IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar
Liczba postów : 227
Imię i nazwisko : Cygańskie Mokasyny Grozy.

PisanieTemat: Główna ulica   Nie Maj 01, 2016 2:45 pm



Ulica


Dawniej funkcjonowała jako normalna ulica, aktualnie wygląda jak wylęgarnia wszelkiego zła i zdegenerowania. I chociaż wciąż poruszają się po niej pojazdy, to jazda nawet w dzień jest niebezpieczna. Popękany asfalt, rozpadające się budynki oraz przewijające się mniejszej bądź większe grupki mieszkańców slumsów odstraszają nawet najodważniejszego śmiałka. Przy ulicy funkcjonuje kilka sklepów oraz barów, co stanowi główną rozrywkę tutejszych mieszkańców. Budynki są pokryte muralami, dookoła panuje zapach zepsutego jedzenia, rozkładu ciała oraz moczu, a ulica od dobrych kilkunastu lat nie widziała ekipy sprzątającej. Po prostu jest to ta "ciemna dzielnica", od której najlepiej trzymać się z daleka i straszyć nią niegrzeczne dzieci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ezra Marshall-Katsuri
SZPAK

avatar
Liczba postów : 50
Wzrost i waga : 178cm || 68kg

PisanieTemat: Re: Główna ulica   Pon Lip 24, 2017 1:23 pm

Nie lubił tej części miasta.
Co prawda był tutaj z dwa razy, nie więcej, ale to wystarczyło, by wyryć w jego głowie nieprzyjemny obraz tego miejsca. Przesunął koniuszkiem języka po dolnej wardze, rozglądając się na boki, szczerze powiedziawszy nie mając pojęcia od czego zacząć. Spojrzał na swoich towarzyszy, i rozłożył obie dłonie na boki.
- Jakiś plan? – zapytał ruszając wzdłuż ulicy. Ulicy, która przypominała raczej namiastkę próby normalnego życia i funkcjonowania w społeczeństwie. Oczywiście, znajdowały się tutaj sklepy czy też bary, chociaż witryny w większej mierze były ukryte za stalowymi kratami, gdzieniegdzie można było ujrzeć zasadzone drzewa, które nadawały całemu miejscu nieco łagodności. Obraz jedna burzyło wielu bezdomnych, którzy niczym duchy miasta snuli się między zaułkami. Niektórzy leżeli zwinięci w kłębki, przykryci starymi gazetami czy też kawałkami kartonów. Gdzie w oddali rozległ się krzyk jakiejś kobiety, która przyłapała swojego męża na zdradzie. Mizernie prezentowali się nie tylko Czarnokrwiści, ale również ludzie. Ci, których społeczeństwo odrzuciło. Ci, którzy z różnych przyczyn stracili bezpieczne miejsce, dach nad głową, rodziny. Nie oznaczało to, że w zachodniej części miasta nie można było spotkać skrawka normalności.
Z salonu fryzjerskiego właśnie wyszły dwie nastolatki, wesoło dyskutując na jakiś czas, promieniejąc nowymi fryzurami. Z boku, ze zwykłego spożywczaka wyszła uśmiechnięta kobieta pchająca wózek ze swoją pociechą. Dwa siady. Ci, którzy próbowali żyć normalnie i ci, którzy ów normalność już dawno porzucili.
Ezra miał tylko jedną nadzieję. Że ich trójka nie rzuca się zbyt mocno w oczy, oraz że…
- Hej dzieciaki. – zachrypnięty głos zaszedł im drogę. Wysoki mężczyzna o spiczastych uszach spojrzał na nich uśmiechając się przy tym.
- Macie jakieś drobne? Mi i mojemu ziomkowi brakuje. Macie? – zagadnął uśmiechając się szeroko i prezentując swoje uzębienie pobawione lewej górnej jedynki. Spojrzał za siebie na innego mężczyznę, który właśnie kończył palić papierosa. Wyrzucił peta, nie kwapiąc się, by chociażby przydusić go butem i ruszył w ich stronę. Jeżeli ktoś kiedykolwiek zastanawiał się, jakby wyglądało połączenie prosiaka z człowiekiem to ten mężczyzna mógł rozwiać wszelkie wątpliwości. Wielki, zarówno wzwyż jak i wszerz, mały, nieco świński ryjek i czarne jak paciorki oczy. Do tego wystające spomiędzy warg kły, co jedynie podkreślało niesmaczne odczucia, jakie wywoływał swoją osobą w innych.
- Podobają mi się twoje buty. Myślę, że już ci się nie przydarzą. – powiedział wskazując na buty Atasuke, uśmiechając się przy tym szeroko, co jednak z jego aparycją wyglądało dość karykaturalnie.
Tak. A Ezra miał nadzieję, że nikt ich nie zaczepi.
Nadzieja matką głupich, co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miyuki
WRÓBEL

avatar
Liczba postów : 25
Imię i nazwisko : Miyuki Hana
Wiek : 17
Wzrost i waga : 154 cm/49 kg

PisanieTemat: Re: Główna ulica   Wto Lip 25, 2017 4:55 am

Miyuki nie wiedziała co odpowiedzieć na pytanie Katsuriego na temat wypadu do jakiejś restauracji czy baru. Nie miała przy sobie jakiejś ogromniej sumy pieniędzy, a nie chciała, żeby nowi koledzy musieli za nią płacić. Jednak jej rozterkę szybko rozwiał Atasuke, któremu ten pomysł specjalnie się nie spodobał. Najpierw chciał zająć się tym po co się spotkali. W sumie Miyuki nie przepadała za częścią miasta, do której się wybierali. Nie ma tam niczego przyjemnego, a widok tych wszystkich biednych ludzi tylko przybija dziewczynę. Jednak nie może się teraz wycofać. Przecież wiedziała na co się pisze.
-Herauchi m-ma rację.-powiedziała lekko przyciszonym głosem-A-ale jak uda nam się szybko z-załatwić to co mamy do zrobienia m-może gdzieś wstąpimy.-dodała po chwili uśmiechając się ciepło do jasnowłosego.
Sama nie wiedziała dlaczego to zaproponowała. Przecież nie miała pieniędzy, którymi mogłaby szastać na lewo i prawo, ale możliwość spędzenia dodatkowego czasu w miłym towarzystwie wydawał się jej wart wydania części swoich oszczędności.
Kiedy chłopcy ruszyli Yuki podążyła za nimi. Szłaby pomiędzy nimi gdyby nie to, że trzymała się lekko z tyłu. Jednak można było zauważyć, że dziewczyna trzyma się bliżej Herauchiego. Ciągle na uwadze miała słowa dotyczące trzymania się blisko chłopaka.
Po jakimś czasie, w końcu znaleźli się na miejscu. Dookoła unosił się nieprzyjemny zapach, a biedę było widać praktycznie na każdym kroku. Gdzie nie gdzie dało się zauważyć niepasujący tutaj ludzi prowadzących swoje spokojne życie. Jednak były to wyjątki.
Kiedy Katsuri zapytał o plan w głowie dziewczyny pojawiła się myśl, która przytłaczała resztę. "Tylko nie zostawcie mnie samej." echem odbijało się w jej głowie. Gdyby postanowili się rozdzielić na trzy "grupy" Yuki pewnie nie wytrzymałaby tu sama dłużej niż pięć minut. Sama myśl, że jakiś mężczyzna mógłby ją zaczepić sprawiała, że czuła się nieswojo i nieprzyjemnie. Plus w oddali dało się słyszeć odgłosy kłótni. A co jeśli ktoś na jej oczach zaczął się bić? Nawet nie wie czy byłaby wtedy w stanie uciec, a co dopiero krzyczeć.
-M-możemy...-chciała coś zaproponować, ale jakiś obcy męski głos wszedł jej w słowo.
Kiedy spojrzała w kierunku, z którego dobiegał głos ujrzała rosłego osiłka ze świńską twarzą. Na sam jego widok dziewczyna się wzdrygnęła. Kiedy jeszcze drugi mężczyzna zaczął zbliżać się w ich kierunku poczuła się gorzej. Starała nie dawać sobie tego po sobie poznać jednak dało się zauważyć, że zaczęła łapać oddech z lekką trudnością. Czuła jak powoli traci czucie w lewej ręce, a nogi powoli zaczynają jej mięknąć. Co teraz? Raczej obcy mężczyzna nie miał w planach grzecznie ich zapytać, a w razie odmowy pokornie wrócić do swoich zajęć. A co jeśli coś im się stanie? Miyuki mimowolnie złapała delikatnie prawą ręką za dół mundurka Atasuke. Lewą rękę jakoś dała radę wsadzić do lewej kieszeni bluzy i lekko złapać Yuu. Może po jej twarzy nie było widać, że się boi jednak w środku bała się tego co może się stać. Oby tylko najgorszy scenariusz się nie sprawdził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herauchi
KRUK

avatar
Liczba postów : 131
Imię i nazwisko : Atasuke Herauchi.
Wiek : 18 lat. Drugi rok kibluje w Blackbird.
Wzrost i waga : Sto sześćdziesiąt siedem centymetrów autodestrukcji - i wciąż rośnie. Waga w okolicy sześćdziesięciu kilogramów.

PisanieTemat: Re: Główna ulica   Czw Sie 10, 2017 3:18 am

Był chyba jedynym, który nie zwracał uwagi na obskurne otoczenie, choć bez wątpienia widok krajał serca każdej osobie, która postanowiła rozejrzeć się dookoła. To był obraz nędzy idealnie wycięty z książki historycznej — ze strony, w której tekst opowiadał o głodzie albo chorobach. Herauchi nie wątpił, że większość mijanych ludzi i Czarnokrwistych miała żołądki skurczone i pomarszczone jak orzechy, że ich ubrania śmierdziały (jak wszystko tutaj) i połatane były wieloma warstwami niepasujących do siebie materiałów.
Że byli biedni i cierpieli.
Mimo tego nie wydawał się tym przejęty. Twarz ściągnął w poważnym wyrazie kogoś, po kim spływają takie atrakcje. Kogoś, kto byłby w stanie stawić czoła każdemu z mętów zachodniej części Kogarashi, praktycznie bez żadnego wysiłku.
Nikt nie mógł zauważyć, że ręce, które włożył w kieszenie mundurka, zaciśnięte były w pięści do stopnia, w którym paznokcie wbijają się do czerwoności. Nikt zapewne nie dostrzegł jak sztywno trzymał teraz ramiona i jak lekko zaciskał zęby, czujnie rozglądając się na boki na wypadek, gdyby któryś z leżących pod domami nieprzytomnych lub śpiących ludzi postanowił jednak zerwać się do biegu.
I być może ta nadmierna czujność sprawiła, że nie zauważył największego niebezpieczeństwa.
— Hej dzieciaki.
Atasuke przystanął, unosząc głowę i obrzucając nieznajomego wyzywającym spojrzeniem kogoś, kto nie boi się splunąć samemu diabłu prosto w twarz. Jedyne, w czym się zdradził i co nadłamało maskę jego obojętności, było ramię. Kiedy tylko zdarty od przekleństw głos opryszka dotarł do jego uszu, Herauchi niemal automatycznie wyciągnął rękę za siebie, by zatrzymać dziewczynę i, przede wszystkim, by odgrodzić ją od potencjalnego zagrożenia.
Zejdź nam z drogi — wypowiedział te słowa powoli i dobitnie; jakby próbował skomunikować się z kimś, kto nie do końca rozumie język japoński, jednak w rzeczywistości tylko podjudził stojącego przed nimi mężczyznę, który najwidoczniej zdał sobie sprawę, że został potraktowany jak idiota.
— Ty mały...
Ezra znał Herauchiego na tyle, by dostrzegać pewne detale. Dlatego teraz był pierwszym i być może jedynym ze wszystkich osób w zasięgu wzroku, który byłby w stanie zorientować się, co planował Atasuke.
Co planował wbrew wszelakim logikom świata i zasad przetrwania. Wbrew temu, że instynkt nakazywał siedzieć cicho, przytakiwać i robić wszystko, aby nie wszcząć burdy, bo mężczyźni, choć wynędzniali, mieli za sobą ogrom doświadczenia w ulicznych zamieszkach.
Może nawet broń.
A jednak nawet to nie sprawiło, że Herauchi się zawahał.
Rękę, którą trzymał wyciągniętą, oparł lekko na biodrze dziewczyny i pchnął ją bardziej do tyłu. Drugą wyciągał już z kieszeni i to właśnie ona mogła być tym, co dostrzeże Katsuri — była zaciśnięta w pięść, a ruch jego ramienia wskazywał na to, że miał zamiar wyprowadzić cios prosto w szczerzącą się przed nimi szczękę nieznajomego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ezra Marshall-Katsuri
SZPAK

avatar
Liczba postów : 50
Wzrost i waga : 178cm || 68kg

PisanieTemat: Re: Główna ulica   Czw Sie 17, 2017 10:45 pm

Znał na tyle długo Atasuke, że nie pozostawiało żadnych wątpliwości, jak to wszystko się zakończy. Jeżeli nie zainterweniuje w miarę szybko, ich wypad w celu pozyskania informacji na temat zaginionego pchlarza może pozostać jedynie mrzonką włożoną pomiędzy książki. Musiał coś zrobić. Cokolwiek.
- Ło ło! Po co te złość! – uśmiechnął się uprzejmie, w ostatniej chwili wciskając pomiędzy Atasuke a opryszka. Posłał jedynie krótkie spojrzenie w stronę swojego kumpla, po chwili chcąc w pełni skupić się na swoim rozmówcy, podejmując kruche negocjacje.

- Po co wam stare, znoszone buty? Jestem pewien, że wolicie nowe. Na pewno możemy się dogadać, hehe – zaśmiał się, obejmując go ramieniem, jakby znali się od zarania dziejów.
Mężczyzna spojrzał na twarz Katsuriego, a jego usta wygięły się w dość lisim uśmiechu, kiedy zwietrzył swoją okazję. Uniósł dłoń i potarł swoją brodę w zamyśleniu. Wymienił spojrzenie ze swoim towarzyszem, po czym powoli skinął głową.
- Sądzę, że możemy. – odsunął się nieco od Ezry, czekając, aż ten wyciągnie portfel, ale najwyraźniej coś jeszcze go gryzło, bo bardzo szybko dodał
- Ale pod jednym warunkiem. Mały musi nas przeprosić. – wskazał brodą w stronę Atasuke.
Oho. Zaczynało się.
Ezra dałby sobie uciąć łapę przy samej dupie, że Atasuke prędzej odgryzłby sobie język, a potem go połknął, niż przed kimkolwiek ugiął karku i jeszcze przepraszał. Nawet, jeżeli wina ewentualnie byłaby po jego stronie.
- To chyba nie jest konieczne…
- Jest, co nie? – zwrócił się do swojego kumpla, szczerząc bardziej zębiska.
- Czujemy się bardzo urażeni, co nie?
- Pewnie. – zawtórował mu znajomy, kiwając przy tym głową. – Najpierw kasa.
- Kasa. I tylko kasa. – zaczął ostrożnie, powoli sięgając do torby po portfel.
- Przeprosiny i kasa. Jeżeli nie, to oboje będziecie zbierać zęby z ziemi. – warknął mężczyzna robiąc krok na przód. To skutecznie zatrzymało Ezrę w bezruchu, przed wyciągnięciem portfela.
- Nie. – coś czuł podskórnie, że na tym skończyły się jakiekolwiek negocjacje.
- Dawaj ten portfel. – warknął wyciągając rękę w stronę jasnowłosego, który bez problemu zrobił unik.
- Hola, spokojnie. – zaśmiał się nerwowo.
I chuj. Tyle z negocjacji.
- Ty… – mężczyźnie uśmiech zmył się z twarzy w zalewie ułamku sekundy, kiedy zrobił krok w stronę Ezry, łapiąc jednocześnie Atasuke za bluzę I podciągając bliżej siebie.
- Kasa, bo dzieciak oberwie. – zagroził, formując dłoń w pięść i unosząc ją wyżej.
- No I masz. – Ezra westchnął ciężko, opuszczając obie dłonie wzdłuż ciała.
- A trzeba było brać kasę. – pokręcił głową nieco zdegustowany.
Ktoś na pewno będzie zbierał zęby z ziemi.
Bynajmniej nie Atasuke.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miyuki
WRÓBEL

avatar
Liczba postów : 25
Imię i nazwisko : Miyuki Hana
Wiek : 17
Wzrost i waga : 154 cm/49 kg

PisanieTemat: Re: Główna ulica   Pią Wrz 01, 2017 1:09 pm

Miyuki stała trochę z tyłu i przyglądała się całej sytuacji, która szybko przybierała zły obrót. Kiedy Atasuke lekko odepchnął ją do tyłu, prawie się wywróciła. Nie ze względu na siłę jaką chłopak włożył w ów rucha, a ze względu strachu, który powoli zaczynał ją opanowywać. Nogi stały się jak z waty, a oddychanie stawało się coraz trudniejsze. Pomimo tego, że została na całe szczęście pominięta przez opryszków i tak nie mogła się uspokoić. Sam ich widok czy głos sprawiał, że niepokój narastał. Atasuke nie zamierzał czekać na podjęcie drastycznych kroków, jednak Katsuri szybko wkroczył do akcji. Wszystko działo się tak szybko, a Yuki nie była w stanie nawet specjalnie się ruszyć czy wesprzeć jakoś chłopaków. Była teraz bardziej jak niepotrzebny balast, o który w razie potrzeby będą musieli się troszczyć. Nie była pewna czy w razie potrzeby byłaby w stanie zacząć uciekać. Straciła już całkowicie czucie w lewej ręce. Nie było tego specjalnie widać ze względu, że kieszeń robiła za swego rodzaju podpórkę dla ręki. Negocjacje jasnowłosego skończyły się niepowodzeniem w momencie kiedy mężczyzna zażądał, aby Atasuke ich przeprosił. Przez jakiś czas go obserwowała i wiedziała, że nie ukorzy się przed byle bandziorem.
Jednak w ułamku sekundy sytuacja przybrała nieoczekiwany dla niej zwrot. Opryszek nagle chciał złapać Katsuriego jednak ten zrobił unik, a następnie mężczyzna o świńskiej mordzie złapał Herauchiego za bluzę i chciał użyć go jako karty przetargowej. Miyuki w tym momencie zrobiła leciutki krok do przodu, który prawie zakończył się stratą równowagi. Chciała coś powiedzieć, ale jedynie cisza wydostała się z jej ust. Słowa ugrzęzły i nie chciały wyjść na światło dzienne. "C-c-co t-teraz?" zastanawiała się czując jak strach przeradza się w przerażenie, kiedy na jej oczach maluje się widok przemocy. "D-dla-dlaczego m-musiało się t-t-tak skoczyć?" rozpaczała w myślach.
Pomimo zaistniałej sytuacji Katsuri wydawał się jakby opanowany. Tak jakby wiedział, że Atasuke nic nie grozi i to on będzie dominował w walce. Jednak Hana nie wiedziała o nim aż tak dużo. Dla niej wyglądało to jak nierówna walka z przewagą napastników. Stała teraz jedynie w bezruchu i jedyne co mogła zrobić to czekać na rozwinięcie się całej sytuacji. Jej ciało nie chciało pozwolić jej na więcej. "D-d-dlaczego m-muszę s-się aż tak b-bać?" wyrzuty w jej stronę przeleciały jej przez myśl. Może gdyby była w stanie coś zrobić całą sytuacja inaczej by się potoczyła?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herauchi
KRUK

avatar
Liczba postów : 131
Imię i nazwisko : Atasuke Herauchi.
Wiek : 18 lat. Drugi rok kibluje w Blackbird.
Wzrost i waga : Sto sześćdziesiąt siedem centymetrów autodestrukcji - i wciąż rośnie. Waga w okolicy sześćdziesięciu kilogramów.

PisanieTemat: Re: Główna ulica   Pią Wrz 08, 2017 12:59 am

 — Mały musi nas przeprosić.
 Atasuke nie wiedział, co bardziej go rozdrażniło — że ma przepraszać tego gnojka czy słowo „mały”. Już i tak ledwo trzymał się w pionie; rwało go do walki. Do nierównej walki, w której poczuje metaliczny smak krwi, gdy pięść jednego z oprychów uderzy go w zęby. A jednak pozwolił Katsuriemu przejąć pałeczkę. Kątem oka zerknął wtedy do tyłu, by obrzucić Miyuki spojrzeniem. Nie miał zamiaru kazać jej uciekać — to idiotyzm. Najczęściej w takich sytuacjach wszyscy wokół dowiadywali się, kto był najważniejszą i najsłabszą jednostką w grupie.
 Najlepiej by było, jakby uciekła, gdy nikt nie będzie zwracać na nią uwagi. Najlepiej, jakby...
 Atasuke zacisnął zęby i odwrócił wzrok z powrotem na „poważnych” przeciwników. Jak miał dać znać dziewczynie, żeby brała nogi za pas? Żeby po prostu ich zostawiła — bo dadzą sobie radę — i zaczekała w bezpieczniejszym miejscu?
 Zabieranie jej tutaj było głupim pomysłem. Jak mogłeś na to pozwolić, Hera?
 Wezbrał w nim gniew tak silny, że gdy jeden z agresorów chwycił go za bluzę, w pierwszej sekundzie Atasuke wziął wdech. Powietrze prześlizgnęło się przez zwarte kły z odgłosem, który przypominał przeciągły syk.
 Potem czas po prostu śmignął.

 Herauchi nie zapisał się nigdy do żadnego sportowego klubu, chociaż predyspozycje miał aż nazbyt dobre. Mógł aspirować na siatkarza albo piłkarza i w każdej z dziedzin poradziłby sobie na co najmniej cztery z plusem — bo jego kondycja od dwóch lat była nienaganna. Ruszał się niemal bez przerwy, mięśnie były więc wyhartowane, a płuca gotowe na przyjęcie długo trwającego wysiłku. Jego naturalne gabaryty nie umożliwiały co prawda szczególnych popisów w starciu z kimś tak samo wyszkolonym, ale większym. Ale teraz? Teraz mieli przed sobą dwójkę kretynów; być może silnych, być może nawet zręcznych, ale wciąż zabiedzonych.
 Wciąż ślepo wierzących we własne możliwości.

 Atasuke wydał z siebie dziwny, szybki, charczący odgłos.
 A potem odchylił głowę i splunął mężczyźnie w twarz.
 Napastnik warknął, ale go nie puścił. Uchwyt nie zelżał, czego Herauchi w ogóle się nie spodziewał — facet nie wypuściłby go nawet, gdyby z drugiej strony ktoś wbijał mu w tyłek korkociąg. Atasuke nie miał jednak zamiaru stać bezczynnie. Cofnął się o krok, szarpnięciem zmuszając, by nieznajomy wyprostował ręce na całą ich długość. Uliczny rozrabiaka sarknął pod nosem jakieś przekleństwo, mocniej chwytając za poły trzymanej bluzy.
Teraz!
 Atasuke zdążył złożyć swoje ręce w dole, pod rękami przeciwnika, tworząc z nich klin. Zaraz potem, gdy tylko do jego uszu dobiegło pierwsze bluzgnięcie, zamachnął się i uderzył splecionymi dłońmi pod skosem w łokieć napastnika, jednocześnie wykonując niezbędne ćwierć obrotu — zgodnie z kierunkiem uderzenia — by wyrwać się z jego chwytu.
 Robił to tysiące razy.
 I teraz, tysiąc pierwszy raz, również wybił ręce agresora, które machinalnie poluzowały palce, gdy pierwsza błyskawica bólu przeszyła zaatakowany łokieć.
 Oprych wydał z gardła zdumiony okrzyk, któremu prędzej było do charknięcia niż faktycznego krzyku. Cofnął się o krok, łapiąc za bolące miejsce. Oczy miał wielkie i wściekłe. Dzikie. Prawie szaleńcze.
 Atasuke od razu postąpił kilka kroków do tyłu, unosząc zaciśnięte pięści i trzymając łokcie blisko ciała. Zgięte w kolanach nogi były gotowe do pierwszego uniku...
 Gdyby kątem oka nie wychwycił, jak drugi z mężczyzn rzuca się ku Katsuriemu i Miyuki.

 — Ty... ma-ły... ku... rew... ski...
 Nieznajomy o lisiej mordzie wykonywał uliczne ciosy. Kilka sierpowych z prawej, jeden z lewej. Atasuke głównie ich unikał; rzadko blokował, a jeszcze rzadziej sam wyprowadzał kontratak. Czuł pulsujący ból w miejscu, w którym przed sekundą został trafiony — uchylił się zbyt późno i pięść sięgnęła jego twarzy.
 Za kilka chwil pod okiem wyrośnie mu limo.
A Miyuki wciąż stała. Wciąż...
 Gdzieś ponad ramieniem swojego oponenta Atasuke wychwycił spojrzenie Ezry. Jeżeli była tu osoba, która mogła go zrozumieć bez słów, to — niechętnie przyznając — był to właśnie Katsuri.
 Naraz przybrał minę bardziej nonszalancką; jak ktoś, kto tylko cudem nie wybuchnął jeszcze śmiechem i to tylko dlatego, że był ponad tym. — Idioci. Kretyni. — Wypowiadał te słowa z naturalną lekkością.
 Mężczyźnie udało się go zadrapać.
 „Ezra, musimy ich odciągnąć od Miyuki”.
 To właśnie mógł wyczytać Katsuri, gdy ich spojrzenia na ułamek sekundy się skrzyżowały.

|| Wybaczcie jakość tego posta. |:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Główna ulica   

Powrót do góry Go down
 
Główna ulica
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Ulica
» Ulica przy barze
» Ulica
» Ulica Dwudziesta

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xx :: ➜ Zachodnia część :: Slumsy-
Skocz do: