IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar
Liczba postów : 227
Imię i nazwisko : Cygańskie Mokasyny Grozy.

PisanieTemat: Ulica   Wto Maj 03, 2016 6:05 pm



Ulica


Jedna z głównych ulic w Centrum, a co za tym stoi - najbardziej ruchliwa. W godzinach szczytu tonie w kilometrowych korkach, a zirytowani i sfrustrowani kierowcy trąbią naokoło, zagłuszając publiczny porządek. I chociaż funkcjonuje tutaj spore skrzyżowanie, które umożliwia przedostanie się na drugą stronę, bez względu na porę dnia, to bardzo często dochodzi w tym miejscu do wypadków. Tych mniej, jak i tych bardziej niebezpiecznych.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Ulica   Sro Cze 01, 2016 1:06 am

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to znajomych chód. Niby bezszelestny, ale posiadający sobie coś z groteski. Potem był ubiór, nieco odstający od stylu, który zapadł mu w pamięć - bardziej luźny, oferujący jego użytkownikowi scalenie się z tłumem, ale Gniew potraktował to jako drobnostkę, która nie miała żadnego zastosowania w rzeczywistości. Znajoma postawa stworzyła mu w głowie istny bałagan. Wówczas wszystkie jego wątpliwości stępiły się, a na jej miejscu pojawiła się pewność podsycona przez chęć rozmowy. Nawet ktoś cierpiący na ślepotę barw był w stanie dostrzec odznaczającą się w gąszczu czerni i szarości biel, która wyraźnie odznaczając się na ich tle tej mozaiki monochromatyczności, biła po oczach. Prześlizgnął spojrzeniem po sylwetce naznaczonej tym zjawiskiem i mimowolnie głos ugrzązł mu w krtani, a on sam, skołowany zamarł na parę  z pozoru nic nieznaczących sekund w bezruchu, choć w innych okolicznościach nieoczekiwana słabostka mogła przeobrazić się w alegorię ostatniego gwoździem do trumny, bo o to zmaterializował się przed nim człowiekiem, który był kompletnym zaprzeczeniem jego egzystencji i wyzwanych wartości.
Powietrze opuściło jego usta. Sam grób kopał sukcesywnie zbierając żniwo w postaci ludzkich istnień i choć sami zainteresowani powinni być mu wdzięczni, że dbał o to, by miasto nie zostało przeludnione, domyślał się, że w praktyce ta sprawa miała się zgoła inaczej, choć własne przeświadczenie w tej materii robiło jednak swoje i nie miał zamiaru ich naprostowywać. Nie w tym życiu - jeśli wierzyć w reinkarnacje, lecz ona sama w sobie była kwestią sporną. W końcu Haine nie wyznawał żadnych wartości religijnych, skupiając się całkowicie na swojej rasie, która miała pod górkę w każdej strefie życie, mimo iż ich los się do nich uśmiechnął, a ich bytowanie na ziemskim padole odrobinę się odmieniło po tym, jak zostały im przyznane prawa do życia w społeczeństwie. Sam jednak fakt, że ludzie nadal ciągnęli za sznurki i dyktowali warunki współpracy, był wystarczający, by nie podzielać ich entuzjazmu i nie dać się zaszufladkować w rangę Dawcy.
Przejechał wierzchem dłoni po twarzy, aby uspokoić drżenie dłoni i, choć ten gest w praktyce był iście symboliczny i nie miał nic wspólnego z jego stanem emocjonalnym, w teorii przynajmniej zajął go czymś na chwilę. Przy jego irytacji, która gromadziła się w nim sukcesywnie podczas pokonywania drogi z warsztatu do centrum i teraz pogłębiła się jeszcze bardziej, ani praca serca nie została wyciszona, ani myśli nie uległy stłumieniu. Tracąc rezon i umiejętność logicznego myślenia, która zazwyczaj wyposażała go zapobiegawczo w potrzebną do przeżycia ostrożność, bezmyślnie ruszył za właścicielem – jak zgadywał – platynowych włosów. Nie spuszczając z niego wzroku, obcierał go spojrzeniem ze skóry, z rentgenowską precyzją prześwietlając na wskroś znajomą sylwetką intensywnie zieloną tęczówką błyszczącą jak reflektor auta w nieznanym dotąd geście niemego ożywienia, tak bardzo niepodobnego do postawy, która towarzyszyła Haine odkąd przestał utożsamiać się ze swoimi ofiarami. Nie zatrzymał się ani na ułamek sekundy, nawet wtedy, kiedy nad jego głową pojawił sygnał ostrzegawczy, że mężczyzna wyczuł, że jest śledzony, ale przecież właśnie tego się spodziewał po jednym akceptowalnym przez siebie człowieku, który wpoił mu pomocną do przeżycia wiedzę.
Wzdrygnął się, gdy podmuch chłodniejszego wiatru objął jego policzki, ale nie wykazał się tym faktem przejęty, wręcz przeciwnie, nikt nie był teraz w stanie skupić na sobie uwagi Haine, która została przyćmiona przez perspektywę spotkania z osobą, która pojawiła się i zniknęła z jego życia tak szybko jak wiosenny deszcz. Ignorując wszystkie za i przeciw - tych drugich było zdecydowanie więcej – postawił wszystko na tę jedną chwilę.
Powrót do góry Go down
Vergil Sparda
STRATEG

avatar
Liczba postów : 394
Imię i nazwisko : Vergil Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm; 76 kg

PisanieTemat: Re: Ulica   Wto Lip 19, 2016 9:20 pm

Wracał akurat z pracy po stosunkowo krótkim, ale intensywnym dniu. Oczywiście bez problemu wmieszał się w tłum, nawet ze swoim wyglądem już nie budził takiego poruszenia jak z początku pobytu w tym mieście. Ot, zwykły człowiek, z oryginalnym wyglądem, bo szczepionka coś schrzaniła. Utrzymywanie jego tożsamości i profesji w tajemnicy nie było jakimś wyzwaniem, wbrew pozorom. Ataki hakerskie na ich bazy danych były odpierane z pełną zawziętością i konsekwencjami za każdym razem. Ale... zawsze mógł się trafić jakiś rodzynek. Nawet minimalne szanse wystąpienia czegoś oznaczały, że dane zagrożenie nadal było bardzo realne. Tak więc zawsze pilnował, by zmienić ubranie, by zachowywać się jak każdy normalny mieszkaniec, który ma swój cel i który nie planuje znaleźć się w centrum zainteresowania jakichkolwiek służb specjalnych. Z jego pamięcią to była bułka z masłem.
Ale tego dnia... tego dnia coś wisiało w powietrzu. Szedł przed siebie, wyprostowany, z rękoma w kieszeniach czarnych spodni, z ciemnoszarym płaszczem z grubego płótna i bez rękawów zapiętym na kilka górnych guzików skrywającym pod sobą jego wierne ostrze, nie pokazując po sobie niepokoju. Co to by dało? Nic, poza być może zwróceniem na siebie czyjejś uwagi. Na razie jeszcze nie naciągnął na głowę kaptura płaszcza, ale w każdej chwili mógł to zrobić. Tak na wszelki wypadek. Było chłodno, wiatr dość mocno czasem powiewał, taka ochrona głowy i twarzy przed zimnem nie byłaby czymś dziwnym.
Akurat minął wystawę jednej z paru kwiaciarni, zmierzając w stronę parku, kiedy poczuł na sobie czyjeś spojrzenie. Dziwne, ciężkie, niepokojące... nie do końca wrogie, ale też nie do końca przyjazne. Czyli jednak... zaczęło się. Ktoś go obserwował. Kto? Jakiś zażarty przeciwnik Czarnokrwistych, sądzący że białowłosy jest jednym z nich, szukający pretekstu do agresji? Ktoś, komu w ogóle nie podobał jego wygląd, uznając go za wydumaną modę? A może... wróg? Tylko jak by go rozpoznał? Vergil zawsze, przy każdej akcji, bezwzględnie przestrzegał reguł umundurowania, szczególną uwagę przykładając do ukrywania każdego szczegółu, który mógłby zdradzić jego tożsamość. Pewnych rzeczy jednak nie dało się do końca ukryć, sposobu poruszania się na przykład. Huh... trzeba to było sprawdzić. Koniecznie. Odrobinę zwiększył stawiane kroki, nie przyspieszając tempa marszu. To sprawiło, że mimo wszystko pokonywał większy dystans niż wcześniej. Pozornie losowo również skręcił w odnogę ulicy, prowadzącą w rejony bliższe slumsom, czyli mniej zaludnione, a przez to bardziej stosowne do ewentualnej konfrontacji. Nie mógł przecież ryzykować poważniejszego starcia na środku głównej arterii miasta. Wykorzystał też nagły podmuch zimnego wiatru, by ukryć rzucające się w oczy włosy pod kapturem. Póki co jego obserwator nie odpuszczał, zobaczymy co teraz zrobi. Jak zareaguje. W myślach jednocześnie planował co zrobić dalej, gdzie pójść i którędy, oraz przeczesywał pamięć w poszukiwaniu jakichś poszlak co do możliwej tożsamości obserwatora. Wszystkie misje, naloty, rutynowe patrole - każda okoliczność mogła mu coś podpowiedzieć. Bo wykluczając dwie pierwsze opcje odnośnie osoby śledzącej go, trzeci wariant mógł bazować jedynie na poszlakach związanych z jego pracą. Zdziczałymi bestiami, które wraz ze swoimi towarzyszami tropił, osaczał i bezlitośnie likwidował.
Ten dzień mógł się skończyć na wiele sposobów, ale coś mu mówiło, że słońce będzie dzisiaj zachodziło krwawe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Ulica   Sro Sie 10, 2016 2:38 am

Zauważył.
Mimo tej świadomości, nie spuszczał z zasięgu wzroku - jak mu się wydawało - znajomej sylwetki, która z oczywistego powodu przyśpieszyła kroku. Jeśli mężczyzna zauważył, że jest śledzony, to w istocie musiał przejść szkolenie wojskowe albo w ekstremalnym wypadku mieć coś za uszami. W obu tych przypadkach kreślący się w umyśle Czarnokrwistego zubożały portret psychologicznych skłaniał go przy refleksji, że nie było tutaj mowy o żadnej pomyłce. Sam fakt, że osobnik był posiadaczem białych, układających się w charakterystyczną fryzurę włosów stał wystarczający. Zresztą przy dalszej obserwacji zauważył za dużo rażących podobieństw, które nie podlegały żadnym dyskusjom. Wspomnienia o tym osobniku, choć odegrały się w dalekiej przyszłości, wyraźnie zarysowały się w głowie Gniewu, a wręcz wyryły się w jego pamięci. Były w zasadzie jednym z niewielu rzeczy, które powstrzymywały go przed prawdziwym przejawem szaleństwa i na końcu języka miał już te wszystkie pytania, które chciał mu zadać w dniu zniknięcia, a także wiele nowych.  Wątpliwości, które zakiełkowały, nie dawały Haine tak naprawdę dużo możliwości, ani także spokoju. Mógł co prawda zawrócić i poradzić sobie na swój sposób z posmakiem porażki, który w tej materii bezwątpienia by się pojawił, choć tak naprawdę w tym momencie stawką nie było życie, a zaspokojenie zwykłej ciekawości. Dlatego też uparcie szedł do przodu, nieco zaślepiony i nie myślący na pełnych obrotach w sposób racjonalny. Kierowany własnymi pobudkami i poharatany emocjonalnie. Serce w piersi układało własną, mrożącą krew w żyłach melodię, tłukąc się boleśnie o żebra, a po linii kręgosłupa przebiegł dreszcz świadczący o skoku adrenaliny, która w tym wypadku miała dużo wspólnego z towarzyszącą mu ekscytacją.
Nie powinien być taki lekkomyślny. Taka myśli pojawiła się, gdy właściciel znajomej budowy ciała skręcił w jeden z mniej zaludnionych, niecieszących się popularnością uliczek, które prowadziły na dawne tereny dzielnicy Czarnokrwistych.  W zasadzie oprócz ostrych pazurów i zębów, a także noża motylkowego członek 7DS nie posiadł nic, co mogło służyć mu za ewentualną obronę. W końcu Dawca łażący z kataną przy boku w biały dzień wzbudzałby sporo sprzecznych emocji, gdzie z pewnością dominowałoby nieufność. Nie wspominając już o tym, że nienawiść jaką Haine adresował w kierunku podrzędnemu ludzkiemu gatunkowi nakazałaby użycia jej na każdym przedstawicielu tej rasy, który stanąłby obok niego na odległość łokcia. Podcięcia paru gardeł nie stanowiło dla Gniewu żadnego wyzwania, a w zasadzie byłoby niezłą rozrywką, której unikanie było czynem czasem wykraczający poza jego kompetencje. Musiał jednak się hamować. Wraz z rozwojem antyrządowej organizacji, gra była warta zachodu.
Poszedł w ślad za znajomym mężczyzna, a dłoń machinalnie powędrowała w kierunku kieszeni, w której znajdował się poręczny nóż.
Zasadzka.
Czuł to w kościach, ale jednocześnie ignorował swój szósty zmysł. Co prawda nigdy nie przypuszczał, że było go stać na wyhodowania takiego emocjonalnego przywiązania i robił wszystko, by je odrzucić, ale chyba każdy czułby sentyment do osoby, której zawdzięczało się życie. Haine pod tym względem nie stanowił żadnego wyjątku.
Powrót do góry Go down
Vergil Sparda
STRATEG

avatar
Liczba postów : 394
Imię i nazwisko : Vergil Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm; 76 kg

PisanieTemat: Re: Ulica   Nie Wrz 18, 2016 7:52 pm

Nadal był śledzony.

Jego instynkty warczały na niego, każdy szmer był analizowany pod kątem wskazówek odnośnie poczynań jego cienia. Bardzo uparta osoba... nawet fakt, że kierunek jego marszu jasno go prowadził w sam środek ruin getta, nie przekonał jego ogona by zrezygnować. A więc... ktoś naprawdę zawzięty. Wróg. Coraz więcej też wskazywało, że najpewniej Czarnokrwisty. Tylko jaki był motyw? Bestie, na które polował, nie przeżywały nigdy.

... prawie nigdy. Z jednym, jedynym wyjątkiem... ale czy los naprawdę by się tak splótł? Cóż. Przekona się już zapewne niedługo. Jego długie nogi niosły go równym tempem, cicho i pewnie, coraz dalej i dalej od zatłoczonej ulicy i w miarę jeszcze gwarnych zaułków centrum miasta. Coraz bliżej do dzielnicy, do której zwykli mieszkańcy się nie zapuszczali bez naprawdę dobrego powodu, czasem nawet z powodem się wycofując dla własnego bezpieczeństwa. Coraz bliżej do slumsów i ruin getta... tam konfrontacja będzie mogła być przeprowadzona w miarę... spokojnie. Z minimalną, jeśli nie zerową, obecnością świadków.

W głowie Vergila powstawały i były odrzucane dziesiątki planów. Wszystko musiał przewidzieć, musiał uważać na wszystko... jeśli ten, kto go śledził, jakimś cudem znał jego tożsamość i powiązania, to musiał zostać uciszony - pokojowo lub nie. Białowłosy miał coraz mocniejsze wrażenie, iż wydarzenia potoczą się tym drugim torem...

[ztx2 - do Ruin Getta]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Ulica   

Powrót do góry Go down
 
Ulica
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xx :: ➜ Centrum-
Skocz do: