IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zaułek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar
Liczba postów : 225
Imię i nazwisko : Cygańskie Mokasyny Grozy.

PisanieTemat: Zaułek    Sob Maj 07, 2016 2:03 am



Zaułek


Zadbane przedmieścia to nie tylko gra pozorów. Mieszkańcy, utrzymujący nienaganny porządek na swoich podwórzach, dbają o to, by i zaułek nie był plamą na honorze miasta. Ślepa uliczka na końcu dwóch krzyżujących się ze sobą dróg, które prowadzą do kwiaciarni i lokalnego sklepiku, jest utrzymana w wzorcowej czystości. Co prawda czasem lądują tam pomyje, niekiedy można tam spotkać grupkę pijających piwo osobników, a czasem i nawet palaczy, którzy doczekali się w tym miejscu swojej strefy, acz oprócz kosza spełniającego ich potrzeby, znajduje się tam kontener opróżniany przynajmniej dwa razy w miesiącu, ławka tradycyjnych rozmiarów, która ułatwia degustacje i automat, w którym można nabyć przekąski i, zależnie od pory roku, ciepłe albo zimne napoje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Zaułek    Pon Paź 10, 2016 11:49 pm

Słońce miało się ku zachodowi, ale latarnie uliczne wciąż pozostawały zgaszone, wyczekując zapewne bardziej dogodnego momentu na rozproszenie mroku swym bladym, żółtawym światłem. Okolica wydawała się spokojna, bez krzyków, awantur czy chociażby wycia policyjnych syren lub karetek, tak często słyszanego w centrum. Było cicho, jeśli tylko spełniło się jeden warunek - należało pominąć ogólny hałas towarzyszący każdemu większemu miastu, a to sprawa jak najbardziej indywidualna. Do takiego hałasu, naturalnie, każdy prędzej czy później się przyzwyczajał, ostatecznie go ignorując, ale Jaylene ani nie była każdym, ani nie miała dziś szczególnie nastroju do wsłuchiwania się w osiedlowy szum. Słuch miała całkiem dobry, i prawdopodobnie tylko dlatego ów szum wydawał jej się drażniący, właśnie dziś, właśnie o tej porze. Ale hej, nie można przecież całe życie być rozdrażnionym, nie?
Tak czy inaczej, wiedziona przeczuciem oddalała się od zgiełku - co brzmi o wiele lepiej niż uciekała przed ludźmi - w bliżej nieokreślonym kierunku. Mijała po drodze masę sklepów, trafił się nawet jakiś szpital albo przychodnia, aż dotarła w końcu pomiędzy budynki mieszkalne. Nie były to blokowiska, parterowe i niższe piętrowe domy zdecydowanie zapełniały większość dostępnego terenu. Sklepiki pojawiały się tu rzadziej, co nie oznacza wcale, że ich brakowało.
Blondynka zatrzymała się na chwilę potrzebną, by się rozejrzeć. Niby bogata dzielnica, niby wszystko zadbane i dopieszczone, ale jakby się zastanowić, czegoś tu brakowało. Owszem, było wyraźnie ciszej ze względu na zminimalizowanie liczby przechodniów, po co jednak zapuszczać się na tereny, gdzie nie ma kogo zaczepić, na kim wyładować swoich emocji? Plan miała dobry, ale nie pykło.
Westchnęła, jednocześnie kopiąc leżący na ulicy kamyk. Potoczył się po zakurzonym asfalcie, odbił od krawężnika i znów wylądował na środku drogi. Podeszła do niego, kopnęła raz jeszcze, teraz z większym zaangażowaniem. Westchnęła znów, zapięła sportową kurtkę i włożywszy ręce do kieszeni dresów, ruszyła leniwie przed siebie. Nie spieszyła się już, jak wcześniej, kiedy nagle zaczął przeszkadzać jej fakt, że ludzie postanowili istnieć i masowo wylewać się na okoliczne chodniki. W sumie, może to i dobrze, że przygnało ją akurat tutaj? Dzięki temu zyskała możliwość pokopania niewielkiego kamyka w zamian za możliwość skopania czyjegoś tyłka. Dla niej lepiej, dla ludzkiego zadka również. Jak nie znajdzie kłopotów dziś, to znajdzie je jutro, naprawdę nic straconego. Ale zanim pogodziła się z tym całkowicie, jej uszu zaczęły dobiegać odgłosy nienaturalne dla tej niemalże sielskiej dzielnicy. Najpierw ciche, z każdym kolejnym krokiem nabierające jednak mocy. Brzmiało jak kłopoty, choć nie była jeszcze w stanie wyodrębnić poszczególnych dźwięków. Po prostu całe ciało mówiło jej, że oto nadarza się okazja do spieprzenia życia trochę bardziej. Któż by nie skorzystał?
Odgłosy przywiodły ją do niezbyt oświetlonego - póki co - miejsca. Jedynie białawe światło rzucane przez automat stojący w niedalekim sąsiedztwie upchniętej w zaułku ławki pozwalało jej rozeznać się mniej więcej w sytuacji. W posklejaniu faktów do kupy pomogła sobie węchem. Stanęła w świetle wspomnianej maszyny. Dopiero wtedy imprezujący gówniarze raczyli ją zauważyć. Przerwali rozmowy, próbowali nawet pochować butelki z rozmaitymi alkoholami gdzieś za siebie, poza zasięg wzroku intruza. I wtedy też Jaylene stwierdziła, że w sumie nie ma ochoty obijać buziek lekko wstawionym, przestraszonym dzieciakom. No, bo ekspertem nie była, ale na więcej niż piętnastkę nie wyglądał ani jeden. Spojrzała po ich okrytych mrokiem twarzach, podeszła bliżej. Dwóch chłopaków i dziewczyna. Też sobie miejsce znaleźli. Przecież niedaleko są czynne sklepy, w każdej chwili, kiedy zrobi się za głośno, ktoś może zainteresować się hałasami i zadzwonić po policję. Wiedziała z doświadczenia.
- Joł - rzuciła niedbale, odpychając olbrzymią chęć skoczenia na nich z okrzykiem "bu!". A może powinna wyjąć komórkę i udać, że sama gdzieś telefonuje? Ciekawe czy by się przestraszyli. A co, jeśli sami by ją zaatakowali w celu odebrania jej tego telefonu? Nie musiałaby szukać pretekstu do bójki. Ale znów, z dzieciakami?
- No nie zjem was, pijcie sobie. - Nie brzmiała zbyt uprzejmie, mimo to grupka rozluźniła się nieco i zaprzestała nieudolnych prób schowania alkoholu. Jeden odważył się nawet łyknąć czegoś ze swojej butelczyny. I to łyknąć dosłownie, bo zaraz flaszka zmieniła właściciela. Jay powąchała zawartość, kręcąc nosem. Nie musiała próbować, rozpoznała trunek po zapachu, mimo to napiła się, ignorując wyciągniętą przez chłopaka rękę, wołającą o oddanie taniego winiacza z supermarketu. Nie oddała, nie wyglądała nawet na taką, co miałaby taki zamiar. Nastolatek wstał. Dlaczego ci małolaci tak szybko rosną? Cofnęła się, nie z wrodzonej płochliwości, rzecz jasna. Nie chciała zadzierać głowy do góry, a stojąc krok dalej, nie musiała tego robić.
- Żartowałam. Ocipieliście? Gówniarzom się alkoholu zachciało? Uzbierajcie na coś, co nie spali wam przełyku po jednej flaszce.
Cisnęła butelką o ziemię. Odłamki szkła rozleciały się po ulicy, resztki jabola rozprysnęły się na ubrania otępiałych jeszcze dzieciaków, no i, oczywiście, na dresy naszej blondynki. Jay przewróciła oczami. Jak zwykle, nie pomyślała wcale o konsekwencjach. Ani o tym, że ciemnoczerwoną imitację wina ciężko będzie sprać z szarych spodni, ani o tym, że odgłos tłuczonego szkła mógł ściągnąć na nich uwagę jakiegoś przechodnia. Ale o tym, że były właściciel butelczyny mógł się delikatnie zdenerwować, akurat pomyślała. Kiedy doszedł już do siebie - nieczęsto w końcu jakiś totalny random podchodzi do ciebie i marnuje twój alkohol - pchnął Jay do tyłu rzucając niewyraźne "co ty odwalasz?!", a ona pozwoliła, by jej plecy walnęły o ścianę stojącego za nimi budynku. Uśmiechnęła się. Nooo, skoro on zaczął... Wymierzyła cios w splot słoneczny. Niby nie chciała przesadzić, ale chłopak chyba nie spodziewał się kontrataku. Zatoczył się do tyłu, usiłując złapać powietrze.
Zerknęła na pozostałą dwójkę, lecz pozostała dwójka przyrosła tyłkami do ławki. A może wszystko stało się zbyt szybko, by do ich podpitych móżdżków dotarło, że należałoby już kończyć imprezę?
Powrót do góry Go down
Reina
NAUKOWIEC

avatar
Liczba postów : 10
Imię i nazwisko : Reina Anna Raishiki
Wiek : 25 lat
Wzrost i waga : 158cm/48kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Wto Paź 11, 2016 10:20 pm

Mieszkanie w pracy jest fajne. Masz blisko, nigdy się nie spóźnisz, a przede wszystkim jest bezpiecznie. Tak przynajmniej powinno być i tak jest. Zwłaszcza, że domem Reiny jest siedziba Inkwizycji. No bardziej bezpieczna raczej być nie może, nie? No właśnie jest coś przed czym nie można jej uchronić. Przed jej własną ciekawością. Czy to właśnie ta ciekawość zabrała ją dzisiaj za kraty, w których ją chowają przed światłem słonecznym? Tak! Co prawda na kosztowała się i przeszła bardzo poważną rozmowę na ten temat. Musiała wytłumaczyć dlatego chce wyjść, kiedy wróci, co zamierza robić, i o której! Przecież ona sama tego nie wie. Wyjdzie, znajdzie coś do roboty, może się zdarzy fajna sytuacja i jej nudne życie w laboratorium uzyska trochę kolorów. Mogła w to wierzyć, lecz prawda była taka, że chciała rozejrzeć się w pobliżu.
– Jesteś pewna, że chcesz iść tą drogą? – spytał się jej kolega z pracy, który miał wyjść z nią, aby przypilnować Reiny. Jakby miała zamiar uciec, pff. Doskonale wiedziała, że lepszym wyjściem było zostać z nimi, a nie uciekać, odmawiać i być na nie. Współpraca w większości przypadków jest lepszym wyborem. Chyba, że masz pewność na temat umiejętności i ktoś cie uwolni...
– Tak, tak. Mówiłam ci, że GPS powiedział, że tędy, prawda? – odpowiedziała z uśmiechem odwracając się do kolegi. Czy nie zastanawiał go fakt, że chodzili po krzakach? Widać była to dla niego norma, albo śliczne oczka Reiny sprawiły iż przestał zwracać na to uwagę. – Nie chcesz iść przodem?
Spytała sapiąc lekko. Przeszła trochę i już umierała. Ta trasa nie powinna być tak długa. Powinna już dawno się skończyć, a oni powinni wyjść w jakichś zaułku i z tamtą szybka droga do jej celu, który był już tak blisko...! Ale widać dalej jest daleko...
– Okej, ale mów jak trzeba będzie skręcić. – odpowiedział krótko i bez pretensji. Gdy minął ją i zaczął iść z przodu z chwili na chwilę coraz bardziej się oddalał. Reina, która usilnie starała się go dogonić nie miała siły krzyczeć za nim, aż ten w pewnym momencie zniknął jej za jakimś drzewem.
Westchnęła ciężko wiedząc jak ta sytuacja się skończy gdy wróci do domu. „ Znowu Vergil będzie zły...” - przeszło jej przez myśl i jeszcze raz westchnęła ciężko. Nie lubiła jak byli na nią źli. Należą już do nich od trzech lat i regularnie gubiła swoją „eskortę”. I nawet nie robiła tego specjalnie! No w większości przypadków, bo czasem to gubiła ich przez fakt, że chciała się od nich uwolnić. W tym czy w tym przypadku dostawała się i jej i przyjacielowi, który miał jej pilnować. Czasem o dziwo przyjacielowi bardziej. I tutaj będąc miła wolała nie gubić ludzi. Szkoda, że jej nie wyszło. No nic. Nie mogła cały czas tak stać, nie? Jako, że była inteligentnym człowiekiem postanowiła wyłonić się z drzew. Widząc cywilizację raczej łatwiej się odnajdzie, nie? Teoretycznie tak. Chwilę pochodziła i wyszła koło jakiegoś budynku. Zdjęła z siebie liście, które postanowiły zagościć na niej podczas podróży przez gąszcz.
– Żyje... – przyjrzała się okolicy sapiąc lekko. Nie zwróciłaby uwagi, że coś się dzieje blisko, gdyby nie nagły trzask. Znała ten dźwięk. To było szkło! Od razu, niczym błyskawica, energia Reiny sięgnęła zenitu. Musiała szybko dowiedzieć się co się stało. Idąc wzdłuż budynku znalazła się w alejce gdzie zobaczyła niesamowicie interesującą scenę. – Ojej...
Była jakaś grupka dzieci, która postanowiła pożywić się alkoholem, o dość przyjemnej popołudniowej godzinie. Oprócz tego była z nimi starsza dziewczyna. Reina stwierdziła to porównując do reszty osobników. Zebrała jeszcze kilka informacji, a jej mózg od razu wszystko przeanalizował i wysunął wnioski. Grupka spędzała miło czas, alkohol się zmarnował, dziewczyna jest winna. Cóż. To nie tak, że chciała jakoś zainterweniować, ale nagle chłopak, który prawdopodobnie oberwał spojrzał się na nią i oczy mu się zaświeciły. Od razu się wyprostowała. Nie wiedziała czy zamierza ją zaatakować czy nakrzyczy z niewiadomych przyczyn. Wolała jakąś trzecią opcje, lecz nie miała za dużo do powiedzenia.
– Na co się patrzysz?! – odezwał się do niej jakby byli w równym wieku. Może Reina nie wygląda na starszą od nich, ale nadal. Koledzy chłopaka także zaskoczeni spojrzeli na nią, jakby pojawiła się zniknąt. Wiedziała, że porusza się całkiem cicho, ale nadal powinni być wstanie ją usłyszeć. Czując  iż nie może się już chować za rogiem wyszła cała i uśmiechnęła się niezręcznie do zebranych.
...Witam... – powiedziała gotować, żeby w razie czego uciekać, bo kurde nie będzie dzieci była. A jakby któryś ją uderzył to też ciężka sprawa dla nich. – Ogólnie to przechodziłam obok i usłyszałam trzask szkła, więc postanowiłam sprawdzić co się stało... – popatrzyła po twarzach zebranych. – Jak przystało na dorosłego człowieka.
Nope. Nieważne, na którą twarz patrzała widziała tylko, że jeden jest zły, siedząca dwójka jest w szoku, a dziewczynie chyba podoba się sytuacja. Może nie było tego po niej widać, lecz w głowie ubolewała, że jednak nie krzyczała ostatkiem sił za jej towarzyszem. W tej sytuacji na pewno by jej pomógł, a tak to kij wie gdzie teraz jest, co robi i kiedy może się go spodziewać. Oh... Miała tylko nadzieję, że nie będą agresywni...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Zaułek    Sro Paź 12, 2016 12:15 am

Tak bardzo skupiona była na dzieciakach, że nowego przybysza zauważyła chyba jako ostatnia z całej czwórki. Choć zauważyła nie będzie tu odpowiednim słowem. Wyczuła jej obecność, wyczuła, że zainteresowanie gówniarzy zmieniło kierunek. Nie obchodziło jej na razie na co ani na kogo. Przyglądała się, jak uderzony przez nią chłopak krzywi się z bólu, jak łapie się za brzuch, walcząc o oddech. Napawała się tym widokiem, bo wiedziała, że zaraz, za krótką chwilę wszystko się unormuje. I faktycznie, sapnął jeszcze ze dwa razy, odkaszlnął, po czym spojrzał gdzieś na bok. Jaylene, uśmiechając się kpiąco, w końcu podążyła za jego wzrokiem, wcześniej jeszcze sprawdzając pozycję pozostałych. Naprawdę przyrośli do tej ławki czy jaka cholera?
- Na życiową pomyłkę, kretynie - warknęła automatycznie, zanim jasnowłosa postać, jaka wyłoniła się wreszcie zza rogu budynku, zdążyła mu odpowiedzieć. Została zignorowana. Zastanowiła się chwilę, marszcząc nieznacznie czoło i wybierając przy tym jedną z szerokiego wachlarza dziwnych min. Ni to całus, ni dziób kaczki. Na szczęście nie trwało to długo, bo też i nie miała co kombinować. Nie wyczuła zagrożenia, więc nie zmusiła się nawet do pozostania w gotowości.
W miarę wypowiadanych przez kobietę słów, siedząca parka postanowiła udowodnić wszystkim, że wcale nie posmarowała tyłków super glue. Poderwali się, co prawda pokracznie, ale jednak, chrząknęli sobie, pomruczeli. Patrzyli to na trzymane przez nich flaszki, to na intruza, który właśnie oznajmił im, że jest dorosły. No i co teraz mieli zrobić? Co jeśli zapamięta ich twarze i doniesie na nich na policję? Coś ciężko szło im dziś myślenie. Próbowali szukać pomocy u kolegi, lecz ten chyba za bardzo wczuł się w rolę lidera i póki co nie wyglądał na takiego, którego obchodziłyby problemy podwładnych. Cały czas spoglądał wyzywająco w stronę nowego "gościa", ku delikatnej irytacji lubiącej być w centrum zainteresowania panny Joy. A, żeby było jasne - właśnie tego dnia, właśnie teraz miała ochotę znaleźć się w tymże centrum. Wszystko przecież zależne jest od aktualnego samopoczucia. Gorzej, jeśli samopoczucia nie dało się jednoznacznie określić. Na co będzie miała ochotę za chwilę?
- Aha - mruknęła, kiedy atmosfera zaczęła za bardzo gęstnieć. Samozwańczy lider nieistniejącego gangu nie wyrywał się jakoś szczególnie do dalszego pyskowania. Poświęcił całą uwagę na skupianie morderczego spojrzenia na sylwetce nieznajomej, a nie było to wcale łatwe, bo jabolowe procenty uderzyły trochę do młodej, nieprzetrenowanej głowy. Jay, korzystając z okazji, że osobnik ten cały czas stał obok niej, złapała go za bluzę, zaciskając palce na jego plecach, zaraz poniżej karku. Przyciągnęła go do siebie, by szepnąć mu coś na ucho. Na początku próbował odwinąć jej pięścią, ale uspokoił się szybko. Nie mogła powiedzieć mu wiele, góra kilka zdań - na więcej nie wystarczyłoby czasu, usłyszał jednak widocznie odpowiednio dużo, bo wyszarpnął się z jej uścisku i, nie odpowiadając, podszedł do swoich znajomych, z którymi zaraz sam zaczął wymieniać informacje przyciszonym tonem. Zerkali co jakiś czas w stronę kobiet.
Blondynka natomiast, zadowolona, że chwilowo pozbyła się nieletniego problemu - pojawiła się przed nią przecież całkiem nowa rozrywka - postąpiła krok w stronę owej rozrywki.
- I co, w takim razie, dorosły człowiek zamierza teraz zrobić? - zapytała niby niezobowiązująco, w rzeczywistości zaskakująco ciekawa odpowiedzi. Pytanie to było, oczywiście, prowokacją. Dzieciaki nie stanowiły dla niej wyzwania, ale kimże była głupiutka osóbka, zwiedziona w ciemny zaułek przez dźwięk bitego szkła?
Machnęła ogonem, jakby nagle przypomniała sobie o jego istnieniu. Cały czas uśmiechała się, trochę złośliwie, trochę niepokojąco. Na pewno nie przyjaźnie. Ale agresywna na razie też nie była!
Powrót do góry Go down
Reina
NAUKOWIEC

avatar
Liczba postów : 10
Imię i nazwisko : Reina Anna Raishiki
Wiek : 25 lat
Wzrost i waga : 158cm/48kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Czw Paź 13, 2016 11:30 pm

Tak, stała tam i patrzyła na cała sytuacje. Oczywiście usłyszała słowa blondynki i podobało jej się, że dziewczyna odpowiedziała za nią. Nie musiała się fatygować, a zresztą i tak wolała nie odpowiadać na takie pytania. Poza tym powoli uświadamiała sobie, że będąc dorosłym stanowiła dla nich zagrożenie. Oh, boy... Będzie problem jak coś jej zrobią. Bardzo duży problem... Szkoda tylko, że nie mogła im tego powiedzieć, ani ogólnie wspomnieć o tym kim była i skąd się tutaj wzięła. No kurde. "Witam, jestem z Inkwizycji. Jak mnie pobijecie możecie mieć duży problem, bo jestem geniuszem."? Nah. To nie brzmiało dobrze. Nieważne jak na to spojrzeć, nie brzmiało dobrze. Musiała znaleźć szybko inne słowa, bo inaczej będzie z nią kiepsko, a jak wróci w naruszonym stanie będzie jeszcze bardziej kiepsko. Mogło się wydawać, że Reina przejmuje się tymi dzieciakami, lecz prawda była taka, że myślała nad swoim szczęściem w przyszłości, jeśli wróci posiniaczona. Jak mocno się im oberwie...?
- Oh jej... - wyrwała się ze swojego świata i spojrzała na chłopaka, który wyglądał jak na "lidera" owego zespołu. Doskonale wiedziała, że procenty uderzyły mu do głowy jak tylko na niego spojrzała. Nie mogła nic z tym zrobić, aż miała ochotę się stąd ulotnić. Dlaczego musiała podążać za swoją ciekawością i nie zadbała przodem o swoje bezpieczeństwo? Niczym jak do groźnego zwierzęcia postanowiła zachowywać się ostrożnie i nie wykonywać gwałtownych ruchów. W tym momencie blondyna postanowiła coś zrobić. Ogląda jej popis siły i już wiedziała na kogo powinna uważać. Bo co jak co, ale ona facet nigdy by tak nie dała rady zrobić.
Heh... Powiedziała dziewczyna, która nie przebiegnie pół kilometra, bo będzie umierać z braku powietrza...
Gdy nieznajoma jej czarnokrwista podeszła do niej Reina odsunęła się krok w tył.
- Cenię sobie przestrzeń prywatną. - spojrzała na obok, który dopiero teraz zwrócił jej uwagę. Ah, wilk... Jej oczy na chwilę wypełniły się pustką, jakby uleciało z niej życie i była tylko skorupą. Nie powinna o tym teraz myśleć. Kaito nie miał z nią nic wspólnego. Na tym świecie jest mnóstwo wilków. Mnóstwo psów. Kaito nie mógł być tutaj znany... W jej oczach znów pojawiło się "życie" i Reina otworzyła usta patrząc dziewczynie prosto w oczy.- A co powinnam z tym zrobić?
Zadała pytanie i teraz wystarczyło czekać na odpowiedź. Przynajmniej chciałaby, aby tak było, lecz koledzy oszołomionego chłopaka postanowili zrobić coś z dziewczyną, która "zajęła się" ich kolegą, a może i swoistym przywódca grupy. Postawili zacząć krzyczeć i szarżować z uniesionymi pięściami w górze. Jak dzieci. Jak postacie z komików. Za kogo oni się mieli? Przecież to nie książka, aby autor nagle mógł dać im super moce i zmienić ich w bohaterów. Poza tym czy oni w ogóle byli dobrymi ludźmi, żeby zmieniać ich w bohaterów?
Reina usłyszała tylko szmer i w rogu oku zauważyła szybko poruszający się cień, który po chwili okazał się być jej zagubionym kolegą. W jednej chwili złapał chłopaków i przygwoździł ich do ziemi. Widząc to nie można było nie odnieść wrażenia, że byli bardzo słabi. Unieruchomił ich kucając przy tym i spojrzał na Reinę, która stała mimo wszystko bardzo blisko czarnokrwistej. Koleżka nie zastanawiał się długo. Pozostawił dzieciaki same sobie i wszedł między Reinę, a dziewczynę, której imienia jeszcze nie słyszała.
- Nic ci nie jest? - spytał trochę zmieszanej Reiny, która mogła tylko przytaknąć głową w tym momencie. Mężczyzna nie spuszczał wzroku z Jay, lecz skoro nic do tej pory nie zrobiła to zaraz może, prawda? Coś takiego musiało mu przebiec przez głowę, ponieważ złapał nasza panią naukowiec za rękę i szybkim krokiem wyszli z zaułku zostawiając wszystko tak jak było...

Przez to co się wydarzyło Reina miała dobrą zabawę, a jej "ochroniarz" skamieniał. Już wiedział co go czeka gdy wróci do bazy. Nie dość, że zgubił ją to jeszcze naraził na zranienie. Nigdy nie wiadomo co takiego zrobi dzieciach po alkoholu. Szybko załatwili to co mieli i wrócili do bazy, gdzie Reina została zawołana na dywanik. To już się jej nie spodobało...

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ot
JORDIN

avatar
Liczba postów : 10
Imię i nazwisko : Otello
Wiek : 20 lat
Wzrost i waga : 175/72

PisanieTemat: Re: Zaułek    Nie Cze 18, 2017 12:34 pm

Wskazówki zegara pomału zniżały się do  godziny czwartej. Czwartej po południu. Gdy uda im się już stanąć we właściwej pozycji wielu ludzi jak na komendę zacznie opuszczać stanowiska pracy. Ulice zapełnią się zmęczonymi pracownikami i uczniami. Wszyscy będą chcieli dotrzeć do domu lub na kolejne spotkania.
Otello miał swoje plany co do takiego zachowania ludzi. wyszedł więc z domu, mając nadzieję, że dotrze do celu przed jedną z wielkich fal pieszych. Już teraz idąc ulicą co jakiś czas musiał wymijać kogoś, kto z zaślepieniem wpatrywał się w ekran telefonu czy też innego urządzenia.Podejrzewał więc, że jeśli musiałby się przeciskać bardziej zatłoczonymi drogami, szybko straciłby równowagę i swój kamuflaż. Starał się bowiem jak najbardziej wtopić w szare masy. Co już przez jego kolor skóry było znacznie trudniejsze, ale przez zwierzęce artefakty, bez kamuflażu robiło się niemal niemożliwe. Jemu jednak udało się ich pozbyć z widoku. Swój długi ogon owinął przed założeniem spodni wokół lewej nogi. Nosił aladynki, które doskonale ukrywały fakt, że jedna z kończyn jest  grubsza. Miało to jednak spory minus. Bez ogona tracił swój zmysł równowagi a jego krok był odrobinę nierówny. Uszy też schował, chociaż to w ciepłe dni staje się bardzo uciążliwe. Dlatego założył cienka "bluzę", bez rękawów. Posiadającą za to całkiem duży kaptur. Przez czoło miał tez przewiązaną szarą bandamkę, która zakrywała i przyciskała do głowy wielkie uszy.
W końcu, po jakimś kwadransie od kiedy wyszedł z domu, zbliżył się do swojego celu. Zwolnił nieznacznie wsadzając dłonie do kieszeni i ukrytkiem zerkając na otaczające go osoby. Wyglądało na to, ze nikt go nie obserwuje. Skręcił więc w zaułek rozluźniając się gdy cień budynków schronił go przed wzrokiem ludzi z ulicy. Stanął przyglądając się ścianą i wszystkiemu co tu stało. Już ułożył sobie plan jak wleźć na górę potrzebował tylko... zerknął za siebie, upewniając się, ze nikt go nie widzi. Na wszelki wypadek  skrył się dodatkowo za kontenerem, gdzie wyciągnął ze spodni ogon rozprostowując do z ulgą. Podciągnął portki i bez większego trudu wspiął się na ów kontener. Stamtąd chwycił się dłońmi rynny. Zaczął się po niej wspinać jak po róże, ogonem oplatając  ją - dla bezpieczeństwa. Nie było to najwygodniejszy sposób włażenia, z pewnością osoba znająca parkurę zrobiła by to i z większą gracją i szybciej ale jemu to wystarczyło. Odpychając się od ściany w końcu wskoczył na dach. Szybko przesunął się od krawędzi i podszedł do jednej z anten. Ostrożnie oparł się o nią podziwiając widok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bazylia
WILGA / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 4
Wzrost i waga : 175 cm / 70 kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Nie Cze 18, 2017 11:05 pm

Bazylia stała w pełnym słońcu czekając, aż właścicielka kwiaciarni raczy wrócić z przerwy. Zużyta tabliczka powieszona na drzwiach z napisem „Zaraz wracam” straszyła wszystkich potencjalnych klientów. Jednak ona musiała sterczeć tutaj, ponieważ uparła się żeby pobawić się w małe medium. Potrzebowała jednego kwiatku pelargonii, ale powoli odechciewało jej się czekania. Słońce powoli wysysało z niej energie życiową. Pomimo tego, że miała na sobie tylko szorty i T-shirt czuła jakby miała się za chwile roztopić. Nienawidziła lata i najchętniej nie wychodziłaby wtedy z domu, ale życie bardzo lubiło ją dręczyć. Spod swoich ciemnych okularów uważnie obserwowała ludzi, mając nadzieje, że jeden z nich okaże się kwiaciarzem. O tej porze nie było jeszcze specjalnie dużo osób na ulicach, ale Bazylia wiedziała, że jest to tylko cisza przed burzą i niedługo na zewnątrz wylegną prawdziwe tłum ludzi. To miasto było prawdziwa wylęgarnią homo sapiens i nie tylko. Czasami fascynowało ją, jakim cudem nie wybuchają tutaj, co chwila epidemie, jak prawie każdy ma własne kilka metrów i że starcza jedzenia dla każdego. Przewijały się przed nią osoby z najróżniejszych gryp społecznych. Student z kawą najpewniej śpieszący na zajęcia, kobieta sukcesu ubrana w białą koszulę i marynarkę pomimo takiego upału, starszych ludzi krążących bez celu po okolicy. Jej uwagę zwrócił pewien mężczyzna o ciemnym kolorze skóry i podobnym wzroście, co ona.  Wydawał się dla niej jakiś podejrzany. Pomijając bandanę na czole jak u ninji i jego nietypowy wygląd coś jeszcze nie dawało jej spokoju. Obcy mężczyzna skręcił nagle w ślepy zaułek i zniknął jej z oczu. Nie ruszyła się nawet z miejsca, ponieważ wiedziała, że albo był on przeciętnym człowiekiem chcącym zapalić lub zupełnie przeciwnie, kimś mającym związek z ciemnymi interesami.  A z takimi raczej nie chciała mieć do czynienia. Może Einsteinem to onanie była, ale wiedziała, że lepiej nie podpadać dla inkwizycji czy nawet zwykłej policji. Tuż koło niej cos nagle spadło na ziemie, odskoczyła zaskoczona jednak pociskiem okazały się tylko zwykłe ptasie odchody, które cudem ją minęły. Podniosła głowę ku niebu próbując znaleźć, którego ptaka upiekłaby sobie dzisiaj na obiad, gdyby to jednak na nią spadło. Zamiast ptaka jednak znalazła tego samego faceta stojącego na skraju dachu. Spojrzała na zegarek. Za dwie szesnasta to raczej kiepska pora na popełnienie samobójstwa.  Tylko w takim celu można się było kogoś tam spodziewać. Wchodzenie tam było wzbronione, więc nikt przy zdrowych zmysłach tam się nie pojawiał. Ją jednak dręczyłoby sumienie gdyby pozwoliła mu skończyć ze sobą. Poza tym nurtowało ją jak on się tam dostał, z tego, co pamięta z zaułku nie było, żadnego przejścia na dach, a obcy facet nie dostał przecież nagle skrzydeł. Bazylia szybkim krokiem udała się w stronę głównego wejścia do budynku. Na najwyższym piętrze powinno znajdować się wejście techniczne dach. Ludzi z każdą chwilą pojawiało się coraz więcej utrudniając jej ten kilkunastometrowy marsz ulicą. Budynek był nowy albo przynajmniej niedawno odnawiany. Wszystko lśniło czystością, w drzwiach znajdował się nowiutki domofon, na szczęście młody chłopak właśnie wychodził i nawet przytrzymał jej drzwi z uprzejmym uśmiechem.
-Bardzo dziękuje- powiedziała odwzajemniając uśmiech i poleciała schodami na górę. Budynek nie był specjalnie wysoki, ale gdy w końcu dotarła na górę była lekko zziajana. Ten zacny budynek nie posiadał windy, a nawet gdyby takowa istniała Bazylia wolała nie marnować czasu na czekanie na nią. Drabinka ma dach nie była specjalnie ukryta, więc bez problemu znalazła ją i zaczęła się wspinać na dach, jednak jej zapał ostudziła wielka żelazna kłuta zawieszona na klapie. Nie było szans sforsowania jej gołymi rękami. Dziewczynie zostało tylko jedno wyjście, spróbować wejść na dach przez okno. Na szczęście owa szyba była skierowana na wewnętrzny plac i żadni niepożądani gapiowie nie powinni jej zobaczyć. Otworzyło się raczej niechętnie jakby chciało ją odwieść od tego szaleńczego czynu. Znajdowała się na czwartym piętrze i upadek stąd skończyłby się niechybną śmiercią. Bazylia niepewne postawiła jedną nogę na zewnętrznym parapecie, on zaskrzypiał lekko, ale nie wyglądał jakby miał się zawalić. Dziewczyna ciągle trzymając się okna cała stała już na zewnątrz. Kamień spadł jej z serca, gdy spostrzegła, że gdyby się wyprostowała dach zaczynałby się na wysokości jej ramion. Powoli, najpierw jedną ręką, potem drugą, chwyciła się dachu i w nagłym przypływie adrenaliny podciągnęła się do góry. Deczko niezgrabnie stanęła obiema nogami szczycie, ale cieszyła się, że w końcu tu dotarła i, że nieznajomy ciągle stoi w tym samym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ot
JORDIN

avatar
Liczba postów : 10
Imię i nazwisko : Otello
Wiek : 20 lat
Wzrost i waga : 175/72

PisanieTemat: Re: Zaułek    Pon Cze 19, 2017 7:46 pm

Widok nie był najlepszy, budynek był zdecydowanie za niski. Podejrzewał, że gdyby ktoś z mieszkania na przeciwko wyjrzał na zewnątrz z pewnością by go zobaczył. Doszedł do smutnego wniosku, że źle to wszystko zaplanował. Powinien mieć strój technika, w tedy niepożądane oczy uznałby go za element krajobrazu. Zanotował sobie w pamięci aby następnym razem wyposażyć się chociaż w kamizelkę. Wydawało mu się, że nawet chyba kiedyś gdzieś jakąś zdobył. Albo ją pożyczył. Ta druga opcja, bardziej wydawała mu się prawdopodobna. Nie pamiętał by kiedykolwiek natrafił na porzucona kamizelkę. Teraz jak o tym myślał, to nawet  wydawało mu się mało realne aby jakoś niedługo natrafił na taki porzucony skarb.
Przeniósł oczy z budynku na przeciwko, na niebo, które było oszałamiająco niebieskie. Nawet jeden obłoczek nie zakłócał nienagannie czystego sklepienia. Nic dziwnego, że było tak gorąco. Rozpiął bluzę do połowy. Ciesząc się przy tym, że nie wpadł na pomysł zakładania podkoszulka. Czasem zdarza mu się mieć jednak całkiem niegłupie pomysły. Schlebianie przerwał mu odgłos jakby ktoś stąpał po dachu. I chociaż od razu przemknęło mu przez głowę, że to nonsensowne wrażenie, automatycznie obrócił się w tamtym kierunku.
Wzdrygnął się widząc tam młodą dziewczynę. Zdał sobie sprawę, ze już nie opiera się beztrosko o antenę tylko odsunął się od niej.
- Telewizor mi ciągle trzeszczy- wypalił zanim pomyślał jakoś bardziej nad tym wszystkim. Chwycił antenę w rękę i pokręcił nią, chcąc uwiarygodnić swoje kłamstwo. Mimo wszystko wydało mu się mało prawdopodobne by uznała to za wiarygodne. W końcu nawet się nie odezwała. Był kretynem, nie powinien mówić czegoś takiego.
Puścił biedną antenę i spojrzał na nią uważniej.
- Po co tu weszłaś?- uniósł brew zerkając na wejście, techniczne, którego i ona nie użyła. Niby sam też przed chwilą wspiął się na dach ale wydało mu się mało prawdopodobne,iż tylko przypadkiem oboje postanowili spędzić późne popołudnie w tym właśnie miejscu.
Przeszedł niby spokojnie w głąb dachu, chcąc uniknąć bycia widocznym z ulicy. Nawet jeśli weszła to niezależnie od niego,  z ziemi byłoby bardzo podejrzane zobaczyć dwie sylwetki stojące sobie beztrosko, parę kondygnacji powyżej reszty społeczeństwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bazylia
WILGA / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 4
Wzrost i waga : 175 cm / 70 kg

PisanieTemat: Re: Zaułek    Sro Cze 21, 2017 9:43 pm

Trzeszczące telewizory muszą być prawdziwą plagą w tych czasach. Niby to całe HD czy 3D, a tu ludzie ciągle nie mogą złapać ciągłości obrazu. Sama raczej rzadko korzysta z takowych, ale wyglądają na dość niezawodne. Choć półokrągły ekran może być łamliwy, ale kto rzuca metrowym ekranem? Od sześciu lat miała wrażenie, że wszystkie media prowadzą tylko do ogólnej depresji i ogłupienia.  W wiadomościach mówią tylko o kolejnych falach zmutowanej grypy, zamieszkach wywołanych przez czarnokrwistych, czy śmierci setek osób w kolejnej bezsensownej wojnie, czy nieszczęśliwym wypadku. W gazetach, które wcześniej miała w zwyczaju czytać, było to samo ubrane tylko w ładne słowa i malownicze obrazki. Na głównych stronach wszystkich gazet góruje ostatnio działalność partyzancka 7DS. Bazylia nie pochwalała takich metod działania, choć wie doskonale o słuszności głoszonych przez nich idei. Na własnej skórze przekonała się jak potworni potrafią być ludzie, ale przemoc do niczego nie doprowadzi. Najwyżej do czystki na czarnokrwistych, niby za sprawą ”nowej ewolucji grypy” lub potajemne zdegradowanie do roli przestępców i zamknięcie w laboratoriach. Ludzie i rząd, mają o wiele więcej środków i mocy, niż my, więc było by o bez sensowne. Taki już jest los czarnokrwistych, nie zasługują oni na więcej szacunku niż go dostają. Ale cóż tu zrobić? Trzeba żyć dalej!
- Wiesz, że to nie jest antenata telewizyjna- stwierdziła Bazylia przypominając sobie te fermy fal elektromagnetycznych za jej oknem.- Ta wygląda mi raczej na taką od Internetu.
Dziewczyna nie była pewna czy ma do czynienia z jakimś debilem czy może po prostu kiepskim kłamcą. Z bliska obcy mężczyzna wyglądał jeszcze dziwniej niż na ulicy. Przede wszystkim długi szczurzy ogon zmieniał trochę powagę sytuacji. Podeszła bliżej środka tak samo jak niedoszły samobójca, ale dalej została od niego w bezpiecznej odległości. Nie wyglądał jakby miał się na nią rzucić, ale świat jest pełen dziwaków. W walce wręcz miałaby z nim raczej małe szanse, choć może ich siła fizyczna jest na porównywalnym poziomie.
Jego pytanie był nawet sensowne. Przecież nikt normalny nie własny na dach by pograć sobie w pasjansa czy porozwiązywać krzyżówki.
- No wiesz, tak z dołu wyglądałeś trochę jakbyś chciał stąd skoczyć i rozbryzgać swoja wnętrzności po całym chodniku. Wolałam uniknąć oglądania twojego śniadania, więc przyszłam temu zapobiec. Więc może zechciałbyś stąd zejść razem ze mną?- Wskazała przy tym w kierunku okna, przez które tu weszła i uśmiechnęła się zachęcająco.
Bazylia nawet nie zamierzała przyjąć odmowy, albo pójdzie dobrowolnie, albo za jej „delikatną” namową. Im więcej czasu tutaj spędzą, tym większa szansa zostanie złapanym. Policji dojechanie na miejsce zajmuje przeważnie 5 minut i jeśli ktoś zauważył, jak które ktokolwiek z nich tu wchodzi zostało im z dwie minuty. Tak optymistycznie licząc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Zaułek    

Powrót do góry Go down
 
Zaułek
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Zaułek
» Ciemny zaułek obok sklepu.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xx :: ➜ Południowa część-
Skocz do: