał co kierowało Kylle'm, kiedy to wpadł na pomysł, by sprowadzić Yume do mieszkania. Według Kierana było wiele innych opcji, lepszych rozwiązań niż wciskanie gówniarza w ich życie prywatne, które nie oszukujmy się, było samo w sobie już nieźle popieprzone. Dodatkowym minusem tego wszystkiego było, że jakby nie patrzeć musieli w większym bądź mniejszym stopniu uwzględnić swój czas dla Kocura, a co bardziej denerwowało Wilka... Sam musiał wykazywać nawet minimalne zainteresowanie kimś, kogo życie było mu obojętne i nawet nie zatrzymałby się na sekundę, by pożałować ewentualnej krzywdy kociaka. Dlatego właśnie z coraz mniejszą chęcią wchodził na górę, przekraczał próg swoich już tylko teoretycznie własnych czterech ścian. Coraz więcej godzin spędzał w warsztacie, pochylony nad otwartą maską swojego auta, grzebał w silniku. Wiedział, że tego kurewskiego złomu szybko nie uruchomi, lecz jego zawziętość przejawiała się tutaj zbyt wyraźnie. Nie mógł odpuścić i nie miał najmniejszego powodu, by to zrobić. Jedynymi przerwami, jakie w ostatnim miesiącu uwzględniał, było dopadnięcie kolejnej osoby, która podpadła Hienie i przy założeniu, że był to człowiek... Vulk bawił się świetnie, nie mając zbyt dużych ograniczeń w sprawianiu najgorszego bólu, jaki żywa istota może poczuć, a którego sam nie poznał nigdy. Drugim powodem oderwania się od pracy mechanika, była sytuacja jak z ostatniej nocy i nigdy nie zamierzał czegoś takie przepuścić. Haine, który sam przychodzi na dół, to nie było coś, co zdarza się często, ale wystarczyło, żeby sylwetka mężczyzny zamajaczyła gdzieś w pobliżu, a grzebanie w częściach stawało się bardzo mało istotne. Ktoś, kto obserwowałby ich z boku, nie znając toksycznej relacji tych dwóch, mógłby mylnie ocenić zachowanie Vulko na widok Haine, lecz szybko pojawiłaby się szansa sprostowania, wraz z chwilą, gdy w pożeranych przez rozdrażnienie ślepiach, zaczynały jeszcze błyszczeć iskierki pożądania. Nigdy nie ukrywał, jaką reakcje wywołuje u niego Kylle, lecz wypomnienie mu tego otwarcie, zawsze kończyło się krzywdą głupio odważnego osobnika.
Po aktywnej nocy jak ta dzisiejsza nigdy nie budził się chętnie. Potrzebował czasu, aby odespać, odpocząć, bo niestety zaspokojenie Hieny, było cholernym wyczynem, co jego do tej pory zaskakiwało. Kto by w końcu przypuszczał, że to nie pozorne i łatwe w uwiedzeniu paskudztwo, jest skore do tak długich zabaw. Oczywiście, chyba nigdy nie będzie na to narzekał, ale i tak swoje wypocząć musiał. Poza tym mając go przy sobie rano, nawet nie widział potrzeby, by trzymać czujność, starczyło, że Gniew zrywał się przy najcichszym dźwięku, a w razie czego znalazłby sposób na szybkie obudzenie Kierana. Ignorował całkiem kręcącego się obok faceta, nie czując prawie, jak ten wpełza na niego, kradnąc mu jego własne ciepło. Wilk nigdy nie miał problemów z temperaturą, a nawet lepiej mu było, gdy stopnie spadały i przy temperaturze, w której Hiena słabo funkcjonował, On czuł się całkiem dobrze.
Usta, które poczuł na barku, wywołały u niego reakcję, chociaż minimalną, jeśli ktoś chciał zauważyć wyraźniejszą zmianę fizyczną. Odrobinę wybudzony, poczuł przyjemny dreszcz na ciele, po czym zaraz zrobiło mu się trochę cieplej, a z gardła wyrwał się cichy chrapliwy pomruk. Ah, hienowaty znów trafił na czuły punkt, lecz chyba nie zadowoliło go to.
Słysząc słowa wypowiedziane szeptem, z trudem powstrzymał kpiący uśmieszek i prychnięcie. W takich momentach chciał wręcz sprzedać mu sztukę prosto w twarz i nie wiedział, czy za podgryzanie go, czy za samo zwątpienie w Niego. Nigdy nie dałby się okraść, a ostatni ryzykant, który próbował, został zmasakrowany na ulicy... Co w sumie było powodem kłótni z Haine, bo tamten frajer był Czarnokrwistym, póki żył.
- Nie porównuj mnie do siebie, to nie mnie w końcu okradli miesiąc temu – parsknął w końcu, trochę zachrypnięty. Wsadził jedną rękę pod głowę, drugą kładąc na głowie Hieny. Popchnął go mocniej w dół.- Zastąp swoją rękę ustami, a może poprawisz mi humor na resztę dnia – cicho warknął, ale kąciki jego ust zadrżały ledwie widocznie. Bawienie się z popędem Kierana, nigdy nie wychodziło na dobre i Kylle już dawno powinien się tego nauczyć, ale widać nic nie docierało do niego.


Ostatnio zmieniony przez Vulk dnia Sro Maj 11, 2016 2:29 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 708
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Wto Maj 10, 2016 3:04 am

To, co Yume z zamiłowaniem praktykował, a co było karcone przez dwójkę jego współlokatorów (choć tutaj pasowałoby bardziej określenie „żarło-dawcy”), to pojawianie się niezauważony w najmniej oczekiwanych momentach. Czy to podczas brania kąpieli przez Haike, czy wyciąganie obiadu z piekarnika przez Vulka, czy chociażby podczas ich igraszek. Yume, jak na rasowego kocura przystało, poruszał się po domu cicho, wręcz bezszelestnie, a jego kroki były ciężkie do uchwycenia nawet przez wrażliwy słuch zwierzęcych towarzyszy. Nie, żeby chłopak robił tak specjalnie. Była to raczej kwestia jego genów, czegoś, co robił zupełnie bezszelestnie.
Odwrócisz się – nikogo nie ma. Po paru sekundach znowu spojrzysz za siebie – jest i Yume.
Tak też było i tym razem. Jednakże nim chłopak pokusił się, by odnaleźć Haike i ukraść trochę jego naturalnego ciepła, zahaczył o kuchnie i jedną z szafek, która skrywała kocią, suchą karmę. Wskoczył na blat i ruszając wolno końcówką ogona, wytarmosił puszkę, która skrywała jego ulubione przysmaki w kształcie uroczych rybek. Pewnie później dostanie w łeb za samowolkę, zwłaszcza, że Haine już od jakiegoś czasu wyznaczał mu, jaką porcję dziennie może wciągnąć, ale ten mały grzeszek był wart każdej poniesionej konsekwencji.
Usiadł na chłodnym meblu, czując, jak zimno powoli przenika przez nagą skórę jego nóg, kiedy machając nogami pakował sobie do ust kolejne garści kociego jedzenia. Jedno z uszu drgnęło niespokojnie, gdy próbował zlokalizować miejsce, gdzie aktualnie przebywał Haike. Zajrzał do łazienki. Nic. Do jego pokoju. Też nic. Kuchnia, pokój Vulka, jego pokój, dywan, szafa, doniczka zwiędłego kaktusa. Wreszcie zatrzymał się przy schodach prowadzących na dół, wprost do warsztatu. To było jedyne miejsce, gdzie nie szukał, a prawdopodobieństwo odnalezienia Hieny rosło z każdym kolejnym, pokonanym schodkiem.
Szeroko otwarte drzwi prowadzące do przodu samochodu kusiły i zachęcały, a Yume nie raczył zrezygnować i odmówić. Wszakże byłoby to bardzo niegrzeczne z jego strony. Bezszelestnie wsunął się do środka i przysiadł na piętach, wbijając złote spojrzenie w dwójkę, która właśnie przymierzała się do…
Chrup
Kolejny chrupek został rozgryziony przez drobne, kocie kły, które bardziej przypominały igiełki, niż faktyczne uzębienie niebezpiecznego drapieżnika.
- Może też się skuszę? – przerwał wreszcie ciszę, uśmiechając się kącikiem ust, wyraźnie nawiązując do ich rozmowy, choć prawda była taka, że były to jedynie kocie figle i zaczepki, nic ponadto.
- Idęęęę. – rzucił informując, że zamierza wcisnąć swoje chude dupsko pomiędzy nimi. I nim którykolwiek z nich zdążył cokolwiek pomyśleć, Yume już wsuwał się na tył pojazdu i ruszając biodrami na boki, rozpychał się , siadając ostatecznie pomiędzy jednym, a drugim mężczyzną. Odwrócił głowę i przesunął spojrzeniem po całej sylwetce Wilka, jakby chciał w pełni ocenić jego ciało, możliwości i gabaryty.
- Jesteś… – odwrócił głowę w bok, ukrywając zmieszanie i zażenowanie, pozwalając niechcianym rumieńcom, by wkradły się na jego jasne oblicze.
- …. Niekontrolowanym dewiantem I zboczeńcem. Ubierz się, bo straszysz. – mruknął kąśliwie, wpychając sobie parę chrupków do ust I z cichym pomrukiem poruszył ogonem, na bezczelnego, choć pewnie “niby to przypadkiem”, muskając nim bark, szyję i policzek wilka.
- Haike? Mogę nie iść dziś do szkoły? – zapytał bez ogródek. - Czuję, że to pechowy dzień. Zostanę w domuuuu i wam pomogę. – wyszczerzył zęby w stronę ciemnowłosego a następnie bez pytania wtulił się w niego, szukając jakiegokolwiek ciepła, jednocześnie wpatrując się w Vulka.
- Chcesz chrupka? Dam ci.
Ależ jesteś uprzejmy.
Zawsze.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Sro Maj 11, 2016 1:19 am

Skrzywił się. Dobry humor wyparował, a w zielonej tęczówce zapłonął niebezpieczny błysk. Śpiący Wilk był miłym dla oka zjawiskiem, ale gdy się obudził i otwierał usta, by coś powiedzieć, tracił na swojej atrakcyjności, nie raz umiejętnie grając Hienie na nerwach.
Nie mam zamiaru niczego naprawić, bo ty znów coś spieprzyłeś — wycharczał cicho, bo aż się w nim zagotowało na wspomnienie felernego popołudnia, kiedy to kochanek nie potrafił zdusić w sobie instynktów, demonstrując swój brak umiejętności w tłumieniu gniewu. By nie dać tego po sobie poznać, okrył się bardziej kurtką, zapinając jej zamek błyskawiczny i zanurzył twarz w zagłębieniu na szyi mężczyzny. Jego intensywny zapach sprawił, że Kylle'owi zakręciło się w głowie, ale zignorował ten wątpliwy dyskomfort, rozkoszując się przyjemnością, która czerpał, czując bijące ciepło od  Kierana. — Sam musisz uporać się ze swoim li...
Urwał, kolejny raz tego dnia podrywając się gwałtownie, tym razem do siadu, kiedy jego wrażliwy słuch wyłapał nieprawidłowość w postaci dźwięku, który towarzyszył zazwyczaj rozgryzaniu czegoś. W osobistym tiku nerwowym przeczesał palcami domagające się konsultacji z grzebieniem włosy, a na ustach pojawiła się marna imitacja uśmiechu w formie grymasu. Odnalezienie źródła niepokojącego odgłosu nie stanowiła dla niego żadnego wyzwania, zwłaszcza że jego właściciel chwilę potem bezpardonowo wepchał się między nimi, po części sam mu to ułatwił i zrobił mu miejsce, przytulając plecy do przedniego siedzenia.
Ciche westchnienie opuściło usta Haine'ego, a złość na osobnika, z którym współżył, z niego uleciała. Na jej miejscu pojawiło się zażenowanie w zestawie z chęcią zapadnięcia się pod ziemie.
Yume, ile razy mam ci powtarzać, że masz pukać? — wycedził przez zaciśnięte zęby, bo choć podświadomie wiedział, że młody nie był ucieleśnieniem niewinności,  czuł się niekomfortowo, gdy kocie, przeszywające wszystko na wskroś ślepia były świadkiem jego bliższych konfrontacji z Vulkiem. Bezszelestne poruszanie się Kocurka było też jednym z głównych przyczyn wzrostu mani prześladowczej, która w praktyce utrudniała prawidłowe funkcjonowanie, a dzieciak był wirtuozem w pojawieniu się na miejscu w nieodpowiednim czasie.
Dłonią mimowolnie powędrował do czarnej czupryny Yume, poczochrał go w nią, robiąc mu na głowie bałagan i wymownie odchrząknął, kiedy dostrzegł jak wzrok kociaka podróżuje po dobrze wyposażonym ciele Wilka, ale przez ślepotę barw dostrzeżenie rumieńca na jego policzku było prawie niemożliwe. Zdusił natomiast w sobie śmiech, kiedy padł z jego strony komentarz na temat roznegliżowanego, nieco pobudzonego mechanika, który oczywiście miał w głębokim poważaniu to, że został przyłapany niemal na gorącym uczynku, dlatego właśnie Haine zasadziła mu sójkę w bok, bo nawet minimalna gra pozorów w tej materii była wskazana.
— On ma rację, Vulk. Ubierz się. Trochę przyzwoitości ci nie zaszkodzi — mruknął niby to poważnie, ale rozbawienie, które towarzyszyło nagonce, psuło cały efekt. Hiena aż za dobrze wiedział, że Wilk i przyzwoitość to dwa słowa, które nigdy nie chodziły ze sobą w parze i razem wręcz nie miały racji bytu.  
Spoważniał dopiero wtedy, kiedy najpierw padła prośba z ust Yume, a potem ten postanowił się do niego przytulić.
Przedwczoraj i tydzień temu też czułeś podobnie. Nie możesz nazywać pechem swojego lenistwo. Wiesz, że jak tak dalej będzie, wywalą ci, a wtedy osobiście tam pójdę i zabiję każdą ludzką jednostkę, która nawinie mi się pod rękę — mruknął, ale uśmiech, który pojawił się chwilę później był samoistnym zaprzeczeniem jego dezaprobaty na ten pomysł. Zresztą, powiedziemy sobie szczerze, gdyby teraz puścił tam Kocurka, młody albo wywinąłby taki numer, że pojawienia się Wilka w gmachu szkoły dla bogatych gówniarzy byłoby wyższą koniecznością - Haine nawet nie chciał wiedzieć, jakich taktyk używa jego kochanek, by "przekonać" wychowawce Yume do zmiany stanowiska w paru kwestiach – albo, wybierając najmniejszą linię oporu, zaryzykowałby pójście na wagary. — Nie będzie mnie w domu praktycznie cały dzień, więc nie widzę sensu twojego zostania w nim — mruknął jeszcze w próbie przekonania Kocurka do zmiany decyzji, ale argument, który został przez niego użyty, nie zabrzmiał zbyt przekonująco i wiedział, że pełen kreatywności uczeń zaraz przedstawi mu milion powodów, dla których powinien zostać albo, w najgorszym wypadku, towarzyszyć Hienie, a w tym dniu było to niemożliwe do wykonania, bo przecież hienie kroki miały się dziś skierować do siedziby 7DS.
Kylle zaraz spojrzał spode łba na Wilka, wiedząc, że temu typowi byłoby kompletnie nie na rękę zostanie Yume w domu, więc niewerbalnie szukał w nim wsparcia. Haine miał to do siebie, że jego asertywność w kontakcie z Czarnokrwistymi, a zwłaszcza z przygarniętym przez niego dzieciakiem leżała i kwiczała. Objął go niezgrabnie ramionami, zanurzając twarz w miłych dotyku włosach. Dzieciak wiedział jak to umiejętnie wykorzystać, co jednocześnie przerażało i bawiło Gniew, choć być może nie powinno.


Ostatnio zmieniony przez Haine dnia Sro Maj 11, 2016 12:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Sro Maj 11, 2016 2:29 am

Wywrócił oczami, czasami wkurzenie Hieny było aż za łatwe, wystarczyło kilka słów, źle poruszony temat i miało się przed sobą rozdrażnionego gościa, z którym już nic nie dawało się ugrać. Dziś na szczęście, tak źle nie było, bo pomimo ostrzejszych słów, które Wilk miał szczerze gdzieś, poczuł zaraz na sobie ciężar ciała kochanka. Objął go ramieniem, kładąc luźno rękę u dołu pleców hienowatego. Co prawda nie był zachwycony, że Haine nie zamierzał poświęcić mu więcej uwagi, której czasami potrzebował i nawet tego szczególnie nie ukrywał, ale mimo to miał zamiar leniwie spędzić najbliższą godzinę na macaniu faceta. Prawie już zabrał się do tego, ale wtedy usłyszał chrupnięcie. W pierwszej chwili spojrzał ze zdziwieniem na Kylle'a, a w drugiej sięgnął odruchowo pod fotel pasażera, gdzie znajdywała się broń. Odbezpieczenie pistoletu i przeniesienie palca na spust, było wręcz naturalne i całkowicie bez wysiłkowe. Był już gotów wymierzyć w potencjalne zagrożenie, ale usłyszał ten irytujący głosik.- Kurwa...- szepnął, wiedząc, że z tego małego gnojka, zagrożenie jest marne. Dlatego też odłożył broń na swoje miejsce, coby go nie kusiło, aby jednak oddać strzał, kończący życie lub w lepszej wersji tylko raniący. Powstrzymał się tylko przez wzgląd na Hienę; bo wtedy ciche dni byłyby najmniejszym z jego kłopotów po wkurwieniu Gniewu. Przesunął się, też, chociaż mniej zachwycony towarzystwem gówniarza, oparł się plecami o zamknięte drzwi auta, zaraz jednak korygując pozycję, by znaleźć pewniejsze oparcie w postaci oparcia tylnego siedzenia. Sytuacja chociaż nietypowa, nie wywołała u Wilka nawet cienia zawstydzenia.
- Mówiłem ci, że tego smarka nie wychowasz, ale ja mógłbym spróbować tak wyjątkowo – stwierdził, mimowolnie uśmiechając się w iście okropny sposób, który zawsze zapowiadał wszelakie kłopoty i cierpienie niewinnych istot. Gdyby faktycznie zajął się Yume, nie dałby nawet grama gwarancji, że dzieciak wyjdzie z tego cało.
Zmrużył odrobinę ślepia, widząc jak wzrok chłopaczka, przesuwa się po jego ciele, ale zaraz kąciki ust uniosły się w kpiącym uśmiechu, kiedy dostrzegł rumieniec. Jak on uwielbiał obserwować zawstydzenie u innych, śmiesznym było jak większość napotkanych osób, próbuje ukryć fakt, że widok w większym lub mniejszym stopniu przypada do gustu.- Straszę? Więc zawsze rumienisz się, gdy coś cię wystraszy? - parsknął. Odepchnął jego ogon od siebie, wraz z momentem, gdy ten przesunął się po jego szyi, co wywołało przyjemne odczucie, ale nie odpowiednie do chwili. Pewnie już by się osłonił, gdyby ci dwaj nie gadali o tym teraz, a tak... Obudziła się w nim złośliwość, Przeniósł wzrok na Haine.- Ubrać się? Przed chwilą nie przeszkadzało Ci to ile mam na sobie, a wręcz przeciwnie bawiłeś się dobrze, błądząc ustami po moim ciele. Czego w sumie nie dokończyłeś i chcę więcej... – przechylił się nieco do przodu. Przysłuchiwał się dalej wymianie zdań tych dwóch, jednak rozejrzał się po aucie za czymś do okrycia. Znalazł koc na przednim siedzeniu, którym okrył się od pasa w dół.
- Odklej się od niego, bo ci poprzetrącam te małe łapki i nawet twój drogi opiekun nie oceli cię przede mną – warknął nagle, spoglądając ze złością na Kocura wtulonego w Hienę. Jak on nienawidził, gdy ktokolwiek dotykał Kylle'a w taki sposób, który w Wilka ocenie był zbyt spoufalający. Poza tym szczegółem, który zwrócił całą jego uwagę, z opóźnieniem dotarła i prośba Kocurka, a to tym bardziej nie przypadło do gustu Wilkowi. Kieran wbił przepełnione rozdrażnieniem oczy w Kylle'a i lekko pokręcił głową, co było jasnym znakiem, że Gniew nie może pozwolić małemu na pozostanie w domu.- Ja pierdolę – westchnął, słysząc ten słaby argument szefa 7DS. Widząc u mężczyzny wyraźne poszukiwanie pomocy, przetarł dłonią twarz. Nie pojmował jakim cudem ten typ jeszcze utrzymywał się na stanowisku, będąc tak beznadziejnym w wysuwaniu argumentów. Jego tyłek ratował chyba tylko Pycha, którego Kieran najwyraźniej powinien odrobinę... tak ciut ciut docenić.
- Słuchaj mnie, ty mała żerująca na nas paskudo, którą mój skretyniały współlokator przygarnął – pstryknął palcami, by zwrócić na siebie uwagę Yume. Złapał go zaraz za koszulkę, przyciągając bliżej siebie.- Zabierzesz teraz swój tyłek stąd, pójdziesz na górę i przygotujesz się do dnia w szkole, bo dziś nie przypada dzień dobroci dla zwierząt – wycedził.- Spędzisz w szkole wszystkie godziny, jakie masz w planie i spróbuj odpierdolić coś, przez co będę musiał iść do twego przeklętego wychowawcy... a po powrocie, zafunduje ci najgorszy dzień, jaki tylko możesz sobie wyobrazić. Jasne, maleńki? - przekrzywił odrobinę głowę, ostatnim słowom nadając nienaturalnej miękkości i delikatności.
Powrót do góry Go down
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 708
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Sro Maj 11, 2016 3:52 am

Wiedział, że Vulk go nie trawił I przy najbliższej okazji najchętniej sprzedałby go na jakimś tanim, ruskim bazarku, ewentualnie zrobił z niego mielonkę I nakarmił nią przypadkowe, bezdomne kundle. Ale nie mógł nic na to poradzić. Bez względu, jak bardzo starał się wygładzić rysy powstałe na ich relacji, to wciąż było gorzej, zamiast lepiej. Przynajmniej jako tako zaczął go tolerować. Albo ignorować. Ale i to było mimo wszystko lepsze. Chłopak wydał z siebie zduszony pomruk zadowolenia, który wprawił w ruch jego ogon, wywołując lekkie kołysanie, kiedy dłoń Haine przesunęła się po jego włosach. Lubił jego dotyk. Był ciepły, i przyjemny. I przede wszystkim nie sprawiał mu bólu. Zmrużył złote ślepia, ocierając policzkiem o nagi tors mężczyzny, niczym mały kociak, który niemo prosi o więcej pieszczot i uwagi.
- N-nie rumienię się, idioto! – wycedził przez zęby, ukazując ostre kiełki. Prychnął bardziej pod nosem i jeszcze mocniej wtulił się w Haine.
- Nie wyobrażaj sobie za wiele. – dodał ciszej - I będę się do niego kleił kiedy chcę. Nie musisz być zazdrosny. Jeśli chcesz, to też możesz się do mnie pokleić, jeśli tak bar—EJ! – zaparł się nogami i dłońmi, kiedy mężczyzna złapał go za bluzę i przyciągnął do siebie. I chociaż uszy przylgnęły do czaszki, a przez drobne ciało przebiegł pierwszy impuls drżenia, to jednak wiedział, że Vulk nic mu nie zrobi. Z cieniem dziwnego smutku spojrzał w bok i westchnął ciężko. Wsunął obie dłonie na jego roznegliżowaną klatkę piersiową i odepchnął się nieco od niego.
- Vulk… – zaczął, nie wiedząc jak ubrać w słowa to, co chciał powiedzieć. - Wiesz… wydaje mi się, że powinieneś, khm, umyć zęby. – zamilkł na moment, jednocześnie wykręcając się i wyswobadzając z uścisku, wracając do Haine, gdzie, tak jak spodziewał się, zawsze znajdzie swoją bezpieczną przystań przed sztormem drugiego mężczyzny.
- Mogę zostać w domu! I.. i.. i pomogę Vulkowi w warsztacie! – powiedział unosząc ręce ku górze, żeby podkreślić swój entuzjazm. - A potem ugotujemy dla ciebie obiad! Znaczy, nie umiem, ale pewnie Vulk mi pomoże! Dobrze? Proszę, proszę, proszę! – wbił złote ślepia w Haine, czując, że lada chwila, a pęknie. Ale… pozostawała jeszcze jedna kwestia.
- A co do szkoły… – złączył oba palce wskazując, wpatrując się usilnie w swoje nagie stopy.
- No bo… no bo… dyrektor chce rozmawiać z moim opiekunem…. O moim zachowaniu. Ale to nie moja wina! Naprawdę! Chciałem być miły! Zapytałem po prostu panią Hamagawę, w którym miesiącu ciąży jest i czy zna płeć dziecka. Skąd mogłem wiedzieć, że jest po prostu gruba! – wystrzelił z siebie wyznanie jak karabin maszynowy z dziecinną szczerością. Żeby zatuszować swoje zażenowanie, wpakował sobie do ust kilka kocich chrupek, które zaczął zajadać z nieco naburmuszoną miną.
- I skończyło się mleko.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Czw Maj 12, 2016 1:58 am

Kiedyś bawiła go zazdrość Wilka i schlebiała mu jednocześnie, ale w ostatnim czasie stała się drażniąca i urosła do takich rozmiarów, że w Kylle’u rosła ochota zafundowania mu prawdziwego powodu do niej, by przestał szukać potencjalnego zagrożenia tam, gdzie go wcale nie było.
Wypuścił powietrze z płuc nabrał go z powrotem, a z gardła wydostało się warknięcie, kiedy łapy partnera zacisnęły się na materiale bluzy, która należała do Haine i stała się jednym z ulubionych elementów garderoby Yume, paradoksalnie będąc prezentem od Wilka. Najwyraźniej obaj mieli podobne gusta.
Twoja zazdrość jest absurdalna, a traktowanie mnie protekcjonalnie może się źle dla ciebie skończyć, Vulkow — wycedził przez zęby nazwisko kochanka, a w oku o kolorze intensywnej zieleni pojawił się wyraźnie odznaczający się błysk, który w tej materii sygnalizował niebezpieczeństwo. Ręce drżały mu delikatnie, ale ostatecznie podtrzymał się od skrzywdzenia jednej z dwóch najbliższych mu osób, wykluczając z tej listy Pychy, który znajdował się gdzieś po środku.  —  Jestem w stanie zrozumieć, że wlicza natura sprzeciwia się obecności kota w twoim najbliższym otoczeniu, ale nie musisz mieszać spraw prywatnych z zawodowymi.
Nie wspominając już o tym, że twoja ukochana siostra ma kocie korzenie, mruknął w myślach, acz nie wypowiedział tych słów na głos, wiedząc jak Wilk reaguje na każdą wzmiankę o swojej ukochanej siostrze.
Westchnął ciężko, zerkając to na Yume, to na Vulka. Czasem miał problem w określeniu, kto w tym układzie był większym dzieckiem - szesnastoletni kocur, czy dwudziestodziewięcioletni wilk, choć podobno dorosłe psy zatrzymywały się na mentalności czteroletniego dziecka, więc być może zachowanie mechanika było uwarunkowane rasowo.
Yume — wymówił delikatnie imię dzieciaka, a zaraz zerknął w kocie ślepia, szukając odpowiednich słów, a raczej argumentów, które wcale nie chciały przyjść; niekształtnie kłębiły się w jego głowie, by ostatecznie nie móc przybrać żadnej formy. Jego palce kolejny raz zanurzyły się w miękkich, czarnych włosach, a na usta wkradł się delikatny uśmiech. —  Przecież dobrze wiesz, że ludzie są przewrażliwieni na swoim punkcie i demonstrują to w każdy możliwy sposób. Widocznie ten grubas leczy w taki sposób swoje kompleksy. I wybij sobie to z głowy. Nie zostawię cię pod opieką Vulka. Ostatnie o czym marzę, to widok twoich rozszarpanych zwłok. Pierwsze pójdziemy na zakupy, uzupełnić zapasy, a potem zastanowimy się co dalej.— Nie mógł tak ważnej misji pozostawić na barkach Kocura, który na widok kocich przysmaków tracił głowę i zapominał o swoim prawdziwym celu wizyty w supermarkecie. Organizm Heine, coraz mniej tolerancji na żywność wszelką, nie mógł sobie pozwolić na dietę w postaci ryb, mleka i kocich chrupek, które tylko w opinii Yume były smaczne. Ani on, ani Vulk za nimi nie przepadli, a poranne odwiedziny toalety w celu zwrócenia treści żołądkowej nie zaliczało się do najprzyjemniejszych porannych czynności, o czym Hiena miał okazję przekonać się już parę razy w swoim życiu. —   Kieran. — Zerknął na Wilka znacząco, choć żadne kolejne słowa nie padły z jego ust. Wzrok był wystarczająco iluzyjny i wiedział, że mechanik zrozumie jego przesłanie. —  Za nim odmówisz, zastanów się, czy na pewno chcesz przez tydzień nie doczekać się kontynuacji — zagroził, stosując jedną skuteczną metodę na mężczyznę, choć nie był pewny, czy to w tym wypadku wystarczy. Pochylił się i musnął Wilka w usta, zaraz pogłębiając tą słodką przyjemność, by jakoś wpłynąć na decyzję Zawiści, a przynajmniej uśpić jego trzeźwość umysłu, która i tak w chwili obecnej była trawiona przez złość.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Czw Maj 12, 2016 2:06 pm

Im częściej przebywał w towarzystwie tych dwóch, tym większe miał wrażenie... że to jakiś nie śmieszny żarty. Ktoś najwyraźniej dobrze się bawił, komplikując jego życie, chociaż Wilk coraz częściej rozważał zabranie swoich rzeczy i wyniesienie się stąd, gdzieś gdzie nikt znajomy nie znalazłby go szybko. Obserwując Hienę, czasami żałował, że złamał najważniejszą zasadę jaką postawił sobie w życiu; nie przywiązywać się do nikogo. Teraz zbierał tego owoc, gdy mając własne zdanie w danym temacie, chcąc nie chcąc naginał się tak, by temu dupkowi było dobrze.
To że nie znosił Kota, nie było przełomowym odkryciem i spoglądał z pogardą na jednostki, które odkrywały to dopiero po czasie. Nie lubił dzieciaka z tak wielu powodów, że wymienianie ich pochłonęło by zbyt wiele czasu. Nie mniej, czasami budziła się w nim chęć by wypieprzyć tego gościa za drzwi, pozbyć się problemu jakim bez wątpienia był. Niestety na drodze do upragnionego celu stawał mu ten marny obrońca uciśnionych w postaci Gniewu. Teraz też nie ułatwiał nic, a raczej potęgował problemy. Widok kociaka, który położył uszy po sobie i wyraźnie na te parę sekund stracił na pewności, był chyba najlepszym widokiem jaki trafił się Vulkowi na przestrzeni ostatnich tygodni. Niestety szybko przeminął, a gówniarz wyrwał się, wracając w objęcia swego cholernego opiekuna.
- Nie będzie mnie w domu, więc masz pecha bo twój plan nie podziała – burknął. Miał wrażenie, że czara goryczy zaczyna się przelewać i powoli zbliża się do momentu, gdy nawet namiastka jego spokoju zniknie. Nie dużo się pomylił, bo wystarczyły słowa Haine, by załamać coś w postawie Wilka.- Już dawno źle się to dla mnie skończyło – prychnął, czekając na rozwój sytuacji, chociaż czuł dobrze, jak to zaraz będzie. Zaśmiał się paskudnie, zaciskając palce na kocu czym zdradził rozjuszenie.
- Wcale nie, nie jesteś w stanie tego zrozumieć... ty niczego nie chcesz zrozumieć, jeśli nie tyczy się to twojego pasożytniczego pupilka. Wszystko co cię interesuje to jakiż on biedny, ale zaskoczę cię, nie tylko on miał przejebane w ostatnich latach - warknął, ale i tak powstrzymał się przed powiedzeniem czegoś więcej. Kieran dawno już zaprzestał mówić dużo o tym co go gryzło, wiedząc że świata nie obchodzi jego zdanie i vice versa. Czasami jedynie w gniewie, wyrzucał z siebie zbyt dużo słów.  Przysłuchiwał się temu co mówił Kylle i Yume, ich wymiana zdań to była jakaś komedia. W tej chwili z podwójną siłą dotarło też do Vulko, jak łatwo Kocur manipulował starszym od siebie gościem. Pokręcił głową, dławiąc w sobie śmiech, miał tego dość i chyba już naprawdę nie chciał brać w tym udziału.- Brawo, Wielki Gniewie, twoja stanowczość jest godna podziwu – wycedził z pogardą, którą wręcz jego słowa ociekały. Nie zamierzał iść do szkoły i wysłuchiwać jaką mendę miał pod dachem. On to cholernie dobrze wiedział i najpewniej tym razem przyzna rację wychowawcy Kocura, bo na nic innego nie będzie miał ochoty. Przy ostatniej takiej rozmowie skończyły mu się już argumenty i dobra wola, aby wybronić dzieciaka. Nigdy nie pisał się na bycie rodzicem czy opiekunem, nie nadawał się do tego, a na przestrzeni lat, nic się w tej kwestii nie zmieniło. Uniósł wzrok na Hienę, gdy usłyszał swoje imię z jego ust. Był aż zdziwiony przez moment, bo sądził, że ten jeszcze długo nie wypowie jego imienia. Jednak szybko na miejsce zdziwienia, przyszło rozgoryczenie, które tylko na moment odbiło się w wyrazie jego twarzy. Muśnięcie ust jakie poczuł chwilę później, wcale nie było przyjemne. Pozostał beznamiętny nawet gdy delikatny dotyk zmienił się w pocałunek. We wręcz instynktownym odruchu, złapał Haine za szczękę, odsuwając go trochę od siebie. Przesunął dwukolorowymi ślepiami po twarzy tego, który znaczył zdecydowanie za dużo, bo swej wartości nie miał tak wielkiej.- Nie...- wycedził chłodno.- Jeśli zamierzasz trzymać mnie na dystans z tego powodu to proszę bardzo. Nie zamierzam grzecznie wypełniać każdej twojej zachcianki, Kylle. Brakuje już we mnie nawet tej wypaczonej dobroci – zacisnął mocniej palce na jego szczęce, jakby chciał ją połamać.-  Ściągnąłeś go nam na głowę, podejmując decyzję sam, mając gdzieś, ze od początku byłem temu przeciwny. Skoro tak zrobiłeś to sam sobie radź, ja wypisuje się z tej pseudo rodzinki. Mam dosyć odkręcania każdej beznadziejnej sytuacji w jaką wleziesz ty lub Yume i kończę z zabawą w dobrego opiekuna bo nikt w jego szkole w to nie wierzy, a że nie zgłosili tego gdzie trzeba, to chyba tylko ich dobra wola. Bo to Mi narobili by jeszcze większych kłopotów -  odepchnął od siebie całkiem hienowatego. Otworzył drzwi auta i wylazł stąd, znalazł swoje spodnie i bokserki na podłodze. Ubrał je niespiesznie, zapinając zaraz guzik oraz rozporek. Rozejrzał się z koszulką, ale jej położenie było już o wiele cięższe do ustalenia.
Powrót do góry Go down
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 708
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Pon Maj 16, 2016 12:46 am

Przysłuchiwanie się wymianie zdań pomiędzy Vulkiem a Haine, mimo wszystko, do najprzyjemniejszych nie należało. Yume jaki był, taki był, aczkolwiek naprawdę nie chciał źle. I chociaż wielokrotnie nieświadomie stawał się główną przyczyną ich konfliktów, to jednak zawsze potem próbował jakoś to załagodzić. Szkoda, że skutek nie do końca był taki, jakiego oczekiwał. Westchnął cicho pod nosem, odkładając paczkę z kocimi chrupkami i wytarł brudną dłoń o nagie kolano, kuląc się nieco w sobie, czując narastające napięcie między nimi. Powinien coś powiedzieć, cokolwiek. Jakkolwiek zareagować. Wiedział to, ale nie miał pojęcia co mógłby zrobić, żeby nie zdenerwować jeszcze bardziej drugiego mężczyzny.
Kiedy Vulk opuścił już pojazd, Yume zerwał się za nim jakby jego tyłek właśnie został czymś podpalony. Nim ten zdążył zniknąć, chłopak złapał go za nadgarstek i stojąc z tyłu, spojrzał nieco zmieszany w swoje bose stopy, mocno przyciskając uszy wzdłuż czaszki, sprawiając wrażenie skarconego zwierzaka.
- Vulk, nie bądź zły na Haine. To moja wina, że byłem niemiły dla niej I teraz wzywają kogoś z was do szkoły. Przepraszam. – mruknął cicho, zerkając niepewnie na profil mężczyzny, ale wzrok bardzo szybko ponownie powędrował zupełnie gdzieś indziej.
- Wiem! Zostań z Haine jeszcze trochę a ja zrobię dla was śniadanie, co? Lubisz jajecznicę, prawda? Prawda? Zrobię! Za… za piętnaście minut przyjdźcie do góry! – rzucił radośnie, a jego ogon poruszył się na boki w zadowoleniu. Wypuścił ze swojego delikatnego uścisku jego nadgarstek i wyminąwszy go, ruszył biegiem w stronę drzwi prowadzących na górę. Nim jednak zniknął za nimi, wychylił głowę zza framugi.
- Albo dwadzieścia! – krzyknął z wyraźnym entuzjazmem. Przeskakiwał po dwa schodki, byleby jak najszybciej znaleźć się w kuchni I móc przystąpić do działania.
Ale… nie oszukujmy się.
Chęci chęciami, a umiejętności umiejętnościami. Yume za cholerę nie potrafił gotować. Ostatnio, jak próbował zaparzyć wodę na makaron, zapomniał o niej, a ta tak długo się gotowała, że ostatecznie wyparowała i cała trójka była zmuszona posilić się zamówioną pizzą. Mimo to podjął kolejną odważną próbę ugotowania. A raczej usmażenia. W efekcie po parunastu minutach w kuchni było gęsto od ciemnego dymu spalenizny. Yume nie zwracał na to uwagi, i mrucząc coś wesołego pod nosem, postawił na małym stoliku trzy talerze z nałożoną jajecznicą. Jajecznicą, która miała dziwną, brązowawa barwę, być może z powodu paru łupek skorupki, które zawieruszyły się w jedzeniu, oraz tostami, które przypominały nieco węgielki a nie coś, co można spożywać. Postawił jeszcze słoik z dżemu oraz krzywo i grubo pokrojone plastry pomidorów oraz sera żółtego. No cóż, oczami chłopaka było to dość wykwintne danie.
Usiadł na swoim krześle i czekał, aż pozostała dwójka pojawi się w kuchni, mając nadzieję, że przez ten czas, kiedy on szykował dla nich śniadanie, oni zdążyli dojść już do porozumienia. Zerwał się jednak z krzesła, i podbiegł do lodówki, skąd wytarmosił karton soku pomarańczowego i rozlał go do trzech szklanek. Przynajmniej on zdawał się być w stanie zjadliwym. Wrócił na krzesło i zaczął popijać cicho siorbiąc, jednocześnie kołysząc się na boki.
- Vulk, Vulk, co z ciebie wyrośnie, martwię się już od tygodnia~ – zanucił radośnie.
- Zębów nie myjesz, kolegów wciąż bijesz, och, dziurę masz w swych najnowszych spodniaaach~
Talentu muzycznego to Yume też nie miał.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Wto Maj 17, 2016 12:04 am

Żadne słowa nie chciały przecisnąć mu się przez gardło, więc w ostateczności zniósł cierpliwie mocny uścisk Kierana, ignorując ból, który był jego udziałem. Zajrzał mu prosto w oczy, wykorzystując fakt, że bandaż, który zazwyczaj przylegał do lewego został w nocy zdjęty przez niecierpliwe palce partnera. Zadrżał nieco, gdy Vulk gwałtownie opuścił ich prowizoryczne łóżko i dopiero po chwili zlustrował, że Yume poszedł w ślad za nim. Wymamrotał coś pod nosem - najprawdopodobniej przekleństwo, bo mimo iż wiedział, że dzieciak w tym aktualnym momencie nie chciał źle, jego próba naprawienia sytuacji mogła zostać pogorszona przez nastawienie Zawiści, który reagował na dzieciaka alergicznie, jak byk na czerwoną płachtę. Prześlizgnął spojrzeniem po jednym i po drugim, by w ostateczności zatrzymać je na uzbrojonym w bogaty asortyment brzuchu Vulka w charakterze mięśni, a z ust przedostało się ciche westchnienie, ni to w charakterze upustu emocji, ni dezaprobaty, choć to drugie zdecydowanie dominowało.
Nie wysadź nas w powietrze — mruknął pod nosem, bardziej do siebie niż kogokolwiek, nasuwając na tyłek bokserki, które dziwnym trafem znalazły się na kierownicy. Paradowanie w stroju Adama z reguły niezamykanym warsztacie, bo nieczęsto się zdarzało, że Wilk gubił takie ważne przedmioty jak telefon, czy właśnie klucze, było równoznaczne z tym, że w każdej chwili do pracowni Kierana mógł wtoczyć się potencjalny klient, a dwóch, niekompletnie ubranych facetów, wyglądających jakby się dopiero zerwali ze snu, było iść wymowne. Wygramolił się z auta chwilę potem, delikatnie zatrzaskując jego drzwiczki, by nie uszkodzić wadliwej konstrukcji, która bez wątpienia była jednym ze znaków charakterystycznych grata hodowanego przez mechanika. Heine nie mógł zrozumieć, dlaczego kochanek nie chciał zainwestować w coś chodliwego i działającego, choć z drugiej strony posiadanie przez niego prawo jazdy było wątpliwą przyjemnością, toteż może lepiej, że pojazd na czterech kołach pełnił rolę swego rodzaju zabytku w tym nieco przytłaczającym, obskurnym miejscu.  Podszedł do Wilka niepośpiesznie, ociągając się przy ostatecznym skonfrontowaniem z nim i objął go od tyłu w pasie, ustami muskając jego odsłoniętego karku. Westchnął cicho w fragment jego skóry, by w ostatecznym rozrachunku, stanąć na palcach, bo przez widoczną, dziesięciocentymetrową różnicę we wzroście, dostęp do niektórych części jego ciała był iście ograniczony.
Nie bocz się już — mruknął mu w ucho, zaciskając zęby na jego płatku. Zezłoszczenie wilka na "dzień dobry" było jedną z najgorszych opcji, które mogły się zdarzyć. Ten był w stanie trzymać cały dzień urazę, a co za tym idzie - warczeć na wszystkich wokół, by zademonstrować swoją wściekłość całemu światu. Pod tą postacią był po prostu niebezpieczny i każdy, kto znajdował się w jego najbliższym otoczeniu, musiał się liczyć z tym, że stawał się potencjalną ofiarą jego napiętych do granic możliwości nerwów. — Wiesz aż za dobrze, że trzymanie cię na dystans wykracza poza moje kompetencje — dodał, krzywiąc nos, gdy doleciał do niego zapach spalenizny, ale zignorował ten dyskomfort, mając skrytą nadzieje, że dzieciak nie spalił niczego poza jajkami i patelnią, bo to jeszcze bardziej rozjuszyłoby już i tak wyprowadzonego z równowagi Wilka, który – choć nie wyglądał – był znakomitym kucharzem, a kuchni zachowywał podobną swobodę, co w łóżko.
Stanął w końcu na przeciwko Zawiści, a na ustach pojawił się zalążek delikatnego uśmiechu, który był zdecydowanie rzadkim widokiem adresowanym przede wszystkim do osób mieszkających pod tym dachem. Pocałował go, najpierw w szyję, w linie żuchwy, potem w kącik ust, by przenieść tę oznakę czułość w końcu na wargi partnera. Szorstkie dłonie zacisnęły się na zaznaczonych gęsto bliznami ramionach, a uśmiech na ustach Gniewu się powiększył.
Może ten tragiczny zapach nie jest zapowiedzą żadnej katastrofy — podsunął, by skierować temat na coś bardziej przyziemnego, w końcu dwie lewe ręce do gotowania Kocura były na porównanym poziomie co te, należące do Hieny i często stawały się obiektem kpiny mechanika.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Wto Maj 17, 2016 1:26 am

Czuł wściekłość, która stopniowo narastała w nim i w końcu robiła się nieznośna, wiedział, że jeśli tak dalej pójdzie, będzie musiał wyładować nadmiar negatywnych emocji, bo inaczej zeświruje. Już kilka razy zdarzało się, że tłumił w sobie wszystko, a to później dawało paskudne efekty. Zlokalizował akurat koszulkę, leżącą na dachu auta, co w sumie nie powinno go dziwić, ale zanim wziął ciuch... poczuł palce delikatnie zaciskające się na jego nadgarstku. W odruchu zacisnął dłoń w pięść, lecz zaraz wyluzował trochę. Wbił dwukolorowe, pałające złością oczy w Kocura w ciszy słuchając jego słów. Mięsień na jego szczęce drgnął, gdy zacisnął mocno szczęki, jak gdyby chciał połamać sobie zęby.- Mam powody, by być na niego zły – odparł, trochę warkotliwie. Gdy jego ręka została zwolniona z uścisku, rozmasował nadgarstek jak gdyby chciał pozbyć się wspomnienia dotyku.- Nie mam ochoty zostać z nim – wyszeptał pod nosem, był świadom, że rozdrażniony może zrobić krzywdę Hienie, jeśli ten nie da rady obronić się z różnych względów lub nie załagodzi sytuacji. O dziwo tego nie chciał, nie po to w końcu spędzał już któryś rok chroniąc tyłek hienowatego, by teraz samemu mu wpieprzyć za wszystko. Spojrzał w stronę, w którą udał się dzieciak i gdzie zniknął mu z oczu zaraz. Wolał nie myśleć jak skończy się przygoda Yume w kuchni oraz jak wiele będzie zniszczeń. Rok wystarczył, aby poznał słabe umiejętności gówniarza w zakresie gotowania. Sam tez pewnie nie potrafiłby nic, gdyby nie ciężkawe dzieciństwo i konieczność kombinowania sobie jedzenia, żeby w ogóle przeżyć na ulicy.
Drgnął i spiął się od razu, czując obejmujące go ramiona w pasie. Niski, zwierzęcy warkot opuścił jego gardło, będąc też jednym z niewielu zauważalnych oznak, z jakim to drapieżnikiem został skrzyżowany. W głowie pojawiła się myśl, że obojętnie co się stanie i tak nie zrobi temu kretynowi krzywdy. Miał coś z masochisty i to bez wątpienia. Przymknął nieco ślepia, pozwalając mu na muśnięcie w kark, a później przygryzienie. Nie znosił, gdy Kylle go podgryzał, bo to zawsze posyłało przyjemne ciepło i dreszcz w dolne części ciała, a zwłaszcza w jedną, która już dziś została naruszona przez ciekawskie dłonie Gniewu.- Nie bocz się? - parsknął.- Mam do tego całkowite prawo, mdli mnie już od obserwowania jak wygłaskujesz całą naszą rasę, a w szczególności tego gówniarza, który znając go, zaraz zjara nam kuchnie. Rozumiem twoje podejście, wiem jakie masz cholerne wartości, ale mnie to już przerasta – burknął. Miał swoje granice wytrzymałości i one powoli zaczynały być przekraczane, obecna sytuacja coraz bardziej go zniechęcała. Czas kiedy musiał martwić sie tylko o siebie, był o wiele prostszy. - Może wiem – powątpiewał czasami w coraz więcej rzeczy, a fundamenty stabilności, jakiej zaznał będąc z Hieną, zaczynały się chwiać, im częściej dochodziło do sporów między nimi. Męczył się, musząc dostosowywać się do nowych sytuacji, zamiast pobyć jeszcze trochę w tym samym, pewnym i własnym świecie. Wracał wtedy znów do tego, od czego uciekł i ponownie wymykało mu się z rąk, powiedzmy, zwyczajne życie. Spojrzał na niego uważnie, gdy mężczyzna stanął naprzeciwko niego. Skrzywił się nieco, gdy znów zostały zaserwowane mu czułości. Pozwolił mu jednak robić, co chce, pozbywając się w ten sposób resztek cierpliwości na dziś. Czując pocałunek na ustach, rozchylił nieco wargi, co było zaskakującą uległością u Wilka. Szybko się to jednak zmieniło, wtedy złapał Kylle za szyję... przesunął powoli dłoń na jego kark.- Oby, nie stać mnie na remont spalonej kuchni – westchnął niezadowolony z braku dochodu jakiego potrzebował akurat. Puścił jego kark, by przenieść dłonie na kształtne pośladki Gniewu. Przesunął się z nim, tylko na moment odrywając dłoń od tyłka Hieny, aby ręką szybko zrzucić zawadzające na blacie roboczym, narzędzia. Zmusił kochanka, by usiadł na wolnej od narzędzi powierzchni i tym samym niwelując różnicę wzrostu. Oparł dłonie po obu stronach jego ciała, spoglądając mu w oczy z nie krytą dalej złością.- Mówiłem serio, że nie zamierzam bawić się już w tą pseudo rodzinę, nie nadaję się do tego... jestem narwańcem, dupkiem skorym do bójek i zabijaką w razie potrzeby, ale nie nadaję się do roli opiekuna przy osobie, którą ledwo toleruję. Jeśli dalej chcesz tak ciągnąć sprawy, to zacznij szukać kogoś nowego na pozycje Zawiści i sobie nowego lokum, bo ja się z tego wypisuje całkowicie – stwierdził poważnie. Spojrzał na moment w stronę schodów, prowadzących do mieszkania.- Dwadzieścia minut, zostało pewnie z piętnaście jak nie dziesięć - mruknął, wracając spojrzeniem do tego, który w piękny sposób spieprzył mu humor.- Rozważasz poprawę tego chujowego poranka? - złapał za zamek błyskawiczny swojej kurtki, która teraz znajdywała się na Haine. Pociągnął zamek powoli w dół. Wątpił by Gniew był entuzjastycznie nastawiony do tego, zwłaszcza, że Kocur mógł wpaść do warsztatu w każdej chwili.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Wto Maj 17, 2016 2:12 am

Przekręcił oczyma, gdy Wilka znów przedstawił mu jasno swojej stanowisko w kwestii wychowania Kocura. Kylle mógł go po części zrozumieć, ale tylko w ¼, w większości nie potrafił. Niby wiedział, że poglądy Kierana różniły się od jego sposobu postrzegania świata i znał dobrze przyczynę tego, ale z drugiej strony sam nie potrafił naprostować swojego światopoglądu, mimo wyraźnych protestów i próśb Zawiści, czy nawet Pychy, który nie raz krzywił się na zachowanie umownego lidera 7DS, wypominając mu, że kiedyś wplącze ich w kłopoty, jeśli nadal będzie wykazywał się taka naiwnością w stosunku do pobratymców. Ta świadomość, choć niekształtna, tliła się w Gniewie w pakiecie z obawami. Wiele razy przyznał im racje, niewerbalnie, we własnych myślach, ale nie mógł wykreować sobie w głowie odporność na słabość do Czarnokrwistych, która zamiast słabnąc, stawała się coraz bardziej wyrazista, niejednokrotnie sprawiając, że grunt pod stopami Gniewu osuwał się, a widoczne zadrapanie na policzku było doskonałym tego dowodem i najprawdopodobniej, gdyby nie bliskość i interwencja Vulkowa, gryzłby piach, skopany dwa metry pod ziemią.
Odchrząknął i przełknął ślinę, by pozbyć się suchości na języku i w gardle, która najprawdopodobniej była porównywalna z tą na Saharze.
Od dziś we własnym zakresie będę zajmował się szkolnym życiem Yume, więc postaraj się przyswoić sobie myśl, że tu jest i nie każ mi wybierać między tobą a nim, bo nie rozdwoję się, a zmuszasz mnie do tego — odparł ni to chłodno, ale z jego głosu emanowała pewność i rzadko występująca asertywność w stosunku do swojej rasy, która, pobudzona przez emocje, stała się jednocześnie paliwem napędowym do działania. Nie stać go było na zrezygnowania z Wilka. Za dużo znaczył dla niego ten typ. Wyrzucenie za próg mieszkania Yume też nie wchodziło w grę, bo być może był jedną z przyczyn, która nie odprowadziła Kylle'a do nagłego szaleństwa, a wyrzuty sumienia, które by się pojawiły razem z tym czynem, na pewno by go do tego skłoniły. Był przywiązany do obydwóch, w taki sposób, że trudno było mu odpisać to słowami. Zrezygnowanie z jednego albo z drugiego byłoby przyczyną pustki i odczuciem, że ktoś wyciął mu jeden z odpowiadających za poprawne funkcjonowanie organów i wczepił go w całkiem inne, nie przeznaczone mu miejsce, unicestwiając jego prawidłowe działanie.
Wzdrygnął się i zerknął w oczy kochankowi. Nie tolerował momentów, kiedy Vulk, mający wyraźną trudność oddzielenie życia organizacji z prywatnym, mieszał je, choć niewątpliwie te dwie sprawy były w jakiś sposób ze sobą połączone. Zostanie w dobrej komunikatywnie na linii Gniew-Zawiść stanowiło w tej materii priorytet, a Kylle nie miał wątpliwości, że jeśli faktycznie doszłoby do rozstanie, najprawdopodobniej ani jednej, ani drugi nie mogłoby pogodzić obydwóch tych kwestii i, o ile Haine by się starał to uczynić, o tyle Kieran poległby na tej linii całkowicie.
Rozważam, ale niekoniecznie, kiedy zaczął się nowy dzień. Zostawmy coś na wieczór — podsunął mężczyźnie, bo perspektywa tego, że Yume był piętro wyżej, a Vulk nadal był zły, nie napawała go entuzjazmem i dokończeniem tego, co zaczął, by dobudzić partnera. Uniósł brwi, poruszając nimi w sugestywnie, a w kącikach ust pojawił zadziorny uśmiech. — Strzelam, że zostało pięć minut, a to stanowczo za mało. Zaufaj mi chociaż w tej kwestii i przyjmij zaproszenie do wieczornej zabawy — wymruczał mu prosto w usta, całując je subtelnie, by zaraz to pogłębić i zacisnąć zęby na dolnej wardze Wilka, choć wątpił, że ten przystanie na to.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Wto Maj 17, 2016 7:16 pm

Ich światopoglądy były niestety zbyt skrajne, chociaż Kieran zauważał stopniowo, że przez przebywanie z Haine, zaczynał zmieniać odrobinę podejście do Czarnokrwistych. Przestawał pogardzać innymi w tak wyraźny sposób, jak to było jeszcze dwa lata temu, chociaż ci którzy wiedzieli o jego przeszłości co nieco, chyba się temu nie dziwili. Wydarzenia z momentu, gdy miał dziewięć lat i patrzył na śmierć swoich rodziców, to musiało odbić się na jego psychice i przyczyniło się do tego, że po wyburzeniu getta, poświęcił prawie trzy lata na szukaniu sprawców tamtych wydarzeń. Osiągnął w tym tylko połowiczny sukces, bo głównego mordercy, którego śmierci pragnął ponad wszystko, nie znalazł dotąd. Jego poprawa w zachowaniu względem swej rasy, nie poprawiła się jednak na tyle by znosił słabość Hieny. Nie pojmował jak można aż tak ulegać swoim, to było niebezpieczne. W końcu parę razy zdarzyło się, że sięgał po broń w ostatniej chwili, zanim jakiś durny przeciwnik 7DS, rzucił się na Gniew. Nienawidził takich sytuacji, wtedy jedyne co kierowało nim to strach o tego kretyna, jednak później lęk zmieniał się w złość bo w takich momentach sam odsłaniał swoją słabość.
- Jasne, nie wierzę w to, ale postępem jest już fakt, że pojąłeś w końcu iż nie chcę zajmować się tym dzieciakiem, a już zwłaszcza łazić do jego szkoły i udawać zatroskanego opiekuna – mruknął. Zapewnienie Kylle uspokoiło Kierana do jakiegoś stopnia. Było w końcu szansą, że Gniew przestanie wymagać tego co dla Vulkowa jest ciężkie do zrobienia pod pewnymi względami.- Eh, niech stracę i tak już przeżyłem rok z jego konieczną obecnością, więc niech tu będzie... - westchnął niechętnie.- Nie musisz wybierać między nami, ale zacznij zachowywać się jak dorosły i przestań uginać się pod każdą jego prośbą, bo to w końcu ściągnie na nas kłopoty – stwierdził ponuro. Oparł czoło o czoło Hieny.- Mam wrażenie, że jestem na tym pieprzonym świecie, jedynym Czarnokrwistym, któremu się stawiasz... to smutne – parsknął, przecząc ostatnim słowom. Kiedy rozpiął kurtkę do połowy, pochylił się na moment, przyciskając usta do obojczyka Haine. Ugryzł go delikatnie, zahaczając wilczymi kłami o kość obojczyka. Odchylił się po chwili, wbijając wilcze ślepia w mężczyznę.
- Wieczór? Sporo godzin... i sporo biednych istnień, które staną mi na drodze – mruknął, uśmiechając się paskudnie. Zwykle był okropny, gdy słabo zaczynał dzień, chociaż dziś miał w planach małą randkę z człowiekiem, który miał dla niego pewne informacje, a później pewnie załapie się na jakąś robotę dla 7DS. Dlatego w sumie, mógł być dziś skończonym draniem i sadystą. Wywrócił oczami, biorąc nieco głębszy wdech by zapanować nad ciągle wzbudzonymi emocjami.- Fakt, pięć minut dla ciebie to strasznie mało, ty ciężka do zaspokojenia mendo – objął go w pasie mocno, przyciągając tak, że Hiena przesunął się bliżej krawędzi blatu, a tym samym przycisnął jego biodra do swoich. Odwzajemniał pocałunek, pakując w tym czasie ręce pod kurtkę by dotknąć nagiej skóry Haine. Przerwał po chwili, warcząc przekleństwo pod nosem, najchętniej wcale nie przerywałby, ale pomimo opinii drania i skończonego skurwiela, nigdy nie posunął się do tego by wziąć Kylle siłą. Gwałty nie były czymś co go kręciło, a już zwłaszcza nie na tym osobniku. Złapał za poły swojej kurtki, okrywając z powrotem ciało kochanka by ten zaraz nie zaczął trząść się z zimna.- Zbieraj swoje rzeczy, zanim zmienię zdanie i najdzie mnie znów chęć na szybki numerek – burknął. Cmoknął go w czoło, odsuwając się od niego.
Obserwował jak Kylle się ubiera, żałując, że ten tak chętnie nie rozbiera się. Nałożył koszulkę, którą wcześniej znalazł na dachu auta i skierował swoje kroki w stronę schodów. Znajdując się na ich szczycie, miał nadzieje, że za drzwiami zastanie nie spalone mieszkanie i chyba los nie był dziś złośliwy, bo jedyne co mu nie pasowało to smród spalenizny.
Powrót do góry Go down
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 708
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Wto Maj 17, 2016 8:27 pm

A Yume w tym czasie czekał I czekał. Na jego twarzy z każdą kolejną sekundą padał cień smutku i rozczarowania. Położył po sobie uszy i spojrzał na swoje dłonie, które ułożył na drobnych kolanach. Pewnie dalej się kłócą. Przez ciebie. Z początku, kiedy Haine przygarnął go pod swoje skrzydła, Yume obawiał się, że gdy się znudzi zaraz wyrzuci go na śmietnik. Pozbędzie się go. Ale ten zatrzymał go. I pomimo waśni pomiędzy nim, a Vulkiem, czuł się tutaj naprawdę szczęśliwy. I starał się jak mógł, żeby zaskarbić sobie sympatię drugiego z mężczyzn. Z czasem powinno być lepiej, sytuacja powinna powoli się wygładzić. A zamiast tego, było coraz gorzej. Vulk nienawidził go coraz mocniej, kłótnie pomiędzy nim a Haine nabierały na sile. Nawet na śniadanie nie przyszli.
Nie powinno cię tu być.
Zacisnął mocniej powieki i zerwał się z krzesła. Przeskoczył parę schodków i wbiegł na poddasze, gdzie znajdował się mały pokoik. Jego pokoik, w którym spędzał wolne chwile. Było ciasno, ale przytulanie. To było o wiele lepsze, niż sporych rozmiarów pokój w jego dawnym domu. Pod wieloma względami. Sięgnął po plecach i wysypał z niego wszystkie zeszyty oraz podręczniki. Wiedział, że nie będzie mógł ich wszystkich zabrać. Wybrał jedynie dwa zeszyty z jego ulubionych przedmiotów, a następnie otworzywszy szafę na oścież, zaczął wyciągać z niej swoje ubrania, które upychał siłą do plecaka. Tyle, ile tylko udało mu się zmieścić. Jednocześnie wsunął na chudy tyłek ciemne, materiałowe spodnie i zapiął pasek, który podtrzymywał materiał, by ten nie zsunął się z drobnych bioder. Rozejrzał się po pokoju i zabrał jeszcze jedną rzecz. Aparat fotograficzny, który dostał parę miesięcy temu od Haine. Wsunął stopy do trampek i dopadł okna, otwierając je na oścież. Już wsunął jedną stopę na parapet, kiedy znieruchomiał.
Tak bez słowa?
Odwrócił się i wyrwał kartkę z jednego z porzuconych zeszytów, po czym naskrobał parę słów. Że jest mu przykro, że tak wyszło i był piątym kołem u wozu. Że nie chce, by Vulk był zły na Haine przez niego. I że kocha ich oboje i jest wdzięczny za opiekę przez ten rok. Kartkę zostawił na łóżku. W widocznym miejscu. Jeśli wiatr jej nie wywieje – Haine znajdzie. I Yume miał nadzieję, że go zrozumie. Dopiero wtedy wyskoczył przez okno, uciekając gdzieś, gdzie już nikomu nie sprawi problemów.

|| zt ||

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Wto Maj 17, 2016 11:24 pm

Zdziwiony, ale jednocześnie zadowolony z takiego obrotu spraw, musnął Wilka w usta.
Yume jest nasz, Vulk— odparł spokojnie, acz stanowczo. — I czy ci się to podoba, czy też nie, stał się częścią tego domu. Czas się z tym pogodzić — mruknął, szturchając swoim nosem ten należący do mężczyzny, a na usta wślizgnął się szerszy uśmiech, który sugerował, że napięcie wyparowało w towarzystwie dystansu, który się w nim jeszcze przed chwilą tlił.
Poczuł przyjemne dreszcze, które powędrowały wzdłuż linii kręgosłupa, gdy dłonie Kierana wślizgnęły się pod materiał i zaczęły niepośpiesznie wędrować najpierw po jego brzuchu, a potem plecach. Sam zarzucił mechanikowi ręce na szyję i odwdzięczył pocałunek, wykazując się inicjatywą w postaci metalicznego posmaku, który poczuł pod językiem, kiedy jego zęby mocniej zacisnęły się na dolnej wardze partnera.
—  Ćwiczenie samokontroli to ważna rzecz. — Wytknął mu język, by ostatecznie wyswobodzić się z jego uścisku. Zapiął zamek błyskawiczny ciepłej kurtki pod samą szyję, acz to nie uchroniło go przed drżeniem, bo temperatura drastycznie spadła, gdy został pozbawiony ciepła drugiego ciała.
Podniósł spodnie, które zostały porzucone gdzieś między drogą do samochodu, a schodami i naciągnął je na tyłek, zapinając pasek, używany przez Haine stosunkowo rzadko, bo nie tolerował tego dodatku, ale gdy tracił na wadze i nie chciał, by Kieran to dostrzegł, był niezbędny do funkcjonowania na w miarę stabilnym gruncie. Wgramolił się po schodach na górę i wyminął Vulka w drzwiach, wchodząc do mieszkania pierwszy, choć nie omieszkał przy tym dla urozmaicenia wpakować mu delikatnie łokieć w żebro w ramach rozlśnienia go i atmosfery unoszącej się wokół nich, bo nadal czuł wyraźne napięcie, które biło od Zawiści. Wślizgnął się do pomieszczenia w pierwszym, niekontrolowanym odruchu, zatykając sobie nos, gdy zapach spalenizny stał się dotkliwszy. Yume w zestawieniu z kuchnią to niebezpieczeństwo samo w sobie i teraz to przekonanie się pogłębiło. Omiótł wzrokiem pomieszczenie w poszukiwaniu Kocura, ale gdy jego oczy napotkały pustkę, skrzywił się odrobinę, domyślając się, że Yume znów odniósł mylne wrażenie, że będzie im przeszkadzać - albo by uniknąć napadu złości Vulka - ewakuował się do swojego skromnego pokoju.
Haine, zerkając wymownie na kochanka, szybko przekroczył schodki. Pierwszą oznaką nienormalności były otwarte na oścież drzwi. Dzieciak miał tendencje do zamykania się w nich, gdy się bał, albo czuł się winny. Kolejną, niemal od razu widoczną, rozsypana zawartość szkolnego plecaka, który przez wzgląd na lenistwo właściciela, prawie nigdy nie był opróżniany. Aż w końcu brak Yume, wspomnianej rzeczy i ubrań w zestawie z otwartymi drzwiami szafy i oknem dachowym sprawiło, że szczątkowa wesołości Haine wyparowała. Wdrapał się na dach, jakby w nadziei, że dostrzeże tam znajomą sylwetkę, ale został przywitany jedynie przez pochmurny poranek z zachmurzonym niebem. Dłonie zadrżały niebezpiecznie i dopiero, gdy zerwał się nieprzyjemny, mroźny wiatr, dostrzegł kartę trzepocząc na łóżku. Zeskoczył na niewielki kawałek dywanu, łapiąc ją gwałtownie w palce. Pięść skonfrontowała się ze ścianą, gdy jej właściciel przeczytał treść wiadomości, rozpoznając pismo Yume. Aż się w nim zagotowało. W oka mgnieniu znalazł się piętro niżej i założył buty na nogi, czując jak praca serca znacznie przyśpiesza. Przez drżenie palców zrezygnował z zasznurowania ich, choć nie raz już oberwało się za to Kocurowi.
Kto jak kto, ale ty raczej powinieneś być z siebie dumny — warknął do mechanika, wciskając mu do ręki świstek papieru, a sam wybiegł z domu na ulicę, a potem, przebierając szybko nogami, przemierzył jedną, drugą i trzecią przecznicę, rozglądając się na wszystkie strony za zgubą. Dopiero po pięciu minutach zwolnił w próbie złapania oddechu, a nad jego głową zapaliła się lampka rodem z kreskówki.


zt
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   Sro Maj 18, 2016 3:04 am

Nie był prze szczęśliwy, że jednak musi pogodzić się już z obecnością Kocura, który kręcił mu się po domu i zabierał swobodę działań w mieszkaniu. Co prawda chciał poprawić Kylle, że Yume nie jest Ich, a jest tylko tego, który go przygarnął. Darował sobie jednak to, nie chcąc spaprać znów nawet luźnej atmosfery jaka teraz była w powietrzu. Możliwość macania Gniewu była dość zajmująca, że nawet mógł przemilczeć wiele rzeczy i udać, że się z nimi godzi.
- Ty już cholernie dbasz, żebym ćwiczył codziennie samokontrolę – parsknął, trochę niezadowolony z tego. Czasami wolałby spędzić dzień bez wkurzania się na Hienę, ale najwyraźniej było to nie możliwe i pozostanie jedynie małym marzeniem Wilka. Śledząc wzrokiem każdy ruch Haine, zauważył pasek, który ten miał przy spodniach, zmrużył odrobinę oczy bo wiedział dobrze, że mężczyzna nie lubi pasków więc zwykle ich nie nosi. Z niezadowoleniem odnotował fakt, że Kylle pewnie tracił na wadze, ale oczywiście nie zamierzał mu o tym powiedzieć. Pokręcił głową z cichym westchnieniem, Haine czasami zachowywał się jakby był intelektualnie niewiele starszy od Yume. Bagatelizował zbyt wiele rzeczy, które później martwiły Vulkowa, gdy już się o nich dowiadywał. Otworzył drzwi mieszkania, pozwalając by Hiena wyprzedził go.
- Ta, panie przodem – zakpił, patrząc jak ciemnowłosy wchodzi pierwszy. Uniósł delikatnie brew, gdy dostał łokciem w żebra, ale zaraz cicho prychnął, dławiac w sobie śmiech. Zagrania Hieny czasami budziły u niego szczeniackie zachowania, ale dziś akurat tak się nie stało. Przestał zwracać uwagę na Gniew, gdy woń spalenizny wręcz wypełniła zatoki i zakaszlał cicho, marszcząc przy tym nos.- Mówiłem, że coś spali, ale chociaż dobrze, że meble oszczędził – burknął, podszedł do najbliższego okna. Zaczął siłować się z nieruszanymi zbyt często zawiasami, aż w końcu otworzył okno wpuszczając do środka świeże powietrze, którym zaraz odetchnął. Rozejrzał się za gówniarzem, mając już przygotowaną wiązankę przekleństw, które z siebie wyrzuci na zmianę z opieprzaniem młodego za spieprzenie śniadania, które ponoć miało być dobre. Nie znalazł go jednak, dlatego zaraz spojrzał z niezrozumieniem na swego kochanka, ale wtedy zobaczył jedynie to wymowne spojrzenie. Podążył za mężczyzną, chociaż do samego pomieszczenia nie wszedł... nie podobało mu się to, że coś jest nie tak, że jest inaczej niż zwykle. Kolejna nowość, która psuła jego  porządek. Wycofał się powoli, rozważając co się właśnie dzieje. Spiął się, słysząc uderzenie pięści o ścianę, zdążył jednak zrobić tylko krok zanim Kylle pojawił się znów na dole. Nie nadążał trochę za rozwojem sytuacji, złapał pewniej kartkę, która została wciśnięta mu w rękę. Przeczytał szybko tekst i przeklną. Chyba załagodzona sytuacja między nim, a Haine właśnie wróciła na wrogi poziom. Wciągnął na nogi buty, zaciągnął mocniej i wciskając sznurówki w but, wybiegając zaraz za hienowatym, zatrzaskując tylko drzwi. W przeciwieństwie do tego troskliwego opiekuna, nie miał kurtki... bo nawet jej nie odzyskał, ale chyba teraz nie zamierzał się tym przejmować. Dobiegł do Gniewu, po paru minutach.- Nie uwierzysz, ale wcale nie jestem prze szczęśliwy z tego powodu – warknął, zerkając na niego tylko w przelocie. Nie miał pojęcia, gdzie gówniarz mógł się udać, więc raczej polegał na swym towarzyszu, że ten znając Kocura lepiej, wymyśli coś.

zt
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Warsztat Samochodowy   

Powrót do góry Go down
 
Warsztat Samochodowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Warsztat Stolarski

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xx :: ➜ Zachodnia część :: Budynek Sancheza-
Skocz do: