IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Caspar
NAJEMNIK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 9
Imię i nazwisko : Caspar Cross
Wiek : 28
Wzrost i waga : 202 cm || 80kg

PisanieTemat: Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)    Nie Cze 25, 2017 9:19 pm

To był ciężki weekend dla ludzkości. Nie pamiętał, kiedy ani w jaki sposób znalazł się w swoim mieszkaniu. Otworzył oczy, które szybko zacisnął z powrotem, ponieważ zostały zbombardowane przez nadmiar promieni słonecznych. Nie wiedział, która jest godzina. Ba, nie miał bladego pojęcia, jaki właściwie mieli dziś dzień tygodnia. W mordzie czuł niesmak, jakby ktoś włożył mu tam parę starych, zużytych skarpet, a po głowie tańcowało stado słoni. O żołądku nawet nie chciał myśleć. Wystarczyło, że drgnął i miał wrażenie, że coś chlupocze mu tam, grożąc bardzo szybkim wydostaniem się zawartości na światło dzienne.
Uchylił powieki, bardzo powoli przyzwyczajając się do jasności, spojrzał na siebie, dostrzegając, że pozostał jedynie w bokserkach. Kontrolnie zerknął w bok, ale nikogo tam nie dostrzegł, więc ktoś albo bardzo szybko się ewakuował, albo został jedynie przetransportowany i pozbawiony odzieży. W każdym razie cieszył się, że nie musiał przejmować się niewygodą wynikającą ze spania w ubraniach. Leżał tak jeszcze przez jakieś dobre piętnaście minut, ale ostatecznie wygrała potrzeba dostania się do płynów.
Przeturlał się na bok, podparł się na rękach i podźwignął do siadu, jednocześnie spuszczając nogi na podłogę. Oparł łokcie na kolanach, a po chwili schował twarz w dłoniach. Wzdychając ciężko, przetarł twarz i się wyprostował. Powłócząc nogami, dotarł do drzwi od łazienki, ochlapał twarz zimną wodą, spoglądając w lustro, parsknął na swój widok. Nabrał w dłonie wody spod kranu, gasząc pierwsze pragnienie. Po chwili wylądował pod prysznicem, stojąc pod natryskiem i opierając czoło na ciemnych kafelkach. Wyszedł owinięty ręcznikiem, nisko zwisającym mu na biodrach. Opuścił sypialnię i przystanął w pół kroku, widząc, że jego salon zamienił się w schronisko dla psów.
Zbierać dupy i wypierdalać mi stąd - warknął chrapliwie przez zdarte gardło. Przeszedł przez pomieszczenie w akompaniamencie mruków, burków i pojękiwań budzących się członków Hundur, którzy w jakiś sposób przenieśli się z klubu tutaj. Gdy znalazł się w kuchni, otworzył lodówkę i wyjął z niej butelkę wody. Przyssał się do niej jak glonojad do szyby akwarium.
- Caspar musisz być takim dupkiem? - mruknął zaspany głos. Po chwili tuż obok niego pojawił się blondyn, który sięgnął po trzymaną przez Crossa butelkę. Rozległ się ostrzegawczy syk, a ręka została cofnięta.
Jako dobry gospodarz mogę ci pomóc, wywalając za drzwi. Bądź przez okno, które jest bliżej - odpowiedział, mrużąc w rozdrażnieniu oczy. Ponownie uniósł butelkę, próbując spłukać z języka ohydny smak. Kątem oka widział, jak część Czarnokrwistych powoli ewakuowała się z mieszkania i to tak bez słowa pożegnania. Co za niewychowana hołota! Spojrzał sugestywnie na blondyna, który powinien był zrobić to samo, co jego kumple. Zamiast tego chłopak uniósł dłonie w geście poddania i podszedł do zlewu. Wyjął z niego kran na długim wężu, przystawiając do niego buzię. Przekręcił kurek, pijąc. Na co Caspar szybkim ruchem pchnął wajchę, aż nagłe ciśnienie wody oblało w całości twarz i tors niespodziewającego się tego blondyna. Winowajca uśmiechnął się półgębkiem, obserwując czerwieniejące z wściekłości policzki znajomego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jesse Moreno
INFORMATYK/PROGRAMISTA

avatar
Liczba postów : 7
Imię i nazwisko : Jesse Moreno
Wiek : 28 lat
Wzrost i waga : 181 cm || 72 kg

PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)    Pon Cze 26, 2017 12:07 am

Gdyby choć dwa tygodnie temu ktoś mu powiedział, że z paniką w oczach będzie się błąkał po kompletnie nieznanej sobie części miasta w poszukiwaniu nowego mieszkania, Jesse by go wyśmiał. Przecież miał swoją-- okej, wynajętą, kawalerkę, rachunki płacił na czas, i nie wyglądało na to, żeby cokolwiek miało się zmienić. Kto by pomyślał, że w takim tempie wszystko może się człowiekowi zwalić na łeb.
Jesse westchnął głęboko, po raz kolejny zerkając na swój telefon. Za trzysta metrów w lewo, poinformował go tekst na ekranie. Równie dobrze zamiast niego mógłby się wyświetlać wielki środkowy palec. Gratulacje, jesteś w dupie, i żadna nawigacja ci nie pomoże, bo się zgubiłeś. A w ogóle to nic ci nie pomoże, bo całe miasto kompletnie oszalało i wszystkie mieszkania na wynajem są albo za drogie, albo zajęte, albo na obrzeżach. Albo wszystko naraz. Było się wyprowadzać od rodziny? Było jechać w świat szukać swojej drogi? Szlag by to wszystko.
Jesteś na miejscu, oznajmiła nawigacja. Jesse zmarszczył brwi, nieufnym wzrokiem patrząc to na budynek stojący przed nim, to na ekran telefonu. Adres się zgadzał, okolica chyba też... wyglądało na to, że jakimś cudem jednak trafił na miejsce. Może powinien przestać panikować; gdyby to tylko było takie proste.
Winda wywiozła go na ostatnie piętro, gdzie w krótkim korytarzu, przypominającym bardziej przedpokój, znajdowały się tylko jedne drzwi. Jesse ze zdziwienia niemal cofnął się z powrotem do windy. Penthouse? Ktoś wynajmuje penthouse? Za taką cenę? Nie, to musiała być pomyłka.
Szczególnie, że te jedyne drzwi były lekko uchylone.
Jesse zawsze był dumny ze swojej ostrożności. Ze swojego rozsądku. Z tego, że miał naturalny talent do unikania kłopotów.
Ale gdzie ten talent i ten rozsądek i ta ostrożność się podziały, kiedy powoli podszedł do podejrzanych drzwi, pchnął je, i wszedł do środka, to nie ma pojęcia.
Z ciekawością rozejrzał się dookoła, próbując ignorować unoszący się w powietrzu zapach alkoholu. Impreza musiała być niezła; mieszkańcy (a może tylko goście?) znajdowali się przede wszystkim na podłodze, w różnych stanach nietrzeźwości i generalnego ubolewania nad swoim losem i niefortunnymi życiowymi decyzjami. Nie wydawali się jednak niebezpieczni, wobec tego Jesse ostrożnie przemknął między nimi, idąc w stronę wydobywających się z sąsiedniego pomieszczenia głosów. Może tam znajdzie kogoś, kto mu wytłumaczy, o co konkretnie tutaj chodziło.
Głosy okazały się dobiegać z kuchni, i należały do dwóch mężczyzn. Jeden z nich miał na sobie tylko przewiązany wokół bioder ręcznik, drugi był kompletnie przemoczony, za to obaj bez wątpienia byli Czarnokrwiści. O, cholera.
Jesse stanął w bezruchu, kompletnie zbity z tropu. Dwaj nieznajomi odwrócili głowy w jego stronę, więc nie mógł już próbować bezgłośnie się wykraść na zewnątrz i nigdy tu nie wrócić. Zamiast tego postanowił więc przywołać na usta coś na kształt uprzejmego, acz nieco zagubionego, uśmiechu.
- Um, dzień dobry. - Głos mu zadrżał, ale tylko troszeczkę. - Ja... ja w sprawie ogłoszenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caspar
NAJEMNIK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 9
Imię i nazwisko : Caspar Cross
Wiek : 28
Wzrost i waga : 202 cm || 80kg

PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)    Pon Cze 26, 2017 4:06 pm

To było nawet zabawne obserwować, jak dorosły facet czerwienieje na twarzy i szyi, a jego nozdrza rozszerzają się podczas pobierania głębokich oddechów, które najpewniej miały blondyna uspokoić. Efekt był, zdaje się, odwrotny, bo już po chwili słuchawka kranu została rzucona z hukiem na zlew, a blondyn postąpił krok w kierunku Caspara, unosząc górną wargę w akompaniamencie wilczego warkotu. Nie wiedzieć skąd w rękach Crossa zamiast butelki z wodą pojawił się nóż kuchenny. Podstawa rączki opierała się na środku lewej dłoni, a czubek ostrza wgniatał się w opuszkę prawego palca wskazującego. Oparł się biodrem o wyspę kuchenną, obserwując, jak napięcie powoli ucieka z blondyna. Może i był wciąż pijany i może Teo był jego dobrym znajomym, ale nie zawahałby się przed wypruciem mu flaków, gdyby tylko chłopak posunął się za daleko. Wewnętrznie nawet cieszył się z wycofania się drugiej strony, uchroniło go to przed sprzątaniem podłogi, a każdy wiedział, jak trudno było pozbyć się krwi z jasnych płytek. Uśmiechnął się do czarnokrwistego, podrzucił nóż w powietrzu i złapał go w lewą rękę. Obracając między palcami, jak dobrze wyważoną pałeczką, sięgnął wolną dłonią po butelkę. Z rozczarowaniem stwierdzając, że zdążył już opróżnić 3/4 jej zawartości. Niedobrze.
- Następnym razem zostawię cię pod stołem. - Na takie słowa Caspar jedynie uśmiechnął się szerzej, prezentując szereg prostych zębów. Zaśmiał się krótko, a potem skrzywił boleśnie, gdy w skroniach zapulsował mu ból.
Grozisz mi tak za każdym razem i gówno z tego wychodzi - wzruszył niedbale ramionami, nie przejmując się słowami blondyna. Zbliżył się do ekspresu, ustawiając odpowiedni program. Kawy. Potrzebował ogromnej ilości kofeiny, ciszy i jeszcze ciemności, żeby w jakiś sposób zacząć doprowadzać się do porządku. Podmienił filiżankę na duży kubek, a potem się odwrócił.
Co dziś za dzień? - zapytał, opierając się ramionami na blacie wyspy. Po chwili stwierdził, że po prostu się na niej położy, opierając na niej policzek. Westchnął ukontentowany.
- Wtorek. Po południu. - Szatyn mruknął pod nosem coś, co mogłoby nawet brzmieć jak "aha", ale równie dobrze mogło oznaczać "mam to w gdzieś".
Usłyszał śmiech i uchylił jedno oko, spoglądając na rozbawionego Teo. Nie patrzył na niego, a na coś przed nimi. Caspar wyprostował się z jękiem niezadowolenia i spojrzał na chłopaka, który wyglądał, jakby się zgubił i nie widział, co tutaj robi.
Co to, kurwa, jest? - rzucił w przestrzeń. Obserwował nieznajomego zza zmrużonych oczu. Nie dało się nie zauważyć, że umknęło mu pytanie i dopiero po chwili Teo mu to uświadomił.
- No cześć. Widzisz Caspar mówiłem ci, że ktoś szybko odezwie się na twoje ogłoszenie. - Szeroki uśmiech, jaki gościł obecnie na twarzy blondyna, był wprost proporcjonalny do zdezorientowania szatyna.
Jakiego ogłoszenia? O czym ty pieprzysz? - odwrócił głowę w bok, spoglądając na znajomego. Po chwili jego twarz się wygładziła, uniósł dłoń, w której wciąż trzymał nóż, przerywając, zanim chłopak zaczął mówić.
Wiesz co? Nie chcę wiedzieć - burknął, odwracając się z powrotem do przybyłego. — Nie było żadnego ogłoszenia. A teraz zjeżdżaj stąd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jesse Moreno
INFORMATYK/PROGRAMISTA

avatar
Liczba postów : 7
Imię i nazwisko : Jesse Moreno
Wiek : 28 lat
Wzrost i waga : 181 cm || 72 kg

PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)    Pon Cze 26, 2017 4:40 pm

Kilka razy powoli zamrugał, próbując jakoś, jakkolwiek, ułożyć sobie w głowie to, co się przed nim działo. Nie dość, że zamiast w mieszkaniu na wynajem jakimś cudem wylądował w penthousie pełnym skacowanych Czarnokrwistych, to jeszcze jedyni dwaj z nich na tyle przytomni, żeby stać prosto, zdawali się nie być pewni czy chcą tylko pogadać, czy się nawzajem pozabijać. Cudownie. Wspaniale. Jesse siłą zmusił się do odwrócenia wzroku od noża trzymanego przez mężczyznę nazwanego Casparem i skinął głową w stronę tego drugiego, blondyna, który przynajmniej raczył odpowiedzieć na jego powitanie i zdawał się wiedzieć o ogłoszeniu. A to już jakiś początek.
- Rozumiem, że któryś z panów jednak to ogłoszenie zamieścił. - Jesse przestąpił z nogi na nogę, błądząc szeroko otwartymi oczami po twarzach nieznajomych, poszukując w nich choć krzty zrozumienia. - Adres się zgadza, piętro też, chociaż przyznam, że... nie wiem w sumie, czego się spodziewałem, ale na pewno nie tego. - Kolejny niepewny uśmiech. - To coś w rodzaju... imprezy pożegnalnej, tak? Poprzedni lokator się wynosi, właściciel szuka nowego? W porządku, rozumiem.
Nie rozumiał ani trochę, jak można było urządzić tak koszmarny rozpierdzielnik w miejscu, które miało pójść na wynajem, ale w tym momencie jego opcje mieszkaniowe sprowadzały się do dwóch możliwości; albo podpisanie umowy na to miejsce, i to szybko, albo mieszkanie pod mostem. Przeprowadzania się na Obrzeża nawet nie brał pod uwagę.
- Czy... czy mam w ogóle do czynienia z właścicielem? - zapytał, usilnie próbując zachować spokój.
Powinien się odwrócić na pięcie i wyjść bez słowa, jasne, że powinien. Ale w konkursie most kontra Obrzeża nawet bardzo podejrzany penthouse wypełniony jeszcze bardziej podejrzanymi Czarnokrwistymi nadal wydawał się lepszą opcją.
- Bo bardzo zależy mi na załatwieniu tej sprawy dzisiaj. Szef na jutro raczej już nie da mi zwolnienia, a pojutrze... - Zaśmiał się nerwowo. Pojutrze nie będzie już miał gdzie mieszkać. - Po prostu wolałbym wszystko wiedzieć już dziś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caspar
NAJEMNIK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 9
Imię i nazwisko : Caspar Cross
Wiek : 28
Wzrost i waga : 202 cm || 80kg

PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)    Czw Cze 29, 2017 2:42 pm

Zacisnął wolną rękę na krawędzi blatu. Dlaczego nikt nie potrafił zrozumieć, że jest skacowany i nie ma najmniejszej ochoty na towarzystwo kogokolwiek. Korciło go, żeby pójść do jednego z pokoi, otworzyć terrarium Nao i patrzeć jak wszystko pogrąża chaos. Ten plan miał jedną małą lukę. Chaos wiązał się z hałasem, a tego wolał uniknąć. Odwrócił się do szafki obok zlewu i wyjął z niej opakowanie aspiryny. Po chwili namysłu połknął trzy, popijając ostatkami wody. Spojrzał na pustą butelkę, jak na zdrajcę, a potem ją zgniótł, wywalając do kosza. Sięgnął po szklankę, w którą nalał wody z kranu. I choć sam siedział cicho, rzucając we wszystkich gromami, to jednak blondyn wczuł się w rolę, która w żaden sposób nie należała do niego. Co dawało szatynowi do myślenia, kto mógł być potencjalnym nadawcą tego żartu. Teo podszedł do Jessego, opierając ramię na barku chłopaka. Zupełnie nie przejmował się czymś takim jak naruszanie przestrzeni osobistej. Od razu było po nim widać, że jest bardzo bezpośredni w kontaktach międzyludzkich.
- Wszystko się zgadza, trafiłeś w odpowiednie miejsce, przyjacielu. To właśnie tutaj poszukiwany jest współlokator, tak. Właściwie to nie była impreza pożegnalna. Ot spotkanie z kumplami. Trochę nas poniosło. - W tym momencie za ich plecami rozległo się głośne prychnięcie. Niezrażony zachowaniem Caspara blondyn kontynuował oczarowywanie. - Mam nadzieję, że bardzo ci to nie przeszkadza? Zresztą powiedz lepiej, jak ci się tutaj podoba? Czynsz też nie jest wysoki, jak na takie warunki. - Chłopak uśmiechnął się szeroko, bardzo z siebie zadowolony.
Ekspres głośnym piknięciem oznajmił zakończenie procesu, a tym samym przypomniał o obecności Crossa, który zabrał kubek, upijając z niego gorący łyk. Zassał głośno powietrze, studząc język. Wraz z nożem i kubkiem ruszył w kierunku sypialni, nie zatrzymując się na nawet na sekundę, by spojrzeć na prawie pusty salon.
- Ja jestem właścicielem i żadnego ogłoszenia nie zamieszczałem. Ssskoro Teo jest taki chętny, zabierze cię do sssiebie, bo ja nie mam zamiaru sssię z tobą użerać. Dobranoc - rzucił, zatrzaskując drzwi od swojej sypialni. Przez huk, którego sam narobił, zganiał się w myślach.
- Zaczekaj tu sekundkę - powiedział blondyn, jego mina świadczyła o cholernym zadowoleniu z siebie. Już po chwili znikał za tymi samym drzwi, co szatyn.
- Cienias - mruknął rozbawiony, patrząc na opadającego na łóżko Czarnokrwistego. W odpowiedzi otrzymał środkowy palec.
- Nie wiem, kto zamieścił to ogłoszenie. Pewnie sam to zrobiłeś po pijaku. Co powiesz na zakład? - Słysząc o zakładzie, chciwa dusza Crossa drgnęła. Otworzył lewe oko spoglądając na Teo.
- Założę się, że nie wytrzymałbyś nawet miesiąca z tym człowiekiem.
- A o co chcesz się założyć? - Blondyn wiedział, że musiał do puli włożyć coś, czemu szatyn się nie oprze. Zresztą był pewien swojej wygranej. Nie było szans, żeby Cross wytrzymał z człowiekiem dnia pod jednym dachem, a co dopiero miesiąca.
- Wygrasz, oddam ci motocykl. Przegrasz, oddajesz swój samochód. - Ślepia Caspara zabłysnęły, poderwał się z łóżka, podchodząc do drzwi, obrócił głowę przez ramię.
- Stoi - rzucił do Teo, a potem przekroczył próg, by odnaleźć nieznajomego.
- Witaj współlokatorze - dodał z fałszywą radością, błyskając dwukolorowymi tęczówkami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jesse Moreno
INFORMATYK/PROGRAMISTA

avatar
Liczba postów : 7
Imię i nazwisko : Jesse Moreno
Wiek : 28 lat
Wzrost i waga : 181 cm || 72 kg

PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)    Czw Cze 29, 2017 6:37 pm

Ciemnowłosego omijać szerokim łukiem, blondyna błagać, żeby nie wychodził; jak na razie takie wnioski Jesse dawał radę wyciągnąć z całej tej absurdalnej sytuacji. Czuł, że z dwóch mężczyzn tutaj obecnych to właśnie blondyn był bardziej po jego stronie, zakładając, że w ogóle ktokolwiek był. Jesse odpowiedział mu perfekcyjnie uprzejmym uśmiechem, klnąc w duchu, że nie zdążył się odsunąć zanim tamten podszedł aż tak blisko.
- Przyznam, że mieszanie jest piękne - powiedział tylko, kiwając głową.
Zdusił w sobie komentarz o kilku ostatnich uczestnikach imprezy, którzy z jękiem powoli ciągnęli się w stronę wyjścia. Nie skomentował też wręcz śmiesznie niskiego czynszu; jeszcze cholera ktoś się zorientuje i jednak postanowi go podwyższyć. Zamiast tego uniósł brwi, słysząc słowo współlokator. O, nie, nie, na takie akcje to on się godzić nie zamierzał; już wystarczająco stresu przeżył w tym mieszkaniu, a nie był tu jeszcze nawet kwadransa. Już miał gwałtownie zaprotestować, gdy wyobraźnia po raz kolejny podsunęła mu obraz jego samego kulącego się pod mostem w ulewach deszczu, okutanego w dziesięć koców i z laptopem rozłożonym nad głową zamiast gazety. Hmm, wybrać złą czy gorszą opcję?
Następne słowa Caspara, który o zgrozo okazał się właśnie być właścicielem, zdawały się dość dobitnie przypieczętowywać los Jessego. Może to i lepiej. Tu ewidentnie nikt go nie chciał, a podobno mosty w centrum są wyjątkowo piękne o tej porze roku.
Jesse wpatrywał się w plecy gospodarza, zanim ten zatrzasnął za sobą drzwi, a potem przeniósł zrezygnowane spojrzenie na blondyna; Teo, jeśli dobrze usłyszał. Poprawił torbę na ramieniu i otworzył usta, chcąc się pożegnać, ale Teo wpadł mu w słowo. Że niby ma czekać? Na co i po jaką cholerę?
- Jasne - rzucił machinalnie, odprowadzając blondyna wzrokiem.
Drzwi ponownie trzasnęły, a Jesse odetchnął ciężko i rozejrzał się po kuchni. Czuł się koszmarnie. Ziemia usunęła mu się spod nóg zbyt szybko, by był w stanie na to rozsądnie zareagować. Najchętniej wróciłby do siebie, zwinął się na kanapie, i zasnął, ale świadomość, że za dwa dni nie będzie miał już dokąd pójść ciążyła mu na sercu już tak mocno, że ledwo miał siłę w ogóle się ruszać. Nie miał tu w mieście ani nawet nigdzie w okolicy żadnych znajomych na tyle bliskich, by na jakiś czas zająć im kanapę, a cała jego rodzina została w Stanach. Może jednak te zasrane obrzeża nie będą aż takie złe? Na pewno lepsze niż zachodnia część miasta, bo tam to niechybnie by tygodnia nie przeżył. Zawsze jeszcze może poszukać jakiegoś ośrodka dla bezdomnych i mieć nadzieję, że go tam nie wyśmieją. Biorąc pod uwagę to, że sam miał ochotę się wyśmiać, nie rokował temu zbyt dobrze.
Jego niewesołe rozważania przerwał dźwięk otwierających się drzwi. Jesse uniósł wzrok i napotkał wpatrzone w siebie dwukolorowe oczy i uśmiech, który napawał go raczej niepokojem niż radością. W przeciwieństwie do słowa, które padło tuż po powitaniu.
- Współ-- Czyli jednak...? - wypalił gwałtownie, po czym zganił się w duchu. Zachowaj spokój, Jesse, zachowaj spokój. - Jestem Jesse, Jesse Moreno, miło poznać.
Nie wyciągał ręki, bo miał przeczucie, że tylko sobie postoi z ręką w powietrzu jak idiota. Zamiast tego posłał pełne wdzięczności spojrzenie w stronę Teo; nie miał żadnych wątpliwości, że to blondyn przekonał gospodarza do... wręcz podejrzanie nagłej, ale jednak wyjątkowo fortunnej zmiany zdania. Nie miał pojęcia, jak mu się to udało, ale Teo, jeszcze przed chwilą nieznajomy, w tym momencie w oczach Jessego urósł do rangi mistrza trudnych negocjacji. Jesse znów spojrzał na Caspara; uderzyło go, że mężczyzna nadal w najlepsze paraduje tylko w ręczniku przewiązanym na biodrach. Ciekawe, czy zwykle tak chodzi po mieszkaniu. A tak naprawdę to wcale, ani trochę nie ciekawe. Jesse odchrząknął i oparł się o ścianę.
- Chciałbym spisać umowę od razu, jeśli to nie problem - powiedział, przypomniawszy sobie, że przeszedł tutaj w sprawie mieszkania, a nie durnych rozmyślań. Uśmiechnął się. - Nie żebym komuś nie ufał, - oczywiście że nie ufał, - ale po tym, co mi ostatni wynajmujący odstawił, wolę jednak wiedzieć, na czym stoję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caspar
NAJEMNIK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 9
Imię i nazwisko : Caspar Cross
Wiek : 28
Wzrost i waga : 202 cm || 80kg

PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)    Czw Cze 29, 2017 8:21 pm

Nie mógł wręcz uwierzyć, że ta sierotka Marysia wciąż stała w tym samym miejscu, w którym widział go przed chwilą. Czy ten chłopak nie miał jakiegoś instynktu samozachowawczego? Albo jakiegokolwiek instynktu, że pchał się do leża węża? W sumie nie jego sprawa. Będą musieli sporządzić taką umowę, w której dopisze, że nie bierze odpowiedzialności za stan, w jakim znajdzie się przez ten miesiąc nieznajomy. Uszczerbki na psychice... I ciele. Ciekawe, czy Nao posmakuje człowieczyzna. Jeszcze nigdy nie próbował dopuścić swojego węża tak blisko ofiary, ale skoro ona sama się pchała, to aż grzechem byłoby tego nie wykorzystać.
Dostrzegł radość, którą Moreno próbował zamaskować. Skrzywił się tylko trochę i miał ochotę palnąć się ręką w czoło. Musiał sobie przypomnieć, dlaczego w ogóle się na to zgodził. A tak, Honda.
- Cokolwiek - padła sucha odpowiedzieć na przedstawienie się przez jego nowego współlokatora. Zza pleców szatyna wysunął się ubawiony negocjator.
- Nie powiem, żebyś się nim nie przejmował, bo byłoby to kłamstwo. W każdym razie to Caspar Cross, uroczy, prawda? A ja jestem Teo - przywitał się, wyciągając dłoń w kierunku Jessego.
- I właśnie wychodzisz - rzucił, spoglądając na blondyna jak na coś niesmacznego, co zostało przeżute i wyplute. Członek Hundur wiedział, kiedy powinien się ewakuować. I to właśnie był ten czas. Wiedział, że przekroczył limit cierpliwości kumpla na najbliższe trzy miesiące, jeśli nie cztery. Śmiejąc się, spojrzał na zegarek i pod wymówką, umówionego spotkania, opuścił mieszkanie, a także budynek. Podgwizdywał sobie pod nosem, idąc chodnikiem w kierunku siedziby klanu. Nie mógł nie zacząć się zastanawiać, czy Moreno dożyje, chociaż do jutra.
W ten oto sposób w całym apartamentowcu pozostała tylko ich dwójka. Prawa brew Caspara powędrowała w górę, gdy zauważył, że stał się obiektem obserwacji Jessego. Nie musiał spoglądać na siebie, by wiedzieć, że chodziło o ręcznik na jego biodrach, którym jedynie był przepasany. Wystarczył niefortunny ruch ręki, by pas materiału opadł na podłogę. Był ciekaw, jak chłopak by na to zareagował. Na samą myśl zachichotał pod nosem, co niestety, ale spotkało się z katastrofalnym pulsowaniem w skroni. Potrzebował kilku godzin snu, żeby wrócić do jakiejkolwiek równowagi. Spojrzał na wnętrze sypialni z pewną.. tęsknotą w oczach. Chrząkniecie, jednak sprowadziło jego wzrok z powrotem na chłopaka. Nie krył grymasu niezadowolenia.
- Żaden problem. Poczekaj, na pewno mam jakąś przy sobie - sarknął, poklepując się dłońmi po udach. Zrobił bardzo zdziwioną minę, gdy okazało się, że nie ma przy sobie nic do pisania.
- Zaczekaj chwilę. Na pewno mam jakąś w pokoju. - Nie czekając na reakcję ze strony Jessego, wrócił do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Niewzruszony pozostawieniem chłopaka w stanie zawieszenia na środku salonu, zrzucił z siebie ręcznik i wsunął się pod kołdrę, nakrywając się nią po same uszy. Cieplutko.
W końcu co go obchodziło, że ostatni wynajmujący pozostawił go na lodzie. Jego problem? Oczywiście, że nie. To nawet nie stało obok jego problemów, więc nie miał najmniejszego zamiaru się przejmować. A Teo pożałuje jeszcze swojej bezczelności. Nie był co prawda przekonany, w jaki sposób się zemści, ale prawda była taka, że sposób znajdzie. A może, gdy się obudzi, okaże się, że nic sprzed tych kilku minut nie miało miejsca? Ta myśl sprawiła, że kąciki ust Crossa nieznacznie uniosły się ku górze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jesse Moreno
INFORMATYK/PROGRAMISTA

avatar
Liczba postów : 7
Imię i nazwisko : Jesse Moreno
Wiek : 28 lat
Wzrost i waga : 181 cm || 72 kg

PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)    Czw Cze 29, 2017 10:24 pm

Ochoczo uścisnął dłoń wychodzącemu Teo; trzymał go o ułamek sekundy dłużej, niż to było potrzebne, ale jednak puścił, stawiając sobie mocne postanowienie, ze nie będzie błagać dopiero co poznanego faceta, żeby nie wychodził. Łał, to zabrzmiało słabo nawet w jego głowie. Przygryzł język, żeby się nie roześmiać, i z pleców znikającego za drzwiami blondyna przeniósł wzrok z powrotem na Caspara. Uśmiech na jego ustach zginął śmiercią tragiczną gdzieś po drodze.
W przeciwieństwie do Teo, Caspar nie sprawiał zbyt dobrego wrażenia. Jesse zastanawiał się, czy naburmuszony był tylko z powodu niewątpliwie gigantycznego kaca, czy może też po prostu taki miał charakter. Zaczynał powoli obstawiać charakter; nieskrywany niesmak, z jakim Caspar patrzył na Jessego przywodził na myśl minę kogoś patrzącego na gówno przyklejone do podeszwy buta. Czarnokrwisty z uprzedzeniami do ludzi, czy tylko standardowy dupek? Jesse aż nie mógł się doczekać, żeby się dowiedzieć, która z opcji była prawdziwa. Może obie? Pewnie obie.
I jeszcze zamierzał go traktować jak idiotę? Dobre sobie. Bo Jesse może i był niepewny swojej sytuacji i zmęczony, ale idiotą to akurat nie był. Wziął głęboki wdech i podszedł do drzwi, które gospodarz przed chwilą za sobą zatrzasnął. Z wahaniem uniósł rękę. No co mu Caspar zrobi? Co? Przecież go nie zabije... chyba że by zabił. Jesse po krótkim namyśle wygrzebał z kieszeni telefon i wysłał szybką wiadomość do siostry. Otrzymawszy krótkie you're fuckin insane, J w odpowiedzi uznał, że w razie co policja przynajmniej będzie wiedziała, gdzie szukać jego ciała, jak już gospodarz go zamorduje. Schował telefon i wreszcie załomotał do drzwi.
- Mam nadzieję, że zamknąłeś się tam żeby się ubrać, a nie żeby mnie olewać, bo to możesz zacząć dopiero wtedy, jak spiszemy umowę i dostanę klucze - poinformował drzwi podniesionym tonem. - Uwierz mi, że dla mnie ta sytuacja też nie jest idealna, ale skoro z jakiegoś powodu się zgodziłeś, to chociaż udawaj, że podtrzymujesz tą wersję, co?
Na wszelki wypadek postąpił dwa kroki w tył, gdyby akurat Caspar postanowił wypaść zza drzwi z nożem, ale odpuścić nie zamierzał. Cierpliwości, Jesse, powtarzał sobie. To będzie taka anegdotka; będziesz miał potem co na imprezach opowiadać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caspar
NAJEMNIK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 9
Imię i nazwisko : Caspar Cross
Wiek : 28
Wzrost i waga : 202 cm || 80kg

PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)    Czw Cze 29, 2017 11:15 pm

Obserwował i widział, jak uśmiech znika z twarzy Jessego, wraz z każdym krokiem, jaki Teo pokonywał do drzwi. I dobrze. Nieszczęście drugiej osoby, jakoś tak od razu poprawiło mu spieprzony humor. Wysunął zza zaciśniętych warg rozwidlony język, co nie miało żadnego zastosowania, oprócz jakiegoś tam pierwotnego zwierzęcego instynktu, by posmakować powietrze. Niestety nie posiadał tych gadzich cech, a jego powonienie w tradycyjny sposób było mocno upośledzone.
Właściwie to prawie już zasnął. Wystarczyła sekunda, może dwie, aby odleciał całkowicie. Ale nie.
Ktoś. Kurwa. Musiał. Zacząć. Dobijać. Się. Do. Drzwi.
Z ust gardła chłopaka zacząć wydobywać się syczący dźwięk, jakby ktoś wetknął kij do dziury pełnej węży. W ułamku chwili wyskoczył z łóżka, łapiąc za pozostawiony wcześniej na szafce nocnej nóż kuchenny. Ścisnął go w dłoni, aż mu knykcie pobielały. Dopadł do drzwi, które otworzył jedynym mocnym szarpnięciem, aż uderzyły o ścianę, trzeszcząc na zawiasach. W ten oto sposób Jesse znalazł się przed syczącym, wściekłym Casparem, który w jednej ręce trzymał gotową do użycia broń. I właściwie było to wszystko, co przy sobie miał. Bo w końcu w napadzie szału nie pomyślał, żeby chociażby znów złapać za ręcznik.
- Wyjaśśśnijmy sssobie cośśś - rzucił, postępując krok w kierunku Moreno, wpatrując się w niego błyszczącymi od gniewu oczami.
- Weźmiesssz terazzz moje klucze, pójdzieszszsz po ssswoje rzeczy, gdziekolwiek je maszszsz i daszszsz mi ssspokój na kilka godzin. Potem zassstanowimy sssię nad jakąkolwiek umową. Jasssne? Jeśśśli cośśś ci sssię nie podoba, zabieraj ssstąd dupę i szszszukaj innego lokum. Ah, i jeśśśli zacznieszszsz jeszszszcze raz walić w jakiekolwiek drzwi i drzeć sssię, to ssskręcę ci kark! - Ostatnie zdanie praktycznie wykrzyczał, nie mogąc nad sobą zapanować. To i tak cud, że jeszcze nie rzucił się z łapami na Moreno. Być może przez skacowany umysł, również jego motoryka była dzisiaj nie taka jak powinna. Wpatrywał się wprost w oczy ciemnowłosego, widząc, że to nie on sam ma nóż na gardle. Dosłownie i w przenośni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jesse Moreno
INFORMATYK/PROGRAMISTA

avatar
Liczba postów : 7
Imię i nazwisko : Jesse Moreno
Wiek : 28 lat
Wzrost i waga : 181 cm || 72 kg

PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)    Czw Cze 29, 2017 11:47 pm

Spodziewał się, że Caspar z impetem i wrzaskiem wyleci zza drzwi. Poniekąd spodziewał się nawet tego nieszczęsnego noża. Na pewno jednak nie spodziewał się syczenia i aż tak gwałtownej reakcji. Bezwiednie cofnął się o pół kroku; biorąc pod uwagę czystą furię w oczach Caspara, aż dziw że Jesse nie miał jeszcze tego noża wbitego w losowo wybraną część ciała. W ciężkiej, nienawistnej ciszy, która zapadła gdy Caspar wreszcie zamilkł, nawet oddychanie wydawało się zbyt głośne.
- Jesteś nagi - odezwał się wreszcie Jesse, bardzo wytrwale patrząc gospodarzowi w oczy, a potem, gdy dotarło do niego co powiedział, zaczął poważnie rozważać poproszenie Caspara o nóż, żeby sam się mógł nim dźgnąć.
Na liście rzeczy, o których powinno się informować bardzo wkurwionych nagich Czarnokrwistych z nożami w rękach, to chyba było ostatnie. Gratulacje, Jesse, wygrałeś dzisiaj bingo głupoty. W nagrodę dostajesz talon na nóż w brzuchu, do wykorzystania natychmiast. Jesse zamknął oczy i odetchnął ciężko; podejrzewał, że konsternacja maluje się na jego twarzy aż nazbyt wyraźnie.
- Ale... no. Mogłeś tak od razu powiedzieć, to bym nie musiał pukać i ci przeszkadzać - powiedział powoli, próbując się uratować. Jakimś cudem jego ton pozostawał spokojny, cichy. - Klucze jakoś znajdę, więc się nie przejmuj, nie żebyś w sumie zamierzał się przejmować. A innego lokum nadal będę szukać, także tym też nie musisz się martwić, nie żebyś zamierzał.
Od początku kolejnego miesiąca jakieś mieszkania na pewno się zwolnią; tak zawsze łatwiej coś znaleźć niż w środku miesiąca i tygodnia i to z raptem kilkudniowym wyprzedzeniem. A dwa tygodnie z diabłem wcielonym przecież jakoś wytrzyma. Przynajmniej piękne mieszkanie, a i do pracy blisko.
- Także... miłej drzemki? - Postawił kolejny krok w tył, powoli zbliżając się do drzwi wyjściowych. Odwrócenie się plecami do Caspara gdy ten był w takim stanie jakoś mu się nie uśmiechało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caspar
NAJEMNIK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 9
Imię i nazwisko : Caspar Cross
Wiek : 28
Wzrost i waga : 202 cm || 80kg

PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)    Wto Sie 29, 2017 1:15 pm

Przerażona ofiara to dobra ofiara. Miał nadzieję, że chłopak posłucha swojego instynktu samozachowawczego i pójdzie sobie, ale coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że Moreno nie posiada go za grosz. Przeciągająca się cisza, wcale mu nie przeszkadzała. Była wręcz błogosławieństwem dla osoby, której skronie pulsowały w szybkim rytmie bólu.
Jesteś nagi.
Był również zszokowany. A po chwili także rozbawiony.
- A Ty jesteś spostrzegawczy - mruknął, opierając się o kanapę za sobą, nieskrępowany sytuacją, która właśnie rozgrywała się w salonie. Bo przecież to nic odbiegającego od normy. Zapewne ostrzeżenie Jessego, że jeśli chce się tutaj wprowadzić, to musi przyzwyczaić się do podobnych widoków, byłoby posunięciem sprawiedliwym, ale Caspar do osób grających fair nie należał. Z kpiącym uśmieszkiem, skrzyżował ramiona na piersi, pocierając kciukiem dolną część ostrza. Mina chłopaka przed nim mogłaby nawet wynagrodzić mu cały dzisiejszy poranek.
- Awww, ktoś się tutaj rumieni - rzucił przesłodzonym tonem, chcąc jeszcze bardziej podokuczać swojemu nowemu współlokatorowi. Gdyby nie był tak skacowany, nawet by mu się to podobało. Na szczęście, jeśli nie przepłoszył za bardzo Jessego, okazji do niszczenia mu życia będzie miał znacznie więcej.
- Powinny leżeć na komodzie przy drzwiach - mruknął, wciąż intensywnie wpatrując się w bruneta. Wolał poinformować go o tym, zamiast słuchać potencjalnych hałasów, które mogłyby towarzyszyć poszukiwaniu kluczy. W ten sposób skracał sobie męki, nie był to żaden gest wyrażający sympatię.
Uśmiechnął się szerzej, przekręcając nieznacznie głowę w bok. Czyżby Moreno bał się odwrócić do niego plecami? Zupełnie nie rozumiał jakie powody nim kierowały. Odepchnął się od kanapy, zwieszając luźno ramiona po bokach. Skierował się z powrotem do swojej sypialni. Zatrzymał się w progu, z jedną ręką na framudze. Odwrócił głowę przez ramię.
- Lodówka świeci pustkami. - Innymi słowy dobrze by było, aby brunet zaopatrzył lodówkę. Skoro chciał tutaj mieszkać, to niestety, ale zakupy były czymś koniecznym. Po oznajmieniu mu tego zrobił krok do środka i zamknął za sobą drzwi z cichym klikiem. Wyjął z szafy parę bokserek, które szybko naciągnął na siebie, a potem padł twarzą na poduszkę, wcześniej rzucając nóż na podłogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jesse Moreno
INFORMATYK/PROGRAMISTA

avatar
Liczba postów : 7
Imię i nazwisko : Jesse Moreno
Wiek : 28 lat
Wzrost i waga : 181 cm || 72 kg

PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)    Wto Sie 29, 2017 8:10 pm

Jesse wziął głęboki wdech, już nawet nie wiedział, który z rzędu. Wyglądało na to że koniec końców nie zostanie zamordowany w ciągu następnych pięciu minut, super.  A co do całej reszty... Jego ręka bezwiednie powędrowała w górę by rozmasować kark, który nagle gwałtownie go rozbolał. Najwyraźniej centrum wszelkiego zażenowania, konsternacji i niepewności znajdowało się właśnie tam, w szyi. Kto by pomyślał.
Miał chęć odszczeknąć, że wcale się nie rumieni, bo i dlaczego by miał, ale jakoś utrzymał swój durny język za zębami. Po pierwsze, wcale nie miał chęci na przepychanki słowne z Casparem. Miał na to chęci wręcz ujemne. Po drugie, nie był w podstawówce, żeby o takie zaczepki się obruszać. Po trzecie... właśnie, co po trzecie? Ach, no tak. Po trzecie, i tak wygrał, bo gospodarz koniec końców łaskawie postanowił oddać klucze do jego dyspozycji. Jesse ułożył usta w coś na kształt wymuszonego uśmiechu, ale odwrócił się do komody dopiero wtedy, gdy Caspar ruszył z powrotem do swojej sypialni.
- Jasne - rzucił odruchowo w odpowiedzi na komentarz o lodówce, a potem zgarnął pęk kluczy i podrzucił je w dłoni.
Mogło być gorzej. Napisał siostrze wiadomość, że jednak, jak na razie, chyba nikt go nie zabije. Nawet lepiej; miał klucze. Miał gdzie zamieszkać.
Caspar przecież chyba nie wymieni zamków w dwie godziny.

- - - - -

Przeprowadzki zawsze były koszmarne, ale przeprowadzki na ostatnią chwilę, i to jeszcze jak człowiek nie ma swojego samochodu, zaliczały się najpewniej do zawartości któregoś z niższych kręgów piekielnych.
Przynajmniej pakowanie dokończył szybko; w mieszkaniu, które właśnie opuszczał, na szczęście nie miał ani zbytniego bałaganu, ani znowu tak dużo rzeczy osobistych. I tak jednak musiał załadować się w taksówkę. Wizja stania w przepełnionym miejskim autobusie z trzema wielkimi torbami kompletnie pozbawiała go jakichkolwiek chęci do życia.
Niecałe trzy godziny po tym, jak opuścił mieszkanie Caspara z kluczami w dłoni i niepokojem, ale i ulgą, w sercu, ponownie stanął przed budynkiem, w którym miał zamieszkać, przynajmniej na jakiś czas. Za jego plecami taksówkarz bezceremonialnie wywalił jego torby na chodnik z taką miną, jakby wyrządziły mu jakąś osobistą krzywdę, po czym odjechał z piskiem opon. Jesse wzruszył ramionami. Żałował, że Teo, znajomy Caspara, już dawno sobie poszedł; na pewno nie odmówiłby mu pomocy. Za to Caspar... Caspara Jesse nie zamierzał nawet pytać.
Jakoś zaciągnął swoje torby do windy i wjechał na najwyższe piętro. Nie był pewien, czego się spodziewać, gdy stanie przed drzwiami, ale z mieszkania nie dochodziły żadne dźwięki, a i klucz nadal pasował do zamka. Mimo to, Jesse nawet nie wszedł do środka; zostawił tylko torby w przedpokoju, a sam wrócił do windy i zjechał na dół. Jedzenie. Jedzenie było teraz tym, co było mu potrzebne do szczęścia.

- - - - -

Ze sklepu wrócił szybko, wręcz obładowany produktami spożywczymi. Caspar nie żartował, lodówka faktycznie wyglądała dość żałośnie; kilka plastrów szynki, jakaś konserwa, kilka piw. Jesse z politowaniem pokręcił głową i zapełnił trzy z sześciu półeczek; logicznie rzecz biorąc, tyle mu się należało. Potem zlokalizował noże, deskę do krojenia, garnki, przyjrzał się kuchence, i zabrał się za gotowanie, próbując całkowicie skupić się na przygotowywaniu jedzenia. Nie na tym, że czuł się tu obco. Nie na tym, że był potwornie zmęczony. Nie na tym, że grunt pod jego nogami nie był nawet w połowie tak stabilny, jak by sobie tego życzył.
Ale przynajmniej nie był teraz pod jakimś cholernym mostem. Ani na obrzeżach. A porządna porcja starego dobrego spaghetti carbonara zaraz poprawi mu humor.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Caspar
NAJEMNIK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 9
Imię i nazwisko : Caspar Cross
Wiek : 28
Wzrost i waga : 202 cm || 80kg

PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)    Czw Sie 31, 2017 1:22 pm

Prawdą było, że potrzebował raptem sekund, aby zasnąć. Cisza, która zapadła w mieszkaniu po wyjściu Jessego była prawdziwym błogosławieństwem. Miał co najmniej kilka godzin na regenerację, choć przydałoby mu się raczej kilka dni.
Po pewnym czasie otworzył oczy, wpatrując się w sufit nad sobą. Sam nie wiedział, co go zbudziło, szmer w kuchni, jakiś hałas za oknem. Wiedział, że już nie zaśnie. Równie dobrze mógłby wstać i zrobić coś do jedzenia. Żołądek od jakiegoś czasu nie zaciskał się już w węzeł, a zaczynał poburkiwać głodny. Przekręcił się na bok, podnoszą na jednej ręce. Zsunął nogi na podłogę, łokcie opierając na kolanach. Schował głowę w dłoniach, czuł się cholernie zmęczony. Wzdychając ciężko, przetarł twarz, zaczesując włosy do tyłu. Spojrzał na zegarek, złapał kubek z kawą. Wziął łyka i z trudem przełknął zimny już napój. Skrzywił się z niesmakiem. Musiał wstać tylko po co, żeby zrobić nową, świeżą. Odstawił kubek na szafkę, podnosząc się na nogi. Zostawił rozbebeszone łóżko, a sam udał się do szafy, z której wyjął parę czarnych dresów i bokserkę. Narzucił je na siebie, dopiero po chwili orientując się, że koszulka była na lewej stronie. Czy go to ruszało? Nie. Czy zamierzał coś z tym zrobić? Absolutnie. Zabrał swój ulubiony kubek i wyszedł z sypialni. Coś mu się nie zgadzało. Przystanął w salonie, rozglądając się dookoła. Pociągnął nosem, w którym coś go kręciło. Jeszcze raz zlustrował pomieszczenie. W przedpokoju dostrzegł torby, zmarszczył czoło, a gdy spojrzał do kuchni, ujrzał bruneta. Zajęło mu chwilę przypomnienie sobie, że to jego nowy współlokator. Przestał napinać mięśnie, które wręcz gotowały się do skoku. Jego profesja wiązała się z ciągłymi sytuacjami, w których jego czujność wystawiana była na próbę. Westchnął, rozcierając klatkę piersiową. Przekraczając prób kuchni, zorientował się, że to, co kręciło go w nosie, to prawdopodobnie zapachy gotowanego posiłku. Z wrażenia zatrzymał się w pół kroku, śledząc wzrokiem Jessego. Ostrożnie usiadł na hokerze stojącym przed wyspą kuchenną. Postawił kubek z daleka od siebie.
- Gotujesz? - zapytał jak ostatni idiota. Oczywiście, że gotował. Przecież nie tańczył. Chyba sen jeszcze nie do końca go opuścił, stąd tak kretyńska reakcja. Zapomniał nawet, w jakim celu przyszedł do kuchni. Jeszcze raz pociągnął nosem, co musiało wyglądać dość śmiesznie, ale dopiero tutaj, był w stanie cokolwiek poczuć. I musiał przyznać, że pachniało dobrze. Jakby na niewypowiedziany znak, zaburczało mu w brzuchu. Mały głód.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)    

Powrót do góry Go down
 
Dawno, dawno temu... w trawie. (Jesse X Caspar)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xxxx :: ➜ Z przeszłości-
Skocz do: