IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Bar "Pod świńskim ogonem"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar
Liczba postów : 226
Imię i nazwisko : Cygańskie Mokasyny Grozy.

PisanieTemat: Bar "Pod świńskim ogonem"   Pią Maj 06, 2016 1:56 am



Bar "Pod swinskim ogonem"


Opuszczona melina. Takim epitetem można określić przeznaczony dla marginesu społecznego bar, a przynajmniej taką opinię wyrobiły sobie o nim pławiące się luksusie osobistości, nie mogące pojąć, że właśnie w tym lokum ukształtowała się pewna specyficzna społeczność.
Budynek na pierwszy rzut oka nie zachęca potencjalnych klientów, a odstrasza, domagając się remontu. Odrapane ściany, złażący z nich tynk, zero śladu farby, brudne okna. „Rudera” mógłby ktoś rzec, ale dopiero, gdy złapie się za klamkę ciężkich, skrzypiących drzwiach – zabieg celowy - i mocniej się za nią pociągnie, pierwsze wrażenie ucieka w niebyt,  a oczom okazuje się coś zgoła innego. Bar, który spełnia całkowicie swoją funkcje. To tutaj głównie Czarnokrwiści przychodzą, by się zabawić w towarzystwie swoich pobratymców, ale i tu zaciera się granica rasowa, która nie ma żadnego znaczenia, gdy do głosu dochodzi bezstresowe spędzenie czasu w otoczeniu alkoholu. Pozornie w tym miejscu główne skrzypce odgrywa dobra zabawa i taki wizerunek stara się podtrzymać właściciel podniszczonego lokalu. Tylko nieliczni wiedzą, że w piwnicy dzieją się różne rzeczy. W głównej mierze są to zebrania 7DS.
Chodzą również pogłoski, że w okolicy grasuje szajka przemytników handlująca w głównej mierze żywym towarem, z tego tytułu od czasu do czasu zdarzają się porwania i brutalne pobicia na tle seksualnym, co skutecznie odstrasza potencjalnych poszukiwaczy wrażeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Bar "Pod świńskim ogonem"   Czw Wrz 22, 2016 12:33 am

Bycie obcym w zupełnie nowym kraju z pewnością miało kilka plusów. Ivan nie mógł do nich zaliczyć dość szybkiego tempa, w jakim znikały jego pieniądze, ani drobnej bariery językowej, która od czasu do czasu dawała o sobie znać. Za to z pewnością pod tę rubryczkę mógł podciągnąć nieznajomość tutejszych plotek, legend i zwyczajnych kłamstw, których w każdym mieście akurat było pełno. Nie wiedział, których dzielnic lepiej unikać, nie miał zielonego pojęcia, gdzie jest najdrożej, a gdzie najtaniej, ani nie dane mu było poznać drogi do dzielnicy, która swoim przeznaczeniem odpowiadałaby tej, którą w Europie nazywają Dzielnicą Czerwonych Latarni. To akurat było dla niego niczym zbawienie. Gdyby ktokolwiek splugawił jego postrzeganie Japonii jakimiś informacjami, wtedy blondyn nie byłby w stanie odbierać tego kraju takim, jakim jest. Jego opinia byłaby już na samym początku zanieczyszczona, splamiona i pewnie w większości kształtowałby swoją ocenę opierając ją na stereotypach. A teraz? Zupełnie czysta, biała kartka, która może być zapisywana doświadczeniami stojącymi na jego drodze. I tak też właśnie Rosjanin trafił do baru, którego nazwała była dość wdzięczna. Dla niektórych świński ogon mógł kojarzyć się z czymś paskudnym, ale do nich nie należał na pewno Dimitrij, oj nie! Oczyma wyobraźni widział już tego smażonego kurczaka, który wjeżdża na środek sali, a wszystkie światła skierowane są na niego. Otwarty pysk, jabłko w zębach, a na szczycie sterczy ten kręcony, dobrze przypieczony ogonek. No, ślinka aż sama leci i nie chce przestać. Rosjanin nie miał zielonego pojęcia, że w okolicy tego baru kręcą się jacyś handlarze ludźmi czy innym diabelstwem. Nie wiedział też, że to właśnie tutaj zacierają się granice między zwykłym człowiekiem, a Czarnokrwistym. Najwyraźniej miał jednak dobrą intuicje, bo paskudny wygląd wewnętrzny w ogóle nie obniżył jego entuzjazmu. Chociaż całkiem możliwe, że to kwestia jego niskich standardów. W rodzimym kraju bywał w gorszych miejscach, a bawił się tam przednie, więc ten lokal w ogóle go nie przeraził. I dobrze się stało, bo okazało się, że wnętrze jest zgoła inne - całkiem porządne! Ivan aż zagwizdał pod nosem, rozglądając się przy tym dookoła. Późna, wieczorna pora najwyraźniej była idealna do tego, żeby w barze zebrała się już stała śmietanka, jak i kilku nowych. Zresztą nie ma się co dziwić, bo muzyka aż zachęcała do wejścia głębiej. Blondyn uśmiechnął się więc szeroko pod nosem i ruszył w kierunku lady. Pieniądze topniały, ale napić się było trzeba, więc Razutin zachował się tak, jak go w kraju nauczyli.
- Całą kolejkę szotów, riaz! - rzekł entuzjastycznie do barmana, w ostatnie słowo wplatając trochę swojego rosyjskiego akcentu. Tego jednak nie zauważył, bowiem jego oczy już świeciły się radosnym płomieniem. W końcu zobaczył już jak mężczyzna sięga po wódkę, więc nie mogło być inaczej. Co prawda, temu trunkowi daleko było do bimbru, który robił Grigory, ale zawsze to coś na rozgrzanie gardła. W końcu też na ladzie została położona gotówka, a zadowolony Ivan chwycił niewielką tackę z dziesięcioma kieliszkami i ruszył w stronę niewielkiego stolika, który o dziwo był wolny. Może dlatego, że znajdował się w lekko zaciemnionym rogu, a może dlatego, że w pobliżu nie było żadnego okna - tego nie wiedział, ale nie mógł przepuścić takiej okazji. Jednak kiedy usiadł już na swoim miejscu, przez głowę przebiegła mu straszna, ale to straszna myśl.
- Job twoju mać. - szepnął pod nosem, spoglądając na to, co miał przed sobą. Wódka była, ale gdzie zagrycha?! Przepojka to tam nic. I tak jej nie lubił, ale zagrycha? Korniszony, śledzie, chleb ze smalcem. Gdzie to wszystko?! Nie wiedział czy takie coś w Japonii dostanie, ale był wyraźnie niezadowolony z tego, że zapomniał o to zapytać. Z nadzieją sprawdził też swoje kieszenie, ale nie znalazł tam już żadnych pieniędzy. Wychodziło więc na to, że będzie musiał zagryzać alkohol alkoholem. Nie, żeby mu to jakoś naprawdę bardzo przeszkadzało, ale za to na pewno lekko irytowało. I tak poszedł pierwszy kieliszek - w atmosferze irytacji i złości, choć Ivan wierzył, że alkohol niedługo to zmieni. Całe szczęście, że mieli tutaj coś normalnego, a nie jakąś niedobrą sake. To był właśnie problem Japonii - zły gust alkoholowy!
Powrót do góry Go down
Aster
DYREKTORKA

avatar
Liczba postów : 144
Imię i nazwisko : Aster Elizabeth Dahlia Blackgarden
Wiek : Równo trzydziestka.
Wzrost i waga : Mniej niż 170cm na 57kg

PisanieTemat: Re: Bar "Pod świńskim ogonem"   Czw Wrz 22, 2016 6:29 pm

"Pod świńskim ogonem"... Ah, tak. Ta nazwa śmieszyła Aster w głębi serca za każdym razem gdy ją słyszała przy czym doskonale znając plotki, które krążyły o tym miejsce zdecydowanie można było je nazwać jedną wielką czarną dziurą. Co prawda nie raz tutaj przychodziła, lecz za każdym razem trzy razy musiała przemyśleć jak szybko dojedzie w razie czego Ava. W końcu ona sama siebie nie obroni. Co do tego nikt nie miał wątpliwości. No właśnie, co było powodem, że taka osoba jak Aster zachodziła to takiej speluny? Jednym z tych powodów na pewno był fakt, że tutaj nikt nie zwracał uwagi na to skąd pochodzisz i kim jesteś. No przynajmniej jej nikt nie wyrzygiwał, że ma na koncie masę kasy, osiągnięcia i co ona w ogóle robi w takim miejscu. To był też problem, przez który musiała uprzedzać innych, że idzie właśnie tutaj. W końcu plotek o handlarzach żywym towarem nie można było ignorować.
Gdy po raz pierwszy stanęła przed owym budynkiem nie chciała do niego wchodzić. Zarówno jej ciało jak i umysł odmawiało i nie zgadzało się na wejście do miejsca, które wyglądało tak obskurnie. Weszła przez zaproszenie swojej znajomej, która to lubiła tutaj przychodzić i znała miejsce. Podobno fajne, podobno dobre, podobno przekona się, że nie jest tak źle. No i weszła. Nie mogła zarzucić Annie, że kłamie. Tego na pewno nie. Miała bowiem zupełną rację. Spodobało jej się to co zobaczyła po przekroczeniu drzwi. Na tyle, że była wstanie tutaj wracać. No i nie przeszkadzały jej "straszne plotki" na temat pobić i porwań czy czego tam innego. Bądźmy szczerzy - nie interesowała się tym kto gdzie i kiedy kogoś porwał. Szczegóły nie były w takich sprawach ważne. Liczył się o wiele bardziej sam fakt.
Wysiadła z auta, które kierowane przez szofera miało po nią wrócić za kilka godzin. Powiedzmy, że to takie zabezpieczenie. Tak samo GPS w telefonie. Weszła do baru przy okazji używając całkiem sporo swojej siły. Tak, te drzwi były dla niej ciężkie. Na tyle, że musiała się położyć na klamkę. Zwłaszcza o tej porze, wieczorem, kiedy jej siły był już na wyczerpaniu. Drzwi ugięły się pod jej małą siłą i postanowiły uchylić się na tyle, aby zdołała wejść. Nie pokazując po sobie ile wysiłku w to włożyła, wkroczyła i skierowała się do baru, aby zamówić to co zwykle.
- Widzę dzisiaj się siłowałaś z nimi. - zaśmiał się barman ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy, nalewając jej już rumu, który zostanie za chwilę doprawiony colą.
- To, że masz dobry słuch nie znaczy, że musisz być złośliwy. - odpowiedziała jej udając nieporadnie, że jest zła, a to co próbuje tutaj powiedzieć jest całkowicie wyssane z palca. Mężczyzna zaśmiał się głośniej na jej uwagę i podał szklankę z trunkiem.
- Dzisiaj sama czy spotkanie? - spytał opierając się o ladę.
- Spotkanie. - odpowiedziała i wzięła szklankę. - Mam tylko nadzieję, że szybko się zjawi i nie będę musiała czeka-
Przerwała i od razu skierowała się do stolika w głębi baru. Dlaczego tak? No właśnie dlatego, że kątem oka zauważyła kogoś wchodzącego do baru. Aster nie zamierzała zajmować miejsca przy barze i rozmawiać. Zwłaszcza gdy jej wzrok spotkał twarz Rosjanina. Wolała nie wchodzić mu w drogę. Czy wiedziała od razu jakiej jest narodowości? Oczywiście, że nie. Sam się zdradził przy zamówieniu. Cóż. Jej stolik może i stał "głębiej", lecz nie na tyle aby nie słyszeć co się dzieje przy barze. No i mężczyzna wcale nie zachowywał się cicho. Dzięki temu stał się celem wzroku Aster, która popijając swój rum z colą przyglądała się jego zachowaniu. Koniec końców prawie się zaśmiała widząc jak wpatruje się w szoty. Aż zaciekawiła się co się stało. Z uśmiechem wstała i podeszła do niego zabierając ze sobą szklankę. Wierzyła barmanowi, lecz tym co tutaj przychodzili - już niekoniecznie. Nigdy nie wiesz co ci dosypią, doleją czy co tam jeszcze innego.
- Coś się stało? - powiedziała w jego stronę po rosyjsku. Jeśli się nie myliła był to o wiele bardziej przyjazny język dla mężczyzny, który jak teraz na niego patrzyła nie był od niej wcale wyższy. Aż mogła stwierdzić, że teraz to ona była wyższa. Buty, ah te buty...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Bar "Pod świńskim ogonem"   Pią Wrz 23, 2016 7:44 am

Czas się trochę rozluźnić! Doskonałe miejsce, aby zapomnieć o wszystkim dookoła i o problemach, które często przytłaczają psychikę. Pod świńskim ogonem... Nazwa ciekawa i jest pewność, że niektórzy obywatele się tutaj nie zjawią. Po prostu nazwa ich odpycha, ale nie tych którzy są ciekawi i szukają dobrej rozrywki. Fakt, zależy kto co lubi. Zniechęcające jest to, że te okolice wyrobiły sobie złą renomę. Porwania nie należą do czegoś fajnego, ale to też zależy z której perspektywy spojrzysz. Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia!
Zaciągnęła kaptur na głowę i wpakowała dłonie do kieszeni. Jej wyraz twarzy nie zdradzał nic. W środku można się rozluźnić, ale na zewnątrz trzeba zachować czujność... Zawsze. Podeszła do wielkich drzwi, zastanawiając się czy jej znajoma/przyjaciółka, (ciężko stwierdzić) już jest. Westchnęła ciężko i stanęła z boku, opierając się o ścianę. Jej biedna biała bluza... Wyciągnęła z kieszeni papierosy i zapalniczkę. Na szczęście był cały komplet. Wyjęła jednego papierosa i wsadziła sobie między wargi a resztę po prostu schowała. Przysłaniając ręką od wiatru, odpaliła go. Zapalniczka wylądowała w kieszeni a ona zaciągnęła się porządnie, opierając głowę o ścianę. Po paru sekundach wypuściła dym z płuc. Pierwszy buch jest najlepszy. Paliła papierosa nie śpiesząc się, od czasu do czasu zerkając kto wchodzi do baru. Lepiej mieć to na uwadze, pamiętać trzeba przezorny zawsze ubezpieczony. Gdy skończyła, rzuciła niedopałek na ziemię przydeptując go. Czas zacząć imprezę! Złapała za klamkę i bez stresu, pociągnęła ją w dół otwierając drzwi. Zdjęła z głowy kaptur a na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Żwawym krokiem podeszła do lady, prawie się na niej kładąc i uśmiechnęła się jeszcze szerzej do barmana. If you know what I mean...
- No cześć...- Tak, on już z pewnością wiedział o co chodzi. Załóżmy, że już tu bywała częściej. Ba! Ona nawet od czasu do czasu tutaj pracowała. Żeby pić trzeba mieć pieniądze a żeby mieć pieniądze trzeba pracować. Proste obliczenia. To smutne, ale tak trzeba.
- Witaj, witaj... Do pracy czy zaszaleć?- Powiedział uśmiechając się i opierając o blat.
- Pfff... No oczywiście, że zaszaleć.- Powiedziała udając lekkie oburzenie, ale po chwili ponownie wrócił uśmiech na jej twarz. Pracować? Dzisiaj? Never!
- Dzisiaj dla odmiany na początek poproszę mocniejszego drinka.- Na szczęście mężczyzna rozumiał słowo mocniejsze i nie musiała tłumaczyć. Wziął szklankę i wlał do niej trzy kieliszki czystej wódki, plus odrobinę soku pomarańczowego. Uśmiechnął się do niej, bo już wiedział, że najprawdopodobniej wyjdzie najebana. Już chciała odejść, ale zapomniała o jednej rzeczy!
- Jak można to poproszę jeszcze popielniczkę.- Powiedziała delikatnie się pieszcząc i robiąc oczy zbitego psa.
- No niech będzie, ale przestań w końcu palić.- Powiedział żartobliwie a Ann pomachała jedynie potwierdzająco głową. No pewnie, kiedyś skończy, ale jeszcze nie teraz. Zabrała swojego drinka i popielniczkę, uśmiechając się jeszcze delikatnie do barmana i odwróciła się. Namierzyła stolik przy którym zawsze siedziała i gdzie umówiła się z Aster. Nie ma jej? Jak to? Zrobiła minę obrażonego dziecka i ruszyła ku stolikowi. W między czasie udało się jej dostrzec kobietę i przechodząc dźgnęła ją palcem między żebra. Odwróciła się jeszcze żeby jej pomachać i usiadła przy stoliku. Postawiła to co niosła i opierając się wzięła drinka do ręki i upiła dwa porządne łyki.
Powrót do góry Go down
Aster
DYREKTORKA

avatar
Liczba postów : 144
Imię i nazwisko : Aster Elizabeth Dahlia Blackgarden
Wiek : Równo trzydziestka.
Wzrost i waga : Mniej niż 170cm na 57kg

PisanieTemat: Re: Bar "Pod świńskim ogonem"   Pon Paź 17, 2016 8:33 pm

Zagadując faceta w barze nikt nie sądzi, że zaraz twoja partnerka do picia na dany wieczór będzie kłuć cię między żebra. Nie można się więc nie spodziewać, że Aster była zaskoczona, a tym samym w wkurzona, że w ogóle ktoś coś takiego zrobił. No, kto był takim śmiałkiem?! Trzymając drinka w reku, którego przed chwilą prawie wylała, odwróciła się i zobaczyła Annę. Cóż... Mogła się tego spodziewać. Jedyne co posłała swojej dobrej znajomej był uśmiech,  że rozumie jej przekaz. No i nawet jeśli było w nich trochę sarkazmu to był szczery! Znowu odwróciła się do mężczyzny, który był wstanie przez chwilę ją rozbawić.
- Wybacz, ale się umówiłam. - odpowiedziała do Rosjanina i poszła do Anny, dla której w sumie tutaj przyszła. Co prawda liczyła na miłą rozmowę z przybyszem z zagranicy, lecz skoro był jej cel podróży to dlaczego miałaby poświęcać swój czas na niego? No przynajmniej w tej chwili nie czuła takiej potrzeby. W końcu Anna miała dla niej coś ważniejszego od nowej znajomości. Aster miała tylko małą nadzieję, że miała dla niej zamówienie. Te jej krople żołądkowe pomagały jej zdecydowanie za często i jak to poważny człowiek, Aster, nie miała czasu iść normalnie do lekarza. Więc co robiła? Brała krople, które dostawała od swojego ulubionego osobnika w fachu lekarza.
Podeszła do stolika i usiadła na przeciw Anny, która popiła swoje drinka. Spojrzała jej w oczy popijając swojego drinka. Następnie odstawiła szklankę i odezwała się z uśmieszkiem do dziewczyny.
- No heeej.. - zaczęła dla zabawy niczym dziewczyna z gimnazjum dla swojej własnej uciechy. - Masz towar dla mnie?
Zadała pytanie już zyskując powagę. W końcu chodziło o jej życie i spożywanie pokarmu bez oddawania go chwilę później. Jako ofiarę dla porcelanowego bożka łazienki. No tak. Lubiła go, ale odwiedzanie go co chwila było zdecydowanie nie w tonie dla niej. Zresztą Ava miałaby z niej mnóstwo zabawy. Nie mogła na to pozwolić.
- Ogólnie pomijając interesy. Jak ci życie ostatnio mija? Nie widziałyśmy się przez ostatnie dwa tygodnie. - powiedziała znów biorą swoją szklankę do ręki. Oczywiście miały czas o tym pogadać, ale znając je co chwila znajdzie się nowy temat, a poprzedni zostanie nawet niedokończony. Bo Aster zwróci na coś uwagę, bo Anna postanowi pominąć jakiś wątek. Tak to już bywało z kobietami. Usadowiła się wygodniej na krzesełku, podparła się o blat i wyczekiwała odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blaze
GNIEW

avatar
Liczba postów : 12
Imię i nazwisko : Sirin Valiyeva, innym razem Blaze. Czasem Shey, Heyf, Itami lub Pandora. Zależy, kto pyta.
Wiek : Oficjalnie 23, realnie 27 lat.
Wzrost i waga : 1.70 m / 59 kg

PisanieTemat: Re: Bar "Pod świńskim ogonem"   Nie Sie 27, 2017 12:27 am

Mimo późnych godzin nocnych... Czy może raczej wczesnego poranka, w barze nadal przesiadywali klienci, czego zresztą można było się spodziewać.  Miejsce to było dość specyficzne, nawet jeśli z zewnątrz wyglądało jak rudera, wewnątrz krył się zupełnie inny świat. Nawet Blaze, zwykle stroniąca od tego typu lokalów, dobrze się w nim czuła.
Od samego wejścia uderzyło ją ciężkie i duszne powietrze, a także znajomy gwar rozmów. Przekroczyła próg, kierując się w stronę baru, kiwnięciem głowy pozdrawiając w międzyczasie kilku znajomych osobników – nie żeby z którymkolwiek łączyła ją jakaś większa zażyłość, po prostu rozpoznawali swoje twarze, może kiedyś zdarzyło im się zamienić ze sobą kilka zdań. Żadnemu z nich jednak się nie przedstawiała. Raczej… Była tego właściwie pewna, chociaż w świetle jej fenomenalnej pamięci, niewiele to znaczyło. Irytujące. Nieważne, że cierpiała na tę przypadłość przez całe swoje życie. Do czegoś takiego po prostu nie mogła się przyzwyczaić.
- To, co zwykle? – przynajmniej miała pewność, że barman jest jej znany. Jak dziwne musiałoby być zapomnienie osoby, z którą mimo wszystko spędziła trochę czasu. Skinęła głową, a mężczyzna natychmiast zabrał się za przygotowywanie drinka. Blaze właściwie nie spuszczała wzroku z jego rąk, uważnie przypatrując się wszystkim składnikom. Owszem, odwiedzała to miejsce od paru dobrych lat – jeszcze za życia Rena zdarzało im się tu przychodzić. Właściwie to właśnie on przyprowadził tu z początku sceptycznie nastawioną do tego pomysłu siostrę – wszak dla niej żaden pomysł obejmujący spożywanie czegoś przygotowanego przez kogoś innego, nie był dobry. Jednak najwyraźniej nawet ją można było złamać. A przynajmniej potrafił to jej brat. – Włóczenie się po nocach to nie jest najlepszy sposób na walkę z bezsennością, wiesz? – Zignorowała uwagę, choć na jej twarzy na moment pojawiło się coś na kształt uśmiechu.
- Wybacz, dzisiaj nie dam ci pretekstu do obijania się w robocie – powiedziała w końcu, zabierając swój napój, z którym przeniosła się w bardziej odosobnione miejsce – dodatkowo takie, z którego miała doskonały widok na wszystkie wejścia do pomieszczenia.
Zastanawiała się. Inkwizycja od pewnego czasu wydawała się kobiecie niezbyt aktywna. Może było to tylko złudzenie, ale nawet w takim przypadku nie mogła zlekceważyć czegoś takiego – takie nagłe zaprzestanie działań było właśnie najbardziej niepokojące. Poznali ich lokalizację? Planują teraz coś naprawdę niebezpiecznego dla 7DS? W takim wypadku, może powinna skupić się na zwiększeniu zabezpieczeń, ostrzec członków grupy przed… Nie, to nie miało sensu. Przecież nawet nie miała przed czym ich ostrzegać. Najpierw musiała się czegoś dowiedzieć. Poza tym... Niezbyt w to wierzyła, ale może… Może tak naprawdę nic nie wiedzieli... Nie planowali... Może to właśnie była szansa dla Czarnokrwistych?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moth
SZPIEG / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 9
Imię i nazwisko : Nie zna swojego prawdziwego imienia. Przedstawia się jako Moth.
Wiek : 19 lat
Wzrost i waga : 162 cm; 49 kg

PisanieTemat: Re: Bar "Pod świńskim ogonem"   Nie Sie 27, 2017 3:06 am

Dobry humor Moth ulatniał się wraz z każdym nowym promieniem słonecznym padającym na jej twarz. Nie miało znaczenia jak mocno naciągała kaptur, te złośliwe, świetlane kreatury wciąż się pod niego wślizgiwały, raniąc jej delikatne oczy. Już czuła powolne pulsowanie z tył czaszki. Jeszcze kilka chwil spędzonych w tym piekle, a ból głowy będzie towarzyszył jej przez cały dzień. Najchętniej rzuciłaby to wszytko i poszła do domu. Był w tym jednak pewien maluteńki problemik. "Dom" był niejako.. nieosiągalny, przynajmniej nie nieistniejący, ale było do tego niepokojąco blisko. Podążała więc za Panią Cierpliwość, w duchu zaklinając, by ta choć trochę przyspieszyła. W takim tempie, to nie dojdą nigdzie do południa. Spokojny krok Ostoi Spokoju była w stanie jeszcze zrozumieć. Gdyby nie nienawiść Moth do słońca, to mogłaby nawet uznać taki spacer za relaksujący. Nie, problemem były ciągłe ukradkowe spojrzenia rzucane przez Zirytowaną. I nagłe skręty w boczne uliczki. I ciągła gotowość do akcji. Gdyby nie fakt, że widziała już jak zareagowała kobieta, kiedy ostatnio się do niej podkradła, to uznałaby, że znów została wykryta. Może prowadzi mnie w pułapkę, a cała ta sytuacja, to jedynie sposób na uśpienie jej czujności. Nie moja droga, to, to jest paranoja.
Gdyby jednak był to podstęp, to sprawdziłby się wręcz fenomenalnie. Pomiędzy ciągłym wewnętrznym marudzeniem na pogodę, początkami bólu głowy, losowymi rozważaniami i usilnymi próbami uniknięcia wykrycia, Moth nawet nie zauważyła kiedy znalazła się przed wejściem do baru o urokliwej nazwie "Pod świńskim ogonem." Z zewnątrz nie wyglądał dużo lepiej niż ruina, okna były tak brudne, że równie dobrze mogło ich nie być, a drzwi wydawały ledwie się trzymać na zawiasach. Przynajmniej nie skrzypią, zaobserwowała, kiedy Groźna wkroczyła do wnętrza. Przez chwilę rozważała pozostanie na zewnątrz. Czerwonowłosa - z braku lepszego określenia dla kobiety, te wszystkie pseudonimy nie wydawały się do niej pasować - musiała kiedyś wyjść. Pewnie nawet niedługo, patrząc na to, że zapewne nie przespała nocy. Rozsądnym więc byłoby nie narażać się na zwiększone ryzyko wykrycia, które z pewnością zaistnieje, jeśli zdecyduje się również wejść do środka. Niestety, żadna ilość logicznych argumentów nie przekonałaby jej teraz do pozostania na zewnątrz, może z kilkoma wyjątkami, ale ta sytuacja nie mogła być aż tak niebezpieczna.
Odczekując absolutnie najdłużej, jak była w stanie, czyli około kilku minut od zakończenia swoich wywodów, wślizgnęła się do baru. Albo przynajmniej próbowała. Odgłos skrzypiącej zawiasów, wydawał się jej niemal ogłuszający. Choć przy jej wrażliwym słuchu, to praktycznie każdy dźwięk takim był. Nie było więc potrzeby zbytnio się zamartwiać. Mimo wszystko, Moth nie była zadowolona ze swoich dzisiejszych poczynań. Zbyt często zdarzało jej się popełniać błędy, które normalnie nie przeszłyby jej nawet przez myśl.
Nie zamierzając zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi skierowała się bezpośrednio do baru. Mimo późnej, a właściwie to wczesnej, godziny, lokal miał zaskakująco wielu klientów. Niewystarczająco jednak by móc wtopić się w tłum. Pozostawało więc jedynie zachowywać się naturalnie. Co zostało znacząco utrudnione, kiedy barman bardzo uprzejmie poprosił ją o dowód pełnoletności. Oczywiście. Musiało się to stać. Jeśli coś może pójść źle, to pójdzie, czyż nie. Po chwili szarpania się ze swoimi kieszeniami, którą wykorzystała by w końcu niepozornie rozejrzeć się po pomieszczeniu i zlokalizować czerwonowłosą, udało jej się kupić drinka i oddalić do jednego z bardziej skrytych w cieniu stolików. W końcu odrobina relaksu. Przynajmniej dopóki kobieta nie postanowi ponownie udać się na spacerek po całkowicie już rozświetlonym porannym słońcem mieście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Bar "Pod świńskim ogonem"   

Powrót do góry Go down
 
Bar "Pod świńskim ogonem"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xx :: ➜ Zachodnia część-
Skocz do: