IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zaułek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar
Liczba postów : 227
Imię i nazwisko : Cygańskie Mokasyny Grozy.

PisanieTemat: Zaułek    Sob Maj 07, 2016 2:03 am



Zaułek


Zadbane przedmieścia to nie tylko gra pozorów. Mieszkańcy, utrzymujący nienaganny porządek na swoich podwórzach, dbają o to, by i zaułek nie był plamą na honorze miasta. Ślepa uliczka na końcu dwóch krzyżujących się ze sobą dróg, które prowadzą do kwiaciarni i lokalnego sklepiku, jest utrzymana w wzorcowej czystości. Co prawda czasem lądują tam pomyje, niekiedy można tam spotkać grupkę pijających piwo osobników, a czasem i nawet palaczy, którzy doczekali się w tym miejscu swojej strefy, acz oprócz kosza spełniającego ich potrzeby, znajduje się tam kontener opróżniany przynajmniej dwa razy w miesiącu, ławka tradycyjnych rozmiarów, która ułatwia degustacje i automat, w którym można nabyć przekąski i, zależnie od pory roku, ciepłe albo zimne napoje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Zaułek    Pon Paź 10, 2016 11:49 pm

Słońce miało się ku zachodowi, ale latarnie uliczne wciąż pozostawały zgaszone, wyczekując zapewne bardziej dogodnego momentu na rozproszenie mroku swym bladym, żółtawym światłem. Okolica wydawała się spokojna, bez krzyków, awantur czy chociażby wycia policyjnych syren lub karetek, tak często słyszanego w centrum. Było cicho, jeśli tylko spełniło się jeden warunek - należało pominąć ogólny hałas towarzyszący każdemu większemu miastu, a to sprawa jak najbardziej indywidualna. Do takiego hałasu, naturalnie, każdy prędzej czy później się przyzwyczajał, ostatecznie go ignorując, ale Jaylene ani nie była każdym, ani nie miała dziś szczególnie nastroju do wsłuchiwania się w osiedlowy szum. Słuch miała całkiem dobry, i prawdopodobnie tylko dlatego ów szum wydawał jej się drażniący, właśnie dziś, właśnie o tej porze. Ale hej, nie można przecież całe życie być rozdrażnionym, nie?
Tak czy inaczej, wiedziona przeczuciem oddalała się od zgiełku - co brzmi o wiele lepiej niż uciekała przed ludźmi - w bliżej nieokreślonym kierunku. Mijała po drodze masę sklepów, trafił się nawet jakiś szpital albo przychodnia, aż dotarła w końcu pomiędzy budynki mieszkalne. Nie były to blokowiska, parterowe i niższe piętrowe domy zdecydowanie zapełniały większość dostępnego terenu. Sklepiki pojawiały się tu rzadziej, co nie oznacza wcale, że ich brakowało.
Blondynka zatrzymała się na chwilę potrzebną, by się rozejrzeć. Niby bogata dzielnica, niby wszystko zadbane i dopieszczone, ale jakby się zastanowić, czegoś tu brakowało. Owszem, było wyraźnie ciszej ze względu na zminimalizowanie liczby przechodniów, po co jednak zapuszczać się na tereny, gdzie nie ma kogo zaczepić, na kim wyładować swoich emocji? Plan miała dobry, ale nie pykło.
Westchnęła, jednocześnie kopiąc leżący na ulicy kamyk. Potoczył się po zakurzonym asfalcie, odbił od krawężnika i znów wylądował na środku drogi. Podeszła do niego, kopnęła raz jeszcze, teraz z większym zaangażowaniem. Westchnęła znów, zapięła sportową kurtkę i włożywszy ręce do kieszeni dresów, ruszyła leniwie przed siebie. Nie spieszyła się już, jak wcześniej, kiedy nagle zaczął przeszkadzać jej fakt, że ludzie postanowili istnieć i masowo wylewać się na okoliczne chodniki. W sumie, może to i dobrze, że przygnało ją akurat tutaj? Dzięki temu zyskała możliwość pokopania niewielkiego kamyka w zamian za możliwość skopania czyjegoś tyłka. Dla niej lepiej, dla ludzkiego zadka również. Jak nie znajdzie kłopotów dziś, to znajdzie je jutro, naprawdę nic straconego. Ale zanim pogodziła się z tym całkowicie, jej uszu zaczęły dobiegać odgłosy nienaturalne dla tej niemalże sielskiej dzielnicy. Najpierw ciche, z każdym kolejnym krokiem nabierające jednak mocy. Brzmiało jak kłopoty, choć nie była jeszcze w stanie wyodrębnić poszczególnych dźwięków. Po prostu całe ciało mówiło jej, że oto nadarza się okazja do spieprzenia życia trochę bardziej. Któż by nie skorzystał?
Odgłosy przywiodły ją do niezbyt oświetlonego - póki co - miejsca. Jedynie białawe światło rzucane przez automat stojący w niedalekim sąsiedztwie upchniętej w zaułku ławki pozwalało jej rozeznać się mniej więcej w sytuacji. W posklejaniu faktów do kupy pomogła sobie węchem. Stanęła w świetle wspomnianej maszyny. Dopiero wtedy imprezujący gówniarze raczyli ją zauważyć. Przerwali rozmowy, próbowali nawet pochować butelki z rozmaitymi alkoholami gdzieś za siebie, poza zasięg wzroku intruza. I wtedy też Jaylene stwierdziła, że w sumie nie ma ochoty obijać buziek lekko wstawionym, przestraszonym dzieciakom. No, bo ekspertem nie była, ale na więcej niż piętnastkę nie wyglądał ani jeden. Spojrzała po ich okrytych mrokiem twarzach, podeszła bliżej. Dwóch chłopaków i dziewczyna. Też sobie miejsce znaleźli. Przecież niedaleko są czynne sklepy, w każdej chwili, kiedy zrobi się za głośno, ktoś może zainteresować się hałasami i zadzwonić po policję. Wiedziała z doświadczenia.
- Joł - rzuciła niedbale, odpychając olbrzymią chęć skoczenia na nich z okrzykiem "bu!". A może powinna wyjąć komórkę i udać, że sama gdzieś telefonuje? Ciekawe czy by się przestraszyli. A co, jeśli sami by ją zaatakowali w celu odebrania jej tego telefonu? Nie musiałaby szukać pretekstu do bójki. Ale znów, z dzieciakami?
- No nie zjem was, pijcie sobie. - Nie brzmiała zbyt uprzejmie, mimo to grupka rozluźniła się nieco i zaprzestała nieudolnych prób schowania alkoholu. Jeden odważył się nawet łyknąć czegoś ze swojej butelczyny. I to łyknąć dosłownie, bo zaraz flaszka zmieniła właściciela. Jay powąchała zawartość, kręcąc nosem. Nie musiała próbować, rozpoznała trunek po zapachu, mimo to napiła się, ignorując wyciągniętą przez chłopaka rękę, wołającą o oddanie taniego winiacza z supermarketu. Nie oddała, nie wyglądała nawet na taką, co miałaby taki zamiar. Nastolatek wstał. Dlaczego ci małolaci tak szybko rosną? Cofnęła się, nie z wrodzonej płochliwości, rzecz jasna. Nie chciała zadzierać głowy do góry, a stojąc krok dalej, nie musiała tego robić.
- Żartowałam. Ocipieliście? Gówniarzom się alkoholu zachciało? Uzbierajcie na coś, co nie spali wam przełyku po jednej flaszce.
Cisnęła butelką o ziemię. Odłamki szkła rozleciały się po ulicy, resztki jabola rozprysnęły się na ubrania otępiałych jeszcze dzieciaków, no i, oczywiście, na dresy naszej blondynki. Jay przewróciła oczami. Jak zwykle, nie pomyślała wcale o konsekwencjach. Ani o tym, że ciemnoczerwoną imitację wina ciężko będzie sprać z szarych spodni, ani o tym, że odgłos tłuczonego szkła mógł ściągnąć na nich uwagę jakiegoś przechodnia. Ale o tym, że były właściciel butelczyny mógł się delikatnie zdenerwować, akurat pomyślała. Kiedy doszedł już do siebie - nieczęsto w końcu jakiś totalny random podchodzi do ciebie i marnuje twój alkohol - pchnął Jay do tyłu rzucając niewyraźne "co ty odwalasz?!", a ona pozwoliła, by jej plecy walnęły o ścianę stojącego za nimi budynku. Uśmiechnęła się. Nooo, skoro on zaczął... Wymierzyła cios w splot słoneczny. Niby nie chciała przesadzić, ale chłopak chyba nie spodziewał się kontrataku. Zatoczył się do tyłu, usiłując złapać powietrze.
Zerknęła na pozostałą dwójkę, lecz pozostała dwójka przyrosła tyłkami do ławki. A może wszystko stało się zbyt szybko, by do ich podpitych móżdżków dotarło, że należałoby już kończyć imprezę?
Powrót do góry Go down
Reina
NAUKOWIEC

avatar
Liczba postów : 10
Imię i nazwisko : Reina Anna Raishiki
Wiek : 25 lat
Wzrost i waga : 158cm/48kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Wto Paź 11, 2016 10:20 pm

Mieszkanie w pracy jest fajne. Masz blisko, nigdy się nie spóźnisz, a przede wszystkim jest bezpiecznie. Tak przynajmniej powinno być i tak jest. Zwłaszcza, że domem Reiny jest siedziba Inkwizycji. No bardziej bezpieczna raczej być nie może, nie? No właśnie jest coś przed czym nie można jej uchronić. Przed jej własną ciekawością. Czy to właśnie ta ciekawość zabrała ją dzisiaj za kraty, w których ją chowają przed światłem słonecznym? Tak! Co prawda na kosztowała się i przeszła bardzo poważną rozmowę na ten temat. Musiała wytłumaczyć dlatego chce wyjść, kiedy wróci, co zamierza robić, i o której! Przecież ona sama tego nie wie. Wyjdzie, znajdzie coś do roboty, może się zdarzy fajna sytuacja i jej nudne życie w laboratorium uzyska trochę kolorów. Mogła w to wierzyć, lecz prawda była taka, że chciała rozejrzeć się w pobliżu.
– Jesteś pewna, że chcesz iść tą drogą? – spytał się jej kolega z pracy, który miał wyjść z nią, aby przypilnować Reiny. Jakby miała zamiar uciec, pff. Doskonale wiedziała, że lepszym wyjściem było zostać z nimi, a nie uciekać, odmawiać i być na nie. Współpraca w większości przypadków jest lepszym wyborem. Chyba, że masz pewność na temat umiejętności i ktoś cie uwolni...
– Tak, tak. Mówiłam ci, że GPS powiedział, że tędy, prawda? – odpowiedziała z uśmiechem odwracając się do kolegi. Czy nie zastanawiał go fakt, że chodzili po krzakach? Widać była to dla niego norma, albo śliczne oczka Reiny sprawiły iż przestał zwracać na to uwagę. – Nie chcesz iść przodem?
Spytała sapiąc lekko. Przeszła trochę i już umierała. Ta trasa nie powinna być tak długa. Powinna już dawno się skończyć, a oni powinni wyjść w jakichś zaułku i z tamtą szybka droga do jej celu, który był już tak blisko...! Ale widać dalej jest daleko...
– Okej, ale mów jak trzeba będzie skręcić. – odpowiedział krótko i bez pretensji. Gdy minął ją i zaczął iść z przodu z chwili na chwilę coraz bardziej się oddalał. Reina, która usilnie starała się go dogonić nie miała siły krzyczeć za nim, aż ten w pewnym momencie zniknął jej za jakimś drzewem.
Westchnęła ciężko wiedząc jak ta sytuacja się skończy gdy wróci do domu. „ Znowu Vergil będzie zły...” - przeszło jej przez myśl i jeszcze raz westchnęła ciężko. Nie lubiła jak byli na nią źli. Należą już do nich od trzech lat i regularnie gubiła swoją „eskortę”. I nawet nie robiła tego specjalnie! No w większości przypadków, bo czasem to gubiła ich przez fakt, że chciała się od nich uwolnić. W tym czy w tym przypadku dostawała się i jej i przyjacielowi, który miał jej pilnować. Czasem o dziwo przyjacielowi bardziej. I tutaj będąc miła wolała nie gubić ludzi. Szkoda, że jej nie wyszło. No nic. Nie mogła cały czas tak stać, nie? Jako, że była inteligentnym człowiekiem postanowiła wyłonić się z drzew. Widząc cywilizację raczej łatwiej się odnajdzie, nie? Teoretycznie tak. Chwilę pochodziła i wyszła koło jakiegoś budynku. Zdjęła z siebie liście, które postanowiły zagościć na niej podczas podróży przez gąszcz.
– Żyje... – przyjrzała się okolicy sapiąc lekko. Nie zwróciłaby uwagi, że coś się dzieje blisko, gdyby nie nagły trzask. Znała ten dźwięk. To było szkło! Od razu, niczym błyskawica, energia Reiny sięgnęła zenitu. Musiała szybko dowiedzieć się co się stało. Idąc wzdłuż budynku znalazła się w alejce gdzie zobaczyła niesamowicie interesującą scenę. – Ojej...
Była jakaś grupka dzieci, która postanowiła pożywić się alkoholem, o dość przyjemnej popołudniowej godzinie. Oprócz tego była z nimi starsza dziewczyna. Reina stwierdziła to porównując do reszty osobników. Zebrała jeszcze kilka informacji, a jej mózg od razu wszystko przeanalizował i wysunął wnioski. Grupka spędzała miło czas, alkohol się zmarnował, dziewczyna jest winna. Cóż. To nie tak, że chciała jakoś zainterweniować, ale nagle chłopak, który prawdopodobnie oberwał spojrzał się na nią i oczy mu się zaświeciły. Od razu się wyprostowała. Nie wiedziała czy zamierza ją zaatakować czy nakrzyczy z niewiadomych przyczyn. Wolała jakąś trzecią opcje, lecz nie miała za dużo do powiedzenia.
– Na co się patrzysz?! – odezwał się do niej jakby byli w równym wieku. Może Reina nie wygląda na starszą od nich, ale nadal. Koledzy chłopaka także zaskoczeni spojrzeli na nią, jakby pojawiła się zniknąt. Wiedziała, że porusza się całkiem cicho, ale nadal powinni być wstanie ją usłyszeć. Czując  iż nie może się już chować za rogiem wyszła cała i uśmiechnęła się niezręcznie do zebranych.
...Witam... – powiedziała gotować, żeby w razie czego uciekać, bo kurde nie będzie dzieci była. A jakby któryś ją uderzył to też ciężka sprawa dla nich. – Ogólnie to przechodziłam obok i usłyszałam trzask szkła, więc postanowiłam sprawdzić co się stało... – popatrzyła po twarzach zebranych. – Jak przystało na dorosłego człowieka.
Nope. Nieważne, na którą twarz patrzała widziała tylko, że jeden jest zły, siedząca dwójka jest w szoku, a dziewczynie chyba podoba się sytuacja. Może nie było tego po niej widać, lecz w głowie ubolewała, że jednak nie krzyczała ostatkiem sił za jej towarzyszem. W tej sytuacji na pewno by jej pomógł, a tak to kij wie gdzie teraz jest, co robi i kiedy może się go spodziewać. Oh... Miała tylko nadzieję, że nie będą agresywni...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Zaułek    Sro Paź 12, 2016 12:15 am

Tak bardzo skupiona była na dzieciakach, że nowego przybysza zauważyła chyba jako ostatnia z całej czwórki. Choć zauważyła nie będzie tu odpowiednim słowem. Wyczuła jej obecność, wyczuła, że zainteresowanie gówniarzy zmieniło kierunek. Nie obchodziło jej na razie na co ani na kogo. Przyglądała się, jak uderzony przez nią chłopak krzywi się z bólu, jak łapie się za brzuch, walcząc o oddech. Napawała się tym widokiem, bo wiedziała, że zaraz, za krótką chwilę wszystko się unormuje. I faktycznie, sapnął jeszcze ze dwa razy, odkaszlnął, po czym spojrzał gdzieś na bok. Jaylene, uśmiechając się kpiąco, w końcu podążyła za jego wzrokiem, wcześniej jeszcze sprawdzając pozycję pozostałych. Naprawdę przyrośli do tej ławki czy jaka cholera?
- Na życiową pomyłkę, kretynie - warknęła automatycznie, zanim jasnowłosa postać, jaka wyłoniła się wreszcie zza rogu budynku, zdążyła mu odpowiedzieć. Została zignorowana. Zastanowiła się chwilę, marszcząc nieznacznie czoło i wybierając przy tym jedną z szerokiego wachlarza dziwnych min. Ni to całus, ni dziób kaczki. Na szczęście nie trwało to długo, bo też i nie miała co kombinować. Nie wyczuła zagrożenia, więc nie zmusiła się nawet do pozostania w gotowości.
W miarę wypowiadanych przez kobietę słów, siedząca parka postanowiła udowodnić wszystkim, że wcale nie posmarowała tyłków super glue. Poderwali się, co prawda pokracznie, ale jednak, chrząknęli sobie, pomruczeli. Patrzyli to na trzymane przez nich flaszki, to na intruza, który właśnie oznajmił im, że jest dorosły. No i co teraz mieli zrobić? Co jeśli zapamięta ich twarze i doniesie na nich na policję? Coś ciężko szło im dziś myślenie. Próbowali szukać pomocy u kolegi, lecz ten chyba za bardzo wczuł się w rolę lidera i póki co nie wyglądał na takiego, którego obchodziłyby problemy podwładnych. Cały czas spoglądał wyzywająco w stronę nowego "gościa", ku delikatnej irytacji lubiącej być w centrum zainteresowania panny Joy. A, żeby było jasne - właśnie tego dnia, właśnie teraz miała ochotę znaleźć się w tymże centrum. Wszystko przecież zależne jest od aktualnego samopoczucia. Gorzej, jeśli samopoczucia nie dało się jednoznacznie określić. Na co będzie miała ochotę za chwilę?
- Aha - mruknęła, kiedy atmosfera zaczęła za bardzo gęstnieć. Samozwańczy lider nieistniejącego gangu nie wyrywał się jakoś szczególnie do dalszego pyskowania. Poświęcił całą uwagę na skupianie morderczego spojrzenia na sylwetce nieznajomej, a nie było to wcale łatwe, bo jabolowe procenty uderzyły trochę do młodej, nieprzetrenowanej głowy. Jay, korzystając z okazji, że osobnik ten cały czas stał obok niej, złapała go za bluzę, zaciskając palce na jego plecach, zaraz poniżej karku. Przyciągnęła go do siebie, by szepnąć mu coś na ucho. Na początku próbował odwinąć jej pięścią, ale uspokoił się szybko. Nie mogła powiedzieć mu wiele, góra kilka zdań - na więcej nie wystarczyłoby czasu, usłyszał jednak widocznie odpowiednio dużo, bo wyszarpnął się z jej uścisku i, nie odpowiadając, podszedł do swoich znajomych, z którymi zaraz sam zaczął wymieniać informacje przyciszonym tonem. Zerkali co jakiś czas w stronę kobiet.
Blondynka natomiast, zadowolona, że chwilowo pozbyła się nieletniego problemu - pojawiła się przed nią przecież całkiem nowa rozrywka - postąpiła krok w stronę owej rozrywki.
- I co, w takim razie, dorosły człowiek zamierza teraz zrobić? - zapytała niby niezobowiązująco, w rzeczywistości zaskakująco ciekawa odpowiedzi. Pytanie to było, oczywiście, prowokacją. Dzieciaki nie stanowiły dla niej wyzwania, ale kimże była głupiutka osóbka, zwiedziona w ciemny zaułek przez dźwięk bitego szkła?
Machnęła ogonem, jakby nagle przypomniała sobie o jego istnieniu. Cały czas uśmiechała się, trochę złośliwie, trochę niepokojąco. Na pewno nie przyjaźnie. Ale agresywna na razie też nie była!
Powrót do góry Go down
Reina
NAUKOWIEC

avatar
Liczba postów : 10
Imię i nazwisko : Reina Anna Raishiki
Wiek : 25 lat
Wzrost i waga : 158cm/48kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Czw Paź 13, 2016 11:30 pm

Tak, stała tam i patrzyła na cała sytuacje. Oczywiście usłyszała słowa blondynki i podobało jej się, że dziewczyna odpowiedziała za nią. Nie musiała się fatygować, a zresztą i tak wolała nie odpowiadać na takie pytania. Poza tym powoli uświadamiała sobie, że będąc dorosłym stanowiła dla nich zagrożenie. Oh, boy... Będzie problem jak coś jej zrobią. Bardzo duży problem... Szkoda tylko, że nie mogła im tego powiedzieć, ani ogólnie wspomnieć o tym kim była i skąd się tutaj wzięła. No kurde. "Witam, jestem z Inkwizycji. Jak mnie pobijecie możecie mieć duży problem, bo jestem geniuszem."? Nah. To nie brzmiało dobrze. Nieważne jak na to spojrzeć, nie brzmiało dobrze. Musiała znaleźć szybko inne słowa, bo inaczej będzie z nią kiepsko, a jak wróci w naruszonym stanie będzie jeszcze bardziej kiepsko. Mogło się wydawać, że Reina przejmuje się tymi dzieciakami, lecz prawda była taka, że myślała nad swoim szczęściem w przyszłości, jeśli wróci posiniaczona. Jak mocno się im oberwie...?
- Oh jej... - wyrwała się ze swojego świata i spojrzała na chłopaka, który wyglądał jak na "lidera" owego zespołu. Doskonale wiedziała, że procenty uderzyły mu do głowy jak tylko na niego spojrzała. Nie mogła nic z tym zrobić, aż miała ochotę się stąd ulotnić. Dlaczego musiała podążać za swoją ciekawością i nie zadbała przodem o swoje bezpieczeństwo? Niczym jak do groźnego zwierzęcia postanowiła zachowywać się ostrożnie i nie wykonywać gwałtownych ruchów. W tym momencie blondyna postanowiła coś zrobić. Ogląda jej popis siły i już wiedziała na kogo powinna uważać. Bo co jak co, ale ona facet nigdy by tak nie dała rady zrobić.
Heh... Powiedziała dziewczyna, która nie przebiegnie pół kilometra, bo będzie umierać z braku powietrza...
Gdy nieznajoma jej czarnokrwista podeszła do niej Reina odsunęła się krok w tył.
- Cenię sobie przestrzeń prywatną. - spojrzała na obok, który dopiero teraz zwrócił jej uwagę. Ah, wilk... Jej oczy na chwilę wypełniły się pustką, jakby uleciało z niej życie i była tylko skorupą. Nie powinna o tym teraz myśleć. Kaito nie miał z nią nic wspólnego. Na tym świecie jest mnóstwo wilków. Mnóstwo psów. Kaito nie mógł być tutaj znany... W jej oczach znów pojawiło się "życie" i Reina otworzyła usta patrząc dziewczynie prosto w oczy.- A co powinnam z tym zrobić?
Zadała pytanie i teraz wystarczyło czekać na odpowiedź. Przynajmniej chciałaby, aby tak było, lecz koledzy oszołomionego chłopaka postanowili zrobić coś z dziewczyną, która "zajęła się" ich kolegą, a może i swoistym przywódca grupy. Postawili zacząć krzyczeć i szarżować z uniesionymi pięściami w górze. Jak dzieci. Jak postacie z komików. Za kogo oni się mieli? Przecież to nie książka, aby autor nagle mógł dać im super moce i zmienić ich w bohaterów. Poza tym czy oni w ogóle byli dobrymi ludźmi, żeby zmieniać ich w bohaterów?
Reina usłyszała tylko szmer i w rogu oku zauważyła szybko poruszający się cień, który po chwili okazał się być jej zagubionym kolegą. W jednej chwili złapał chłopaków i przygwoździł ich do ziemi. Widząc to nie można było nie odnieść wrażenia, że byli bardzo słabi. Unieruchomił ich kucając przy tym i spojrzał na Reinę, która stała mimo wszystko bardzo blisko czarnokrwistej. Koleżka nie zastanawiał się długo. Pozostawił dzieciaki same sobie i wszedł między Reinę, a dziewczynę, której imienia jeszcze nie słyszała.
- Nic ci nie jest? - spytał trochę zmieszanej Reiny, która mogła tylko przytaknąć głową w tym momencie. Mężczyzna nie spuszczał wzroku z Jay, lecz skoro nic do tej pory nie zrobiła to zaraz może, prawda? Coś takiego musiało mu przebiec przez głowę, ponieważ złapał nasza panią naukowiec za rękę i szybkim krokiem wyszli z zaułku zostawiając wszystko tak jak było...

Przez to co się wydarzyło Reina miała dobrą zabawę, a jej "ochroniarz" skamieniał. Już wiedział co go czeka gdy wróci do bazy. Nie dość, że zgubił ją to jeszcze naraził na zranienie. Nigdy nie wiadomo co takiego zrobi dzieciach po alkoholu. Szybko załatwili to co mieli i wrócili do bazy, gdzie Reina została zawołana na dywanik. To już się jej nie spodobało...

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ot
JORDIN

avatar
Liczba postów : 23
Imię i nazwisko : Otello
Wiek : 20 lat
Wzrost i waga : 175/72

PisanieTemat: Re: Zaułek    Nie Cze 18, 2017 12:34 pm

Wskazówki zegara pomału zniżały się do  godziny czwartej. Czwartej po południu. Gdy uda im się już stanąć we właściwej pozycji wielu ludzi jak na komendę zacznie opuszczać stanowiska pracy. Ulice zapełnią się zmęczonymi pracownikami i uczniami. Wszyscy będą chcieli dotrzeć do domu lub na kolejne spotkania.
Otello miał swoje plany co do takiego zachowania ludzi. wyszedł więc z domu, mając nadzieję, że dotrze do celu przed jedną z wielkich fal pieszych. Już teraz idąc ulicą co jakiś czas musiał wymijać kogoś, kto z zaślepieniem wpatrywał się w ekran telefonu czy też innego urządzenia.Podejrzewał więc, że jeśli musiałby się przeciskać bardziej zatłoczonymi drogami, szybko straciłby równowagę i swój kamuflaż. Starał się bowiem jak najbardziej wtopić w szare masy. Co już przez jego kolor skóry było znacznie trudniejsze, ale przez zwierzęce artefakty, bez kamuflażu robiło się niemal niemożliwe. Jemu jednak udało się ich pozbyć z widoku. Swój długi ogon owinął przed założeniem spodni wokół lewej nogi. Nosił aladynki, które doskonale ukrywały fakt, że jedna z kończyn jest  grubsza. Miało to jednak spory minus. Bez ogona tracił swój zmysł równowagi a jego krok był odrobinę nierówny. Uszy też schował, chociaż to w ciepłe dni staje się bardzo uciążliwe. Dlatego założył cienka "bluzę", bez rękawów. Posiadającą za to całkiem duży kaptur. Przez czoło miał tez przewiązaną szarą bandamkę, która zakrywała i przyciskała do głowy wielkie uszy.
W końcu, po jakimś kwadransie od kiedy wyszedł z domu, zbliżył się do swojego celu. Zwolnił nieznacznie wsadzając dłonie do kieszeni i ukrytkiem zerkając na otaczające go osoby. Wyglądało na to, ze nikt go nie obserwuje. Skręcił więc w zaułek rozluźniając się gdy cień budynków schronił go przed wzrokiem ludzi z ulicy. Stanął przyglądając się ścianą i wszystkiemu co tu stało. Już ułożył sobie plan jak wleźć na górę potrzebował tylko... zerknął za siebie, upewniając się, ze nikt go nie widzi. Na wszelki wypadek  skrył się dodatkowo za kontenerem, gdzie wyciągnął ze spodni ogon rozprostowując do z ulgą. Podciągnął portki i bez większego trudu wspiął się na ów kontener. Stamtąd chwycił się dłońmi rynny. Zaczął się po niej wspinać jak po róże, ogonem oplatając  ją - dla bezpieczeństwa. Nie było to najwygodniejszy sposób włażenia, z pewnością osoba znająca parkurę zrobiła by to i z większą gracją i szybciej ale jemu to wystarczyło. Odpychając się od ściany w końcu wskoczył na dach. Szybko przesunął się od krawędzi i podszedł do jednej z anten. Ostrożnie oparł się o nią podziwiając widok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bazylia
WILGA / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 15
Imię i nazwisko : Higashukuni Washichi
Wiek : 16 lat
Wzrost i waga : 175 cm / 65 kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Nie Cze 18, 2017 11:05 pm

Bazylia stała w pełnym słońcu czekając, aż właścicielka kwiaciarni raczy wrócić z przerwy. Zużyta tabliczka powieszona na drzwiach z napisem „Zaraz wracam” straszyła wszystkich potencjalnych klientów. Jednak ona musiała sterczeć tutaj, ponieważ uparła się żeby pobawić się w małe medium. Potrzebowała jednego kwiatku pelargonii, ale powoli odechciewało jej się czekania. Słońce powoli wysysało z niej energie życiową. Pomimo tego, że miała na sobie tylko szorty i T-shirt czuła jakby miała się za chwile roztopić. Nienawidziła lata i najchętniej nie wychodziłaby wtedy z domu, ale życie bardzo lubiło ją dręczyć. Spod swoich ciemnych okularów uważnie obserwowała ludzi, mając nadzieje, że jeden z nich okaże się kwiaciarzem. O tej porze nie było jeszcze specjalnie dużo osób na ulicach, ale Bazylia wiedziała, że jest to tylko cisza przed burzą i niedługo na zewnątrz wylegną prawdziwe tłum ludzi. To miasto było prawdziwa wylęgarnią homo sapiens i nie tylko. Czasami fascynowało ją, jakim cudem nie wybuchają tutaj, co chwila epidemie, jak prawie każdy ma własne kilka metrów i że starcza jedzenia dla każdego. Przewijały się przed nią osoby z najróżniejszych gryp społecznych. Student z kawą najpewniej śpieszący na zajęcia, kobieta sukcesu ubrana w białą koszulę i marynarkę pomimo takiego upału, starszych ludzi krążących bez celu po okolicy. Jej uwagę zwrócił pewien mężczyzna o ciemnym kolorze skóry i podobnym wzroście, co ona.  Wydawał się dla niej jakiś podejrzany. Pomijając bandanę na czole jak u ninji i jego nietypowy wygląd coś jeszcze nie dawało jej spokoju. Obcy mężczyzna skręcił nagle w ślepy zaułek i zniknął jej z oczu. Nie ruszyła się nawet z miejsca, ponieważ wiedziała, że albo był on przeciętnym człowiekiem chcącym zapalić lub zupełnie przeciwnie, kimś mającym związek z ciemnymi interesami.  A z takimi raczej nie chciała mieć do czynienia. Może Einsteinem to onanie była, ale wiedziała, że lepiej nie podpadać dla inkwizycji czy nawet zwykłej policji. Tuż koło niej cos nagle spadło na ziemie, odskoczyła zaskoczona jednak pociskiem okazały się tylko zwykłe ptasie odchody, które cudem ją minęły. Podniosła głowę ku niebu próbując znaleźć, którego ptaka upiekłaby sobie dzisiaj na obiad, gdyby to jednak na nią spadło. Zamiast ptaka jednak znalazła tego samego faceta stojącego na skraju dachu. Spojrzała na zegarek. Za dwie szesnasta to raczej kiepska pora na popełnienie samobójstwa.  Tylko w takim celu można się było kogoś tam spodziewać. Wchodzenie tam było wzbronione, więc nikt przy zdrowych zmysłach tam się nie pojawiał. Ją jednak dręczyłoby sumienie gdyby pozwoliła mu skończyć ze sobą. Poza tym nurtowało ją jak on się tam dostał, z tego, co pamięta z zaułku nie było, żadnego przejścia na dach, a obcy facet nie dostał przecież nagle skrzydeł. Bazylia szybkim krokiem udała się w stronę głównego wejścia do budynku. Na najwyższym piętrze powinno znajdować się wejście techniczne dach. Ludzi z każdą chwilą pojawiało się coraz więcej utrudniając jej ten kilkunastometrowy marsz ulicą. Budynek był nowy albo przynajmniej niedawno odnawiany. Wszystko lśniło czystością, w drzwiach znajdował się nowiutki domofon, na szczęście młody chłopak właśnie wychodził i nawet przytrzymał jej drzwi z uprzejmym uśmiechem.
-Bardzo dziękuje- powiedziała odwzajemniając uśmiech i poleciała schodami na górę. Budynek nie był specjalnie wysoki, ale gdy w końcu dotarła na górę była lekko zziajana. Ten zacny budynek nie posiadał windy, a nawet gdyby takowa istniała Bazylia wolała nie marnować czasu na czekanie na nią. Drabinka ma dach nie była specjalnie ukryta, więc bez problemu znalazła ją i zaczęła się wspinać na dach, jednak jej zapał ostudziła wielka żelazna kłuta zawieszona na klapie. Nie było szans sforsowania jej gołymi rękami. Dziewczynie zostało tylko jedno wyjście, spróbować wejść na dach przez okno. Na szczęście owa szyba była skierowana na wewnętrzny plac i żadni niepożądani gapiowie nie powinni jej zobaczyć. Otworzyło się raczej niechętnie jakby chciało ją odwieść od tego szaleńczego czynu. Znajdowała się na czwartym piętrze i upadek stąd skończyłby się niechybną śmiercią. Bazylia niepewne postawiła jedną nogę na zewnętrznym parapecie, on zaskrzypiał lekko, ale nie wyglądał jakby miał się zawalić. Dziewczyna ciągle trzymając się okna cała stała już na zewnątrz. Kamień spadł jej z serca, gdy spostrzegła, że gdyby się wyprostowała dach zaczynałby się na wysokości jej ramion. Powoli, najpierw jedną ręką, potem drugą, chwyciła się dachu i w nagłym przypływie adrenaliny podciągnęła się do góry. Deczko niezgrabnie stanęła obiema nogami szczycie, ale cieszyła się, że w końcu tu dotarła i, że nieznajomy ciągle stoi w tym samym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ot
JORDIN

avatar
Liczba postów : 23
Imię i nazwisko : Otello
Wiek : 20 lat
Wzrost i waga : 175/72

PisanieTemat: Re: Zaułek    Pon Cze 19, 2017 7:46 pm

Widok nie był najlepszy, budynek był zdecydowanie za niski. Podejrzewał, że gdyby ktoś z mieszkania na przeciwko wyjrzał na zewnątrz z pewnością by go zobaczył. Doszedł do smutnego wniosku, że źle to wszystko zaplanował. Powinien mieć strój technika, w tedy niepożądane oczy uznałby go za element krajobrazu. Zanotował sobie w pamięci aby następnym razem wyposażyć się chociaż w kamizelkę. Wydawało mu się, że nawet chyba kiedyś gdzieś jakąś zdobył. Albo ją pożyczył. Ta druga opcja, bardziej wydawała mu się prawdopodobna. Nie pamiętał by kiedykolwiek natrafił na porzucona kamizelkę. Teraz jak o tym myślał, to nawet  wydawało mu się mało realne aby jakoś niedługo natrafił na taki porzucony skarb.
Przeniósł oczy z budynku na przeciwko, na niebo, które było oszałamiająco niebieskie. Nawet jeden obłoczek nie zakłócał nienagannie czystego sklepienia. Nic dziwnego, że było tak gorąco. Rozpiął bluzę do połowy. Ciesząc się przy tym, że nie wpadł na pomysł zakładania podkoszulka. Czasem zdarza mu się mieć jednak całkiem niegłupie pomysły. Schlebianie przerwał mu odgłos jakby ktoś stąpał po dachu. I chociaż od razu przemknęło mu przez głowę, że to nonsensowne wrażenie, automatycznie obrócił się w tamtym kierunku.
Wzdrygnął się widząc tam młodą dziewczynę. Zdał sobie sprawę, ze już nie opiera się beztrosko o antenę tylko odsunął się od niej.
- Telewizor mi ciągle trzeszczy- wypalił zanim pomyślał jakoś bardziej nad tym wszystkim. Chwycił antenę w rękę i pokręcił nią, chcąc uwiarygodnić swoje kłamstwo. Mimo wszystko wydało mu się mało prawdopodobne by uznała to za wiarygodne. W końcu nawet się nie odezwała. Był kretynem, nie powinien mówić czegoś takiego.
Puścił biedną antenę i spojrzał na nią uważniej.
- Po co tu weszłaś?- uniósł brew zerkając na wejście, techniczne, którego i ona nie użyła. Niby sam też przed chwilą wspiął się na dach ale wydało mu się mało prawdopodobne,iż tylko przypadkiem oboje postanowili spędzić późne popołudnie w tym właśnie miejscu.
Przeszedł niby spokojnie w głąb dachu, chcąc uniknąć bycia widocznym z ulicy. Nawet jeśli weszła to niezależnie od niego,  z ziemi byłoby bardzo podejrzane zobaczyć dwie sylwetki stojące sobie beztrosko, parę kondygnacji powyżej reszty społeczeństwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bazylia
WILGA / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 15
Imię i nazwisko : Higashukuni Washichi
Wiek : 16 lat
Wzrost i waga : 175 cm / 65 kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Sro Cze 21, 2017 9:43 pm

Trzeszczące telewizory muszą być prawdziwą plagą w tych czasach. Niby to całe HD czy 3D, a tu ludzie ciągle nie mogą złapać ciągłości obrazu. Sama raczej rzadko korzysta z takowych, ale wyglądają na dość niezawodne. Choć półokrągły ekran może być łamliwy, ale kto rzuca metrowym ekranem? Od sześciu lat miała wrażenie, że wszystkie media prowadzą tylko do ogólnej depresji i ogłupienia.  W wiadomościach mówią tylko o kolejnych falach zmutowanej grypy, zamieszkach wywołanych przez czarnokrwistych, czy śmierci setek osób w kolejnej bezsensownej wojnie, czy nieszczęśliwym wypadku. W gazetach, które wcześniej miała w zwyczaju czytać, było to samo ubrane tylko w ładne słowa i malownicze obrazki. Na głównych stronach wszystkich gazet góruje ostatnio działalność partyzancka 7DS. Bazylia nie pochwalała takich metod działania, choć wie doskonale o słuszności głoszonych przez nich idei. Na własnej skórze przekonała się jak potworni potrafią być ludzie, ale przemoc do niczego nie doprowadzi. Najwyżej do czystki na czarnokrwistych, niby za sprawą ”nowej ewolucji grypy” lub potajemne zdegradowanie do roli przestępców i zamknięcie w laboratoriach. Ludzie i rząd, mają o wiele więcej środków i mocy, niż my, więc było by o bez sensowne. Taki już jest los czarnokrwistych, nie zasługują oni na więcej szacunku niż go dostają. Ale cóż tu zrobić? Trzeba żyć dalej!
- Wiesz, że to nie jest antenata telewizyjna- stwierdziła Bazylia przypominając sobie te fermy fal elektromagnetycznych za jej oknem.- Ta wygląda mi raczej na taką od Internetu.
Dziewczyna nie była pewna czy ma do czynienia z jakimś debilem czy może po prostu kiepskim kłamcą. Z bliska obcy mężczyzna wyglądał jeszcze dziwniej niż na ulicy. Przede wszystkim długi szczurzy ogon zmieniał trochę powagę sytuacji. Podeszła bliżej środka tak samo jak niedoszły samobójca, ale dalej została od niego w bezpiecznej odległości. Nie wyglądał jakby miał się na nią rzucić, ale świat jest pełen dziwaków. W walce wręcz miałaby z nim raczej małe szanse, choć może ich siła fizyczna jest na porównywalnym poziomie.
Jego pytanie był nawet sensowne. Przecież nikt normalny nie własny na dach by pograć sobie w pasjansa czy porozwiązywać krzyżówki.
- No wiesz, tak z dołu wyglądałeś trochę jakbyś chciał stąd skoczyć i rozbryzgać swoja wnętrzności po całym chodniku. Wolałam uniknąć oglądania twojego śniadania, więc przyszłam temu zapobiec. Więc może zechciałbyś stąd zejść razem ze mną?- Wskazała przy tym w kierunku okna, przez które tu weszła i uśmiechnęła się zachęcająco.
Bazylia nawet nie zamierzała przyjąć odmowy, albo pójdzie dobrowolnie, albo za jej „delikatną” namową. Im więcej czasu tutaj spędzą, tym większa szansa zostanie złapanym. Policji dojechanie na miejsce zajmuje przeważnie 5 minut i jeśli ktoś zauważył, jak które ktokolwiek z nich tu wchodzi zostało im z dwie minuty. Tak optymistycznie licząc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ot
JORDIN

avatar
Liczba postów : 23
Imię i nazwisko : Otello
Wiek : 20 lat
Wzrost i waga : 175/72

PisanieTemat: Re: Zaułek    Pon Cze 26, 2017 6:35 pm

Po jej stwierdzeniu zerkną na przedmiot, który tak pochopnie wciągnął w całe wydarzenie. Miała rację, nie wyglądało to na antenę telewizyjną. Uśmiechnął się lekko, rozbawiony tym, że przed palnięciem swej mądrości nie przyjrzał się głównemu obiektowi obrony.
- Oczywiście, sprawdzałem twoją czujność- otarł starając się zachować nonszalancję w swoim głosie, która podkreśliłaby, że wszystko było częścią planu.
W sumie ciekawe było to, że nie pierwszy raz właził gdzieś by posiedzieć ponad "światem" ale tym tylko razem ktoś go przyuważył, albo zainteresowało go na tyle aby udać się za nim. W prawdzie zazwyczaj udawał się w inne miejsca, to miał tylko upatrzone na swojej liście do sprawdzenia, ale i tak wydało mu się dosyć zabawne, że trafił akurat na taką istotę.
- Skakać nie zamierzam- zaczął chcąc ją uspokoić. Chociaż pewnie powiedziałby tak nawet w tedy gdyby plany samobójcze faktycznie chodziły by mu po głowie. - Ale zechcieć schodzić też bym nie zechciał- jakiś przekorny grymas zagościł na jego twarzy. - Jeśli już cię uspokoiłem co do najbliższego miejsca położenia moich wnętrzności, może ja pójdę w swoją stronę- tu skinął głową w kierunku kolejnego dachu, który znajdował się odrobinę wyżej od tego na którym stali- a ty ostrożnie, tak by nikt cię nie zobaczył w swoją- z uśmiechem pokazał na stronę w którą chciała aby zeszli oboje.
Skoro ta młoda dama już go wypatrzyła postanowił przesunąć się kilka budynków dalej, tak aby na spokojnie kontynuować swoje plany na popołudnie. Zaczął nawet rozważać zmienienie linii budynków, jeśli taka możliwość się pojawi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bazylia
WILGA / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 15
Imię i nazwisko : Higashukuni Washichi
Wiek : 16 lat
Wzrost i waga : 175 cm / 65 kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Sro Cze 28, 2017 8:33 pm

Bazylia zignorowała tą marną próbę uratowania swojego honoru przez mężczyznę i tylko zmarszczyła brwi. Nie była pewna czy powinna mu ufać w sprawie jego myśli samobójczych czy raczej nie. Dziewczyna powoli miała już dość tej sielankowej rozmowy w pełnym słońcu. Tutaj, na górze, wydawało się być jeszcze bardziej gorąco niż dwadzieścia metrów niżej. Nawet ten nikły gorący wiatr nie raczył tutaj dotrzeć. Dziewczyna pragnęła jak najszybciej z powrotem znaleźć się w budynku ze sprawną klimatyzacją. Natomiast pomysł z jakiś zabobonnym rytuałem i magicznym kwiatkiem postanowiła odłożyć na inną okazje. Choć teraz nie było by nawet odpowiedniej atmosfery grozy. Co to za zabawa z wywoływaniem duchów, gdy jest środek dnia i piękna pogoda. Będzie musiała zaczekać na jakąś porządną burze.
Bazylia po prostu zignorowała tą marną próbę uratowania swojego honoru przez mężczyznę i tylko zmarszczyła brwi. Nie była pewna czy powinna mu ufać w sprawie jego myśli samobójczych czy raczej nie. Może naprawdę nie zamierzał skakać i tylko przyszedł tu, jako młody fan meteorologii czy innej ornitologii. Brak jakiegokolwiek sprzętu przecież jeszcze o niczym nie świadczy, zawsze zaczyna się przecież od zera. Druga część jego wypowiedzi wywołała w niej automatyczny upór. Nienawidziła, gdy ktoś się z jej sprzeciwiał.
Uspokój się” – pomyślała- „Przecież nie możesz z nim się wykłócać na środku dachu
Poza ty był on zupełnie obcym mężczyzną, który guzik powinien ją obchodzić, Jak sobie chce łazić dalej po dachach to niech se łazi.  Dziewczyna z lekko wymuszonym uśmiechem powiedziała:
- Załóżmy, że jestem usatysfakcjonowana z twoich zapewnień. Mam nadzieje, że będziesz dobrze bawił się w tym pełnym słońcu i żadnego udaru słonecznego nie dostaniesz. Więc, jeśli pozwolisz to ja się już pożegnam. Adjø!- Pożegnała się i odwróciła się w stronę, z której przyszła. Kiedy schodziła z dachu, powoli stawiała swoje nogi na parapecie starając się specjalnie nie patrzeć w dół, żeby przypadkiem nie uzmysłowić sobie jak bliska jest śmierci. Bazylia zamierzała po prostu wrzucić się do środka jednak, kiedy skoczyła jej nogi natrafiły nagle na niespodziewany opór.
Ktoś zamknął okno!”- Krzyknął jej zdesperowany mózg w ostatnich chwilach przytomności. Dziewczyna kompletnie straciła równowagę i próbując się lepiej chwycić dachu jej ręce się z niego ześlizgnęły. Kiedy leciała w dół tylko pisnęła zanim cudem udało jej się złapać zewnętrznego parapetu okna. Wiedziała, że właśnie wpadła w najgorsze bagno w swoim życiu. Zdesperowana ledwo mogąc wydusić z siebie słowo krzyknęła do nieznajomego:
-Mógłbyś mi pomóc?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ot
JORDIN

avatar
Liczba postów : 23
Imię i nazwisko : Otello
Wiek : 20 lat
Wzrost i waga : 175/72

PisanieTemat: Re: Zaułek    Pią Cze 30, 2017 12:54 am

Nie można powiedzieć, że odpowiedz dziewczyny go nie ucieszyła. Trochę obawiał się, że będzie nalegała. Nie wiedział czemu, ale naprawdę czuł, ze tak będzie. Dlatego jej słowa wydały mu się naprawdę miłe. Głównie dlatego, że nie wyobrażał sobie stać tu tak i dyskutować o tym czy powinien schodzić z nią czy też nie. W prawdzie pewnie byłaby to bardzo komiczna scena, ale niekoniecznie dla będącego w jej centrum. Koniec końców to on miał patrzeć na scenę a nie być na niej obserwowanym, prawda?
- Cieszę się, że doszliśmy do kompromisu[b]- odpowiedział jej na odchodne. Nie czekał już na żadną kolejna wymianę zdań. Uznając to za koniec ich miłego i nieoczekiwanego spotkania.
Zdążył już wskoczyć na kolejny dach, gdy od krawędzi gdzie planowała zniknąć nastolatka dobiegł jej krzyk. Obrócił się jak na komendę a niewidząca niewiasty w opałach, kilkoma susami pokonał dzielącą ich odległość.
Spojrzał w dół, a jego oczom ukazał się niezbyt miły widok.
-[b] To ja miałem się zabijać, nie ty
- mruknął niemogąca się powstrzymać. Kucnął podając jej dłoń chcąc wciągnąć ją na dach. Jednocześnie ogonem szukał jakiegoś elementu o który mógłby się zahaczyć. Na płaskim dachu okazało się to jednak dosyć problematyczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bazylia
WILGA / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 15
Imię i nazwisko : Higashukuni Washichi
Wiek : 16 lat
Wzrost i waga : 175 cm / 65 kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Pon Lip 03, 2017 12:07 am

Na sam widok nieznajomego przybywającemu mu z odsieczą coś w środku niej zaczęło krzyczeć z rodności jak mała dziewczynka. Może jeszcze nie nadszedł dzień jej sądu ostatecznego. Jednak jego uwaga trochę ostudziła jej radość. Nic nie powiedziała i tylko spojrzała na niego morderczym spojrzeniem, jednak pochwali przypomniała sobie, ż nie może tego widzieć. To właśnie był największy minus noszenia w kółko ciemnych okularów. Nikt nigdy nie widział twojego spojrzenia, więc nigdy ni mogła nikogo zgromić wzrokiem czy zerknąć wymownie. Choć nawet bez szkieł było to raczej trudne do przekazania bez dobrze widocznych źrenic. Ale nawet, jeśli nie próbowała zazwyczaj napawała ludzi niepokojem i nieufnością od samego początku. Bo kto normalny nosi ciemne okulary po zmroku? Dla bazy również było to uciążliwe, ponieważ sama, co widziała, ale nie chciała przyprawiać przypadkowych ludzi o koszmary nocne. Dlatego równie rzadko można ją było spotkać wieczorem na ulicy.
Kiedy mężczyzna podał jej rękę przyjęła ją bez wąchania. Było widać, że jest całkiem silny, ale dziewczyna obawiała się, że nie zdoła jej utrzymać. Próbowała mu pomóc w podciągnięciu siebie do góry i ciągle starała się czegoś trzymać gdyby jednak coś poszło nie tak.
I chyba właśnie szło. Czuła jak obcy mężczyzna przysuwa się coraz bliżej do krawędzi dachu. Radość Bazyli z nagłego ratunku opadła już do zera albo nawet zapadłe się pod ziemie będącą dwadzieścia metrów pod nimi. Z pomocą chłopaka zdążyła usiąść na zewnętrznym parapecie i panicznie trzymała się go jedną ręką. Od razu po tym poczuła jak coś szarpie jej rękę w dół. Był to ten obcy mężczyzna, który właśnie zaczął spadać. Mocniej go chwyciła, żeby nie dopuścić do jego upadku i zarazem cicho pisnęła czując ból w ręce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ot
JORDIN

avatar
Liczba postów : 23
Imię i nazwisko : Otello
Wiek : 20 lat
Wzrost i waga : 175/72

PisanieTemat: Re: Zaułek    Czw Lip 06, 2017 12:31 am

Nie odpowiedziała na jego słowa, chociaż w sumie to się je nie dziwił. Sam będąc bliski śmierci pewnie też nie chciałby odpowiadać na słabe żarty nieznajomych bohaterów. Chcąc jej pomóc musiał mocno wychylić się poza krawędź dachu. Szybko się okazało, że ta pozycja nie jest wygodna. Dziewczyna chwyciła się jego ręki a on przytrzymał ją drugą, która dotychczas wraz z ogonem pomagała mu zachować równowagę. Sama nastolatka niewydana mu się jakoś koszmarnie ciężka i sam moment wciągnięcia zajął mu tylko chwilę. Jednak pomagając  jej wdrapać się dolną częścią ciała na dach sam nieznacznie wychylił się jeszcze bardziej w stronę przepaści. Zacisnął palce instynktownie mocniej na jej ręce i zamachał ogonem w rozpaczliwej próbie uchwycenia się nieistniejącej podpory, której szukał tam już wcześniej.
W ułamku sekundy coś ścisnęło mu się w żołądku. Już wiedział, że spadnie. W rozpaczliwym ratunku chciał puścić nieznajomą i jednocześnie obrócić  się tak, by nie spaść twarzą na beton i chodnik.
Uderzenie adrenaliny  spowolniło świat. Kilka sekund podczas których już wiedział, że coś poszło w jego planie nie tak ciągnęło się wyjątkowo długo. Chociaż znalazł się twarzą do ściany a jednak ręka i stopy rozpaczliwie szukały wypukłych elementów budynku, lewa ręka pozostał ciężka i jakby bezwładna.
Świat przyśpieszył lub raczej wrócił do swojego zwykłego pędu, gdy ciemnoskóry zatrzymał się piętro niżej na jednym z tych udawanych balkonów, które mają tylko wielkie drzwi i kilka centymetrów dalej balustradę. Jednak to właśnie do niej przyległ. Z jedną stopą wciśniętą między pręty, ogonem oplecionym o jeden z nich i wolną ręką zaczepioną o ledwo trzymającą się tego wszystkiego doniczkę w której chyba on połamał kwiaty.
Zerknął niepewnie na ramię, które w tak krytyczniej sytuacji odmówiło mu pomocy i zobaczył że trzyma nadal nieznajomą. A może to ona trzymała jego? Nie był w stanie ocenić tego w tym momencie.
- Dasz radę wspiąć mi się na plecy?- sam zdziwił się spokojnością swojego głosu. Zupełnie jakby ten nadal stał na szczycie dachu i jeszcze nie wiedział, że reszta jego ciała właśnie jest bliska zgonu na zawał.
Nie czekał na jej potwierdzenie, zaczął już jej pomagać przybliżyć się do niego tak, by była w stanie to zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bazylia
WILGA / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 15
Imię i nazwisko : Higashukuni Washichi
Wiek : 16 lat
Wzrost i waga : 175 cm / 65 kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Pią Lip 07, 2017 11:48 am

Bazylia odetchnęła ulgą gdy ujrzała, że nieznajomy nie wisi bezwładnie nad przepaścią tylko opiera się o balustradę jakiegoś balkony piętro  niże. Dziewczynie serce waliło jak oszalałe i myślała, że za chwile ucieknie od niej razem z cała resztą organów. Jej jednak zależało na tym by jeszcze chwile zostały z nią. Bez nich daleko by raczej nie zaszła.

Zdziwiło ją to, że mężczyzna miał taki spokojny głos, jakby przed chwilą nie wyrwał się z ramion śmierci. Jednak zdradzała go trzęsąca się jak osika wolna ręką. Morze właśnie próbował udawać, że panuje nad sytuacją, ale też musiał być świadomy wiszącemu nad nimi widmu.
Oczyma wyobraźni Bazylia widziała jak anioł śmierci czeka na nich na dachu przeciwległego budynku. Swoimi czarnymi skrzydłami osłaniał wszystko od spojrzeń przypadkowych gapiów. Na jego bladej i nieskazitelnej jak czerwcowe niebo twarzy błąkał się złowieszczy uśmiech. Czarne jak noc włosy okalała twarz i przysłaniała oczy. Podobno każdy kto je ujrzy nigdy już nie wyrwie się z jej objęć. Dusza nieszczęśnika będzie błocąc się po świecie w nieskończoność i nigdy nie zazna spokoju.

Do Bazyli to co miał na myśli dotarło dopiero, kiedy zaczął ciągnąć jej rękę. Ona ledwo mogąc zachować równowagę spróbowała się uwolnić on jednak ciągle trzymał jej rękę.
- Co?! Jak ty to sobie niby wyobrażasz?! – krzykała i wiedziała, że jej głos ani w jednej szesnastej nie brzmi rak spokojnie jak głos tego mężczyzny- Ja tak na pewno nie zejdę.

Bazylia wolałaby już chyba tutaj siedzieć do przyszłego wtorku niż próbować uprawiać jakieś akrobacje. Może w końcu dostała by skrzydeł. Albo najlepiej niech ktoś przyniesie Retbulla. To na pewno rozwiązało  by wszystkie ich problemy. Może nie zasnęliby przez cała noc, ale przynajmniej zeszli by bezpiecznie na ziemie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ot
JORDIN

avatar
Liczba postów : 23
Imię i nazwisko : Otello
Wiek : 20 lat
Wzrost i waga : 175/72

PisanieTemat: Re: Zaułek    Nie Lip 09, 2017 11:07 pm

Zmarszczył brwi, nie rozumiejąc jej oporu. W końcu mieli jeszcze kawałek do ziemi a siedzenie w miejscu nie przybliżało ich do ocalenia karków przed rychłym skręceniem.
- Jak wleziesz mi na plecy, będzie łatwiej wspiąć się na górę...- odpowiedział, tym razem już nie tak nie nienaturalnie spokojnym głosem. Wyglądało na to, że nawet do niego, w końcu zaczynało docierać w jak bardzo krytycznej sytuacji znajduje się ciało z którego się wydobywał. - Wolisz tu zostać?- spytał odruchowo przy okazji zerkając w końcu w kierunku ziemi. Dzieliło ich od niej dobrych parę pięter. Umysł szybko analizował każdy z wystających elementów, tak by w razie czego ułożyć sobie plan na zejście z budynku. Spada zawsze się szybko - przemknęło mu przez myśl. Gdyby był sam, uratowanie się byłoby dużo prostsze. Sumienie jednak nie pozwoliłoby mu zostawić Bogu winną dziewczynę na pastwę śmierci. Poprawił się na barierce, przesuwając rękę tak by trzymać się czegoś pewniejszego od przymocowanej doniczki.
- Możemy jeszcze...- zerknął jeszcze raz na ścianę niżej - Możemy jeszcze, spróbować, zejść balkonik po balkoniku- dokończył już nieco bardziej pewnie. Uderzyła go też w tym momencie, śmiesznie brzmiąca myśl. Mianowicie, że pomysł nierzucania się w oczy właśnie szlag trafił. Na pewno ktoś z drogi już zauważył parę niedoszłych samobójców, walczących o kolejne minuty świadomego bycia na tym padole łez.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bazylia
WILGA / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 15
Imię i nazwisko : Higashukuni Washichi
Wiek : 16 lat
Wzrost i waga : 175 cm / 65 kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Wto Lip 11, 2017 6:26 pm

Bazyli zastanawiała się, czy tak naprawdę chce z powrotem wracać na górę. Musieliby znów jakoś zejść z tego dach. Oboje wiedzieli, że wejście techniczne do niczego się nie nadaje, ponieważ jest zamknięta na cztery spusty, a żadnych schodów przeciwpożarowych raczej tu nie uświadczysz. Może owy obcy mężczyzna umiałby przeskoczyć na inne dachy, ale ona akrobatyką jednak nie była, a tym bardziej nagle nie dostałaby skrzydeł. Owy osobnik płci męskiej też przestał wydawać się taki pewny siebie, co trochę poprawiło jej humor. To nie ona jest tchórzem, tylko ich sytuacja jest w pewnym stopniu krytyczna. On stał na balustradzie nibybalkoniku. Może wyszłaby mu na te plecy, gdyby miała pewność, że nagle nie straci równowagi, a doniczkach, przymocowana do ściany najpewniej na taśmę dwustroną, nie odczepi się, zrzucając ich na niechybną śmierć. Sama ta myśl przyprawiała o zawroty głowy i Bazylia nie mogła się zmusić by puścić trzymany przez nią parapet.
Czasami mówiła sobie, że strach jest tylko irracjonalną obawą tego co nieznane. Przecież w twój dom nagle nie zaroi się od potworów, gdy tylko zgasisz światło. Rybki nie zamienią się w krwiorzercze piranie zombi, a dla kwiatka w doniczce nie wyrosną rogi. Tak samo pani w sklepie  nie zasztyletuje cię wzrokiem, gdy zapytasz gdzie jest łazienka.
Zawsze powtarzeła, że jeśli cię to nie zabije, to nie się czego bać. Ale teraz jej prowadzący argument spalił się na panewce. W każdej chwili mogła się poślizgnąć i stracić życie.  Dla mężczyzny uporczywie nie odpowiadała tylko skupiła się na mniej ryzykownym rozwiązaniu tego problemu. Opcja z balkonikami bardziej już jej się podobała, ale ciągle wydawała jej się dość nierealna. W pewny momencie jakby ją olśniło.
"Jak mogłam być wcześniej taka głupia?!" skarciła siebie w myślach zarazem uderzając siebie w czoło. Jednak kiedy zauważa sobie rękę z twarzy niefortunnie zaczepiła o swoje okulary. Te, nawet zanim Bazyli w ogóle zdążyła jakkolwiek zareagować, zleciały jej z nosa i poleciały tuż na obcego mężczyznę. Bazylia doskonale wiedziała, że teraz może oglądać jej piękne oczęta z bliska i do tego w jakości full HD. Dziewczyna próbując udawać, że nic się nie stało, powiedziała:
- Może po prostu ty sam zejdź na ziemie po tych barierkach, wejdziesz do środka i stamtąd otworzysz mi okno- uśmiechała się lekko, mówiąc to jednak i tak było słychać, że jej głos jest wyraźnie bardzie spięty niż wcześniej. Nie patrzyła się przy tym mu nawet w twarz, tylko wpatrywała w niebo obserwując ptaki. Których swoją drogą gromadziło się nad nimi coraz więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ot
JORDIN

avatar
Liczba postów : 23
Imię i nazwisko : Otello
Wiek : 20 lat
Wzrost i waga : 175/72

PisanieTemat: Re: Zaułek    Wto Lip 11, 2017 10:26 pm

Poczekał spokojnie aż przeanalizuje wszystkie za i przeciw każdego z kierunków w który mogli się udać. A gdy w końcu padła odpowiedz od razu pomyślał, że jest bardzo absurdalna. Chociaż nie od razu jego umysł zrozumiał dlaczego. Wiedział, że zna odpowiedz, ale wydawała mu się tak odległa jak chodnik pod nimi.
- A jak ja wejdę by otworzyć ci mieszkanie?- zapytał, gdy w końcu brakujący element wypłynął na powierzchnię jego świadomości. Jak korek ciśnięty w toń jeziora, który właśnie pokonał opór jaki stawiała mu ciecz. A wypływając stworzył na powierzchni owej świadomości kręgi, które zaczęły rozchodzić się wokół niego, ukazując mu to czego również wcześniej nie dostrzegał. - Mieszkanie- powtórzył cicho, jakby do siebie. A coś, jakby ulga ugodziło w niego z takim impetem, że Ottelo aż się wzdrygnął. Czemu towarzyszyło nagłe obsunięcie mu się jednej ze stóp. Serce znów podskoczyło mu do gardła a on sam znów został dźgnięty świadomością swojej bezradności.
Tym razem miał już jednak lepszy plan. Taki oczywisty i banalny, ale czy uda mu się, czy ktoś otworzy? Podciągnął się na barierce, chcąc znaleźć się odrobinę wyżej. Gdy już do osiągnął, zaczął walić z całej pięści w zamknięte drzwi balkonowe. W końcu co miał już do stracenia? Dyskrecję i tak trafił szlag, więc to była najprostsza droga.
Po około minucie grzmocenia w szybę, po jej drugiej stronie pojawił się jakiś kształt. Kliknęło i skrzypnęło i drzwi otworzyły się, a w nich stała blada jak ściana staruszka. Nim coś wyjąkała młodzieniec pokonał barierkę i niemalże wpadając w kobietę wlazł do środka. Nie zważając na jej pojękiwania przeszedł przez pokoik i obrócił się w drzwiach.
-C-co ty, j-jak ty?- wyjąkała oszołomiona kobieta podnosząc się z szafki na którą wpadła.
- Ma pani bardzo dzielne kwiatki, podały mi pomocna łodyge w chwili kryzysu- rzekł do kobiety po czym udał się do wyjścia. Pierwsze drzwi jakie otworzył okazały się wejściem do łazienki. Zamknął je pośpiesznie i zajrzał za drugie i ukazał mu się korytarz. Wbiegł kilkoma susami na pięterko przy którym była dziewczyna i otworzy jej okno aby też mogła wskoczyć do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bazylia
WILGA / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 15
Imię i nazwisko : Higashukuni Washichi
Wiek : 16 lat
Wzrost i waga : 175 cm / 65 kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Czw Lip 13, 2017 10:40 pm

Odpowiedź mężczyzny lekko skołowała Bazylię. O jakie mieszkanie mu chodziło? Przecież weszła tu przez okno znajdujące się na korytarzu. Dla pewności dziewczyna zerknęła nawet sobie przez ramie i zajrzała do wnętrza budynku. Wyglądało tak samo, jak jeszcze kilka chwil temu. Mdły korytarz w kolorze pochmurnego nieba i para dębowych drzwi prowadzących do czyiś mieszkań. Kiedy Bazylia znów odwróciła wzrok w stronę mężczyzny poniżej, który już dłuższą chwilę walił pięścią w okno mieszkania.
-Co robisz?!- krzyknęła przerażona, że jeszcze w mieszkaniu może znajdować się ktoś, z kim spotkania woleliby nie mieć. W najlepszym wypadku ktoś upierdliwy, a w najgorszym członek inkwizycji. Nawet nie chciała myśleć, co by ich spotkało, gdyby ich przyłapano na tych wybrykach. Nie śpieszyło jej się jeszcze do sądów dla nieletnich, a tym bardziej do poprawczaka. Facetowi tym bardziej nie wróżyła różowej przyszłości w malowniczym okolicznym więzieniu. Jako tak oczywisty czarnokrwisty nie miałby tam lekko. Ludzie potrafią być naprawdę mściwi i pamiętliwi. Może jesteś niewinny, ale nas to nie obchodzi, bo nie mamy kogo innego ukarać, a społeczeństwo oczekuje rozwiązania sprawy. Life is brutal. Jak masz farta to może przeżyjesz, a jak nie... Twój problem.
Bazylię zdziwiło jeszcze bardziej, gdy ktoś otworzył okno. Niestety ze swojego miejsca nie mogła zobaczyć, kto to był. Ale skoro nie zaczął wrzeszczeć, to już jakiś progres. Jej samej dech zaparło, gdy mężczyzna po prostu sobie wszedł. Nagle poczuła, jakby miała jeszcze większe szanse na upadek niż minutę wcześniej. Ale otuchy dodawało jej jednak to, że może pójdzie otworzyć jej to głupie okno. Sekundy dłużyły jej się niemożliwe. Czuła jakby każda przeciągała się do minut, a później godzin. Każdy, nawet najmniejszy podmuch wiatru, przyprawiał ją o paplację serca i tylko mocniej chwytała się parapetu. Kiedy tylko zauważyła mężczyznę za szybą, wybuchła w niej nagła euforia. Nawet nie czekała, gdy bardziej uchylił się okno, tylko wpadła do środka. Nie mogła uwierzyć że w końcu znów jest wewnątrz.
"Ja żyję!" powtarzała sobie w myślach, nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście. Kiedy jednak próbowała ustać na nogach poczuła, że kompletnie zdrętwiały. Miała je jak z waty i niespodziewanie zaczęła tracić równowagę. Nie mając się czego złapać, poleciała prosto na mężczyznę. Patrzyła przy tym mu prosto w oczy. Jej bezdenne czarne oczęta wyrażały zaskoczenie, przerażenie i niema prośbę o pomoc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ot
JORDIN

avatar
Liczba postów : 23
Imię i nazwisko : Otello
Wiek : 20 lat
Wzrost i waga : 175/72

PisanieTemat: Re: Zaułek    Sob Lip 15, 2017 8:40 pm

Gdy dziewczyna wpadła do środka, trochę jak on chwilę wcześniej, odskoczył kawałek robiąc jej miejsce. Po czół  nagłą ulgę połączoną jednocześnie z falą bólu która przeszyła mu ciało. Bo razem z ulga resztki adrenaliny, które trzymały jego ciało w całości nagle się ulotniły. W tym też momencie dziewczyna zaczęła tracić równowagę. Refleks jednak go zawiiódł i nim zdążył zareagować leżał już na ziemi wraz z dziewczyną. Uśmiechnął się niemrawo pomagając jej zejść z siebie.
- Zwalające wejście- mruknął samemu siadając i przyglądając się ręce na której miał obtarcie. Chociaż spadając tego nie czół, musiał przeciągnąć skórą po ścianie. Na palcach też miał obtarcia, których wcześniej nie zauważył. Przeklął pod nosem wyciągając kawałek oderwanej farby z jednego z głębszych zadrapań.
- Nic ci nie jest?-  spytał zerkając na nią, bo dotarło do niego, ze przecież i jej mogło coś się stać. Poderwał się z ziemi. Zrobił to jednak zdecydowanie za szybko, nie dość że zaciemniło mu się przed oczami to ukucie przeżyło mu, zebra i stopę. Zachwiał się lekko potrząsając głową.
- Spadajmy stąd zanim babunia zawiadomi kogoś, że zabiłem jej ulubione pelargonie.. albo zanim ktoś z dołu nie zainterweniuje- zaproponował w przypływie rozsądku, który jakoś mu powrócił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bazylia
WILGA / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 15
Imię i nazwisko : Higashukuni Washichi
Wiek : 16 lat
Wzrost i waga : 175 cm / 65 kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Sob Lip 15, 2017 11:31 pm

Dziewczyna spadała i spadała. Miała wrażenie, ze trwavto wieki. Jak na dłoni widziała jego zdziwienie kiedy na niego spadła. Nie mogła ni jak zachamować tego nieuchronnego upadku. Kiedy próbowała dosięgnąć ręką sciany, okazało się, że jest za krótka. Dzieliło ją od niej nie całe 10 centymetrów jednak ciągle za daleko. Kiedy uderzyli w końcu o ziemie odbili się od niej z hukiem. Po kilku sekundach kiedy ochłoneła z początkowego szoku szybko się z niego z czołgala. Usiadła szybko koło niego i panikowała wewnętrznie. " A jak coś mu się stało? Czy on w ogóle jeszcze żyje?" Trochę się uspokoiła gdy spostrzegła, że mężczyzna wstaje. Pierwszą szkadą jaką spostrzegła były zadrapania na ręce. Może nie były duże, ale już czuła się winna. Nic jej się chyba nie stało. Znaczy na razie nie czuła nic poza jedna wielka panika. Wiec mając nadzieje, ze wyszła z tego w jednym kawałku pokrecila przeczavo głową. Zmartwilo ja kiedy mężczyzna w stając nie wyglądał pewnie. Sama szybko pod skoczyła na nogi i w odruchu złapała go za ramie gdyby znów miał ochotę padać.
- A ty jesteś cały?- zapytała trochę nie pewnie bojąc się odpowiedzi.  W głębi ducha ciągle wierzył, że on również przetrwał bez szwanku ostatnią przygodę. Puściła jego rękę dopiero kiedy znów się odezwał. Wyjście z tad było by naprawdę mądrym wyjściem. Miała nadzieje, że za dużo osób nie zauważyło dwóch niedoszłych samobójców. Nie miała ochoty przeczytać o sobie w jutrzejszej lokalnej gazecie.
- Jasne. Tak. Przyda się jednak z tad zmyć.- powiedziała pospiesznie ruszając w stronę schodów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ot
JORDIN

avatar
Liczba postów : 23
Imię i nazwisko : Otello
Wiek : 20 lat
Wzrost i waga : 175/72

PisanieTemat: Re: Zaułek    Wto Lip 18, 2017 5:54 pm

Zerknął na dziewczynę i uśmiechnął się.
- No pewnie- odparł nawet całkiem wesoło. Był niemal, że pewien, iż nic poważnego mu się nie stało. W końcu nie tak łatwo zabić szczura. Chociaż może nie ma dziewięciu żyć jak kot, szczur  zawsze się prześlizgnie pomiędzy śliskimi palcami śmierci. Teraz jak już stał bezpiecznie, naprawdę zaczynał w to wierzyć. Prawdopodobnie potrwa to do kolejnego niebezpiecznego epizodu, no ale jeśli i wówczas  się wykaraska to będzie miał znakomite potwierdzenie.
Ruszył za nią pośpiesznie po schodach, zeskakując co dwa, trzy stopnie. Na parterze zatrzymał się jednak nagle.
- Cholera- mruknął pod nosem zerkając na ulicę. Nawet jeśli ktoś ich widział, to nie było rozsądne wzbudzać jeszcze większego zainteresowania. Jeśli nikt ich nie zatrzyma, przejdą parę przecznic odprowadzani ich ciekawskimi spojrzeniami ale w końcu ich zostawią. - S.. sekundę- zwrócił się do dziewczyny. Wbiegł po stopniach na piętro wyższe piętro. Przypomniał sobie o podstawach dyskrecji i chociaż nie wpadł na to aby wyjaśnić cokolwiek nieznajomej. Nie był wstydliwy, ale uznał, ze zatrzymanie się nagle i zsunięcie spodni przy niej byłoby bardzo nie taktowne. A bez tego ukrycie ogona byłoby co najmniej bardzo skomplikowane.  Wcisnął go więc w luźna portki i owinął znów wokół jednej z nóg. Zaraz ruszając pośpiesznie ku wyjściu. Zbiegają po schodach naciągnął kaptur na głowę. Gdzieś w głębi siebie  modlił się aby nie musieli uciekać. Gdy był już na dole, po raz drugi w ciągu tej chwili ugodziło w niego, że w sumie nie musiał zatrzymywać dziewczyny. Może nawet osobno byłoby im łatwiej zejść z widoku.
- Masz może ochotę na...- zerknął na nią. Wyglądała na za madą, na alkohol. - soczek?- dokończył propozycję uśmiechając się szeroko. W końcu jakoś wypadało uczcić to, że oboje żyją, prawda? No on przynajmniej już wiedział, że dziś to zrobi. Ba, może jeśli ma takie szczecie to powinien iść kasyna? Jakby wygrał jakąś ładną sumkę, to nie musiałby nic robić przez kolejnych parę dni, świętując tym samym to, że nadal jest na ziemi.
Wyszedł na ulicę. Starając się niezbyt poruszać głową rozejrzał się lekko. Było już znacznie więcej osób. Widocznie wybiła już ta godzina kiedy wszyscy wychodzą z pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bazylia
WILGA / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 15
Imię i nazwisko : Higashukuni Washichi
Wiek : 16 lat
Wzrost i waga : 175 cm / 65 kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Wto Lip 18, 2017 11:01 pm

Bazyli kamień spadł z serca, kiedy usłyszała, że jednak jest cały. Nie mogłaby wytrzymać gdyby przez nią ucierpiał jakiś przypadkowy człowiek. Kiedy schodziła schodami na dół ciągle nie czuła się jakoś pewnie. Ciągle wisiało nad nią widmo aresztowania przez policje czy inkwizycje. Dziewczyna starała się jednak odpychać od siebie tę myśl. W niczym jej to nie pomoże a będzie się tylko gorzej od tego czuć. Pierwszoklasistka, co chwile zerkała na mężczyznę, gdy ten już był kilka kroków przed nią. Zauważyła, że nie mógłby tak wyjść na ulice jak szedł. Wystający ogon nie ułatwiłby im zadania zniknięcia w tłumie. Prawie każdy czarnokrwisty ukrywał, kim jest by nie narażać się na dziwne spojrzenia czy szykany. Już chciała mu o tym wspomnieć, gdy ten sam się zatrzymał. Przy czym sama na niego o mało nie wpadła jednak ten zaczął akurat znów wbiegać na górę. Bazylia myślała, że już czegoś zapomniał, lecz olśniło ją, gdyż sam mógł wpaść na pomysł schowania ogona. Musiał go zapewne chować pod ubraniem, więc rozbieranie się przy niej byłoby na pewno dość niezręczne. Ona raczej też wolała niczego nie oglądać. Bądź, co bądź oni się jednak ciągle nie znali.
Kiedy wrócił była już wychodzić, kiedy usłyszała jego propozycje. Odruchowo zmarszczyła brwi. Przyjrzała mu się od góry do dołu. Nie ważne jak próbowałaby na to patrzeć brzmiało to trochę dziwnie. Odezwała się w niej zakorzeniona zasada, że nie chodzi się nigdy z obcymi. Unika się ich podejrzewając o to, co najgorsze. Jednak nie miała przecież już dziewięciu lat i nie była bezbronną dziewczynką. Ulice były do tego pełne ludzi. Będzie mogła kontrolować sytuacje, a jeśli będą ciągle w miejscach publicznych ktoś zawsze będzie obok. I nawet, jeśli miałby złe zamiary już dawno mógłby je spełnić. Na dachu byli zupełnie sami i ona niczego by się nie spodziewała.
Bazylia ciągle jednak nie będąc pewna odpowiedzi przeszukiwała w myślach jakiegoś zastępczego tematu. Odruchowo chciał włożyć niesforny kosmyk włosów za głowę, gdy nagle zauważyła brak swoich okularów. Żeby się upewnić dotknęła twarzy czy na pewno ich tam nie ma. Zszokowana nagle przypomniała sobie, że zgubiła jej, kiedy próbowała nie umierać.
- Zaraz wracam. Musze iść po jedną rzecz.- Powiedziała szybko i zaczęła biec w kierunku owego zaułka. Sama nie wiedziała czy był to zamierzone uniknięcie odpowiedzi czy tylko na teraz potrzebowała tych okularów. Wolała siebie jednak w kamuflażu niż bez. Szczególnie poza domem. Gdzieś stylu głowy plątała się myśl, że mogą one nie być w jednym kawałku. Dziewczyna jednak uporczywie ją ignorowała.
Kiedy wpadła lekko zdyszana do zaułka rozglądała się uporczywie po ziemi. Po chwili dostrzegła jednak jak coś odbija promienie popołudniowego słońca. Ku jej nieszczęściu były to jej okulary, lecz nie były już zdatne do użytku. Kawałki potłuczonego ciemnego szkła leżały koło oprawek. Ona samy nie wyglądały szałowo, ale może był by z nich jeszcze jakiś użytek. Kto by się spodziewał, że będą całe? Skoro oni sami by nie przeżyli, szkło i plastik nie miały większych szans. Dziewczyna musiała się jednak z tym pogodzić i jak najszybciej znaleźć nowe. Najlepiej jeszcze dzisiaj, ale to raczej niemożliwe. Bazylia wzięła oprawki jednak ze sobą, najpewniej z czystej nostalgii.
Kiedy jednak biegła z powrotem musiała się przebierać przez tłumy ludzi. Cała Japonia właśnie skończyła prace i wszyscy stwierdzili, że będą iść tą jedną ulicą. Pierwszoklasistka patrzyła ciągle na chodnik wpadając na przypadkowych ludzi. Słyszała ich ciche przekleństwa za sobą wyzwiska, ale nie zatrzymywała się by nie wpakować się w kolejne kłopoty. Już teraz czuła na sobie ciekawskie spojrzenia. Szczerze to nawet nie wiedziała, po co do niego wraca. Chyba miał być to gest zwykłej uprzejmości. Stanęła, więc powrotem przed klatką w nadziei, że mężczyzna dalej tam stoi. W ostatniej chwili, gdy tam wchodziła pomyślała „Ja to jednak głupia jestem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ot
JORDIN

avatar
Liczba postów : 23
Imię i nazwisko : Otello
Wiek : 20 lat
Wzrost i waga : 175/72

PisanieTemat: Re: Zaułek    Wto Lip 25, 2017 12:12 am

Kiwnął jej tylko krótko głową. Przyglądając się jej przy tym. Jeśli to była wymówka by uciec to dosyć słaba. Chociaż jeśli dostrzegła, że ktoś się nimi zainteresował, to pozostawiając go w miejscu a samemu uciekając  niewątpliwie zwiększała swoje szanse na odejście stąd bez szwanku. Jeszcze chwilę patrzył w miejsce w którym zniknęła pośród tłumu. Szybko jednak stwierdził, że stanie na środku jest nie tyle co głupie, a bardziej niepraktyczne. Przeszedł więc parę kroków i oparł się o ścianę budynku. Postanowił dać jej chwilę, jakby jednak faktycznie postanowiła wrócić. Chociaż im dłużej stał tym bardziej w to wątpił. Pociągnął kaptur bardziej na twarz, co jednak nie dało jakiegoś większego i bardziej zauważalnego efektu. Westchną cicho i podniósł wzrok akurat w momencie gdy z potoku ludzi wyskoczyła nieznajoma. Odepchnął się od ściany myśląc, ze jego rozsądek właśnie przegrał z intuicją.  
- To co soczek?- ponowił pytanie, uznając, ze podczas swej nieodgadnionej nieobecności mogła zapomnieć o jego małej propozycji. - A tak nawiasem mówiąc, jakby cię interesowało  z kim właśnie ledwo co uszłaś z życiem podczas walki z grawitacją, to jestem Otello- przedstawił się. W końcu faktycznie właśnie ledwo co przeżyli, więc wypadałoby wiedzieć z kim to się wydarzyło. Poza tym zawsze to jakaś dodatkowa informacja. A te jak wiadomo są cenne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bazylia
WILGA / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 15
Imię i nazwisko : Higashukuni Washichi
Wiek : 16 lat
Wzrost i waga : 175 cm / 65 kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Czw Lip 27, 2017 10:51 pm

Bazylia będąc z powrotem pod klatką rozglądała się w poszukiwaniu obcego mężczyzny. Gdy już myślała, że postanowił jednak odejść w własną stronę spostrzegła go pod ścianą owego budynku, na którego dachu stali. Nie wtapiał on się raczej specjalnie w tłum, nawet szczerze mówiąc wyróżniał się na tle tych wszystkich biznesmenów. Z swoim ubiorem, który jej osobiście kojarzył się z Aladynem, i niespotykanemu kolorem skóry był dość łatwy do zauważenia. Ale to ona po prostu była czasami ślepa, pomimo pasji obserwatorskiej chyba nie do końca się do niej nadawała. Choć może była tylko rozkojarzona po ujściu z objęć śmierci. Zanim dziewczyna zdążyła jak kolwiek zacząć rozmowę potem jak chłopak do niej podszedł, on znów zaproponował jej napój. „Czyli jednak nie zapomniał” Przyznała, może ze smutkiem, a może i z radością dziewczyna w duchu. Właśnie nadążyła się okazja by poznać kogoś intrygującego. Gdy mężczyzna wspomniał jak się nazywa Bazylia zrozumiała, że było w pewien sposób niestosowne nie przedstawienie się.
- Miło poznać- oznajmiła dziewczyna z uśmiechem i rozważała podanie ręki, jednak w końcu stwierdziła, że jest już to raczej zbędny gest- Mnie zwał Bazylią. Tak. Tak jak to zioło.
Każdy prawie zawsze, kiedy się przedstawiała, zastanawiał się nad tym, więc wolała już wszelkie wątpliwości rozwiać na początku. Teraz było to łatwiejsze niż później gdyby musiała odkręcać jakieś nieporozumienia.  W jej głowie znów odezwał się wkurzający głos jej sumienia. Dziewczyna nigdy nie rozumiała, dlaczego zawsze on brzmiał jak głos jednego z jej pierwszych nauczycieli, którego śmiertelnie się bała. Może wynikało to z tego, że był on prawie dwu metrowym mężczyzną a ona siusiumajtkiem, co do kolan mu nawet nie dorastał. Jako dziecko była szczególnie drobną osobą, więc większość osób wydawała się dla niej olbrzymami. Z usposobienia też nie był za przyjemny i czasami miała wrażenie, że dla niej był szczególnie surowy. Ale to nie było teraz ważne, ponieważ pozostał teraz po nim tylko głos w jej głowie. A krzyczał on właśnie, że nie ładnie jest tak kłamać. Zawsze się tak oburzał, ale mógłby się w końcu przyzwyczaić, że nie będzie już używać swojego prawdziwego imienia, które ku jej nieszczęściu ciągle figurowało w jej papierach. Bazylia jednak zdusiła go brutalnie znów przypominając sobie o propozycji spotkania.
- Jasne, znasz może jakieś ciekawe miejsce?- Powiedziała ciągle uśmiechając się przyjaźnie, gdyż ciągle buzowała w niej euforii związana z przeżyciem tego niemiłego incydentu. Liczba jej wyjść towarzyskich ograniczała się blisko do zera, więc nie znała żadnych miejsc dobrych na takie okazje. Niby widziała na ulicach mnóstwo kawiarni i restauracji, ale raczej chyba jest lepiej mieć już jakoś opinie o lokalu. Znaczy ona by tak zrobiła. Ale może w taj sprawie zda się na kogoś innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Zaułek    

Powrót do góry Go down
 
Zaułek
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Zaułek
» Ciemny zaułek obok sklepu.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xx :: ➜ Południowa część-
Skocz do: