IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar
Liczba postów : 225
Imię i nazwisko : Cygańskie Mokasyny Grozy.

PisanieTemat: Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”   Sro Wrz 28, 2016 6:34 pm



Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”


Klub zlokalizowany w jednej z większych hal przy budynku stadionu. Przestronne pomieszczenie dostosowane jest do potrzeb i wymogów różnych typów walki wręcz, od boksu, przez judo czy aikido, aż po krav magę czy muay thai. Podłoga wyłożona matami, jedna ze ścian pokryta materacami, na drugiej przymocowane drabinki. Po jednej stronie wytrzymałe rusztowanie może utrzymać nawet do 15 podwieszonych worków treningowych, chociaż przeważnie wykorzystywanych jest maks 4-5. W głębi, schowana za przepierzeniem, jest nieduża siłownia – dobre miejsce na solidną rozgrzewkę. Oddzielne szatnie dla pań i panów mają wydzieloną część na natryski, gdzie można zmyć pot i kurz po solidnym treningu, oraz toalety. Solidne, metalowe szafki chronią pozostawione w nich rzeczy.
Instruktorzy zawsze służą radą i pomocą, mniej lub bardziej kąśliwą, zależnie od typu popełnianego błędu i stażu treningu. Stali bywalcy to głównie ludzie, z bardzo nielicznymi wyjątkami. Przyczyna jest prosta – raz, to centrum miasta, centrum rozrywki, gdzie i tak Czarnokrwiści są niezbyt chętnie widziani; dwa – na co posiadaczom zwierzęcych refleksów/siły/zwinności znajomość ludzkich sztuk walki? Ludzie też jakoś muszą się móc bronić, prawda? I z takiego założenia wynika dość daleko posunięta niechęć i szorstkie traktowanie Czarnokrwistych, którzy chcą tutaj trenować. Tylko ci najwytrwalsi i z już dobrymi podstawami pozostają dłużej. Nieliczne jednostki zdobyły dostateczny szacunek, by nie być zaczepianymi na każdym kroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vergil Sparda
STRATEG

avatar
Liczba postów : 394
Imię i nazwisko : Vergil Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm; 76 kg

PisanieTemat: Re: Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”   Czw Wrz 29, 2016 12:24 am

Nie zaglądał tutaj od dłuższego czasu, tyle roboty, co i rusz jakieś problemy które na nich spychała policja, a które po zbadaniu oddawali im z powrotem z 'podziękowaniami' za ciężką pracę. Doprawdy, nie miał pojęcia, gdzie Inspektor Główny wynajdywał sobie oficerów, ale każdy głupszy od drugiego, a wszyscy razem to stado idiotów. Wymagany kontakt czasem naprawdę poważnie nadwyrężał jego cierpliwość...

Akurat dzisiaj jednak miał wystarczająco dużo czasu, by pod wieczór zajść do tego klubu i się nieco rozładować na workach treningowych, albo - jeśli by się znaleźli - partnerach sparingowych. Spora większość bywalców już go znała, wiedzieli że jest człowiekiem pomimo jego wyglądu, i zostawiali go w spokoju. Innych szybko z błędu wyprowadzał, mniej lub bardziej pokojowo. Gdyby przejmował się takimi sprawami, to zapewne miałby nadzieję, że dzisiaj nikt go nie będzie próbował zaczepiać, bo był blisko granicy, za którą go kompletnie nie obchodziło, czy u jego stóp, zakrwawiony, zwija się człowiek czy Czarnokrwisty. A nie chciałby wywołać incydentu, który by mu zamknął możliwość trenowania tutaj. Sporo zależało od obecnego instruktora, niektórzy byli na to bardzo wyczuleni, inni patrzyli przez palce na to, jak bywalcy ustawiają młodych do pionu.

W szatni nikogo nie było, ale sporo szafek było pozajmowanych. Hm, może się znajdzie ktoś do wykorzystania jako partner treningu, byleby nie było zbyt tłoczno. Schował do szafki wierzchnie odzienie, maskując nim starannie Yamato, potem sprzęt którego nie mógł zostawić w pracy, po czym szybko się przebrał w dość luźne, szare dresy i prosty biały bezrękawnik. Po schowaniu obuwia w odpowiednie miejsce, wprawnie omotał łańcuszek naszyjnika wkoło rękojeści katany, chowając w ten sposób klejnot, zamknął szafkę na klucz i przeszedł do głównego pomieszczenia, w jednej ręce mając butelkę wody i ręcznik, a w drugiej taśmy do owinięcia dłoni przed treningiem. Kilka szybkich spojrzeń pozwoliło mu zorientować się w sytuacji. Paru znajomych, starszy instruktor od judo, dość zasadniczy, ale wyznający zasadę bolesnych nauk... i grupka mu nieznana, wyraźnie trzymająca się razem i uważająca się za dostatecznie dobrą, by zająć sporą część sali dla siebie. Już przeczuwał, że będzie... nieciekawie. Dla nich.

Akurat kończył zabezpieczać jedną dłoń, kiedy się zaczęło. Wyłapał moment w którym ci nowi go zauważyli, ich rozmowy wyraźnie przycichły, czuł też ciężar ich uwagi. Tsk... może będą mieli wystarczająco instynktu samozachowawczego. Ale jednak nie.
- Ej, ty! Śnieżynka! - nie odwrócił się, ale zakładał że to przywódca tej grupy, niewiele starszy od niego mężczyzna z dobrze rozwiniętą muskulaturą, ale najwyraźniej niczym innym. Bo na pewno nie inteligencją. Ignorowanie takich zaczepek z pewnością wywoła dość... zaognioną reakcję.
- Ej! Do ciebie mówię, odmieńcu! - Vergil doskonale słyszał jego kroki. Na razie podchodzi sam, hm? Będzie próbował go zastraszyć, jak nic. Obejrzał się tylko lekko przez ramię, zabezpieczając taśmę na drugiej dłoni i testując je kilkukrotnie, by się upewnić że dobrze trzymają.
- No patrzcie, wreszcie się księżniczka obudziła! Co, słuch szwankuje? - mięśniak stał już niedaleko niego, z resztą grupy tworzącą tło dla niego oraz (och, jakież zaskoczenie) odcinającą resztę obecnych od sytuacji. Tsk.
- Nie bardziej, niż tobie wzrok - odpowiedział mu beznamiętnie, w końcu zwracając na niego spojrzenie elektrycznie błękitnych oczu. Mięśniak nieco się speszył, może zaniepokoił jego bezosobowym spojrzeniem, ale obecność grupy za plecami dodała mu animuszu.
- Ohohoho, księżniczka ma kiełki! Ciekawe co jeszcze, brudas jeden... - grymas na twarzy rozmówcy jasno wskazywał, że w innym miejscu pewnie by splunął na ziemię z obrzydzenia. - Czego tu szukasz, hm? Zwierzętom wstęp wzbroniony, nie widziałeś tabliczki przy wejściu?
- Ty najwyraźniej też przegapiłeś to ogłoszenie, ale jednak tutaj jesteś... - oho. Sarkazm się pojawiał. No, teraz na pewno się z nimi nie zaprzyjaźni. Ale czy go to obchodziło? A skąd.

Vergil wyłapał cichy odgłos otwieranych drzwi na salę, ale nie spojrzał w tamtym kierunku. Nowo przybyła osoba nie obchodziła go tyle, co ci tutaj. Nie żeby i ich uważał za jakiś ważny problem...
- No chyba głuchy no, albo udaje idiotę - mięśniak odważył się podejść nieco bliżej. - Zwierzętom wstęp wzbroniony, więc zabieraj dupę w troki i won stąd, mieszańcu pieprzony.
- Jestem człowiekiem, tak jak i ty... chyba - Vergil przespacerował się spojrzeniem po sylwetce napastnika, jawnie dając do zrozumienia iż nie sądzi, by pochodził on ze związku dwojga ludzi. Zabezpieczone dłonie wsunął w kieszenie dresów, tak że jego i tak osłonięte nadgarstki były niewidoczne dla grupki. Odpuszczą sami czy jednak będzie miał okazję się na nich wyżyć?

Odpowiedź przyszła bardzo szybko. Mięśniakowi zagrały mięśnie szyi i karku, czym wręcz doskonale zasygnalizował swoje zamiary. Vergil uniósł tylko brew do góry... i płynnym, minimalnym ruchem uniknął (trzeba przyznać, dobrze wyprowadzonego, jednak się idiota znał na rzeczy) lewego prostego, wymierzonego w jego głowę. Aha. Bokser, albo kickboxer... na karatekę był zbyt spięty.
- No i proszę. Zabrakło cywilizowanych metod dyskusji, to przechodzi się do prymitywnych rozwiązań siłowych - wycedził to leniwie, widząc że mięśniakowi chwilę zajmie przeanalizowanie sytuacji i pojęcie, że jego cel wcale nie był taki bezbronny czy niedoświadczony. - Dobrze. Liczyłem na możliwość rozładowania napięcia...

Lekkie zmrużenie błękitnych oczu oraz minimalna zmiana postawy były jedynymi ostrzeżeniami. Ale tylko ktoś naprawdę wprawiony w walce wręcz, i to takiej nie na pokaz, mógłby to prawidłowo odczytać. Vergil nie miał już ochoty strzępić języka.

Drugi cios został przechwycony otwartą dłonią w locie, bark płynnie przesunięty został pod pachę mięśniaka... resztę zrobiła energia pędu oraz grawitacja. No dobra. Nieco im pomógł, ale tylko nieco. I mięśniak poleciał na paru swoich kolegów w podręcznikowym wręcz rzucie przez ramię. Z aikido.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”   Nie Paź 16, 2016 4:09 pm

Nie powiedziałby, że dzisiejszy dzień należał do najlepszych. Jakby kiedykolwiek jego dzień był tym dobrym, idealnym dniem. Odkąd odszedł z Japonii, na nowo zamieszkując Stany Zjednoczone, wiele w jego życiu się zmieniło. Sposób myślenia, bycia, charakter, wygląd. Nie pamiętał, kiedy ostatnio tak naprawdę wypoczął. Pomimo tego, że okres wojny dawno się skończył - a przynajmniej dla niego był to koniec - ciągle żył tamtym okresem, tamtymi dniami i wspomnieniami. Ciężko było uciec od czegoś, co otaczało Cię dobre kilka lat. I choć chciało się o wielu rzeczach po prostu zapomnieć, chcąc nie chcąc nie udawało się.
Powrót do Japonii oznaczał również powrót do dawnych czasów, starych, ciepłych wspomnień, od których teraz miał same mdłości. Nie wierzył, że pozwolił siebie aż tak bardzo wykorzystać. Do tego stopnia, że jego życie zmieniło się o całe 180 stopni. Było mu z tym faktem bardzo źle i przyrzekł sobie, że nigdy więcej nie dopuści do podobnej sytuacji. Tak będzie wygodniej. Maskował swoje słabe punkty złością i gniewem, choć tak naprawdę był to okrzyk bólu, który całe lata siedzi w nim i ciągle rośnie.
Ostatnie dni również nie były najlepsze. Pozwoliły mu rozdrapać stare rany. Chęć zapomnienia w jego przypadku była zbyt silna, jednak los sprawił, że Lark będzie pamiętać te chwile, które teraz traktuje z jawnym obrzydzeniem i niechęcią. Spotkanie dawnej połówki, która bez słowa zniknęła z jego życia była zbyt brutalna. Nie chciał, aby kiedykolwiek te kujące uczucie do niego powróciło, dlatego szybko chciał zapomnieć o tym zdarzeniu. Nie chciał wracać do starych ran. Chociaż raz chciał zapomnieć i nie wracać do tego, co było kiedyś. Po prostu pragnął otworzyć nowy rozdział w życiu, który przyniesie mu więcej zysku niż strat. Chociaż czego miał się spodziewać po swoim sposobie bycia? Cham, prostak, chodzący wpierdol. Ciągle się nie wysypiał, ciągle chodził zdenerwowany i podirytowany. Najmniejsza zaczepka w jego kierunku powodowała do bójek. Dlatego musiał znaleźć sobie coś, na czym będzie mógł wyładować swoje negatywne emocje.
I znalazł. Był to klub sztuk walki. Choć z początku uważał, że podobne zajęcie jest kompletnie bez sensu, no bo jak ktoś taki jak on może się bawić w coś takiego, dość szybko jego kumpel przekonał go, że to nie jest taki zły pomysł. A nuż, może pozna tam kogoś, kto będzie go chociaż odrobinę znosić? Z pewnością nie.
Wszedł do środka, będąc tutaj kompletnie nowym. Nie miał odpowiedniego stroju, tylko założone dresowe spodnie oraz koszulkę, która nie będzie go ograniczać w ruchach. Był to jego pierwszy dzień i już pierwszego dnia jakieś gnojki zaczęły go mocno irytować. Ledwo co wszedł, a usłyszał grupkę młodych ludzi, którzy komuś zaczęli dokuczać. Tak bardzo dziecinne zachowanie. Spojrzał w stronę awanturników, cicho wzdychając pod nosem. Nie, jednak on się tutaj nie odnajdzie, jeżeli tego typu akcje zdarzają się dość często. Wybrał sobie miejsce, gdzie zaczął się rozgrzewać, ciągle patrząc się na grupę, która irytowała go coraz bardziej. Ostatecznie warknął niezadowolony pod nosem.
- Możecie się ogarnąć? Nie każdy ma ochotę patrzeć i wysłuchiwać waszych sprzeczek. Jeśli chcecie się rozładować, zróbcie to na zewnątrz. To nie cyrk - odparł wyjątkowo spokojnie. Sam Lark miał szansę na wyciszenie się i rozładowanie negatywnych emocji, ale na worku treningowym, nie w obecności jakiś gówniarzy, którzy nie potrafili pohamować swoich hormonów. Gadka mężczyzny nie bardzo spodobała się grupce dzieciaczków, więc zanim Vergil zdążył zrobić cokolwiek, jeden/dwóch z nich odłączyli się od niego, podchodząc do Daniela. Ci od razu prychnęli na jego słowa, zaczęli mówić coś o dziadku i takie tam. W sumie nie bardzo skupił się na ich słowach. Rzucił coś złośliwego w ich kierunku, tak, aby tylko oni to słyszeli z równie złośliwym uśmieszkiem. Nie długo musiał czekać aż jeden z nich wyprowadził cios, który Lark dość szybko i efektownie zablokował. Krav maga na zaawansowanym stopniu się kłania. Mężczyzna szybko znalazł się na ziemi, nie mając możliwości poruszania się, a jakiekolwiek szarpnięcie sprawiało okropny ból w ramieniu. W pewnym momencie dzieciak tak mocno się szarpnął, że dało się usłyszeć ciche chrupnięcie. Tak, najprawdopodobniej złamał sobie ramię. Również dało się przy tym usłyszeć krzyk bólu - dopiero wtedy Lark go łaskawie puścił. Jego kumpel miał dość słomiany zapał, ponieważ dopiero teraz chciał wyprowadzić na niego kolejny cios, co dla niego również skończyło się niezbyt dobrze. I w taki sposób grupka awanturujących się dzieciaków leżała poobijana na macie przez Vergila i Larka.
- Głupie szczeniaki - warknął pod nosem, mierzwiąc sobie włosy, zastanawiając się, co zrobić z tym, który sam sobie złamał ramię. Poczekać na trenera czy może lepiej będzie się nim zająć już teraz? Ach te problemy.
Powrót do góry Go down
Vergil Sparda
STRATEG

avatar
Liczba postów : 394
Imię i nazwisko : Vergil Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm; 76 kg

PisanieTemat: Re: Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”   Pon Paź 24, 2016 12:54 am

Vergil nie sądził, że nowo przybyły zostanie wciągnięty w te przepychanki. Poniekąd sam się wtrącił, to prawda... ale widać mięśniak i ekipa zdecydowanie przecenili swoje umiejętności i czynnik zastraszania. Skoro myśleli, że ot tak sobie mogą kogokolwiek stąd wygonić, bo im się nie podoba... cóż. Tym razem trafiła kosa na kamień.

Dwa kamienie, sądząc po odgłosach krótkiej bójki między parą idiotów a tym nowym. Vergil niezbyt przykładał uwagę do tego, co tam się działo, bo oczywiście mięśniak i reszta jego grupki skupili się na nim. Ale to nie było nic, co by go powstrzymało. Z gorszych pułapek wychodził bez szwanku... tak samo i teraz. Liberalne użycie tae kwon do, aikido, i co paskudniejszych trików z krav magi (nie znał ich wiele, ale ważne że były bardzo skuteczne) szybko zakończyło problem puszących się idiotów. Mięśniak leżał nieprzytomny, bo wspaniały kolega go walnął mimochodem gdy próbował się na Vergila rzucić, obok niego para głupków trzymała się albo za obolałe ramiona (wykręcenie prawie do punktu wyrwania ze stawu załatwiło sprawę), zaś jedyna dziewczyna z grupki w napadzie rozsądku wycofała się tak daleko jak tylko mogła od obu bitek.

Białowłosy wyprostował się powoli, otrzepał ręce i spojrzał na trenera. Tsk... może być nieciekawie. Ale niekoniecznie. Jeśli ci idioci już wcześniej go zirytowali, to przymknie oko, po prostu. Spokojnie zaczął rozwijać zabezpieczające paski na dłoniach, by rozmasować nieco kłykcie i owinąć je na nowo. Przy okazji pokazał też pozbawiony kodu nadgarstek, oczywiście zupełnie przypadkiem. Wcale nie wcierał soli w rany na dumie grupki idiotów.

Starszy mężczyzna ruszył się ze swojego miejsca przy drugim końcu sali, przeszedł się między nowym a Vergilem, popatrując na efekty bójki... tylko prychnął pod nosem i ostrym tonem nakazał dziewczynie wyprowadzenie kolegów. Dodał też, że mieli szczęście, a na jej pytające spojrzenie tylko zerknął przelotnie na Vergila i skomentował, że mogło się skończyć o wiele, wiele gorzej. Ale na szczęście niektórzy tutaj potrafią się hamować.

Pięć minut później w klubie był spokój. Wreszcie. Typ ze złamaną ręką został zabrany przez pogotowie, ale trener krótko i zwięźle wszystko złożył na barki młodzieńczego idiotyzmu, stając poniekąd w obronie nowo przybyłego. Nie jego w końcu wina, że szczeniak usiłował się szarpać w profesjonalnym chwycie, zamiast odpuścić. Sytuacja więc rozeszła się w sumie po kościach... ale Vergil nadal wyczuwał w sobie pokłady energii, które musiały być rozładowane zanim przeleją się i będzie nieprzyjemnie. Okładanie worka treningowego to nie to samo, co żywy przeciwnik... ale bywalcy, którzy dzisiaj byli, na pewno nie zgodzą się na sparing. Znali go. Trener z kolei specjalizował się w czym innym, a Vergil nie był w nastroju na rzuty i przewroty.

Cóż. Coś się wymyśli. Albo okazja sama się znajdzie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”   Czw Lis 03, 2016 12:55 am

Chcąc nie chcąc Lark został w to wszystko wciągnięty, nawet jeśli tego nie chciał. W sumie nieszczególnie rozwodził się nad grupką szczeniaków, a mimo to dał się sprowokować do użycia głupich słów. Dla niego od samego początku byli, no, szczeniakami. Czekał tylko na ten moment, kiedy stwierdzą, że bezsensowna przepychanka nie miała sensu, bo tylko na tym ucierpią. Niestety tak być nie mogło, więc Daniel został zmuszony do użycia stylu, którego zna najlepiej. W bardzo szybkim tempie dzieciaki znaleźli się na macie. W końcu czego innego można było się spodziewać po instruktorze krav magi?
Kiedy trener wszedł do środka, zaskakująco wykazał się zrozumieniem odnośnie mężczyzn, szczególnie tego nowego, czyli Daniela. Pomimo tego że w chwili obecnej Hudson zachował się sam jak szczeniak, zupełnie inaczej potraktowałby delikwentów, którzy spowodowali wypadek. A jakby nie patrzeć, Lark właśnie złamał komuś rękę, zaś reszta młodzieży była solidnie poobijana przez starszych mężczyzn. Ale Daniel to Daniel. Czasami lubił bawić się w hipokrytę. Niemniej kara ich ominęła, młody został zabrany do szpitala, a wraz z tym zajęcia mogli uznać za rozpoczęte. Nikt nawet nie śmiał szeptać o zaistniałej sytuacji w sali.
Zajęcia rozpoczęły się jakby nigdy nic. Na początku standardowo była rozgrzewka, dopiero potem trener zaczął mówić coś inteligentnego, starając się w ten sposób przekazać wiedzę tym, którzy jej nie posiadali, a chcieli ją nabyć. Lark starał się słuchać o niewiele starszego mężczyzny od niego, ale dało się zauważyć na jego twarzy znudzenie. Dopiero po jakimś czasie trener zagadał do Larka, kiedy dzielnie ćwiczył przy worku treningowy, będąc pogrążonym w swoich myślach. Między nimi wywiązała się krótka rozmowa - okazało się, że trener kojarzy Daniela z siłowni. Czasem tam przychodził. Również wiedział, że był tam instruktorem, dlatego też, żeby dłużej nie zanudzać nowego członka gruby, w błyskawicznym tempie trener zawołał Vergila, po czym przedstawił mu go nowego. Rzucił coś o dobrej zabawie, po czym opuścił ich, zajmując się osobami, którzy swoją rozgrzewkę skończyli.
Daniel nie wykazywał jakiś szczególnych chęci do rozmowy. Również nie miał ochoty na jakieś bójki, ale skoro tamten człowiek ich przydzielił, to widocznie Vergil nie mógł być byle kim.
- Zaczynaj - rzucił tylko, a jego postura nijak wykazywała jakiekolwiek chęci do walki. Ver mógł mieć wrażenie, że mężczyzna się odsłonił, choć to nie było prawdą. Po prostu umiał reagować na ostatnią chwilę, dlatego nie zdradzając siebie, chciał poznać, co tak naprawdę mężczyzna potrafi. Był w mniej więcej jego wieku, więc chyba coś tam umiał, nie? W końcu nie każdy wiedzie spokojne życie.
Powrót do góry Go down
Vergil Sparda
STRATEG

avatar
Liczba postów : 394
Imię i nazwisko : Vergil Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm; 76 kg

PisanieTemat: Re: Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”   Nie Lis 20, 2016 6:52 pm

Trening się w końcu rozpoczął jak należy, chociaż szybko po rozgrzewce mógł robić co chciał. Dobrze, trochę okładania worka treningowego z pewnością pomoże jego nerwom... chociaż żywy partner to byłoby coś innego. Ale wśród znanych mu obecnych nikt nie był na jego poziomie, z kolei tego nowego nie znał w ogóle, więc również odpadał. A i tak nie planował pierwszy wychodzić z jakąkolwiek propozycją.
Szybko jednak jego trening został przerwany. Obecny trener, który przez jakiś czas rozmawiał z tym nowym, przywołał go i z dziwnym, porozumiewawczym uśmiechem życzył im dobrej zabawy. Hm... białowłosy kilkoma krótkimi, oszczędnymi spojrzeniami otaksował nieznajomego (instruktor mówił do niego Daniel, o ile dobrze usłyszał) i zmienił nieco pozycję, rozstawiając trochę szerzej stopy by mieć dobry balans ciała. Hm... czarnowłosy nie ruszał się z miejsca, nie przygotował się do sparingu... albo nie chciał walczyć, albo na tyle wierzył w swoje umiejętności, że nie okazywał gotowości po sobie. Interesujące. I bardzo znajome. W końcu Vergil zrobił to samo, kiedy tamte łebki szukały kłótni.
Zaczął powoli okrążać nieznajomego, nie przybierając żadnej konkretnej pozycji, żadnej formy typowej dla jakiejś sztuki walki. Postanowił potraktować to nieco poważniej niż zwykły sparing.
Więc zaatakował szybko i znienacka, jedną ręką celując w punkt pod żebrami, drugą trzymając blisko ciała by sparować lub, w wypadku bardzo prawdopodobnego bloku lub uniku, wymierzyć w tymczasowego przeciwnika kolejny cios - nie tylko pięścią, ale i łokciem, jeśli trzeba. Podstawy muay thai były często zaskoczeniem dla jego przeciwników, był nawet nieco ciekaw czy będzie tak też i w tym przypadku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”   Pią Lis 25, 2016 10:09 am

Ku zaskoczeniu Vergila, bardzo szybko zdobył tak zwany 'żywy worek treningowy'. Widocznie jego pragnienie rywalizacji było tak silne, że trener usłyszał jego ciche wołanie o pomoc. I oto znalazł - Daniel w czystej postaci. Nowicjusz w tej grupie, który zdążył pokazać, że nie jest gówno wartą osobą.
Zauważył jak szybko przyjmuje pozę do walki, aby móc zadać ten pierwszy cios. W końcu wyraźnie Lark powiedział, że mężczyzna może zaczynać. Obserwował go uważnie, jego każdy ruch, sposób poruszania się, stania i gesty. Spojrzenie białowłosego również nie umknęło jego uwadze, dlatego kiedy nadszedł ten czas, gdy obcy mężczyzna chciał uderzyć Daniela, nie udało mu się to tak prosto, jakby mogło się wydawać. Pomimo tego że Vergil chciał użyć elementu zaskoczenia i dezorientacji przeciwnika, na Hudsonie to nie przeszło. Może w mniej łatwy, ale w bardzo szybki sposób zablokował jego nieznany ruch, przez chwilę zastanawiając, jakiego stylu walki używa nieznajomy. Kiedyś już widział ten ruch, miał z nim styczność, tylko za cholerę nie potrafił sobie przypomnieć nazwy owego stylu.
Drugiego ruchu nie zdołał aż tak łatwo przyblokować, głównie przez to, że zlekceważył swojego przeciwnika. Pomimo starać w jakie w to włożył, oberwał z łokcia, na co tylko cichutko syknął, odskakując od wroga. Więc jednak coś tam umie, hm? I bardzo dobrze. Bez większego wahania przystąpił do kontrataku. Często lubił mieszać style walki, dlatego nigdy nie posiadał jakiegoś szczególnie konkretnego. Wymierzając cios nogą w kierunku ramienia mężczyzny nie liczył na to, że trafi przeciwnika. Miał nadzieję na to, że zablokuje ten ruch, tylko po to, aby mógł z ręki uderzyć go w strategiczny punkt, czyli w klatkę piersiową, zabierając do niego szybko nogę. To były tylko jedna niewinna sekunda, w której działo się tak wiele. Czyżby oboje w końcu zaleźli godnych siebie przeciwników?
Powrót do góry Go down
Vergil Sparda
STRATEG

avatar
Liczba postów : 394
Imię i nazwisko : Vergil Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm; 76 kg

PisanieTemat: Re: Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”   Sob Lis 26, 2016 12:02 am

Świat się rozmył wkoło nich, jedynym podmiotem jego koncentracji był jego przeciwnik. Zareagował dostatecznie szybko i wprawnie, przewidział częściowo kontynuację, kontratak również był dobrze przygotowany... zdecydowanie to nie był byle kto. Miał doświadczenie, miał wprawę, okupioną zapewne godzinami treningu... Vergil, sam nie wiedząc czemu, w przeciągu tej sekundy przeszedł z trybu myślenia 'sparing treningowy' do 'pokonaj za wszelką cenę'. Serce zaczęło szybciej pracować, adrenalina dostała się do krwi, wszystkie zmysły zaczęły pracować na zwiększonych obrotach. Nie wróg, godny przeciwnik, wart wysiłku. Ktoś, kto równie godnie przyjmie porażkę, jak i zwycięstwo.
Płynnie zrobił unik pod kopnięciem, mijając nogę o milimetry, i w momencie kiedy przelatywała nad jego głową chwycił przeciwnika za kostkę, robiąc krok w przód i szarpiąc mocno. Wszystko w celu wytrącenia go z równowagi i posłania na matę, gdzie będzie go w stanie przyszpilić i unieruchomić. Był też jednak gotowy na wybieg, na unik, albo przewrót, w takiej walce wszystko było możliwe. Zbędne myślenie zostało odsunięte na nieco dalszy plan, a wyrobione morderczymi treningami instynkty przejęły kontrolę.

Nie zauważył nawet że klub nagle zrobił się dziwnie cichy i spokojny, bo instruktor, widząc co się święci, szybko wszystkich zebrał, zostawiając scenę dla dwójki doświadczonych fachowców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”   Czw Gru 08, 2016 11:33 am

Lark żeby wygrać, będzie musiał się trochę bardziej postarać niż na samym początku. Jednak głupotą było od pierwszej chwili pokazywać swoje asy i lepiej niech myśli, że to jest właśnie ten poziom Daniela - jest dobry, ale nie na tyle, aby go pokonać. Łatwo wtedy będzie mógł zaskoczyć swojego przeciwnika nowymi, lepszymi technikami, które daje słowo, nie będzie mógł tak łatwo skontrować czy zablokować.
Niestety, jego noga została zablokowana w sposób, który nie planował, niemniej od razu ułożył sobie dalszy plan działania. Pozwolił wywrócić siebie na matę, będąc dobrze przygotowanym do upadku. Nie czekał ani chwili dłużej, aby złapać nogami za nogi przeciwnika i go również powalić na matę. Na razie był spokojny w swoich ruchach, ale na jak długo? Ile będzie pozwalał na to, aby to Vergil miał przewagę w tej walce?
Jeśli jednak Vergil będzie chciał przyszpilić Daniela do maty, pozwoli mu na to, ale przez krótki moment. Nawet nie zauważy jak bardzo szybko znajdzie się na miejscu Larka, gdzie będzie miał niemała trudność, aby wydostać się z jego ruchu, bowiem użyje tej samej sztuczki co na dzieciaku. Im bardziej będzie się szarpać, tym większe prawdopodobieństwo, że sobie złamię rękę.
Przy okazji robili za mały pokaz dla reszty grupy. Widocznie instruktor miał nadzieję na to, że uczniowie coś wyniosą z tej walki, a także podpatrzą niektóre style, które będą trenować przez najbliższy okres czasu.
Powrót do góry Go down
Vergil Sparda
STRATEG

avatar
Liczba postów : 394
Imię i nazwisko : Vergil Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm; 76 kg

PisanieTemat: Re: Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”   Nie Sty 01, 2017 9:56 pm

Pierwsza runda ich zaimprowizowanego pojedynku nie trwała dłużej niż trzy minuty i punkt za nią zdobył Daniel. Rzeczywiście, cierpliwość się opłaciła i zdołał pochwycić Vergila w chwyt który nie dawał mu wielu szans na wyswobodzenie się z niego. Białowłosy nie szarpał się jak tamten durny dzieciak, owszem - testował pewność uchwytu, ale kiedy jasne było że nic nie zrobi, spokojnie odklepał poddanie się. Czarnowłosy puścił jego rękę, odsunął się bez słowa, więc Vergil się pozbierał, przeciągnął by nieco ulżyć naciągniętemu barkowi... skinął lekko przeciwnikowi głową. Był gotowy na ciąg dalszy. Bo przecież oczywiste było, że ten ich mały pojedynek nie skończy się na jednej rundzie...
Skończył się na trzech, każdej dłuższej od poprzedniej. Druga runda poszła do Vergila, udało mu się Daniela zaskoczyć chwytem z judo i dobrze przygnieść do maty, po czym czarnowłosy szybko odklepał i się rozdzielili. Nie dostrzegli upływu czasu, szykując się do finalnej rundy. Daniel już go nie ignorował, w tej rundzie wyciągnął więcej trików, ale Vergil dobrze odczytał jego zamiary i wykorzystał swoją szybkość i zwinność by nie dać mu wygrać. Ostatnia runda, najbardziej zaciekła, w której padło kilkanaście ciosów które kogoś niedoświadczonego by wyłączyły z gry na miejscu (oni dzięki doświadczeniu unikali albo parowali, co tylko zaostrzało konflikt), skończyła się wygraną czarnowłosego. Było naprawdę blisko, końcówka była bardzo zażarta, ale jego przeciwnik wykorzystał minimalną lukę w jego obronie i przyszpilił go do maty całym swoim ciężarem, skutecznie unieruchamiając. Vergil nie czekał z odklepaniem - nie miał problemów z uznaniem że ktoś jest równie dobry jak on i że uczciwie wywalczył swoje zwycięstwo. Czuł bardzo dobrze wszystkie sińce jakich się dorobił parując ciosy Daniela lub przyjmując je by wyprowadzić podstępną kontrę, jak nic będzie potrzebował długiego prysznica tak tutaj, jak i w domu... ale zdecydowanie czuł się lepiej. Oczywiście, na cywilu nie mógł się wyżyć tak jak to miał w zwyczaju, ale i tak to wyzwanie stało na wysokim poziomie, dostatecznym by spora część jego agresji znalazła rozładowanie.
Puszczony podniósł się nadal równie zwinnie co na początku, przeciągnął się aż stawy lekko chrupnęły, i tradycyjnie ukłonił się przed przeciwnikiem, dziękując mu za walkę i gratulując wygranej. Nic nie mówił, bo po co? W tle trener zaraz zaczął końcowe omówienie ich pojedynku - no tak, wykorzystał to by nowicjuszom zrobić lekcję poglądową o tym, na co stać profesjonalistów po latach treningów. Odwrócił się i ruszył w stronę ławeczki, gdzie zostawił swój ręcznik i wodę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”   Czw Sty 19, 2017 9:40 pm

Widać było, że oboje mieli dużą styczność z walkami. Nie byli młodzi, ale też nie na tyle starsi, aby znać tyle sztuk walki dla zwykłego hobby. Łatwo było można się domyśleć, że niektóre style musieli wręcz się nauczyć - czy to z wojska czy z policji. Najważniejsze, że oni mieli trochę frajdy, jak i również robili za ładne widowisko całej grupie.
Pierwszą rudę wygrał z łatwością, przynajmniej w oczach niedoświadczonych ludzi można było uważać to za szybką i łatwą rudę. Punkt dla Larka. Druga runda nie była taka już łatwa i szybka. Tym razem Daniel zrobił głupotę, która przesądziła o jego przegranej, ale nie martwił się tym zbytnio. Oboje umiejętnie wykorzystywali wiedzę odnośnie sztuk walk, przez co walka była dość wyrównana. W taki sposób minęła druga runda, gdzie tym razem Vergil zdobył punkt. BYł remis. Trzecia runda miała przesądzić o wygranej i przegranej. Tym razem Daniel go nie testował, nie chciał poznać jego sposobu działania i nie zamierzał również postawić na cierpliwość. Tym razem wykazał się dużą siła i zręcznością i przede wszystkim sprytem. To przesądziło, że mężczyzna wygrał trzecią rundę, jak i również całą potyczkę. Wiedział jednak, że jego przeciwnik miał tak samo równe szanse na wygraną co on. Lark po prostu okazał się w tym momencie dużo lepszy - miał wygodniejszą pozycję. Umiał szacować i oceniać i wiedział, że Vergilem nie raz by przegrał i wygrał, jeśli w ogóle będą mieli okazję się jeszcze kiedykolwiek spotkać.
Kiedy nadszedł czas gratulacji i ich rozejścia, nauczyciel na sam koniec dodał parę słów, poprosił jeszcze na moment do siebie Daniela i również zaproponował jego zajęcia z krav magi, dzięki czemu możliwe, że facet będzie miał więcej ludzi do nauki i więcej, cóż, kasy. Chwilę się jeszcze pobawił z dzieciakami, którzy chcieli, aby pokazał im parę chwytów z jakże niebezpiecznego stylu walki, aż nadszedł koniec zajęć. Dużo osób szybko się zebrało i poszło, chcąc zdążyć na autobus czy pociąg. Daniel natomiast zatrzymał się na trochę dłużej, chcąc wziąć najpierw solidny prysznic po ciężkim wysiłku. Jednak te zajęcia nie były aż takie złe. Widać, że Japonia przez te lata trochę się zmieniła i to te na lepsze. Miło było też potrenować dla czystej rozrywki, a nie dlatego, że musiał to zrobić. Odpoczynek od wojska zdecydowanie dobrze mu robił. Dopiero widząc Vergila, który również mozolnie się zbierał co on sam, podszedł do niego, opierając się o tutejsze szafki w szatni.
- Ładnie walczysz. Gdzie się tego nauczyłeś? - zagaił na początek, uważnie go obserwując. Z pewnością zdążył wyczuć, że ktoś za jego plecami jest, niemniej nie musiał się domyślać, że to akurat Daniel.
Powrót do góry Go down
Vergil Sparda
STRATEG

avatar
Liczba postów : 394
Imię i nazwisko : Vergil Sparda
Wiek : 32
Wzrost i waga : 183 cm; 76 kg

PisanieTemat: Re: Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”   Pią Sty 27, 2017 10:41 pm

Czarnowłosy został jeszcze zatrzymany przez instruktora, pewnie na jakiś mały dodatkowy pokaz czy coś. W końcu był tutaj nowy, mógł coś odmiennego pokazać innym... Vergil nie przyglądał się temu, poszedł trochę potrenować w części z siłownią żeby dobrze uspokoić rozgrzane pojedynkiem mięśnie, a potem się zebrał do szatni jako jeden z ostatnich. W myślach nadal miał swoją walkę - przepatrywał ją ruch po ruchu, sprawdzał gdzie popełnił jakiś błąd, gdzie mógł zrobić coś innego, co wykorzystał jego przeciwnik... jasne było, że Daniel ma spore doświadczenie w walce wręcz, i to nie tylko z pokazów czy szkoleń. Nie... walczył jak ktoś, kto musiał to nieraz wykorzystać do obrony własnego życia. Ochroniarz, wojskowy, policjant, służby specjalne - możliwości było sporo. Vergil nawet musiał przyznać, że... zainteresowało go to trochę. Byłby dobrym partnerem sparingowym, jeśli się jeszcze kiedyś spotkają. Może warto zdobyć do niego jakiś kontakt... hm.
Akurat ściągał bezrękawnik, kiedy wyczuł że ktoś za nim stoi i go obserwuje. Jako że większość obecnych na treningu dawno się zmyła, opcji pozostało niewiele. Pierwszą był instruktor - ale on miał swoją wydzieloną część przy biurze i nie zwykł pokazywać się w szatniach dla trenujących. Drugą był ktoś z bywalców - ale oni już wzięli prysznic i się zbierali do wyjścia po drugiej stronie szatni. Więc kto?...
Jedynie jego nieco napięte barki wskazywały, że pomimo przyjemnego zmęczenia jest nadal czujny. Niski, mrukliwy głos od razu dopasował się w jego głowie do twarzy - czarnowłosy. Daniel. Hm... interesujące. I bardzo fartowne. Nie musiał sam znajdować powodu, by do niego zagadać... odwrócił się, sięgając do swojej szafki po ręcznik i żel pod prysznic oraz zmianę ciuchów. Spojrzał przy tym na opartego o szafki czarnowłosego.
- Dziękuję. Ty również jesteś w tym dobry, dawno nie miałem okazji zmierzyć się z kimś na moim poziomie - stwierdził prosto i spokojnie. Szybko prześlizgnął spojrzeniem po sylwetce Daniela, by go dobrze zapamiętać. - A gdzie... tu i ówdzie. Korzystałem z tego, co życie przyniosło, ale do żadnej konkretnej szkoły nie uczęszczałem - dodał nieco wymijająco.
- A ty? Odniosłem wrażenie, że całkiem dobrze znacie się z instruktorem, chodziliście może razem na treningi? - zamknął szafkę, ale jeszcze nie ruszył w stronę pryszniców, wyraźnie czekając na odpowiedź. Normalnie by nie był taki... społeczny, ale co poradzić. Daniel go naprawdę zainteresował, nie miałby nic przeciwko ponownemu spotkaniu na sparingu. Nie przejmował się tym, że jego dość liczne blizny, w tym ta największa - przecinająca jego tors na ukos od biodra aż po bark - były na widoku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”   

Powrót do góry Go down
 
Klub sztuk walki „Shōryū Dōjō”
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Klub "Asylum"
» night club
» Klub „Fire”

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xx :: ➜ Centrum :: Centrum rozrywki-
Skocz do: