IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dom Salvadorów.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość

PisanieTemat: Dom Salvadorów.    Nie Sty 01, 2017 8:31 pm

Tak, to jest kreatywny opis, a raczej będzie. Do dzieła, Neif.

Parter: kuchnia, łazienka, gabinet Vellarda, jadalnia połączona z kuchnią, salon.
Piętro pierwsze: wspólna sypialnia, pokój Vellarda z garderobą, pokój Neifion z garderobą, duża łazienka, balkon.
Piętro drugie: łazienka z jacuzzi, jakieś mniejsze pokoje, dwa pokoje gościnne, duży pokój dla zwierząt.
Piwnica: ma wiele pomieszczeń, w których jest wszystko i nic.
Taras: ogród z kwiatami i takie tam, basen.
Garaż: mieszczą się w nim samochód Neif oraz Vellarda wraz z jego ścigaczem.
Powrót do góry Go down
Neifion
WETERYNARZ

avatar
Liczba postów : 5
Imię i nazwisko : Neifion Winchester - Salvador
Wiek : 32
Wzrost i waga : 164 cm; około 53kg

PisanieTemat: Re: Dom Salvadorów.    Pon Sty 02, 2017 12:47 pm

Powrót z pracy do domu zawsze był jak przejście z jednego chaosu w drugi. Zaparkowała samochód na podjeździe, wyłączyła światła. Wróciła dziś później niż zazwyczaj, ponieważ na jej biurku piętrzył się stos dokumentów, które musiała przejrzeć i podpisać. I choć spędziła nad tym trzy dodatkowe godziny, to wciąż liczba kartek była duża. Część zabrała ze sobą do domu, choć istniał mały procent prawdopodobieństwa, że się do nich zabierze. Światła w domu były zgaszone, ale nawet bez tego wiedziała, że męża nie będzie w środku, brakowało samochodu Vellarda. Wysiadła z pojazdu, zabierając z tylnego siedzenia torebkę, duży karton z ich dzisiejszym obiadem i torbę z dokumentami. Tak obładowana ruszyła do drzwi, zza którymi już od jakiś kilku minut trwało chóralne wycie i poszczekiwanie. Znalezienie kluczy w torebce graniczyło z cudem, tylko kilka razy omal wszystko nie wypadło jej z rąk. W końcu jednak udało jej się otworzyć drzwi, w których stało małe stadko czworonogów, których ogony obijały się o ich boki. Postawiła wszystko na komodzie obok wejścia, by od razu pochylić się i pogłaskać każdego z nich z osobna. Na samym końcu w pewnej odległości od reszty stała Harley, cierpliwie czekająca na swoją kolej. Podrapała suczkę za uchem i zajrzała do salonu. Nawet nie był jakoś bardzo zdemolowany, co było sztuką trudną przy tak długiej nieobecności któregoś z właścicieli. Otworzyła drzwi tarasowe, wypuszczając całą sforę do ogrodu. Zostawiła je uchylone i wróciła do korytarza, by zdjąć buty i kurtkę, którą bez ładu powiesiła na wieszaku. Wyjęła telefon z kieszeni, by napisać krótkiego SMS-a z zapytaniem, kiedy będzie. Wsunęła telefon do tylnej kieszeni, mając nadzieję, że odpowiedź zmieści się w granicach do piętnastu minut. Zabrała karton z pizzą do kuchni. Zapach był cudowny i prawie się złamała, by nie czekać na męża. Była to ich ulubiona kompozycja sera i mięsa z akcentem jakiegoś warzywa. Były do tego dwa sosy: jeden ostry i jeden czosnkowy. Może więc jakoś jej się upiecze, że dziś nie zrobiła obiadu. Słysząc ciche popiskiwanie, rozpięła marynarkę i pochyliła się do legowiska, w którym leżała mała Attis. Pogłaskała palcem puszek na grzbiecie samiczki, która leniwie otworzyła ślepka i pisnęła jeszcze raz.
Przeszła do spiżarni, by wyciągnąć z niej duży worek psiej karmy. Wsypała ją do wszystkich misek, wymieniła wodę na świeżą, nasypała również kocich chrupek dla Thyne'a i Rischii. Rozejrzała się po salonie, zastanawiając się, gdzie tym razem schował się kociak. Kiedy w kuchni wszystko było już przygotowane, przygotowała mleko w butelce dla Attis. Wzięła małą na ręce i z ręcznikiem przeszła do salonu, by usiąść na kanapie. Włączyła telewizor, ustawiając na przypadkowym kanale i wzięła się za nakłanianie szczeniaka do jedzenia. W międzyczasie na kanapę wskoczyła mała zguba, która uznała, że najlepszą zabawą będzie wieszanie się na ręce, która trzymała butelkę. Kociak odstawiany na podłogę wracał na kanapę jak bumerang.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Dom Salvadorów.    Wto Sty 17, 2017 6:32 pm

W pracy jak zwykle spore zamieszanie. Do tego stopnia, że jego powrót do domu przedłużył się o parę ładnych godzin. Milion papierów, pierdylian zgłoszeń i jeszcze ta niewyjaśniona sprawa... No cóż. W swoim zawodzie nigdy nie miał lekko, czego był świadom. Nie bez powodu poszedł w tamtym kierunku. Co prawda sporą rolę tutaj odgrywał jego ojciec, gdzie od samego początku los mężczyzny był przesądzony, jednak z czasem sam chciał iść w tym samym kierunku co jego drogi tatusiek. Co prawda wojskiem tego nazwać się nie dało, no ale. Lepsze to niż nic. Mimo wszystko lubił swoją pracę i nigdy w życiu nie zamieniłby ją na nic innego.
Kiedy udało mu się uporać z robotą, w zaskakująco szybkim tempie zniknął z komendy, wsiadając do swojego samochodu, którym pognał w kierunku swojego domu. Zapewne Neifion już na niego czekała. W końcu skończyła pracę dużo wcześniej od niego, zatem inaczej być nie mogło. Pomimo tego, że momentami robił za pracoholika, przyjemnie było wrócić do kochającej żony i ciepłego, pachnącego domu. W którym również znajdowało się od cholery zwierząt. Czasem zastanawiał się, czy nie powinien być pod tym kątem trochę bardziej surowy, zważywszy na fakt, że za zwierzętami aż tak bardzo nie przepadał. No nic. Do póty Neif będzie przymykała oko na jego późne wracanie do domu z pracy, tak długo będzie przymykał oko na stado zwierząt w ich domu. W końcu równowaga musi być.
Do domu było już całkiem niedaleko. Kiedy stał w niedużym korku, akurat jego telefon zawibrował, a na wyświetlaczu pojawiło się imię jego ukochanej żony. Wziął telefon w ręce i równie szybko odpisał na wiadomość, co ją dostał.
Stoję w korku. Niedługo będę.
I tyle.
Zgodnie ze swoim słowem, rzeczywiście był niedługo. Niecałe 20 minut minęło od sms'a wysłanego przez Vellarda, a on już parkował na podjeździe, słysząc szczekanie całej chmary zwierzaków. Westchnął jedynie cicho, wysiadając z pojazdu, aby zdecydowanym krokiem udać się w kierunku drzwi. Kiedy wszedł do środka, zdjął z siebie czarny płaszcz, jak i również wojskowe buty. Na dzień dobry żaden ze zwierzaków go nie zaatakowała, co tylko poprawiło humor mężczyźnie. Wszedł w głąb domu, mierzwiąc piórkowate włosy, zauważając, że Neifion nie ugotowała żadnego obiadu. Oby miała dobry powód, dlaczego tego nie zrobiła. Dobrze wie, że Vellard był wstanie o taką małą pierdołę zrobić kłótnie, kiedy był bardziej zmęczony po pracy niż powinien.
- Hej - rzucił w końcu na dzień dobry, udając się w kierunku lodówki, aby z niej wyjąć sobie coś do picia. W gardle miał aż sucho - Dlaczego nic nie ugotowałaś? - spytał na początek, póki co spokojnie, nalewając sobie do szklanki soku jabłkowego. Kątem oka dostrzegł parę zwierząt, jak i również pełne miski - Pamiętałaś o mojej papudze? - dopytał, nie wiedząc, czy od razu miał mu dać jedzenie czy mógł sobie to odpuścić i przywitać się z ptakiem trochę później. Wiedział jak złośliwy potrafił być ten ptak, kiedy Vell zapomni o czymś tak banalnym.
Powrót do góry Go down
Neifion
WETERYNARZ

avatar
Liczba postów : 5
Imię i nazwisko : Neifion Winchester - Salvador
Wiek : 32
Wzrost i waga : 164 cm; około 53kg

PisanieTemat: Re: Dom Salvadorów.    Sro Sty 18, 2017 3:42 pm

W końcu się poddała i przestała zdejmować Thyne'a na podłogę. Przyjęła taktykę, że ignorowany w końcu się znudzi. Albo ona skończy karmić Attis. Zawsze istniała jedna z dwóch opcji. Szczeniak jadł jak mała świnka, co rusz musiała wycierać jej rozlane mleko z pyszczka. Gdy mała była już najedzona i postanowiła wrócić do spania, Neif przełożyła ją z kolan na miękką poduszkę. Było jeszcze jedno zwierzę, które musiało zostać nakarmione, a o którym prawie zapomniała. Przechodząc do spiżarki podrapała za uchem Kaia, który wracając z dworu, przyniósł ze sobą chłodny powiew powietrza. Zabrała z półki kartonik z mieszanką owocową przeznaczoną specjalnie dla papug, po drodze spojrzała na telefon, na którym pojawiła się nowa wiadomość.
Niedługo. Okej, zobaczymy. Udała się z karmą do gabinetu męża. Otworzyła klatkę, w której siedziało spokojnie ptaszysko. Przynajmniej chwilowo, kto wie jakie humory dziś będzie miała papuga. Nasypała ziaren do pojemniczka, co wywołało ciekawość u zwierzaka. Zeskoczyło ze swojej grzędy, tracąc całkowicie zainteresowanie kobietą. Pogłaskała miękkie pióra na jego grzbiecie, a potem już zamknęła klatkę, by wrócić piętro niżej do salonu. Minęło ponad pięć minut i wiedziała, że to "niedługo" przeciągnie się jeszcze dłużej. Nie było możliwości, aby pizza pozostała ciepła do przyjazdu Vellarda. Wyciągnęła ją z kartonu, położyła na blasze i wsadziła do piekarnika, by tylko włączyć go, gdy usłyszy samochód na podjeździe. Do tego czasu mogła albo się przebrać, albo położyć na kanapie. Wybór był trudny, ale rześkie powietrze wlatujące przez drzwi tarasowe, przywrócił ją do rzeczywistości. Wszystkie psy zdążyły wrócić do domu, więc zamknęła drzwi i pobiegła na górę do garderoby. Zdjęła z siebie ubrania, wkładając koszulkę na ramiączka i luźną, zdecydowanie za dużą koszulkę i zwykłe, przetarte jeansy, związała włosy w wysoki kucyk i zabrała się za zmycie makijażu. Akurat kończyła, gdy usłyszała szczekanie. Wyrzuciła brudny wacik i zbiegła na dół, lawirując między psami, które podbiegły do niej, merdając ogonami, włączyła piekarnik i podkręcić mu temperaturę.
Szybko, szybko. Kiszki już jej marsza grały.
Czeeść - przywitała się, posyłając mężowi uśmiech. Nawet do niego podeszła, by pocałować w policzek. Oho i oto pojawiło się TO pytanie, które miała nadzieję, że się nie pojawi.
Późno skończyłam - odpowiedziała po prostu, wzruszając ramionami. Kto jak kto, ale on powinien to zrozumieć. — Kupiłam nam za to pizzę na obiad - mruknęła, zerkając na Vellarda z ukosa, sondując jego humor. Powinna się już ewakuować, by uniknąć kłótni, czy jeszcze nie?
Tak, już ją nakarmiłam - odpowiedziała, cofając się, by wyjąć drugą szklankę i sobie również nalać soku, po który wyciągnęła rękę do mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Dom Salvadorów.    Sro Sty 25, 2017 1:58 pm

Odpowiednia taktyka dla wrednego zwierzęcia. Vellard przy tych bestiach nauczył się, że im bardziej masz wyjebane na nie, tym większe prawdopodobieństwo, że sobie odpuszczą, bo będą wiedziały, że i tak nic im z tego nie przyjdzie jak będą zaczepiać. Inny był Black... On po prostu jest tylko po to, aby niszczył najważniejsze papiery Salvadorowi. Tak właśnie jest. I nikt nie powie, że jest inaczej. On swoją rację ma.
Nieważne jak bardzo Vellard starał się, aby był za te 'niedawno', tak nijak mu to wychodziło. Pech chciał, że spóźnił się srogo, a mimo to i tak będzie mieć pretensje do tego i owego. W końcu to Vell. On musi pomarudzić na wszystko dookoła i pokazać jak bardzo niezadowolony jest z dnia dzisiejszego. Co z tego, że jego żona mogła mieć ciężki i trudny dzień w pracy. Wystarczy, że znosił jej zwierzęta...
Oprócz jednego.
Rękę dałby uciąć, że mimo wszystko, ale jego papuga jest najbardziej wrednym stworzeniem na tej ziemi. A mimo to lubił ptaszysko do tego stopnia, że potrafił znosić jego złe humory. Dlatego widok Neif był dla niego lekko... szokujący. Głównie dlatego, że to nie był właśnie Vellard. Ale skoro go pogłaskała oraz dała jedzenie, to wybacz tą inność. Może dziś daruje sobie stłuczoną filiżankę z kawą.
Wszedł do domu, od razu mając pretensje do całego świata. Neifon była przyzwyczajona, a nawet wiedziała jak udobruchać jego podły humor. W końcu jest jego żoną. Co prawda pewnie będzie musiała się trochę namęczyć, ale pierwszy punkt, że na obiad jest pizza... Cóż, może jej to wybaczyć. Nie będzie przecież aż tak podły.
Kiedy nalał jej i sobie sok, bo przecież nie będzie taką świnią i nie schowa soku do lodówki, a tym bardziej jej nie poda, aby sama sobie nalała, objął ją w pasie, również całując ją na przywitanie w skroń.
- Niech Ci będzie. Mam nadzieję, że masz coś dobrego w zamian - odparł, ale kobieta nie musiała mu odpowiadać, aby jego nozdrza poczuły zapach ich ulubionej pizzy. No proszę. Jak chce, to potrafi. Uśmiechnął się do niej lekko, trochę zmęczony, odsuwając się od jej bliskości, upijając ze szklanki nalanego wcześniej soku - To dobrze. Później do niego zajrzę - odparł, biorąc talerze z szafki, aby przygotować stół do ich nieco niezdrowego obiadu - Jak w pracy? - spytał z grzeczności, bo tak naprawdę mało co interesował go zawód żony. Ale każdy potrzebował się wygadać, a skoro dzisiaj została nieco dłużej w pracy, to dzień musiała mieć zwariowany.
Powrót do góry Go down
Neifion
WETERYNARZ

avatar
Liczba postów : 5
Imię i nazwisko : Neifion Winchester - Salvador
Wiek : 32
Wzrost i waga : 164 cm; około 53kg

PisanieTemat: Re: Dom Salvadorów.    Pią Lut 17, 2017 12:25 pm

Nie zauważyła, w którym momencie w pobliżu pojawił się Thyne. Dopóki nie poczuła, jak małe pazurki wbijają jej się w skórę na boku. Spojrzała w dół i złapała kociaka, zanim spadł na podłogę. Musiał w jakiś sposób wskoczyć na blat kuchenny, a stamtąd poszło już łatwo. Wystarczyło skoczyć i zakotwiczyć się pazurami w materiale jej bluzki. Odstawiła futrzaka na podłogę, który ostatkami sił próbował jeszcze złapać jej dłoń, gdy się prostowała.
W międzyczasie do szklanki trafił sok, więc teraz wzięła naczynie, dziękując uśmiechem mężowi. Fakt, czasami nie był aż taką świnią.
Oczywiście. Byłoby lepsze, bo cieplejsze, gdybyś się aż tak bardzo nie spoźnił - wytknęła mu, przy okazji dźgając go palcem wskazującym w pierś. Nie tylko Vellard potrafił w tym domu marudzić. A ona musiała czekać na niego z obiadem! Prawie bez słowa sprzeciwu.
W czasie, gdy mąż zaczął nakrywać do stołu, Neifi odstawiła nietknięty sok na wyspę kuchenną, pochylając się nad piekarnikiem, by sprawdzić, jak się miała ich pizza. Z racji swojej niecierpliwości otworzyła drzwiczki i wetknęła rękę do środka, by palcem sprawdzić, czy ciasto jest już ciepłe. W gruncie rzeczy chciała ją tylko podgrzać, a nie spiec do suchości. Oparła łokcie na kolanach, czekając jak na szpilkach. Podszedł do niej Kai, który zaczął się przymilać, by trochę go pogłaskała. Widziała jak pies w międzyczasie zerka z ukosa na krzątającego się przy stole Vella. Czasami bawiła ją ta zazdrość ze strony zwierzaka. Podrapała go po grzbiecie, zaraz przytulając się do jego puchatego boku. Zarówno on, jak i Aslan mogliby z powodzeniem służyć za poduszki.
W końcu nie wytrzymała, sięgnęła po rękawice i wyjęła parującą pizzę. Wyminęła psy, zabrała deskę do krojenia, by położyć ją na środku stołu, a na niej ustawiła blaszkę.
Dużo pracy, padam z nóg. Miałam dwie poważne operacje w klinice, spotkanie w urzędzie i jeszcze zawiozłam ślicznego kundelka do domu tymczasowego. Nie pamiętam miejscowości, ale jakieś 50 km za miastem. Dlatego nie zdążyłam nic ruszyć z papierkową robotą i chyba będę musiała to zrobić po kolacji - mruknęła, siadając do stołu. Złapała za kawałek pizzy, który przetransportowała na swój talerz, oblizała palec z pomidorów, sięgając po jeden z przywiezionych sosów.
A jak minął Twój dzień?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Dom Salvadorów.    Czw Mar 16, 2017 12:00 pm

Nie lubił zwierząt, którzy chodzili po blacie, dlatego widok wspinającego się kota, który właśnie do tego dążył, był dla Vellarda nieco odrażający. Całe szczęście, że Neif kociaka od razu odesłała na dół, bo nie wiadomo jak mogłoby się to skończyć, gdyby Vell zrobił podobną rzecz. Przynajmniej kociak nigdy więcej nie wszedłby na blat kuchenny.
- Nie moja w tym wina. Nie mogę zapanować nad korkami na ulicy. A służbowego samochodu niestety nie miałem - a tak wtedy przyjechałby na sygnale. Przynajmniej kobieta nie wytykałaby mu jego spóźnienia. Wiedziała, że nie lubił spóźnień.
Nakrywanie do stołu przyszło dość szybko, czego nie dało się powiedzieć o pizzy. Byli chyba na tyle głodni, że nie potrafili spokojnie poczekać aż pizza będzie gotowa. Łatwo dało się to wywnioskować po żonie, która to dzielnie czekała przy piekarniku aż ich ulubiony przysmak w końcu się zrobi. Kiedy doczekali się tej chwili, okrągła pizza wylądowała na środku stołu. Vellard jeszcze szybko czmychnął po sok, który wcześniej wstawił do lodówki, biorąc również trochę wina. Oboje byli już po pracy, więc na taką lampkę albo dwie mogli się skusić. Co z tego, że czekała ich masa pracy jeszcze w domu.
- Jasne. Też mam trochę papierów do zrobienia. Mam nadzieję, że tym razem Black magicznie nie dostał się do mojego gabinetu. Nie chciałbym tam zastać widoku jakby przez mój gabinet przeszedł huragan - powiedział dość spokojnie, biorąc się za krojenie i nakładanie im pizzy na talerze. Nalał również wino do połowy kieliszków, które zgarnął po drodze wraz z alkoholem. Wziął pierwszy kęs, nie zwracając zbytniej uwagi na to, że pizza była gorąca.
- Ciężko. Jeden kolega z pracy został postrzelony na jednej z akcji, zginął na miejscu. Pod koniec tygodnia będzie pogrzeb, będziesz musiała na niego iść ze mną. Również dzisiaj na wolność wyszedł jeden z naszych więźniów. Jakiś debil wpłacił za niego kaucję. Coś czuję, że przez najbliższe dni, jak nie tygodnie, nie będę miał zbyt dużo wolnego czasu - mruknął, cicho wzdychając, ale zaraz skupił się na kawałku swojej pizzy.
Powrót do góry Go down
Neifion
WETERYNARZ

avatar
Liczba postów : 5
Imię i nazwisko : Neifion Winchester - Salvador
Wiek : 32
Wzrost i waga : 164 cm; około 53kg

PisanieTemat: Re: Dom Salvadorów.    Pon Kwi 24, 2017 3:37 pm

Zostawiła kwestię spóźnienia męża, choć jeden, czy dwa komentarze cisnęły jej się na usta. Lubiła się z nim drażnić, ale bywały też momenty, w których wolała odpuścić zarówno jemu, jak i sobie.
Wstała jeszcze z krzesła, by zabrać szklankę soku, którą wcześniej odstawiła. Wracając do stołu, pociągnęła orzeźwiający łyk kwaskowatego napoju. Widząc, że Vellard dodatkowo wziął jeszcze karton i wino, jej uśmiech jedynie się poszerzył. Zamierzała zjeść pizzę, a potem zabrać wino i usiąść przed kominkiem na puchatym dywanie. I tak mniej więcej powoli szlag trafiał jej plany na pracowity wieczór. Nie był to ani pierwszy, ani ostatni raz.
Zgarnęła z talerza paproch, którego nigdy tam nie było. Wyglądała na zamyśloną, zwłaszcza ze zmarszczki, które uformowały się jej między brwiami. Dopiero po chwili i przy pomocy głosu męża wróciła do rzeczywistości. Opuściła dłonie na kolana, przyglądając się jak kroi pizzę. Podsunęła nawet swój talerz bliżej, gdy przekładał trójkątny kawałek z blaszki.
Nie wiem - odparła zrezygnowana. Znów jej zwierzyniec znalazł się pod ostrzałem jej męża.
Nie zaglądałam do Twojego gabinetu, ale wydawało i się, że drzwi były zamknięte. Pewnie wszystko jeszcze przed nią, na pewno pójdzie za Tobą, gdy będziesz pracował. - Podniosła wzrok na mężczyznę przed sobą, a potem obróciła głowę, by spojrzeć na salon, w którym zdążyły się rozłożyć psy. Tylko Moran został z nimi w kuchni, kładąc pysk na udzie kobiety. Spoglądał na nią wielkimi, brązowymi oczami, które niemo błagały o kawałek smakołyka. Jako że Neifion serce miała miękkie, ściągnęła ze swojego kawałka plasterek mięsa i podała go psiakowi, który z zadowoleniem pochłonął go w całości. Praktycznie od razu, szturchnął ją łapą, prosząc o więcej. Uśmiechnęła się pod nosem, podając mu jeszcze kawałek. Odgryzła kawałek pizzy i spojrzała na Vellarda. Przeżuła powoli, markotniejąc wyraźnie na nowiny, które jej przedstawił.
Przykro mi. Znałam go? I oczywiście, załatwię sobie wolne na cały dzień. - Albo chociaż na pół, bo jeśli Vellard wróci po pogrzebie na komendę, to nie będzie siedzieć sama w domu, przeżywając wszystko. Choć może zabierze psy na jakąś przejażdżkę.
Jeszcze mniej wolnego czasu? - zapytała retorycznie, przyglądając się swojemu kawałkowi, który jakoś tak stracił na swojej atrakcyjności. Sięgnęła po szklankę z sokiem, wypijając połowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Dom Salvadorów.    

Powrót do góry Go down
 
Dom Salvadorów.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xx :: ➜ Południowa część :: Dzielnica domków jednorodzinnych-
Skocz do: