IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Newt
ZŁY WILK

avatar
Liczba postów : 627
Wiek : dwadzieścia siedem lat.
Wzrost i waga : 193 cm na 85 kg.

PisanieTemat: Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.   Pią Maj 27, 2016 4:03 am



Mieszkanie numer 59.

Choć całość utrzymana jest w nowoczesnym stylu to jednak widać, że dawno nikt nie przykładał się do podrasowania daty ważności niektórych przedmiotów. Mieszkanie składa się z zaledwie jednego pokoju, służącego tak za salon, jak i „prywatny” pokój lokatora. Uchylane bez skrzypnięcia drzwi odsłaniają przytłumione mrokiem kwadratowe wnętrze. Jasne ściany, drewniana, ciemna podłoga, metalowe meble ze szklanymi elementami – jak się okazuje, jednak można mieć praktyczne mieszkanie, mając taką niepraktyczną gębę.
Składana kanapa z kompletem w postaci niskiego, szklanego stolika, fotela i pufy (jednej z tych „umyślnie sflaczałych”). Naprzeciwko drzwi wejściowych wielkie okno z ustawionym pod nim biurkiem. Ściany „ozdobione” obrazami.
To, co szczególnie rzuca się w oczy już po wejściu, to absolutny minimalizm. Gdyby nie szmyrgnięty koc na – zwykle nierozłożonej – kanapie i kubek z niedopitą kawą na podłodze tuż obok, można by nawet pomyśleć, że nikt tu nie mieszka. Być może dlatego ramka ze zdjęciem szczególnie zapada w pamięci. Znajduje się ona tuż obok monitora komputera; jest podniszczona i drewniana. Zastygłe na fotografii dwie kobiety uśmiechają się, szczerząc białe zęby na pobrużdżonej fakturze zdjęcia.
Pomijając zaś pokój – mieszkanie zaopatrzone jest również w kuchnię (do której prowadzi framuga; z przyczyn nieznanych drzwi brak) i łazienka (wyjątkowo klaustrofobiczna).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 708
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.   Pią Maj 27, 2016 4:21 am

Przysłuchiwanie się tej wymianie zdań, jaka nastąpiła pomiędzy Newtonem a kobietą, zaczęła kotowatego przyprawiać o delikatny ból głowy. Starał się za tym wszystkim nadążyć, ale chaos jaki przy tym powstawał, był właściwie nie do przeskoczenia. Jego spojrzenie wędrowało to z ciemnowłosej, to na Newtona, chociaż ostatecznie złote tęczówki i tak na dłużej zawiesiły się na mimice bruneta.
”Ale wygląda, jakbyście się dogadywali”. W przeciwieństwie do podejścia Newtona, dla Yume takie słowa były czyś, co dodaje skrzydeł i wprawia w nieopisaną euforię. Ogon poruszył się na boki, a sam chłopak zrobił pół kroku bliżej, obdarzając stojącą dwójkę radosnym uśmiechem, choć jego wesoły i delikatny obraz z pewnością burzyły wystające, kocie kiełki.
- A to dlatego, że jesteśmy przeznaczeni! – wytłumaczył nieznajomej tajemnicę ich “dogadywania się”, choć chyba tylko ona, no I rzecz jasna Yume, tak uważali. Uniósł głowę nieznacznie wyżej, przyglądając się niebu, które zaczynało powoli przeganiać jasność i dawać upust wzbierającej się nocy. Właściwie dla Yume podróżowanie nocą nie sprawiało jakiegoś większego wyzwania. Znał odpowiednie skróty, dzięki którym raz dwa znajdował się w zachodniej części miasta bez prowokowania otoczenia swoją osobę. Bo, jak wszyscy wiedzą, po zmroku to nawet Czarnokrwiści nie mogą czuć się w pełni bezpieczni w tamtej okolicy.
- Nie trzeba, nie trzeba. Dam sobie radę. – odparł machając obiema rękami przed sobą. – Nie jestem dziecejsnfdr – jego protest utonęły, gdy twarz miała właśnie bliskiego spotkanie pierwszego stopnia z pokaźnym biustem kobiety. I o ile w pierwszej chwili jego ciało chciało zaprotestować, a ogon instynktownie znalazł miejsce pomiędzy jego udami, tak przyjemne ciepło bijące od drugiego ciała oraz miły zapach otulający zmysły, zrobił swoje, wyzwalając w chłopcu hormony szczęścia.
Chociaż prawdziwy zastrzyk radości miał otrzymać dosłownie parę sekund później.
- Ja bardzo chętnie! – wypalił wpatrując się w Newtona, kiedy padła propozycja posiedzenia u niego w domu. To nie tak, że chłopak należał do tej skrajnej grupy stalkerów, którzy sięgają po bieliznę swoich ofiar i ślinią się do niej, robiąc przy tym różne dziwne rzeczy, chowają się w łazienkach czy też szafach, bądź ewentualnie kładą się na łóżku prześladowanych i w pozycji „narysuj mnie jak jedną ze swoich francuskich dziwek” czekają, aż ofiara wróci. Yume do nich nie należał. Raczej. Ale perspektywa możliwości zobaczenia jak Newton mieszka, napawała go ekscytacją. Na samą myśl jego policzki przybrały karmazynową barwę, choć źródło ich powstania mogło zostać omylnie pomyślane biorąc po uwagę, że jeszcze kilka chwil temu jego twarz wtulała się do kobiecych piersi.
Po prostu sposób, w jaki żyjemy, bardzo wiele o nas mówi.
Dlatego też Yume nie zamierzał zaprzepaścić takiej okazji. O nie.
- J-jeżeli to nie jest problem, to chętnie pójdę – powiedział cicho, spoglądając niepewnie na Newtona, choć postawa jego ciała, błysk w oku i poruszający się ogon w rytmie zadowolenia, wyraźnie zdradzał jego radość i podejście.
I klamka zapadła.
Nim jednak ruszyli, spojrzał zaskoczony na kobietę. Nie miała jeszcze dwudziestu pięciu lat? Cholera, dałby sobie głowę uciąć, że pewnie miała pod trzydziestkę. Mimo wszystko w ostatniej chwili zdążył ugryźć się w język, a zamiast tego, odpowiedział na pytanie, które zawisło w powietrzu.
- Nie wolno mi pić alkoholu. Ale jestem legalny.


[* * *]

Szczerzył się jak łysy do sera, kiedy znaleźli się przy drzwiach prowadzących do mieszkania Newtona. W pewny momencie nawet jego ciało zaczęło się gibać lekko na boki w rytm głuchej melodii.
Cyk
Klucz się przekręcił, a drzwi pchnięte do przodu stanęły otworem. Chłopak przekroczył próg, od razu, z miejsca, rozglądając się dookoła.
- Przepraszam za naaajścieee – rzucił wyuczoną formułkę, a następne zgiął się w pół i zdjął swoje zdezolowane trampki. Ułożył je ładnie, wręcz równo, a na nie położył swój plecak. Dopiero wtedy pozwolił sobie na wkroczenie w głąb mieszkania mężczyzny.
- Czyli tak mieszkasz! Ale czysto u ciebie. Myślałem, że będzie stera naczyń i ubrań walająca się po—OOOO. Masz widok na podwórko i kawałek ulicy! Ale ekstra! – odkleił się od okna, przez które przez moment nachalnie wyglądał, po czym podbiegł do jednej ze ścian.
- Lubisz obrazy? Tak sporo ich masz. Ja to w pokoju mam tylko jeden i przedstawia kościotrupa, któremu z brzucha zwisają wnętrzności. – odwrócił się na pięcie i podbiegł do Newtona, zadzierając głowę wyżej z powodu różnicy ich wzrostu.
- Pokażę ci, jak do mnie przyjdziesz! Ach, pomóc ci z herbatą? Umiem zagotować wodę! Haine mówi, że wychodzi mi to coraz lepieeORANY. CO TO JEST. – rozdziawił usta, kiedy ujrzał… sflaczałą pufę. Podszedł do niej powoli i przykucnął, wyciągając rękę i dotknął jej najpierw jednym palcem, potem całą dłonią, uśmiechając się do siebie samego, machając końcówką ogona tuż nad głową.
- Ale miękkieeeee. – podniósł się i wyprostowawszy, stanął tyłem, rozłożył obie dłonie na boki niczym Rose z Titanica, po czym odchylił się i wpadł w pufę, od razu „zatapiając” się swoim ciałem w miękkim meblu. - Ale to miłe. Mógłbym tu zasnąć. – wymruczał cicho, podciągnął nogi i…. zasnął. O czym świadczył jego spokojny, głęboki oddech oraz ciche mruczenie typowe dla kotów.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Newt
ZŁY WILK

avatar
Liczba postów : 627
Wiek : dwadzieścia siedem lat.
Wzrost i waga : 193 cm na 85 kg.

PisanieTemat: Re: Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.   Pon Maj 30, 2016 4:41 am

- A to dlatego, że jesteśmy sobie przeznaczeni!
- Nie, nie jesteśmy.
Kiedy to się skończy? Wróć – kiedy to się w ogóle zaczęło? Newton miał wrażenie, że z każdym następnym krokiem tylko bardziej napina owinięty wokół szyi sznur. Dusił się własną niechęcią do tego przeuroczego dzieciaka, nie mogąc oderwać od niego plakietki, którą sam mu zaserwował – to zwykły manipulator, cholerna małpa w cyrku, która wie, jak zabawić publiczność, by ta popłakała się ze śmiechu i straciła ostrość widzenia, pozwalając zwinnym dłoniom zabrać poukrywane w kieszeniach kosztowności. Być może dlatego czuł się w obowiązku, by nie spuszczać Czarnokrwistego z oka.

---------------------------------

Wsunął poszczerbiony klucz do zamka i przekręcił go z trzaskiem. Chwilę później drzwi niemo odsłoniły wnętrze niemal sterylnego pomieszczenia – zapewne kompletnie niepodobnego do kogoś o aparycji przeciętnego ulicznego wandala.
Właśnie ci to uświadomił.
Co ty powiesz?
Choć bez wątpienia Yume zauważył porządek, nie ulegało wątpliwościom, że dostrzegał... wszystko. Łącznie z tym, co nigdy nie interesowało samego lokatora. Liana podzielała jego euforię, jakby sama pierwszy raz znalazła się w tym pomieszczeniu. Zdjęła wysokie szpilki i rzuciła je obok drzwi, wbiegając na bosaka do środka i dopadając prędko do Yume.
Szalała za nim – to nie ulegało wątpliwościom. Była skora spiorunować Newtona tak ostrym spojrzeniem, że niemal czuł nóż wbijający się we własny policzek, ale na każde jej wściekłe dewastacje odpowiadał zaskakującym spokojem. Z pewnością nie wiedziała, że było to spowodowane niczym innym, jak kompletną rezygnacją.
Znów kobieta cię uwaliła. 1:0 dla kobiety, Newt.
Mężczyzna ściągnął buty i zamknął za sobą drzwi z głuchym trzaskiem, który miał miejsce idealnie w sekundzie, w której Yume padł na pufę. Twarz Montgomery'ego od razu wykrzywiła się w wyrazie rozdrażnienie i już rozchylał usta, żeby go stamtąd wygonić, ale...
- O rany – pisnęła Liana, tłumiąc głośny ton dłonią. - Zasnął! Patrz jak uroczo!
- Świetnie. Mamy szansę, by wystawić go na balkon.
- Newton, ty nie masz balkonu.
Wciągnął z sykiem powietrze przez usta, targając siaty do kuchni.
- Siła sarkazmu nie jest ci znana, co, Lia?
To po co w ogóle go tu wpuściłeś?
Właśnie. Doskonałe pytanie. Pewnie łatwiej byłoby na nie odpowiedzieć, gdyby sam rozumiał swoje postępowanie. Podskórnie zdawał sobie sprawę, że wszystkie irracjonalne czynności wykonywane były „przypadkowo”, a gdy mózg orientował się, że były błędne, okazywało się, że jest za późno, by je naprawić. Tym bardziej bił się w pierś, że nie potrafił wystarczająco szybko reagować. W przeciwnym wypadku wróciłby do mieszkania sam.
Mimo wszystko nie ukrywał, że ich wizyta była mu nie na rękę. Był w stanie jednak zdzierżyć nagłą nadpobudliwość Liany i pomrukiwanie sierściucha – pod warunkiem, że w trybie natychmiastowym wyleci, jak tylko się obudzi; pewnie wywaliłby go z miejsca, gdyby w ogóle chciał go dotknąć – ale to, co działo się później, przerosło jego najśmielsze oczekiwania.
- Nie – syknął rozeźlony. Stał pod ścianą, czując na swojej brodzie i szyi gorący oddech Liany. Kobieta stała tak blisko niego, że jeszcze krok, a władowałaby się stopami na jego stopy i – co gorsza – doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Wsparła dłonie na biodrach i zmarszczyła brwi. Dokładnie tak, jak zawsze to robiła, gdy chciała postawić na swoim.
- Nie daj się prosić.
- Powiedziałem już, że tego nie zrobię. – Tym razem warknął. - Starczy mi, że zatruwa sobą powietrze. W dodatku gubi sierść. Jeszcze ci mało?
- Przestań być taki podły.
- A ty przestań kłamać na temat swojego wieku.
Oburzona cofnęła się o dwa kroki z miną, jakby co najmniej ją spoliczkował.
- Jak mogłeś! Nie kłamię aż tak bardzo! To kwestia kilku lat!
Pokręcił głową, zbywając tym samym temat. Zależało mu tylko na tym, by się od niego odsunęła – a uzyskawszy efekty, nawet nie chciał brnąć dalej w tym grząskim gruncie.
- Jasne, wszystko mi jedno. Idę wziąć prysznic.
- To niekulturalne, by w obecności gości iść się...
Trzask.
Nie tracąc kobiecej mobilizacji Liana szła za nim aż do drzwi i bez dwóch zdań byłaby skora, by wleźć mu również pod prysznic, gdyby w porę nie zamknął przejścia. Jednokrotnie uderzyła tylko dłonią o twarde drewno, fuknęła i obróciła się na pięcie, zaciskając mocno tknięte szminką usta. Wydawała się być teraz małą dziewczynką, a małym dziewczynkom wściekłość mija bardzo szybko. Lianie też wystarczyło tylko jedno spojrzenie na spokojną twarz Yume, by kompletnie zapomnieć o konflikcie z Montgomerym. Niemal na palcach podeszła do kanapy, chwytając w wypielęgnowane dłonie typowej pani pracującej psychicznie, nie fizycznie, i ściągnęła z niego ciepły koc. Choć w pomieszczeniu było cieplej niż na zewnątrz, Liana zadbała o to, by jej matczyny instynkt uspokoił szalejące wyrzuty sumienia.
Powinien spać na kanapie, mruknęła do siebie, okrywając drzemiącego nastolatka puszystym kocem – jednym z tych, które zawsze chce się dotykać. Zaraz potem, nie wiedząc, co ze sobą zrobić, wycofała się do biurka i usiadła na krześle obrotowym, zakładając nogę na nogę.
Pewnie bez mrugnięcia odczekałaby czas prysznica Newtona, gdyby nie usłyszała nagłego wdechu maszyny. Aż podskoczyła, zerkając pospiesznie na leżącego obok peceta. Powieki kilkakrotnie zamrugały z niedowierzania, a zaraz potem otworzyły się szerzej. Przez chwilę rozważała jedyną nasuwającą się jej możliwość – że przypadkiem wcisnęła jakiś przycisk i uruchomiła urządzenie. Ale przecież siedziała niemalże nieruchomo, zastygła jak najdoskonalszy posąg, racja? Podrapała się lekko po brodzie i podjechała nieco bliżej, by przyjrzeć się wyświetlaczowi.
Nic, co było jej znane, nie pojawiło się na ekranie monitora, dlatego prędko zrezygnowała z jakichkolwiek prób rozgryzienia całego zajścia. Starała się ignorować cichy szum działającej maszyny, ale nie ukrywała ulgi, kiedy do jej uszu dobiegł dźwięk zakręcanego kurka.
Odczekała, aż Newton wyjdzie z łazienki, a gdy tylko to zrobił, z rozmachu wstała tak raptownie, że omal nie straciła równowagi.
- Jezu! - mruknęła Lia, patrząc prosto w oczy Newtona.
- Pudło. – Skrzywił się, ruszając w kierunku kuchni. - Ale już mi mówiono, że podobieństwo jest niezwykle uderzające.
Kobieta zaprzeczyła prędkim ruchem głowy.
- Nie, nie żartuj sobie. Masz nawiedzony sprzęt!
- Że jaki mam? – Głos dobiegał z drugiego pomieszczenia. W tle postukiwały przekładane słoiki i szklane pojemniki. - Znowu grzebiesz w moim kompie?
- Oj, daj spokój – syknęła rozeźlona. - To wtedy był naprawdę przypadek. Chciałam zgrać zdjęcia i... Newton, twój komputer sam się włącza.
- Sam się... – Urwał gwałtownie, a Liana wyprostowała się, gdy stanął w drzwiach. Mokre włosy przylegały mu do czoła i karku, na czerwonym ręczniku widać było bordowe ślady po wodzie. To, co jednak szczególnie rzuciło się kobiecie w oczy, to spojrzenie Montgomery'ego. No, i może kabanos wystający z jego buzi.
- Sam się włącza – powtórzyła o wiele spokojniej.
Podszedł do niej i opadł szybko na siedzenie, odpychając się bosą stopą. Koła zaszurały, podprowadzając fotel do biurka, a palce dłoni, które przed momentem opierały się o podłokietniki, opadły na klawiaturę.
- Co jest? - zagaiła, gdy dostrzegła pierwszą zmarszczkę na czole szwagra. - To znaczy coś złego? W sensie, ta masa cyferek i dziwnie brzmiących słów, i...
- Włam – skwitował krótko, kciukiem wpychając resztkę przekąski do ust. Nie spodziewał się co prawda, by ktoś tak łatwo przebrnął przez jego zaporę, ale z drugiej strony – haker musiał działać od dobrych kilku minut. Może nawet od chwili, w której z kurków trysnęła lodowata woda, a to oznaczało stratę cennych sekund.
Liana położyła łokcie na oparciu jego fotela i pochyliła się nad monitorem. Choć ciąg cyfr śmigających z góry do dołu z przerażającą prędkością nic jej nie mówił, nie wyglądała na osobę, która szczególnie się tym przejmuje.
- Po co ktoś miałby ci się włamać?
- Ciężko stwierdzić. – Lakoniczna odpowiedź ubarwiona została dźwiękami wbijanych klawiszy. Tap, tap, tap tap taptaptaptaptaptaptap... Palce śmigały po klawiaturze, jak długie odnóża pająka biegnącego po podłodze do kąta. - Hakerzy głównie włamują się na  konta bankowe mniejszych firm, niektórzy biorą się za większe korporacje.
Liana zmarszczyła nos.
- Przecież nie masz firmy. Nie jesteś nawet bogaty.
- Nie szkodzi. Są i tacy, którzy starają się dorwać kogokolwiek. – Z gardła wydobyło się niskie charknięcie. Newton wyprostował plecy i pochylił się nad monitorem komputera z masą czarnych okienek wymalowanych rażącą zielenią. - Cholera.
- Hm?
- Łamie zapory.
- Łamie twoje zabezpieczenia? - Brwi kobiety uniosły się wyżej w wyrazie zaskoczenia. - Nie jesteś przypadkiem... tym... no... anty-hakerem?
Kącik ust mężczyzny drgnął lekko.
- Security hackerem, uściślając.
- Jasne. - Skrzywiła się lekko. - I walczysz z drugim hakerem?
- Z frajerem – syknął, wbijając plecy w oparcie. - Chyba mylisz pojęcia, Lia. Haker nie szkodzi społeczeństwu. Haker to po prostu osoba, która ma wysokie umiejętności informatyczne. Gość, który próbuje mi wbić na serwer, to kurewski cracker.
- Nie klnij. Dzieci w pobliżu – upomniała go, choć w tle słychać było spokojny oddech Yume. - Swoją drogą – ciągnęła mu nad głową – nie wiedziałam, że umiesz pisać na klawiaturze i rozmawiać. Tak na dobrą sprawę jestem w szoku, że w ogóle umiesz rozmawiać. Z taką częstotliwością, z jaką wychodzisz do świata...
Fakt. To jednak tym bardziej przekładało się na wniosek, że atak nie był przypadkiem. Newton być może należał do organizacji działającej na rzecz większych firm, na które nieustannie polowały wygłodniałe, informatyczne hieny, ale bez względu na wszystko – w robocie korzystał ze sprzętu służbowego. Cracker musiał mieć powód, by upolować akurat jego.
W ciemnych oczach zamigotała miniaturka pulpitu, gdy przebiegł spojrzeniem po kolejnym wersie.
- Podaj mi pendrive'a. Górna szuflada.
- Co mam ci podać?
Przez zęby przecisnął się tlen. Boże jedyny, widzisz, a nie strzelasz piorunami?
- Ten podłużny przedmiot. Powinien być w szufladzie komody.
Lia odepchnęła się od oparcia i miękko przeszła przez pokój, docierając do wyznaczonego miejsca. Wysunęła szufladę i zerknęła do środka, wydymając wargi w dzióbek.
- Pendrive, tak?
- Tak. Czarny.
- Hm.
- Lia...
- No szukam. Masz tu straszny syf – burknęła marudnie, przestawiając jakieś papiery. To pod nimi doszukała się niewielkiego urządzonka. Złapała je w zręczne palce i wróciła do Newtona, podając mu go od razu, jak tylko znalazła się w zasięgu jego wyciągniętej ręki.
- Co teraz robisz?
- Ładuję program umożliwiający mi zdalny dostęp przez SSH, telent albo inną usługę.
- Jasne – charknęła kwaśno. - Mów do mnie jak do kumpla po fachu.
Czego się spodziewała? Rysunków pomocniczych?
Montgomery podpiął pendrive'a pod PC i wyprostował się na krześle. Cracker musiał być solidnie wyhartowany, skoro udawało mu się złamać najlepsze bariery. Choć Newton był pewien, że „rewanż” to tylko kwestia czasu, wciąż uwierała go świadomość, że ktoś będzie mieć dostęp do jego danych – nawet jeżeli będzie to dostęp tylko na czas krótki i migotliwy.
- Generalnie próbuję zalogować się do jego systemu wykorzystując najpopularniejsze nazwy użytkownika. Odgadnięciem hasła zajmie się program, to już tylko kwestia czasu. Najgorsza będzie nazwa, choć fakt faktem, niewielu zmienia ją z domyślnej na indywidualną. W pierwszej kolejności sprawdza się więc „admina”, „administratora” albo „johna”, a jak to nie poskutkuje, to leci się w mniej pospolite kwestie.
- Rozumiem.
Newton pokręcił głową.
- Ale wątpię, że działa tak nierozważnie. Zobacz tylko. – Podniósł palec i postukał nim milimetr przy monitorze. Liana pochyliła się raz jeszcze nad oparciem i zmrużyła oczy, przyglądając się posłusznie zapiskom. - Wygląda na próbę zainstalowania Netbusa albo to tylko próba zmyłki, chociaż Patch.exe mówi sam za siebie. Jedyne co mnie zastanawia to to, po jaką cholerę tak się pieprzy z moimi zaporami?
Liana cmoknęła.
- Ja wiem? Bardziej mnie zastanawia, co zrobisz.
- Już aktywowałem program analizujący. Mam IP tego komputera, to kwestia kilku minut, aż program złamie hasło za pomocą brute force albo dictionary attack i wejdę w posiadanie funkcji administratora. Wyczyszczę mu dane i zarzucę trojanem.
Kobieta parsknęła pod nosem, najwidoczniej nagle rozbawiona.
- Wpuścisz mu wirusa?
- Słuchaj, palant próbuje przeskrobać się przez moje mury. Nie obronię się samą defensywą. Spróbuję też wyciągnąć jego dane osobowe, ewentualnie strony internetowe na które najczęściej wchodzi, wraz z dostępnymi mailami, nickami i hasłami. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że działa na czyjeś zlecenie.
- To legalne?
- Cóż, na pewno nie w Japonii. – Obrócił się na tyle, by móc sięgnąć po leżącego na blacie laptopa. Oparł urządzenie o kolana, niedługim kablem podłączając go pod peceta. Odkaszlnął jeszcze, uruchamiając system na przenośnym komputerze. Liana wpatrywała się, jak z prędkością światła wystrzeliwują kolejne okienka, cyferki, litery i znaki; zbyt prędko niknące za górnym dachem danego okna, by mogła to zarejestrować. Oparła się jednak o krzesło i wpatrywała cierpliwie w ciąg czynności wykonywanej z precyzją osoby siedzącej w tym temacie od lat.
Zbyt wielu lat, przemknęło jej przez myśl, gdy czarne okienko mignęło, wypuszczając przed siebie następne, większe. Newton przesunął koniuszkiem języka po górnych zębach, wpisując po hasztagu „ifconfig”.
- Po co ci dwa komputery?
Jakaś kość mu się przestawiła, gdy poruszył żuchwą.
- Wyobraź sobie, że właśnie na takie rewelacje.
- Często ktoś ci się włamuje do systemu?
- A od kiedy ty znasz takie ciężkie pojęcia informatyczne jak „system”? Przecież ty nawet nie wiesz czym jest defragmentacja dysku. Lia, czy ty masz gorączkę? Zdradzasz Mishę z hakerem? Przyznaj się. Będę musiał mu powiedzieć.
- Och, daj spokój! - warknęła, odsuwając się od niego i zostawiając go w świętym spokoju. - Rób co chcesz. Ja zrobię coś do jedzenia. I może zamiotę, bo chyba dawno tego nie robiłeś. Gdzie miotła?
- Tam gdzie ją zaparkowałaś.
Bolało, gdy uderzyła, ale do jasnej cholery – warto było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 708
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.   Wto Maj 31, 2016 1:27 am

Plusem narkolepsji był fakt, że po kolejnej krótkiej drzemce człowiek (ups, Czarnokrwisty) czuł się bardzo dobrze I był w cholerę wyspany. I na tym kończyły się wszystkie plusy. Yume przebudził się równie szybko, co zapadł w sen. Nim jednak zerwał się z miękkiej pufy, uchylił leniwie powieki i przyglądał się w milczeniu Newtonowi i kobiecie, która zażarcie dyskutowała z ciemnowłosym. Chłopakowi było tak przyjemnie, że ani myślał opuszczać upatrzonego przez siebie miejsca. Niedoczekanie. Dopóki siłą nie wyrzucano go, tak długo zamierzał tutaj leżeć i poddawać się błogiemu lenistwu. Nawet nie wiedział w którym momencie jego powieki ponownie opadły i choć Yume nie pogrążył się na powrót w objęciach Morfeusza, to jednak skutecznie wyłączył umysł, wypełniając go sennymi marzeniami i zawiłymi fantazjami, że do jego świadomości docierały jedynie strzępki rozmów. Rozmów, które na tę chwilę interesowały go tak mocno, jak zeszłoroczny śnieg.
Lewe ucho drgnęło, kiedy szelest I odgłos ciężkich kroków przedarł się do jego świadomości, informując cały świat, że kobieta opuściła pomieszczenie wkraczając na terytorium kuchni. Złote ślepie mignęło w ciemności, kiedy Yume odprowadził ją spojrzenie, po czym otworzył szerzej usta, kiedy niemo ziewnął. Koniec tego dobrego. Koniec leniuchowania.
Tym, czym doprowadzał Vulka do szału, a ostatnio nawet i Haine, był sposób, w jaki Yume potrafił się poruszać. Bezszelestnie. Ciche kroki dawały mu o tyle swobody, że mógł niezauważalnie pojawić się za kimś, i w ten sam sposób wymknąć się i wymazując swoją obecność z pomieszczenia. Nie zamierzał jednak opuszczać mieszkania Newtona, choć za oknem wyraźnie zapadała powoli noc i prędzej czy później będzie zmuszony wynieść swoje kocie zwłoki na zewnątrz, chyba, że chciał aby przez pół nocy jego opiekun suszył mu głowę i dawał wykład na temat niebezpieczeństw, jakie czyhają na jemu podobnych za rogiem.
Podniósł się cicho z bufy I kładąc miękko stopy na podłodze, pokonał bez problem odległość, jaka dzieliła go od Newtona. Rozważał wszystkie możliwości. Od głośnego zakomunikowania, że już nie śpi, poprzez rzucenie się na plecy mężczyzny, kończąc na milczącym wpatrywaniu się w niego do momentu, aż z kuchni wyłoni się głowa kobiety, cholera jasna, jak ona miała na imię? Lisa? Lila? Ostatecznie stanął za ciemnowłosym, i na krótką chwilę spojrzał w stronę kuchni, skąd dochodziły głośne odgłosy krzątania, a w powietrzu powoli zaczął unosić się przyjemny zapach jedzenia, na co ślinianki Yume zaczęły działać na podwyższonych obrotach. Przełknął bezgłośnie ślinę i skupił się na monitorze stacjonarnego komputera Newtona.
Nie rozumiał nic z tego, co prześlizgiwało się po ekranie zarówno jednego, jak I drugiego monitora. Jasne, nie był technologicznym inwalidą, potrafił co nieco, choć jego umiejętności były raczej na etapie hobbystycznego grzebania w sieci. Niby też często podglądał Nico w akcji, ale to nadal była dla niego czarna magia. Tak jak teraz. Już otwierał usta, żeby zagadnąć, ale jego uwagę przykuło zupełnie coś innego. Jasne, wcześniej to zauważył, ciężko byłoby nie, ale teraz, będąc tak blisko Newtona, miał o wiele lepszy wgląd, choć z jego pozycji i w panującym pół mroku ciężko było dojrzeć szczegóły. Zmrużył nieco oczy i wyciągnął dłoń w stronę Newtona, muskając delikatnie opuszkami krzywe zgrubienia na jego twarzy.
- Kto…? – zapytał cicho. Yume, nieładnie tak butami włazić w cudze życie. Każdy głupi zorientowałby się, skąd pochodzą. Długie, głębokie, szpecące do końca życia. To musiało być albo dzikie zwierzę, albo…
- Czarnokrwisty. – dodał po chwili zabierając rękę I opuszczając ją wzdłuż ciała. Zacisnął wargi w wąską linię, momentalnie czując wyimaginowane pieczenie na swoich plecach. - Co się z nim stało? – półszept przemknął przez jego gardło, zmazując z jego twarzy dziecięcą radość i entuzjazm. Trwało to jednak zaledwie parę sekund, gdy…
Trzask
A potem krótkie przekleństwo dochodzące z kuchni wybiło chłopaka z rytmu. Yume położył uszy po sobie i zrobił krok do tyłu, spoglądając w tamtą stronę ze strachem w oczach, ale nie wyczuwszy jakiegokolwiek zagrożenia, odetchnął cicho przez nos, odzyskując swój rezon. Odchrząknął cicho, jakby to mogło rozwiać wszystko, co nieprzyjemne dookoła, a w jego złotych ślepiach na powrót rozbłysnęła ekscytacja.
- Jesteś hakerem? – wskazał brodą w stronę komputera, choć nie odrywał spojrzenia od Newtona. – Mam znajomą… w zasadzie to znajoma moich opiekunów, ale poniekąd też moja, bo często przynosi mi tuńczyka… lubisz tuńczyka? Przyniosę ci następnym razem! W ogóle poznam cię z moją znajomą jak przyjdziesz do mnie. Pogadacie sobie jak haker z hakerem. Ja totalnie tego nie rozumiem. – wzruszył ramionami i uśmiechnął się splatając dłonie za plecami.
- W ogóle kiedy twoja żona wróci? Chętnie ją poznam! – bo z tego, co zrozumiał, był szwagrem tamtej kobiety. A jeśli był szwagrem, to ona jest siostrą jego żony. Tak przynajmniej wywnioskował. Ale różnie to bywa. Ludzie czasami mają dziwaczne zwyczaje.
- Też jest hakerem?

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Newt
ZŁY WILK

avatar
Liczba postów : 627
Wiek : dwadzieścia siedem lat.
Wzrost i waga : 193 cm na 85 kg.

PisanieTemat: Re: Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.   Wto Maj 31, 2016 4:41 am

Wśród i tak ubogiej palety bodźców zewnętrznych, które do niego docierały, szczególnie można było wyróżnić tylko jeden – ludzi. Zgodnie ze swoją naturą starał się ich ignorować, a dzięki nieprzyjemnemu tonowi i twarzy oderwanej pierwszemu lepszemu anhedoniście zwykle mu się to udawało. Jakkolwiek jednak chciałby ich oddzielić linijką i przesunąć na odrębny róg stołu, tak nie był w stanie wykluczyć ich istnienia samego w sobie. Stąd mus zwracania szczególnej uwagi na wszystko, co się ruszało, co próbowało myśleć i mówić, a zwykle, gdy mówiło, robiło to w najmniej odpowiedniej chwili.
Sam był zaskoczony, że tak łatwo dał się wrobić. Zwykle czujny jak zaszczuty tygrys, przykładał dużą wagę do otaczającego go świata – tak długo, aż wreszcie zatrzaskiwał za sobą drzwi do mieszkania i zostawał sam na sam z martwą, osiadłą na przedmiotach ciszą. Tak się złożyło, że dziś w azylu miał aż dwóch intruzów – skąd więc ten brak samodyscypliny?
Newton wciągnął gwałtownie powietrze przez kły. Nawet się nie zorientował, kiedy przerwał pracę, pozostawiając migoczący prostokąt w samym środku niedokończonego słowa. A potem uderzył. Wierzchem dłoni plasnął mocno w jego rękę, odrzucając palce Yume na odpowiednią odległość. Kiedy on tu przylazł..? Ciemne spojrzenie przeszyło się przez twarz Czarnokrwistego, a usta, dotychczas zachowane w neutralnym wyrazie, znów wykrzywiły się w grymasie.
- Odwal się ode mnie – wycedził, marszcząc przy tym nos. Blizny, choć dawno zasklepione, znów zaparzyły żywym ogniem. Prawie jak tego lodowatego, jesiennego dnia. Prawie jak w momencie, w którym rozrywano mu umysł na strzępy. W czasie, w którym – mimo zimna – miał gorącą krew ściekającą mu po policzkach, ustach i brodzie, a dudnienie w czaszce było tak uporczywe, że dudniło mu całe ciało, nie tylko głowa. - Coś się tak do mnie-
Trzask!
- Szlag by to!
Jęk pełen zrezygnowania mógł należeć wyłącznie do Liany i jak raz był jej wdzięczny, że demolowała mu kuchnię. Sam nie był pewien, do czego był zdolny w tym momencie, ale dałby dobie chuja uciąć przy samej dupie, że zaczynanie jakiegokolwiek tematu z nim nie było dobrym pomysłem na rozpoczęcie przyjaźni.
„Przyjaźni”, co?
Montgomery warknął pod nosem wściekłe: - Matko... – i spojrzał ponownie w monitor trzymanego na kolanach laptopa. Dopiero zdał sobie sprawę, że dłonie ma ściśle zwinięte w pięści, a na gardle czuje wielką łapę, miażdżącą mu krtań i wciskającą kciukiem chrząstkę tarczową do wnętrza przełyku. Dusił się. I nie było to spowodowane sumieniem. Coś podskórnie nakazywało mu pozbycie się problemu, choć bez wątpienia Liana prędzej usunęłaby się razem z Yume, niż została w pomieszczeniu ze świadomością, że jej nowa ofiara wyleciała twarzą do gruntu z mieszkania Newtona.
Są powody, dla których trzymasz ręce przy sobie, upomniał się, wciągając z sykiem tlen. Liczenie do dziesięciu? Głębokie oddechy? Myślenie o łące skąpanej w złocistym morzu promieni słońca? Bujdy. Właśnie się o tym przekonał, bo mimo jaskrawego motyla przywołanego naprędce w myślach, żyłka wciąż pulsowała gotowa pęknąć i aktywować...
- Jesteś hakerem?
Brew mu drgnęła.
- Mam znajomą...
W dupie miał jego znajomą. I znajomą jego znajomych również. Tak samo jak całą rzeszę innych wiernych mu, zamydlonych wymuszonym urokiem fanów. Historia lubi zataczać koło, a skoro tak, to cofnęli się do starożytnego Egiptu, skoro cholerne darmozjady znów próbowały podporządkować sobie ludzi. Zresztą, z jakiej racji człowiek ma się za najinteligentniejszy gatunek, skoro tak łatwo przychodzi mu poddanie się manipulacji? Newton potarł wierzchem ręki pobrużdżony policzek i wstukał do końca komendę.
Przez tę głupotę prawie całkowicie zapomniał o ataku. Wróć. Już nawet nie chodziło o sam atak. W obecnej chwili ładował się do cudzego systemu operacyjnego, z próbą zalogowania się na konto głównego administratora. Chciał zdobyć te szczątkowe dane, wykasować wszystkie informacje o sobie – póki nie było za późno i nie poszły w świat – i finalnie zostawić po sobie mały prezent.
- W ogóle...
A on nadal tutaj? Nie rozumiał prostych aluzji, w których...
- … kiedy twoja żona wróci? Chętnie poznam!
Niebo w kolorze atramentu. Leciutki, czerwony płaszcz. Drobne drgnięcie, gdy zawiał wiatr. Krwista czerwień ust. Rozchylają się, gdy spada pierwsza kropla deszczu.
Wiesz, chciałam tylko, żebyś...
- Neeewt! - syknęła Liana, wyrywając go z sekundowego stuporu. Kreujący się przed nosem obraz strzaskał się jak kruche szkło, a on drgnął i uniósł głowę, odszukując kobietę. Lia opierając dłoń o framugę drzwi kuchennych, odchyliła się  do tyłu, by spojrzeć przez nią do wnętrza pokoju, a gdy tylko zamrugała, na jej ustach zawitał radosny uśmiech. Wzrok miała skierowany na Yume. - Już wstałeś? Za moment będzie ryż z curry. Newton nie je nic innego, strasznie z niego monotonny człowiek. I Jezu Chryste, co wy tacy poważni? Umarł ktoś?
Kobieta wydęła usta i zniknęła ponownie za ścianą, pozostawiając po sobie jakiś niesmak, mimo przyjemnej – ściskającej pusty żołądek – woni kolacji, która zdążyła rozprzestrzenić się po całym, niewielkim zresztą, mieszkaniu Montgomery'ego.
- Nie powinieneś był tu przychodzić – skwitował wreszcie, przymykając na moment powieki. Gdy ponownie je uchylił, chaos został stłumiony, a demony przegonione z powrotem do kątów. Stał na środku sam, ale ten środek był najbardziej bezpiecznym punktem, dlatego nie było powodu, by przejmować się brakiem towarzystwa. Nie odrywając już spojrzenia od ekranu laptopa, zwrócił się do stojącego obok dzieciaka niemal znużony. - Zrozum, że w tym świecie nikt cię nie chce. Włamanie się do komputera to kwestia mojej niedbałości o szczegóły. Dziury, które pojawiają się w całości to problemy, a problemy powinny być eliminowane. Zapory można łatwo naprawić, ale usterki takie jak ty to kwestia moralności. Wielu będzie stawało za tobą murem, próbując wepchnąć głupie zwierzę w ludzką skórę. Miną wieki zanim zrozumieją, że starali się zrobić z durnego kota obywatela, z psa sierżanta, z ptaka operetkę w znanym musicalowym shicie. – Odchylił się nieco na krześle, przemykając spojrzeniem po monitorze. Choć siedział bokiem do Yume, Czarnokrwisty mógł zauważyć niecodzienną podzielność uwagi u kogoś, kto na pozór nie potrafi zrobić zakupów w monopolowym. W brązowych oczach Newtona przewijała się masa czarnych okienek nakrapianych minimalistycznych rozmiarów zielonymi cyferkami. Migały i przesuwały się w różne strony dając jasny znak, że bez względu na to, czy siedział cicho, czy mówił, jednocześnie wciąż pracował nad zdobyciem danych crackera.
- Próbujesz się przypodobać i wpasować w ramy norm. Po co? Nie osiągniesz celu. Nigdy. Nie zbliżysz się nawet o milimetr do bycia takim, jakim jest człowiek. A wiesz dlaczego nigdy nie będziesz człowiekiem? Wiesz czemu nawet nie możesz udawać, że nim jesteś? – To była sekunda. Przelotnie przemknął wzrokiem po twarzy słuchacza, pozostawiając na niej ciężar jakiejś fizycznej niemal przemocy. - Powiem ci. – Przymrużył nieco oczy. - Od zwierząt różnimy się głównie sztuką logicznego myślenia. Aby sam umysł był sprawny, a myśli wystarczająco trzeźwe do podejmowania racjonalnych decyzji, potrzebne jest odpowiednie dotlenienie wszystkich organów, w tym mózgu, który już dawno został okrzyknięty szefem całej tej wewnętrznej korporacji istniejącej w człowieku. Aby mózg był w stanie wysyłać bodźcie odpowiedzialne za dokonywanie odpowiednich czynności – a przez odpowiednich nie mam na myśli zwierzęcego instynktu przetrwania, który nierzadko sam pchał ich w łapska śmierci – potrzebna jest odpowiednia ilość erytrocytów wyposażonych w specjalny barwnik. Mówi ci coś termin „hemoglobina”? Związek chemiczny mogący łączyć się z cząsteczkami tlenu, a w razie potrzeby – odłączać je od siebie. Nie zagłębiając się już jednak w biologię, erytrocyty, posiadając hemoglobinę, są barwy czerwonej. Stąd też ludzka krew o tym kolorze. Nadążasz? – Pierwszy raz kącik jego ust drgnął, niemal wykrzywiając się w uśmiechu. Cóż, niemal. - Czerwień krwi oznacza obecność erytrocytów. Erytrocyty są odpowiedzialne za transport tlenu do tkanek. Do serca. Do mózgu. Do wszystkich tych chorych mechanizmów składających się na człowieka. Myślenie to kwestia nie tylko wiedzy. Też uczuć, racja? Idąc tym tokiem – nie ma czerwonej krwi, nie ma erytrocytów, nie ma erytrocytów, nie ma tlenu, nie ma tlenu, więc nie ma mózgu, nie ma mózgu, nie ma człowieka, nie ma prawdziwych emocji, nie ma pamięci. My, ludzie, różnimy się od zwierząt, ale jak teraz o tym myślę, to wy nie jesteście ani ludźmi, ani zwierzętami. – Nagle oderwał wzrok od komputera. Oparł łokcie o podłokietniki i spojrzał prosto w oczy czarnowłosego. - Czym jesteś? Kukłą? Potworem? Duchem? – Przerwał, przyglądając się mu w krótkim milczeniu. - Masz się za kogoś lepszego? Za pół-boga? Kogoś, kto może wtargnąć do cudzego życia i wywrócić je do góry nogami, bo tak ci się spodobało? Nieprzypadkowo posiadacie krew barwy brudu. Nie zastanawiałeś się nad tym nigdy? Może nie wszyscy są w stanie czuć to, co ludzie. I może nie bez powodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 708
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.   Wto Maj 31, 2016 10:26 am

Nie spodziewał się.
Chociaż poniekąd jakiś wewnętrzny głos niczym upierdliwy i obślizgły robak, który powoli pełznie pod skórą, Yume czuł, że taka reakcja powinna nastąpić. Ale zamiast jakkolwiek zareagować, sykiem, warknięciem czy nawet odskoczeniem – stał w miejscu, jakby go sparaliżowało. Najpierw pojawił się trzask, a dopiero później pieczenie na bladej dłoni. Gdy pierwsze oddechy zszokowania zostały wytarte z jego twarzy, pojawiła się niepewność podsycana igłami strachu. Ogon mimowolnie wsunął się pomiędzy jego uda, a barki nieco uniosły, kiedy kontrastowo głowa i wzrok uciekły na dół, wbijając spojrzenie bursztynowych tęczówek w czerwone skarpetki. Opuścił dłonie i przycisnął jedną do drugiej, tej, która prę sekund wcześniej miała bliskie spotkanie z Newtonem, a po chwili zaczął z zażenowania skubać przypiłowanym paznokciem skrawek bladej skóry.
Poruszył się jedynie w momencie, kiedy w drzwiach wyłoniła się na moment dziewczyna, i przez ten jeden, złudny moment, w oczach chłopca na nowo pojawił się błysk na wieść jedzenia. Ale nawet i on nie potrwał zbyt długo, zgaszony entuzjazmem Newtona. I jego słowami.
A one okazały się najgorsze.
”Zrozum, że w tym świecie nikt cie nie chce”
Wciągnął cicho powietrze i w jednej chwili zdawał się być jeszcze mniejszy, niż w rzeczywistości był. Kocie źrenice chłopca momentalnie powiększyły się, kiedy uszy oklapły tak mocno, że w aktualnej burze smolistych kosmyków, ciężko było je dotrzeć, dając iluzję, że przed Newtonem stoi prawdziwy człowiek, taki z krwi i kości, a nie Czarnokrwisty. Kolejne słowa przetaczały się przez jego ciało, uderzając, wbijając się, głęboko, jeszcze głębiej, aż docierały do obnażonych kości i wnętrzności, wtaczając do środka siłą swoją trującą i żrącą moc.
Jak na zawołanie poczuł smród naftaliny, tytoniu i mięty. Nienawidził tego zapachu. Zawsze, zawsze kiedy…
Jego ciało niekontrolowanie zaczęło drżeć, a palce, które jeszcze parę chwil temu zaciskały się na jego dłoni, teraz wbijały aż do czerwoności paznokcie, na długo pozostawiając po sobie półksiężycowe ślady. Chciał zamknąć oczy, tak samo jak i swój umysł w własnej klatce, którą stworzył na momenty, kiedy--
Ale wiedział, że kiedy tylko to zrobi, znowu ujrzy tę pomarszczoną i pełną bruzd twarz wykrzywioną w grymasie wściekłości i nienawiści w czystej postaci. Był jej personifikacją. Gdyby nienawiść, obrzydzenie i złość w jednym mogłyby otrzymać ciało, takie prawdziwe, ze skóry, kości i mięsa, to z pewnością wyglądałyby tak, jak on. A potem, zawsze potem….
- N..nie musisz… – wymamrotał ledwo słyszalnie, czując ogromną gulę w gardle, kiedy pod powiekami nagromadziło się niechciane pieczenie, a świat na który spoglądał jasnymi oczami zaczął być zamazany.
… Słyszysz Yume? Słyszysz? Te same słowa. Brakuje tylko świstu trzcinowej…
- Nie musisz być takim dupkiem, wiesz? Nikt ci za do medalu i żadnej nagrody nie przyzna! – krzyknął, być może nieco za głośno, niż tego chciał, po czym pociągnął głośno nosem. W oczach, w których zakamarkach wciąż kryły się łzy, pojawiło się coś, czego Newton z pewnością łatwo nie uświadczyłby. To prawie jak wygrana na loterii. Złość. W niewinnej (czyżby?) postaci.
- Wiem o tym, nie musisz też tego powtarzać. – warknął I ponownie pociągnął nosem, wbijając twarde spojrzenie w siedzącego mężczyznę. - I spójrz na mnie, jak do ciebie mówię. Tego wymaga kultura.
Klatka piersiowa unosiła się o wiele za szybko, nić normalnie, kiedy  w jego krwi zaczęły buzować adrenalina i wściekłość, będąca teraz fundamentalnym napędem. Newton się mylił. Och jak bardzo się mylił. I nic nie wiedział. Zupełnie.
- Nie jestem żadnym głupim zwierzakiem. Ale też nigdy nie próbowałem się utożsamiać z wami, ludźmi. Jestem, kim jestem. I pleciesz bzdury. – zmrużył nieco zaczerwienione oczy i ponownie pociągnął nosem.
- Wiem, co to hemoglobina. I doskonale wiem, jak funkcjonuje organizm. I wiesz co ci powiem? Zwierzęca krew praktycznie w ogóle nie różni się od waszej. Niespodzianka. Zaskoczony? Druga sprawa. Zwierzęta również odczuwają emocje. Strach, radość, smutek. I pamiętają, o wielu, wielu rzeczach. Nawet głupia złota rybka pamięta. Tak samo i my. Mamy swoje uczucia, cele, marzenia, dążymy do tego wszystkiego tak samo, jak wy, ludzie. Myślisz, że nie jest nam smutno, jak ktoś nas rani? Nie boli nas? Nie odczuwamy miłości, radości czy szczęścia z błahych powodów? Strachu? Ty wiesz w ogóle co to jest strach? Urodziłeś się w betonowym pudełko, z którego nie ma wyjścia? Bo jak tylko postawisz nogę poza jego mury to cię rozstrzelają? Odczuwałeś strach przed bólem pobierania szpiku kostnego? Bo to boli. Cholernie. A oni pobierają go już nam od szóstego roku życia. Wiedziałeś? Wiedziałeś o tym? Oczywiście, że nie. Nie widzicie tego, co jest dookoła was, mając klapki swojego jestestwa na oczach. – kolejne pociągnięciem nosem. - Kim jestem? Masz rację. Ani człowiekiem, ani zwierzęciem. Jestem wynikiem waszego eksperymentu. My mamy się za pół-bogów? To Wy, ludzie, uważacie się za nich. Podjęliście zabawę z genetyką, brutalnie ingerując w prawa natury. Nie my, tylko wy. Jesteśmy wynikiem waszej arogancji i pychy. I gdyby nie my i nasza brudna krew, to ludzkość już dawno wyginęłaby. Dajemy wam wszystko, co możemy, ale dla was wciąż jesteśmy… właśnie. Wiem skąd u was taka nienawiść. Bo wasze worki ze szczepionką nie pozwoliły się traktować i zamykać w jaskiniach. Wasze worki ze szczepionką też myślą i czują. Coś wam nie wyszło i to was frustruje. – odetchnął na moment milknąc, czując, jak w gardle zaczyna go piec.  Nawet nie zwrócił uwagi na fakt, że w pokoju pojawiła się jeszcze jedna osoba.. Zupełnie o niej zapomniał.
- Nie masz prawa mówić, że nasza krew jest brudna, skoro ta krew ratuje wasze życia. To jest fakt. Mówisz o uczuciach, Newt. A kiedy ostatni raz TY coś czułeś? Jakąkolwiek emocje? Kiedy coś dotknęło cię od środka? – zrobił pół kroku do tyłu, jednak nie spuszczając nawet na moment swojego spojrzenia z jego oczu. - Myślę, że już zapomniałeś jak to jest czuć.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Newt
ZŁY WILK

avatar
Liczba postów : 627
Wiek : dwadzieścia siedem lat.
Wzrost i waga : 193 cm na 85 kg.

PisanieTemat: Re: Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.   Pią Cze 03, 2016 3:32 am

A kto by się spodziewał?
W świecie, gdzie bycie uprzejmym traktowane jest jako bardziej moralne, niż mówienie prawdy, każda oznaka takiej szczerości kończy się zdziwieniem. Nierzadko oburzeniem, choć bez względu na wszystko Newton nie spodziewał się wybuchu ze strony swojego nowego znajomego.
Choć słowo „znajomy” brzmiało cholernie gorzko, nawet jeśli wypowiadał je w myślach i z ironią.
Yume mógł być zaskoczony, zdezorientowany, może nawet dotknięty. Ale zły? Montgomery wklepał ostatnie słowa, ostatni raz dostrzegł, jak na ekranie wirują cyfry, po raz ostatni wpisał hasło – i odłączył się od sieci, doskonale wiedząc, że dzięki temu uniemożliwi crackerowi ponowne podłączenie się pod jego peceta. Co zabawne, zrobił to dokładnie w chwili, w której z ust Czarnokrwistego wykrztuszone zostało to niemrawe: „spójrz na mnie, jak do ciebie mówię. Tego wymaga kultura”. Zamknął laptop z cichym puknięciem.
- Jesteś w moim domu – powiedział sucho, odkładając przenośny komputer na blat biurka. - Ja tu ustalam kulturę.
Nie wspominając o tym, że prawie warknął, co dokładnie sądzi na temat zachowania „kultury”, skoro ani razu nie podniósł na niego jeszcze głosu – w porównaniu do tego, jakim krzykiem zaatakował go rozmówca. Przetrawił to jednak ze stoickim spokojem, splatając palce na brzuchu i wbijając w niego irytująco beznamiętne spojrzenie. W trakcie szamotaniny z argumentami, usta Newtona poruszyły się w bezczelnie konkretnym geście. Zacisnął wargi w trakcie ziewnięcia, by nie demonstrować kompletu białych zębów, ale nie utrzymał dłużej kontaktu wzrokowego. Przemknął spojrzeniem po swoim pokoju; bez żywego zainteresowania, bez żadnego powodu. Tylko po to, by złapać się jakiejś normalności.
Bo to, co działo się w pomieszczeniu, było kurewsko nienormalne.
Jakim cudem wpakował się w to łajno po same kolana? Jeszcze wczoraj na myśl o jakimkolwiek Dawcy wewnątrz mieszkania podniósłby rękę i klepnął się nią w udo, wybuchając niekontrolowanym chichotem. A teraz nie tylko jeden z tych brudnych podgatunków paskudził mu podłogę, ale jeszcze darł się na niego i próbował złapać za sumienie. Wróć. Nie tylko złapać. Szarpnąć za nie, zgnieść, rozwalić, aż wreszcie by pękło i przytłoczyło go do tego stopnia, że padłby na kolana przygnieciony ciężarem wyrzutów.
Niedoczekanie.
- Skończyłeś? – burknął wreszcie, przerywając między nimi przedłużającą się ciszę.
Yume od dobrej minuty nie wypowiedział żadnego słowa, a Newton zdawał się tym niezbyt zaaprobowany. Dopiero po własnym pytaniu skierował na niego ciemne spojrzenie, wlepiając je w pokraśniałą twarz kotołaka.
- W tym rzecz – zaczął, prostując się na fotelu. Oparł wtedy dłonie o podłokietniki i dźwignął się na nogi. W każdej innej sytuacji jego wzrost nie stanowił żadnego problemu – teraz był niemal jak broń. Konfrontacja góry lodowej, z rozchwianym przez wzburzone morze emocji stateczkiem, jakim był Yume. - Porównałem cię do zwierzęcia. Mój błąd. – Kwaśny posmak tych słów niemal dało się odczuć na języku i podniebieniu. - Ale szybko się poprawiłem, bo masz rację. Nie słuchałeś mnie? Nie jesteś zwierzęciem. – Usta drgnęły, hamując zbyt oczywisty gest. - Nie jesteś nawet zwierzęciem. – Zszedł do cichszej nuty. O wiele za cichej, jak na rozmowę dwóch osób, które nie muszą obawiać się cudzych uszu, chętnych nowinek. - I powiem ci coś. Twoja „głupia, złota rybka” to ryba akwariowa, a te mają pamięć sekundową, słońce, co oznacza, że nawet genetyka uznała jej mniejszość wobec umysłu ludzkiego. Ona nie ma żadnych wspomnień, a jej umiejętność przyswajania sobie informacji... – Nieoczekiwanie cmoknął, prostując nieco ramiona. Nawet nie zauważył, kiedy pochylił się nad drobnym chłopakiem, przysłaniając sobą ostatnie promienie słońca próbujące wsunąć się między szparami w żaluzjach. - Jest zwykle zbyt wolna, aby dostała kolejny dar od losu.
Twarz nabrała nieprzyjaznego wyrazu, gdy zmrużył ślepia, niespiesznie – miał czas przecież – wyławiając z jego monologu kolejne przyswojone informacje.
- Coś nam nie wyszło – powtórzył w ślad za nim, smakując te słowa z nieskrywanym rozdrażnieniem. - Prawda. Nie wyszło nam. To trochę tak, jakbyś chciał zwiększyć wartości odżywcze... o czym wspominałeś? O tuńczyku? Więc załóżmy, że chciałbyś zwiększyć wartości odżywcze tuńczyka. I kiedy eksperyment się kończy, tuńczyk, którego i tak chciałeś zjeść na kolację, zaczyna ci opowiadać o tym, że ma dzieci. Całą, pierdoloną ławicę małych tuńczyków, którym zabrałeś ojca. Cholera, dzieciaku, nie żal ci? Ten tuńczyk ma familię, na pewno również musi płacić alimenty, ma pracę w jakiejś rafie koralowej, w ramach hobby czyści wieloryby i odwiedza Stany Zjednoczone ze swoim małym, płotkowym pieskiem. Potwór z ciebie – warknął. - Przerzuć się na sałatę, szumowino. Nie, czekaj. – Wsunął palce na twarz, pocierając opuszkami zmarszczone czoło. - Sałata też może mieć jednak rodzinę. Więc może żryj kamienie?
Choć nie podniósł na niego głosu, każde słowo niemal wycedził. Sam był zaskoczony, jak łatwo było wytrącić go z równowagi tak marną zagrywką, na jaką zdobył się Yume. Od kiedy w ogóle przejmował się zdaniem podrzędnych eksperymentów? Wiedział co zrobić, ale wiedział też, że w obecnym stanie może skończyć się to mniej odpowiednio, niż planował. Dlatego palce, na których czuł miliardy mrówczych kroków, zacisnęły się w pięści tak mocno, aż pobielały mu knykcie. Ściął chłopaka rozdrażnionym spojrzeniem, zwilżając dolną wargę językiem.
- Nikt cię nie trzyma w tym domu, więc w każdej chwili możesz wypier-
„-dalać” utonęło w huknięciu.
Newton wciągnął powietrze przez i tak zaciśnięte zęby i obejrzał się na bok. Spojrzał prosto w rozgniewane spojrzenie Liany, ale nim zdążył choćby rozchylić usta, ta niespodziewanie chwyciła go za ucho. Zresztą, nie tylko jego. Drugą dłonią szarpnęła za kocie ucho Yume i ich obu ściągnęła o dwa piętra niżej.
- Czy wyście oszaleli? - syknęła tak jadowicie, że Newton przymrużył to oko, które było najbliżej niej, obawiając się, że ślina faktycznie skażona jest kwasem węża. - Czy wy się, do licha ciężkiego, słyszycie? Złota rybka? Cholerna krew? Newton, jesteś czubem.
Montgomery warknął, ale czując mocniejsze zakleszczenie się palców, skrzywił tylko usta i wbił w nią w nią jeszcze wścieklejszy wzrok. Prawie jak ranny niedźwiedź, którego coś ciężkiego przyciska do gruntu.
- Jak możesz mówić takie okropności? To jeszcze dziecko. W dodatku nikt mu nie dał wyboru na bycie tym, kim jest. Twoje porachunki z przeszłości nie mają z nim nic wspólnego, więc daruj sobie wyżywanie się na Bogu ducha winnym, przypadkowym nastolatku. To świńskie. A ty. - Tu zwróciła się do Yume, unosząc nieco podbródek. - Gdy widzisz człowieka, który gotów jest złamać ci kark na najbliższym chodniku, to hamuj swoje żądze. Wiem, że nie chcesz źle, ale są tematy, których na obecnym poziomie relacji nie możesz zaczynać. Rozejrzyj się tylko. Małe mieszkanie, pojedyncze biurko, złożona kanapa, jeden kubek na blacie stołu. Ilu ludzi tu może mieszkać? Dwudziestu?
Puściła gwałtownie ich obu i splotła dłonie pod piersią.
- Nie wypytuj o ludzi, którzy tutaj nie mieszkają, Yume, bo możesz nacisnąć niektórym na odcisk. A tego nie chcemy.
Newton mimowolnie zacisnął lewą dłoń w pięść, przesuwając kciukiem po gorącej obrączce.
Liana błyskała piorunami to w jednego, to w drugiego.
- Przynajmniej nie do czasu, aż się porządnie nie najecie. I jeszcze jedno. Zostawiam was teraz na cholerną minutę, bo chcę nałożyć żarcie do misek. Usłyszę jedno pierdolone przekleństwo i obaj wylecicie przez okno.
- To mój dom.
- A to moja kobieca siła perswazji. Goń się, Montgomery. Nie będziesz dupkiem w moim towarzystwie.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła do kuchni, nie rozganiając wcale gęstej atmosfery.
- Brawo – wykrztusił wreszcie, kątem oka zerkając na stojącego o pół metra dalej chłopaka.
Wiesz, co zrobić.
Do chuja ciężkiego, wiedział i nadal nie zrobił.
- Ładnie grasz, ale wiecznie nie będziesz nosić tej fałszywej maski pokrzywdzonego jelonka.
- Ach, zapomniałabym! - Z kuchni dobiegł donośny głos Liany. Jeżeli przed momentem była gotowa rozsadzić to pomieszczenie jak bomba, to teraz brzmiała jak królewna, wokół której za moment zaczną śpiewać skowronki. Świadomość, że kobiety są zmienne, nigdy nie była tak odczuwalna. - Co z tym włamem, Newt? To coś poważnego?
Mężczyzna poluzował mięśnie. Spokojnie. Podniósł dłoń i wsunął ją na ścierpnięty kark. Pod palcami poczuł mokre kosmyki, które zmierzwił niedbałym ruchem.
- Odłączyłem się od sieci uniemożliwiając mu dostęp do moich danych. Muszę wykonać tylko jeszcze jeden telefon.
- Tak? - mruknęła Liana. - Jaki?
- Do roboty.
- Do roboty – powtórzyła za nim, wychodząc z dwiema porcjami. - Idź po swoją, Newt. Yume, chodź, chodź. Zjesz coś ciepłego. Po co do roboty?
- Zgłoszę to. Skoro mam IP tego komputera, łatwo go będzie namierzyć. A skoro jego, to również jego właściciela. Kogarashi to duże miasto, ale nie tak ogromne, by nie wytropić jednego crackera. To kwestia czasu aż dorwiemy tego złodzieja. Przecież w tym się właśnie specjalizujemy.
- Oczywiście. - Kobieta przysunęła sobie fotel do stołu i usiadła na nim. Stolik był niski – tak niski, że sięgał do połowy łydek. Nic więc dziwnego, że na twarzy Liany wykwitło niezadowolenie. - Powinieneś mieć normalny stół do jedzenia. Przy tym trzeba się zginać wpół, a to niezdrowe.
- Mówisz? – podjął ze znużeniem, wychodząc z kuchni. W dłoni trzymał miskę z parującym posiłkiem. - Chyba nie ma sensu kupować stołu. Mogę jeść przy biurku.
- Och, ty tak! Ale co z twoimi przyjaciółmi?
Uśmiechnął się cierpko.
- Przyjaciele? To jakaś rasa jadowitych węży?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 708
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.   Pią Cze 03, 2016 9:57 am

Kiedy skończył mówić, poczuł gardłowe palenie od środka. Dopiero kiedy ostatnie słowo prześlizgnęło się przez jego usta, a te zamknęły się ostatecznie, dotarło do niego, że tak naprawdę powinien siedzieć cicho i nie pozwolić na sprowokowanie. Nikomu. Zadziwiające, z jaką łatwością przychodziło to człowiekowi, znajdującym się przed Yume. Zupełnie odbiegał od wizerunku, jaki wykreował się w jego głowie. Na tym etapie czasu nie pamiętał ze szczegółami swojego snu, ale po dzień dzisiejszy czuł na sobie uśmiech Newtona. Ale to był tylko sen. Nic ponadto. To było trochę jak zderzenie z twardym betonem wypadając z drugiego piętra. Niby jesteś przygotowany, ale ostatecznie i tak łamiesz sobie w najlepszym wypadku nogę. Ewentualnie dwie.
Jesteś w moim domu. Ja tu ustala kulturę.
Ouch.
Punkt dla ciebie, Newton.
Już po tych słowach Yume zaczął czuć, że osuwa mu się grunt spod nóg i że jest na przegranej pozycji. To nie tak, że nie potrafił walczyć o swoje, bo potrafił. Problemem była jego bojaźliwość w stosunku do silniejszych i większych osobników. Oraz takich, które otaczała dziwna, ciężka i w pewien sposób niebezpieczna aura. A tak się składa, że Newton został obdarzony wszystkimi trzema na raz. Co trochę przerażało, ale jednocześnie sprawiało, że, paradoksalnie, Yume odczuwał jeszcze większy pociąg w stosunku do jego osoby, niż początkowo zakładał. I bynajmniej nie chodziło o erotyczny pociąg.
– Tak, sko-kończyłem. – odparował gwałtownie, choć tak naprawdę wcale nie musiał odpowiadać, bo I też nikt nie oczekiwał od niego odpowiedzi. Gdy Newton poniósł się z krzesła, chłopiec momentalnie zrobił krok w tył, zaciskając mocno oczy i niczym zaszczute zwierzę kuląc się, jakby oczekiwał pierwszego ciosu. Brakowało jeszcze uniesiony obu dłoni w geście obronnym. Ale cios nie padł, dlatego też po chwili odetchnięcia odważył się na uchylenie jednego oka, spoglądając niepewnie w stronę wyższego, zawsze był taki wielki?, mężczyzny, jednak wciąż błądząc wzrokiem na wysokości szczupłych barek. Podświadomie czuł, że słowa przez niego wypowiadane, tak bardzo ociekające nienawiścią i kwasem, obrażają go wżynając się brutalnie w skórę. Czuł, że powinien zakończyć tę farsę, odwrócić się na pięcie i wyjść z domu, w którym go nie chciano, i już nigdy więcej tutaj nie wrócić, wymazując z pamięci ten felerny dzień. Ale zarówno jego własne ciało, jak i umysł zdradziły go, odwracając się od niego plecami i wskazując mu środkowy palec, nie pozwalając nawet na najmniejsze drgnięcie. Jakby w jednej sekundzie zachorował na porażenie mięśniowe. Nawet umysł zatrzymał się i nabijał z Yume, z jego naiwności i mrzonki o „wyśnionym księciu z bajki”. Tak, wyśnionym, ale chyba bestii  z koszmarów.
– Ponoć… ponoć obalili teorię o pamięci złotej rybki.. – wyszeptał ledwo zauważalnie poruszając wargami, kuląc się jeszcze bardziej. Uciekaj, kocie! Cichutki głosik podszeptywał mu siedząc na ramieniu. Nawet zerknął w stronę drzwi, a jedna ze stóp wreszcie poruszyła się o marne milimetry.
”Nikt cię nie trzyma w tym domu, więc w każdej chwili możesz wyp-
HUK.
Yume uniósł gwałtownie dłonie do góry, chcąc zasłonić się przed Newtonem. Ale to nie on, o dziwo, był źródłem nagłego dźwięku. A nim chłopiec mógł zorientować się, co się właściwie dzieje, jego jedno ucho zostało zakleszczone w żelaznym uścisku kobiecych palców. Wydał jedynie z siebie ciche syknięcie, spoglądając kątem oka na nią, zaciskając dłonie na końcówce swojego ogona, który zaczął niepewnie drżeć. Pomimo jej ostrych słów, zdawało się, że atmosfera w pomieszczeniu w jednej sekundzie przerzedziła się, a on na nowo może swobodnie oddychać. Ale nie połasił się, żeby spojrzeć na Newtona. Jeszcze nie, za wcześnie, za szybko. Przełknął lekko ślinę i skinął nieco głową, chcąc utrzymać ją w przekonaniu, że taka sytuacja już się nie powtórzy. Właściwie… właściwie jej słowa podziałały na Yume jak kubeł lodowatej wody. Dopiero teraz pewne istotne fakty uderzyły w niego z taką siłą, jakby ktoś przywalił mu wierzchem dłoni prosto w twarz. Gdy Liana wypuściła go ze swoich szponów Harpii, spojrzał najpierw w prawo, a potem w lewo. Miała rację. Czemu wcześniej o tym nie pomyślał. Rzeczywiście mieszkanie nosiło śladowe ilości jednej osoby, a co tu mówić o drugiej. Gdyby mieszkał z żoną, to z pewnością byłoby tutaj inaczej, bardziej tłoczno. Brak jakichkolwiek duperelek, które kobiety tak bardzo uwielbiały, kobiecego zapachu, mgiełki jej osoby. Nic. Tylko Newton i jego mieszkanie. Do tego słowa, które wypowiedziała Liana poniekąd go zaniepokoiły. „Porachunki z przeszłości’. Czyżby ta blizna….
Oczy chłopaka rozszerzyły się, a on sam był głuchy na to, co Newton powiedział, gdy znów zostali sami. Ależ był głupi. Przez cały ten czas myślał tylko o tym, jak to ON się czuł, kiedy ostre słowa Newtona go atakowały, a nawet przez chwilę nie pomyślał, że jego własne słowa, choć z pozoru niewinne, mogły jakoś zranić Newtona.  
Jasne, nadal był zły na niego, ale jakoś cała ta sytuacja oraz nowe fakty skutecznie potrafiły wygładzić narastającą irytację. Był tak zabsorbowany tym wszystkim, że dopiero z wręcz namacalnym opóźnieniem dotarły do niego ostatnie słowa Newtona.
- Co? – wyrwało mu się, marszcząc przy okazji nieznacznie nos. Nie podobało mu się to. Nie podobało, że w tej jednej sekundzie stał przed nim totalnie obnażony, jak otwarta księga, a przecież znali się niecałe dwie, może trzy godziny. Aż tak łatwo poszło?
- Zresztą… – odetchnął cicho, po czym zgiął się nieco, pochylając głowę przed Newtonem.
- Przepraszam. – co jak co, ale w tym momencie słowa płynące z jego ust były prawdziwe. Naprawdę żałował. - Za to, że mówiłem bez zastanowienia I w jakiś sposób sfrustrowałem cię. Nie chciałem włazić butami w twoje życie. Dlatego przepraszam. – wyprostował się w tym samym momencie, w którym do pomieszczenia wkroczyła kobieta. Nie czekał na odpowiedź Newtona, bo i tak zapewne nie uzyskałby jej. Albo ta najzwyczajniej w świecie nie usatysfakcjonowałaby go. Zamiast tego, skupił się na przyjemnym zapachu jedzenia, na który w jego brzuchu, jak na zawołanie, zaburczało, uświadamiając mu, że od paru godzin właściwie nie miał niczego w ustach.
Podszedł do małego stolika, przy którym usiadł na ziemi, szurając nieco ogonem po ziemi, czując narastającą ekscytację posiłkiem. Wyglądał cudownie. Pachniał cudownie. A i na pewno pachniał cudownie. Sięgnął po pałeczki, tylko siłą woli powstrzymując ślinę i powiercił się chwilę, odczekując aż Newton wróci.
- Smacznego. – rzucił, gdy już wszyscy zasiedli I nabrał pierwszą porcję ryżu, którą wpakował sobie do ust, od razu czując przyjemne ciepło I smak, który łechtał jego kubki smakowe.
- Pyszneeee~ – wymruczał, mrużąc oczy w zadowoleniu, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce zadowolenia. - Byłaby z ciebie świetna żona. – dodał po chwili, zgarniając tym razem kawałek kurczaka.
”Przyjaciele? To jakaś rasa jadowitych węży?
Jego dłoń zamarła z pałeczkami w powietrzu, kiedy uważnie spojrzał na siedzącego obok mężczyznę.
- Nie masz przyjaciół?
To smutne.
Może nie chce mieć przyjaciół?
Spojrzał na swoją miskę, czując dziwny ucisk w żołądku. Każdy potrzebuje przyjaciela. Ludzie to stworzenia stadne. Jasne, są osoby, które lepiej czują się w swoim towarzystwie i wolą spędzać życie w samotności. Ale nawet takie osoby potrzebowały kogoś, kto im pomoże w razie potrzeby. A co, jak zachoruje? Albo coś sobie zrobi? Albo wyjść odpocząć gdzieś na miasto?
Właśnie.
- Ja zostanę twoim przyjacielem. – przeniósł spojrzenie na Newtona, I choć usta uniosły się w uśmiechu, to jednak w oczach pojawił się błysk powagi. Nie żartował. W żadnym stopniu.
- A przynajmniej daj mi szansę. Na początek wymieńmy się numerami albo mailami. Swoją drogą, woah, naprawdę pracujesz w jakiejś wielkiej firmie! Ile ty masz lat? Czterdzieści? – wypalił i tylko na chwilę zamilkł, pakując sobie do ust kolejną porcję ryżu.
- Ja tam jeszcze się uczę. Ale w przyszłości chcę zostać lekarzem. Nawet wybrałem już uczelnię, gdzie chcę się wybrać. Zostały mi w sumie dwa lata nauki, bo w sumie jedną przeskoczyłem. Yume, ich to na pewno mało obchodzi.
- A ty gdzieś pracujesz? – zwrócił się tym razem do dziewczyny.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Newt
ZŁY WILK

avatar
Liczba postów : 627
Wiek : dwadzieścia siedem lat.
Wzrost i waga : 193 cm na 85 kg.

PisanieTemat: Re: Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.   Pią Cze 10, 2016 4:32 am

Przeprosiny – jak zawyrokował już dawno Yume – nie spotkały się z żadnym odzewem, jakby wypowiedziane słowa uderzyły w szklaną kopułę otaczającą umysł Newtona i rozsypywały się na pył jeszcze zanim zdążyłyby dolecieć do jego uszu. Na dobrą sprawę mężczyzna nawet nie mrugnął na ich dźwięk, pochłonięty do reszty czymś tak trywialnym jak obiad. Zresztą, wystarczyła chwila, by jego twarz straciła wyraz złości.
Pstryknięcie palcami.
I znów zachował chłodną postawę.
- Och, dobry pomysł – mruknęła Liana, schodząc z fotela na ziemię. Nie trzeba być ekspertem, by zauważyć, że nie znała japońskich tradycji. Cała jej uroda, gesty czy wymowa świadczyły o tym, że była względnie nowa w tym świecie, nawet jeżeli wszystko, co robiła, zachowywało odpowiedni poziom. Zsunęła się powoli na ziemię i usiadła na piętach, poprawiając przy okazji ołówkową spódnicę. Ledwie puściła materiał, a jej dłoń drgnęła na dźwięk słów Czarnokrwistego.
- Byłaby z ciebie świetna żona.
W oczach Newtona pojawił się komentarz.
Dosłownie.
Po jednym słowie na jedną źrenicę.
„O”... „Nie”.
A potem cały budynek wybuchł od śmiechu, który narodził się w samym środku żołądka Liany, przedarł się jakoś przez jej gardło i roztrzaskał ciszę w najbliższych trzech miastach, gdy śmiała się niby-to-onieśmielona.
- Oj, ty, ty, ty! - mówiła, klepiąc Yume po głowie. Jej rozanielona mina nie mogła być bardziej cukrowa. Newton skrzywił się, wyciągając mały palec z ucha. - ZARAZ TAM ŚWIETNA – dorzuciła, przykładając wypielęgnowaną dłoń do policzka. - GŁUPIUTKI, KAŻDA KOBIETA POTRAFI UGOTOWAĆ CURRY. Choć, nie ukrywam, mam w tym trochę doświadczenia. Mieszkałam na farmie, musiałam nawet łapać kury, a potem je patroszyć.
Opowiadała przejęta, z przymrużonymi oczami.
- Te kury stale uciekały. Oczywiście, te żywe.
- Od tych twoich wrzasków nawet martwe by się ruszyły – syknął Montgomery, siadając na ustawionym przy biurku fotelu, który zapadł się pod jego gwałtownym ciężarem z charakterystycznym „poof!”.
Kobieta od razu spiorunowała go spojrzeniem.
- Stawiasz mi się, Newt? Czy ty i twoje wieczne niezadowolenie światem próbuje mi się stawić?
- Moje wieczne niezadowolenie światem nie śmiałoby ci się stawiać, Lia – wyszczebiotał to tak uprzejmie, że kobieta zamrugała dwukrotnie i prychnęła rozjuszona pod nosem, szybko wracając do interesowania się samym Yume.
- Wiesz – mruknęła, tym samym zbywając poprzedni temat – mogłabym zostać twoją żoną. Jesteś strasznie uroczy, a ja lubię-
KHHH KE KHE KHE- YGH...
Newton przytknął pięść do ust i wciągnął powietrze, próbując powstrzymać napad ostrzałów kaszlu. Jeżeli to prawda, że jacyś japońscy bogowie, bóstwa i duchy czuwają nad równowagą świata, to w tej chwili był skory w tę prawdę uwierzyć. Nie ma mowy, żeby zachłysnął się w lepszym momencie.
Lia zmarszczyła nos i wsadziła do ust kolejną porcję ryżu.
Słowa jakie wypowiadał Yume docierały do niej ze zdwojoną siłą; w końcu całe swoje zainteresowanie przelała na nastolatka, odgradzając się od jedynej tak naprawdę znanej jej osoby wysokim murem, przy którym nawet mur chiński okazuje się ledwie zapałką przy powalonym pniu dębu.
- Tak, on nie ma przyjaciół – potwierdziła marudnie, ruchem pałeczek wskazując na siedzącego przy biurku Newtona, który przetarł wargi wierzchem dłoni, zainteresowany rozmową dopiero wtedy, gdy wycelowano w niego z taką bezczelną łatwością. Uniósł wtedy brew niemal prowokacyjnie i uśmiechnął się pod nosem.
- Mam – skwitował, co przy grymasie, jaki utrzymał się na jego ustach, zabrzmiało jeszcze bardziej kwaśno.
Liana aż przewróciła oczami.
- Newtie, wyimaginowani przyjaciele się.nie.liczą.
- Nie jestem wyimaginowany, a moje towarzystwo całkowicie mi wystarcza. Nie będę więc dawać maili i telefonów komórkowym żadnym podrzędnym ścierwom. – Spojrzał wreszcie na Yume. - Już mi wystarczy, że jedna łajza wyciągnęła moje dane.
- … czterdzieści?
- Jakie, kurwa--
Liana parsknęła.
- Och, Yume – miauknęła rozbawiona, nie dając dojść do słowa Newtonowi, który już nawet poczuł drżenie wyrazów na języku. - Umysłowo na pewno przekroczył czterdziestkę, może nawet setkę, ale cieleśnie to nadal dzieciak. Dwadzieścia siedem. Uwierzyłbyś? Wygląda na co najmniej pięćdziesiąt z tym swoim pyskiem, co?
- Dzięki, że słuchasz tego co mówię, Lia..
- Słucham przecież, ale ktoś musi naprostować twoją reputację, skoro sam umiesz ją tylko psuć – żachnęła się, samym stwierdzeniem ściągając jego minę do wyrazu niezadowolenia. Zamiast zamilknąć, przetoczyła się przez kolejne informacje na jego temat, niegotowa na żadne kompromisy: - Pracuje w korporacji zajmującej się ochroną danych osobowych. – Uniosła barki i opuściła je, jakby mówiła: „takie tam, przywykłam”. - Więc to dla niego cios poniżej pasa, że ktoś włamał mu się na serwer i jeszcze grzebał w danych. Nie przejmuj się. Jest tym wkurzony.
Jadaczka się jej nie zamykała nawet mimo tego, że ruch pałeczek był szybki i sprawny; na pewno nie przypominała kogoś, kto...
- Och, jestem szefową wydawnictwa mangowego.
Kogoś, kto cały dzień musiał stać wyprostowany w nienagannie białej koszuli, z firmowym uśmiechem i zaczesanymi włosami w fryzury, które kpiły z praw grawitacji. Newton przeżuwał właśnie kawałek kurczaka, gdy Liana, z teatralnym westchnięciem, oparła się łokciem o postawiony za nią fotel i spojrzała porozumiewawczo na Yume, jakby znali się od lat i od lat prowadzili takie rozmowy na temat pracy.
- Czasami jest ciężko. Czasami człowiekowi nie chce się tam wracać. Ale, do diabła, widok tych wszystkich wydanych tomów schodzących jak ciepłe bułeczki... Dla takich chwil jednak warto. I jest duże zapotrzebowanie.
- Zależy. Niektóre tytuły nie powinny być wypuszczane.
- Daj spokój – mruknęła. - Wiesz, Yu, Newton nie umie się pogodzić z niektórymi gatunkami, ale tak naprawdę sam czyta scenariusze, które mu podsyłam i pomaga mi nawet prowadzić stronę internetową wytwórni. Swoją drogą, jako przyszły lekarz pewnie nie masz czasu na czytanie?
To było aż nazbyt oczywiste do czego zmierzała, dlatego Montgomery wsunął małego palca pod klapkę laptopa i podniósł ją, uruchamiając komputer. Co prawda nie miał zamiaru wchodzić do sieci, przynajmniej nie do czasu, aż wszystko się unormuje i zapewnią mu lepszą ochronę, ale przejrzenie kilku plików, które od „jakiegoś czasu” odkładał na „za jakiś czas...” pewnie mu nie zaszkodzi.
Liana tymczasem oparła się łokciami o blat niskiego stolika i uśmiechnęła się delikatnie do Yume, przyglądając mu się z tym niezawodnym błyskiem w oku.
- Więc przeskoczyłeś jedną klasę, co? - Ciągnęła w akompaniamencie postukiwań w klawiaturę. - Musisz być bystry. Ale to nie zmienia faktu, że nadal jesteś dzieckiem, a my tylko ludźmi. Nie zatrzymamy słońca, a zachodzi z niesamowitą prędkością. Mam nadzieję, że mieszkasz gdzieś niedaleko? Bo pewnie jeszcze godzina i będzie po ptakach. Musiałbyś to zostać.
Nie ma mowy, warknął Newton, przesuwając językiem po kąciku ust, by zebrać ziarno ryżu.
- A doprawdy nie wiem, jak byście się pomieścili na tej małej kanapie. No i twoi rodzice na pewno bardzo się o ciebie martwią! Może powinniśmy do nich zadzwonić?

_________________

Now dance, fucker, dance
Man, he never had a chance



And now you steal away take him out today
Nice work you did. You’re gonna go far, kid
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 708
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.   Pią Cze 10, 2016 4:47 am

Gdyby tylko Yume wiedział, jaką rewolucję I burzę ściągną jego słowa, z pewnością ugryzłby się w język I przełknął zdanie o byciu idealną żoną. Ale kiedy tylko rozpoczęło się kobiece trajkotanie, chłopak spróbował skupić się na jedzeniu, od czasu do czasu jedynie skinąwszy głową, choć tak naprawdę w ogóle na nią nie spoglądał ani też nie starał się jakoś szczególnie skupić na jej słowach. Gdy tylko ręka zaczęła klepać go po głowie, on akurat unosił pałeczkami kawałek kurczaka, który miał trafić do jego ust, a ostatecznie wyślizgnął się i wpadł na powrót do miski. I tylko dlatego uniósł głowę, omiótłszy Lianę spojrzeniem i uniósł wolną dłoń, by przygładzić cały chaos smolistych włosów.
… nawet martwe by się ruszały.”
Zakrztusił się kawałkiem kurczaka, który finalnie znalazł się w jego buzi, kiedy zaniósł głośnym śmiechem. Poszurał parę razy ogonem po podłodze wbijając w powietrze drobinki kurzu, kiedy odwrócił się bokiem i spojrzał błyszczącymi, złotymi oczami w stronę Newtona.
- Zabawny jesteś, Newt!! – wystrzelił machając na boki trzymanymi pałeczkami, co zapewne miało podkreślić „powagę” sytuacji. - Nie rozumiem jak ktoś z takim poczuciem humoru mógłby nie mieć przy—chwila! – odwrócił się gwałtownie i spojrzał na Lianę a szczęka niemal obiła się o blat stołu. Czy ona powiedziała coś o małżeństwie? Żonie? Ale co? Jak? Dlaczego?
- Ż-żoną? Ale jesteś za- – zamknął usta, w ostatniej chwili przechwytując krnąbrne „stara”, domyślając się, jak kobiety w jej wieku reagują na takie określenia. - Jesteś za… wysoka. I dorosła. Ja się nie nadaję. Nawet nie zarabiam na siebie. Zasługujesz na kogoś wyjątkowego, kto da ci wszystko, co tylko zapragniesz. Nawet gwiazdkę z nieba. – powiedział bez najmniejszego zająknięcia, słodząc i starając się wybrnąć z tej niekomfortowej sytuacji.
Wsunął ostatnią porcję za posiłek, przetarł wierzchem dłoni usta I odłożył pałeczki, dziękując za posiłek, który naprawdę mu smakował. W domu jadał takie smakołyki… rzadko. Zazwyczaj Haine zabierał go do jakiejś budki czy taniej restauracji, ewentualnie przynosił ze sklepu mrożonki, które potem odgrzewali. Inaczej sprawa wyglądała, kiedy to Vulk siadał za sterami kuchenki i wreszcie coś przygotowywał. A był w tym naprawdę dobry. W sumie… kobieta pasowałaby pod wieloma względami do Vulka. Gdyby tylko nie ciągnęło go do Haine to wtedy… to wtedy Yume mógłby zabawić się w swatkę czy coś w tym stylu. Szkoda trochę.
- Dwadzieścia siedem? Nie wygląda.  - odparł chłopak przyglądając się siedzącemu mężczyźnie. - Znaczy się… wizualnie wygląda dobrze, ale z zachowania wydaje się starszy. Yume, on tam siedzi. Nie rozmawiaj o nim tak, jakby go tam w ogóle nie było.
- Ale lubię oczy Newtona. – dodał po krótkiej chwili milczenia, nie spuszczając spojrzenia z twarzy mężczyzny. - Wyglądają trochę jak burzowe niebo. Jakby ktoś zamknął burzowe niebo w jego spojrzeniu. – i choć na moment zapadła z pewnością dość dziwna atmosfera, Yume niezarażony już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale wtedy poczuł ciche wibracje dochodzące z jego tylniej kieszeni spodni. Uniósł się nieco na kolanach, by wydobyć komórkę i pospiesznie przeczytał wiadomość.
- Nico… – powiedział do siebie. Nico. Haker. Newton. Haker. Uwaga, zwolnienie blokady nastąpiło. Mózg zaczyna przetwarzać informacje. Wiadomość od Nico z danymi Newtona. Włam. Dane Newtona. Wykradnięcie danych Newtona. Hakerzy.
- Ożesz ja piernicze. – wyrwało mu się kiedy wciągnął głośno powietrze, a jego twarz momentalnie zrobiła się biała jak papier. Zablokował pospiesznie telefon i wcisnął go ponownie do kieszeni, odchrząknął cicho i spojrzał ukradkiem na Newtona.
- Newt? W sumie… w sumie mam pytanie. Czysto hipotetycznie. Zakładając, oczywiście hipotetycznie, jak ktoś zrobił ci włam i wykradł twoje dane, i jakby je komuś innemu przesłał, to… to wiedziałbyś o tym? W sensie, że twoje dane dotarły do kogoś innego? I czy zamiast twoich danych mógłby przypadkiem wysłać jakiegoś wirusa? – zapytał nie mając odwagi odpisać w tym momencie do Nico, żeby chociaż w drobnym stopniu ją ostrzec. Napisać, że została zdemaskowana, że Newton ma ją i że….. cała ta ich mała wojna jest z jego powodu.
Ups.
Jego oczy momentalnie zrobiły się większe, kiedy usłyszał, że kobieta pracuje przy mangach. Co prawa Yume nie był jakimś tam nerdem, który całe dnie przesiaduje z nosem w komiksach, ale lubił czasami wydać swoje kieszonkowe na jakieś nowe tomy, zaszyć się w parku albo w swoim małym pokoiku na poddaszu i oddać się lekturze. To było dość niesamowite poznać jednego dnia osobę ze swoich snów, która zajmowała się tak skomplikowanymi rzeczami jak komputery oraz osobę, która pracowała w wydawnictwie.
- O rany, to musi być cholernie ekscytujące zajęcie! – wypalił a jego ogon gwałtownie poruszył się, aż wreszcie jedynie końcówka zaczęła drgać w wyraźnej ekscytacji.
- Tak, chcę zostać lekarzem. I czy ja wiem? Po prostu wiele rzeczy przychodzi mi łatwo. W sensie nauka. I czasami lubię sobie poczytać. W sumie mam kilka tomów mang. I parę książek! – wyszczerzył się w uśmiechu, ale pospiesznie dodał. - Ale wydajecie się być bardzo zżyci. I wychodzi na to, że Newt nie jest taki zły, jak na pierwszy rzut oka mógłby się wydawać. Pomaga jak trzeba, nie wyrzucił mnie i dał jedzenie. Musi być naprawdę dobrą osobą. Jak w moim śnie. – zaśmiał się pod nosem a jego lewe ucho lekko drgnęło.
- I nie trzeba dzwonić! Nie mam… rodziców. Nie, to zdecydowanie nie jest dla nich temat. Nikogo nie obchodzi prywatne życie nieznajomych. Chyba, że jest się Yume. - Dam znać Haine. I nie trzeba mnie odprowadzać. Mieszkam w zachodniej części miasta, ale nie ma problemu. Potrafię sam trafić do domu! – zaczął gwałtownie machać rękoma, jakby chciał odgonić pomyły kobiety.
- I nie zostanę długo. Pewnie wnet się zwinę. Zresztą, Newt… – spojrzał przelotnie po ciemnowłosym. - … jest zapewne zmęczony po dniu pracy.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Newt
ZŁY WILK

avatar
Liczba postów : 627
Wiek : dwadzieścia siedem lat.
Wzrost i waga : 193 cm na 85 kg.

PisanieTemat: Re: Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.   Sro Cze 22, 2016 5:56 am

Przez większą część czasu milczał uparcie, zajmując się jedynie porcją jedzenia. Górki ryżu znikały w zastraszającym tempie, choć niewielu Amerykanów tak dobrze posługiwało się pałeczkami. Palce Newtona wydawały się wyjątkowo nieporadne, głównie ze względu na ich wygląd, ale okazywało się, że radzi sobie lepiej od Liany, której non stop upadał kurczak albo wyślizgiwał się zlepiony fragment przesiąkniętych na żółto ziarnek. Nie wydawał się zresztą zainteresowany tym, co dzieje się niemal tuż obok niego. Nie do czasu, aż bezpośrednio nie wdrożono go w rozmowę.
- Newt?
- Hm?
- Czysto hipotetycznie...
Im dalej wjeżdżał w „hipotetyczne założenie” Yume, tym brwi Newtona mocniej ściągały się ku sobie. Mężczyzna w pewnym momencie zerknął nawet na Lię, wymieniając z nią aż nazbyt pojednawcze spojrzenia, ale suma summarum powrócił do wpatrywania się w pobąkującego pod nosem Czarnokrwistego. Prócz zbrużdżonego czoła nie wykazywał jednak żadnych oznak podejrzliwości. Można było uznać, że podobna mina była raczej komentarzem na coś tak „absurdalnego” i „bezsensownego”, a nie na fakt, że jakakolwiek igła niepewności zaczęła wżynać się w podświadomość Montgomery'ego.
- Chyba by nie mógł? - mruknęła Liana, opierając się łokciem o blat niskiego stolika. Spojrzała wtedy na – byłego – szwagra i przechyliła nieco głowę na bok; jak (wyjątkowo urodziwy) pies, który nie do końca rozumie komendę.
- Mhm. – Pomruk zaginął przy głośnym stuknięciu odłożonej na biurko miski. - Wyczyściłem mu już komputer i uniemożliwiłem normalne funkcjonowanie systemu. To nie jest nie wiadomo jak ciężki wirus i wyplenienie go jest możliwe, ale tak czy inaczej sprzęt będzie nieczynny... jakiś czas. Mam też IP tego komputera... dobrze, że mi przypomniałeś. Lia?
- W chlebaku.
- Wiedziałem, że będzie w widocznym miejscu – charknął z niezadowoleniem.
Podniósł się zaraz z krzesła, które obróciło się tyłem do widowni, jakby nie mogło patrzeć na moment, w którym Newton wchodzi do kuchni i wraca z niej z telefonem komórkowym w dłoni. Aparat przylgnął do ucha mężczyzny, kładąc się lodowatą temperaturą na cieple skóry.
- Mikitani, z tej strony... – Bzyczenie z komórki. - Racja, Hikitani. Wiem, że jest późno. Dzwonię w związku z crackerem. Tak, odłączyłem od sieci. Weź notes, podyktuję ci jego IP. – Pauza. - Nie wiem. Prawdopodobnie dane. – Pauza. - Tak, moje. Nie, nie znam tej osoby. – Pauza.
Liana przyglądała się temu z należytym znużeniem. Gdy Newton podchodził do biurka, by przyszurać do siebie pierwszy raz użyty notes, obróciła głowę do Yume i uśmiechnęła się delikatnie. Sam uśmiech był jawnym odsunięciem się od pomrukującego do telefonu Montgomery'ego i rozpoczęciem nowej, kompletnie niezwiązanej ze sprawą kradzieży danych osobowych rozmowy.
- Parę książek? Tomów mang? Naprawdę? – Uprzejmość wylewała się z jej ust, choć zdawało się, że ledwie je uchyla. - Jakieś konkretne? Może mogłabym ci polecić jakieś tytuły? Albo nawet przynieść do domu... wiesz... mógłbyś być testerem, skoro Newton tak bardzo tego nie znosi.
Nagle kobieta prychnęła, prostując się, jakby od tyłu uderzyła w nią ściana.
- Zżyci? – Przewróciła oczami. - Nie bądź śmieszny. Wpadam do niego coraz rzadziej, bo mnie nie wpuszcza. Tak między nami... myślę, że ktoś go prześladuje. – Znów pochyliła się nad stołem, kładąc na nim przedramiona. Zeszła do konspiracyjnego szeptu, kątem oka zerkając co jakiś czas na plecy Newtona. -Ostatnio jak do niego przyszłam, jeszcze spał. Wiesz, nocny marek, nic na to nie poradzisz. To było jakiś czas temu, może dwa albo trzy miesiące wstecz. Na jego wycieraczce znalazłam martwe zwierzę. Nie mogłam podejść do drzwi, więc do niego zadzwoniłam. Gdy wreszcie mi otworzył, nie wydawał się nawet zdziwiony, wiesz? – Zmarszczyła lekko nos. - Każdy byłby zaskoczony, jakby rzucano mu szczury z rozszarpanymi gardłami pod drzwi, nie? Nie? – Ostatnie „nie” wypowiedziała niemal błagalnie. - A on go tylko chwycił, wpakował do worka i wyniósł na śmietnik. Tak bez słowa. Bez tłumaczeń. Nawet na mnie nie spojrzał. Od tego dnia jeszcze kilka razy zdarzyło mi się widzieć martwe ptactwo albo jakieś obrzydliwe gryzonie... – Wzdrygnęła się, gdy przeszły po niej mrówcze dreszcze. - Okropieństwo! Chciałam to zgłosić na policję, ale się uparł... Do diabła, co mam zrobić, żeby go namówić? A jak wpadł w jakieś złe towarzystwo? Albo...
Urwała gwałtownie, a jej dotychczas przymrużone oczy smagnięte delikatnym cieniem otworzyły się szerzej, jakby dostrzegła ponad ramieniem Yume wyszczerzoną w klaunim grymasie twarz ducha. Spoczęła na niej ciężka waga spojrzenia i ani się obejrzała dostrzegła wyrysowany na blacie cień. Kącik ust zadrżał lekko, nim nie wygięła warg w uśmiechu, który zwykle łagodził najbardziej zażarte konflikty z klientami. Przygarbione nieco plecy wyprostowały się, a pośladki ponownie oparły o pięty, gdy kobieta ze sztucznie potulną miną zerkała na stojącego przy niej Montgomery'ego.
- Newtie – wyszczebiotała radośnie, posyłając mu uśmiech numer: „nie zrobisz mi krzywdy, nie odważysz się”. - Skończyłeś rozmawiać?
Montgomery był wielki jak dąb i z pewnością dwa razy szerszy od samej Liany. Już samą posturą zwyciężał  nierówną walkę, jaką by stoczyli, gdyby tylko... Skrzywił się pod nosem, przykładając dłoń do policzka. Gdyby tylko nie miała racji. Nie był w stanie podnieść na nią ręki, nawet w sytuacji, w której aż go świerzbiło, by złapać za profesjonalnie ułożone włosy i wytargać ją na wycieraczkę – w miejsce, gdzie i tak kończyły wszystkie wrzeszczące sroki. A zamiast tego, jak zawsze pozostało mu tylko wypuścić powietrze przez zęby i zbyć ten temat.
- Hikitani sprawdzi adres IP, pośle też kogoś z policji na miejsce zdarzenia. Nawet jeżeli nie będzie to mieszkanie, to kwestia kilkunastu minut, jak wybada się grunt w jakimś pubie czy parku. Monitoring, świadkowie, te sprawy. Gość nie jest niewidzialny. Daj miskę, wyniosę.
Wyciągnął rękę po naczynie i złapał je w palce, którymi jeszcze przed chwilą tarł szczękę.
Kobieta podała mu i swoją, i Yume. Podciągnęła się później z powrotem na fotel i zerknęła na Dawcę.
- A tak wracając: czemu pytasz? W sensie, o to „hipotetyczne założenie”. I o co chodzi z tym całym snem? Chryste, masz koszmary, w których Newton jest miły? Chwila, moment. - Liana podniosła nagle obie dłonie. - Mieszkasz w zachodniej dzielnicy? Chryste panie, NEWTON! - wrzasnęła, aż ściany zatrzęsły się zlęknione. - NEWTON, ON MIESZKA W DZIELNICY BRUDU!
Montgomery zdrapywał właśnie paznokciem przylepione do miski ziarno ryżu. Gorąca woda tryskała z kranu, oblewając coraz bardziej zaczerwienione dłonie. - Gówniarz jest śmieciem, to i mieszka na śmietniku.
Oczy Liany pociemniały.
- Nie jest śmieciem! - syknęła wkurzona, już samym tonem gotowa bronić swojego nowego „przyjaciela” jak głodna lwica. - Właśnie w tym rzecz. Wiesz jak w tej dzielnicy jest paskudnie? Boże, Yume. - Wbiła wzrok w Czarnokrwistego, krzyżując dłonie pod biustem. - Mieszkasz tam z tą... tą całą Haine? To chociaż dobra kobieta? Nie macie pieniędzy? Pracy? Musicie się wyprowadzić do jakiejś lepszej części miasta. Zawsze mogę przyjąć twoją mamę... opiekunkę... siostrę..? Do diabła, kimkolwiek jest mogę ją przyjąć na okres próbny w wydawnictwie... Wystarczy, że umie nakładać rastry albo... och, nie wiem, mogłaby być redaktorką, sprawdzać błędy... Jest dużo różnych prac. I nie ma opcji. Nie będziesz się szlajał po ciemku po tej okropnej okolicy. Newton nie dla zabawy ma motor, nie? Zawiezie cię.
Trzasło, gdy w kuchni z rąk Montgomery'ego wyleciała jedna z misek.
Chwilę później padło wściekłe: „kurwa”.
Dwie chwile później Liana rozłożyła ręce na boki z miłym, niemal anielskim uśmieszkiem.
- Widzisz? On się stresuje bardziej niż ty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 708
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.   Sob Cze 25, 2016 10:01 pm

Sytuacja z każdą kolejną chwilą robiła się, delikatnie mówiąc, przytłaczająca, a Yume z coraz gorszą skutecznością uciszał szalejące I narastające głosy sumienia. Bo prawda była taka, że przez swoją pazerność i chwilową zachciankę teraz Nico może mieć problemy. Wiedział, że jeszcze dzisiejszego wieczoru, jak tylko zostanie sam, będzie zmuszony zadzwonić do bliskiej znajomej swoich opiekunów, aby wszystko jej wytłumaczyć. A pomyśleć, że jeszcze kilkanaście minut temu naprawdę wierzył, że cały ten włam rozejdzie się po kościach, jakoś się wygładzi i Newton zapomni. No bo skąd mógł wiedzieć, że mężczyzna z zawodu jest hakerem? Gdyby tylko wiedział…
Przełknął cicho ślinę, czując, jak zasycha mu w gardle. Instynktownie sięgnął po szklankę z sokiem i łapczywie wypił połowę, choć wewnętrznie nie czuł żadnej różnicy. Nadal paliło. Musi pomyśleć o jakimś rozwiązaniu, i to szybko, bo inaczej…
- M..może to nie było specjalnie? Wiesz, ktoś przez pomyłkę zrobił ci włam.. – mruknął ledwo słyszalnie, chociaż nawet w jego głowie ta szalona teoria brzmiała po prostu nierealnie. Opuścił delikatnie ramiona i wsunął koniec ogona w swoje dłonie, gdzie zaczął skubać sierść w akcie zdenerwowania. Ale jak zawsze Lia przyszła z ratunkiem i okazała się w tym niezawodna, burząc panującą dookoła ciężką atmosferę jak jakiś cholerny taran. Choć im dalej wypływały z jej ust kolejne słowa, tym było gorzej. Nie spodziewał się, że jego prezenty kogoś mogą obrzydzać. W jego Kocik środowisku takie gesty były nie tyle co naturalne, a wręcz pożądane. No i został wzięty za stalkera, a przecież… och, wait. Jak się głębiej nad tym zastanowić, to przez ostatni czas, od kiedy Newton mu się przyśnił, mógł zachowywać się nieco ekstrawagancko. Ale żeby od razu policję słać? Niedorzeczność.
-Em… koty, które przynoszą swoje łowy, w postaci ptaków czy myszy zazwyczaj chcą okazać w ten sposób swoją wdzięczność, zainteresowanie I troskę. – powiedział niepewnie nerwowo spoglądając na kobietę spod długiej, smolistej grzywki, zaciskając swoje palce jeszcze mocniej na ogonie.
- I… nie wzywaj policji. Newton… znaczy się, no. T…to ja przynosiłem mu te prezenty, wiesz? – spojrzał w bok, próbując ukryć delikatny rumieniec zdobiący jego twarz.
- Chciałem… nie wiem. Sam na nie polowałem I mu przynosiłem, no bo to jest… no. Miłe. – dodał po chwili, zupełnie nie zastanawiając się, że dla kogoś, kto nie jest w żaden sposób zaznajomiony z kocią naturą Czarnokrwistego takiego czyny mogą wydawać się dość „creepy”. Westchnął cicho, poruszywszy jednym uchem, nieco się ożywił na jej propozycję odnośnie bycia testerem, ale….
Ale potem wszystko jebnęło.
Tak porządnie i gwałtownie.
W chwili, gdy Lia zaczęła wystrzeliwać z siebie słowa z siłą karabinu maszynowego, nieświadomie naruszyła wrażliwą strefę, której nikt nie powinien przekraczać. Nikt, kto nie wyglądał na kogoś, kto wie o czym mówi. Yume powoli się wyłączał, jego mięśnie napięły się a źrenice zmieniły się w cienkie, pionowe kreski, co tylko podkreśliło naturalne, zwierzęce rysy.
”Jest śmieciem.”
- Sam jesteś śmieciem! – krzyknął na tyle głośno, że mężczyzna z pewnością go usłyszał. Uderzył dłońmi o stół z taką siłą, że znajdujące się szklanki na blacie zadrżały ostrzegawczo.
- I to najgorszym odpadkiem człowieczeństwa! Wcale nie jesteś tak ponad nas! I wiesz co? Wcale się nie dziwię, że jesteś sam i nie masz przyjaciół. Nie, nie dlatego, że sam sobie tak postanowiłeś, a dlatego, że nikt na dłuższą metę nie może z tobą wytrzymać. Tylko obrażasz osoby, które są dla ciebie życzliwe! Chrzań się, Newton! – podniósł się gwałtownie z ziemi i zacisnął mocno dłonie w pięści, kierując teraz swoje spojrzenie na kobietę.
- Tak, wiem, to dzielnica brudu. Ale to nadal mój dom. I Haine to mężczyzna. I nie potrzebujemy niczyjej łaski ani jałmużny, radzimy sobie całkiem dobrze. Nie każdy mieszkaniec zachodniej dzielnicy jest biedny i brudny. Mamy dom, a Vulk ma swój własny warsztat samochodowy. Może nie śpimy na pieniądzach, ale jest dobrze. A Haine i Vulk to najlepsze coś, co przytrafiło mi się w całym życiu. Dziękuję bardzo za troskę, doceniam, ale nie jesteśmy żebrakami, śmieciami czy brudasami. I tylko dlatego, że mieszkamy tam, gdzie mieszkamy! – zamilkł tylko po to, by nabrać więcej powietrza w płuca i się nieco uspokoić. Potarł wierzchem dłoni po policzku i zgiął się w pół sięgając po swój plecak, który przerzucił sobie przez ramie.
- Poradzę sobie sam. Nikt nie tknie Czarnokrwistego dzieciaka z brudnej dzielnicy. W końcu można się ode mnie czymś zarazić, nie? – mruknął roztrzęsiony i nawet nie patrząc w stronę Newtona, skierował się do drzwi.
- Miło było panią poznać. Dziękuję za posiłek. – dodał, gdy wkładał pospiesznie buty, skinął jej głową na pożegnanie I kiedy już nacisnął dłonią na klamkę, odwrócił się w stronę do pokoju.
- A ten włam to moja sprawka, więc nie musisz już nikogo szukać. – nim jednak Newton zdążyłby cokolwiek powiedzieć, Yume opuścił już jego mieszkanie.

|zt|

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Newt
ZŁY WILK

avatar
Liczba postów : 627
Wiek : dwadzieścia siedem lat.
Wzrost i waga : 193 cm na 85 kg.

PisanieTemat: Re: Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.   Sob Lip 02, 2016 10:18 pm

Przez pomyłkę?
Prawie parsknął, choć na pewno nie byłby to życzliwy śmiech.
Nikt przez pomyłkę nie przebija się przez takie zapory. Ale skąd ty to możesz wiedzieć? Jesteś tylko głupim...
Liana machnęła ręką, dziwnym trafem rozwiewając resztę kurwowania Newtona. Czasami miała „magiczne zdolności” i czasami wykorzystywała je nawet w odpowiednich celach. W pełni skupiona na Yume zdawała się jednak tego nie dostrzegać.
Z każdym kolejnym słowem unosiła lekko brwi.
Oczywiście, nieodłączne, kocie atrybuty Yume były widoczne i akceptowała je od samego początku, ale gdzieś podświadomie wmawiała sobie, że to zwykły nastolatek, trochę tylko bardziej zdeformowany fizycznie — nic poza tym. Zdała sobie zresztą sprawę, że nie chce widzieć przed oczami motywu, w którym Tsukihime naskakuje na jakiegoś szczura, by wgryźć się swoimi zębami w jego brzuch i wyrwać kawał mięsa. A potem tego samego, martwego już gryzonia targa do klatki w budynku, w którym mieszka nieświadom niczego Newton i jego szeroko pojęte hejterstwo, a potem wrzuca ścierwo na wycieraczkę.
I to wszystko uważa za coś dobrego.
Sympatycznego. Życzliwego. Coś, co jest kwintesencją jego uwielbienia.
— I... nie wzywaj policji.
— Och — wymsknęło się jej, gdy nakierowywała na niego spłoszone spojrzenie. — Nie miałam zamiaru. To znaczy... chciałam, ale... tak... jak mówiłam. Uparł się, by tego nie robić. Chciał to rozwiązać sam. Według swoich zasad.
— … Miłe.
Zacisnęła usta.
„O Boże”, mówiło jej spojrzenie. „Nie, Yume. To nie jest miłe. To obrzydliwe i niehigieniczne. Od tego można coś złapać i zachorować, nawet śmiertelnie. Przynosisz mu pod dom śmierć, sam tańcząc z nią przez całą drogę od miejsca łowów, po klatkę schodową.” Ale nie odważyła się powiedzieć tego na głos.
Newton zniknął w kuchni, w akompaniamencie postukiwań i siekającej wody i zdawało się, na kilka ulotnych sekund, że będzie okej, przynajmniej w miarę. Może nie była w stanie pogodzić się z myślą, że Yume atakuje ściekowe zwierzęta, a potem przynosi ich zwłoki w ramach „prezentów”, ale z drugiej strony... czy musiała? Przecież zawsze mogła spróbować go tego oduczyć. Jakoś naprostować. Przyćmić instynkt.
Dokładnie tak.
Firmowy uśmiech znów osiadł na jej wargach, gdy zaczynała wiązankę propozycji. Nawet nieświadoma, jak to się potoczy. Że rozpięta się piekło, w czasie którego Yume wybuchnie jak od dawna tykająca bomba, a z kuchni wyleci wściekły rottweiler uwięziony w ciele Newtona.
Choć jeszcze tak niedawno przez myśl przemknęła jej opcja z „tłumieniem instynktu” tym razem to właśnie on nią pokierował. I tylko dzięki niemu Newton nie złapał czarnowłosego za bluzę, choć jego palce prześlizgnęły się wzdłuż jego pleców, prawie na pewno szukając czegoś, o co mógł je zaczepić.
— Dość!
Głos Liany ledwo do niego docierał. Za to jej ręka była rzeczywista jak nigdy. Długie paznokcie wbijały mu się w pierś, a jej wątłe ramię owinęło się wokół jego ramienia, gdy przyciskała całe ciało do jego boku.
— Newton, dość! — posykiwała, znajdując w sobie tyle siły, aby nie tyle co go zatrzymać, a spowolnić. Wbiła pięty w podłogę, szukając jakiegokolwiek punktu, na którym mogłaby je stabilniej oprzeć. Bezskutecznie, skoro nadal rwał się do przodu.
Wpierdolę mu, puszczaj — powarkiwał wściekle pod nosem, z jedną dłonią na biodrze Liany, które od siebie odpychał, a drugą zwiniętą w pięść, już od dawna przygotowaną do ciosu.
Kompletnie nie rozumiał, dlaczego go powstrzymywała. Szczyl się wzburzył, ofukał ich, a teraz w spokoju ubiera buty. Tak po prostu. Bo to normalne, że włazisz komuś do mieszkania, robisz burdel z jego życiem, wyżerasz zapasy, a potem okazujesz się chamem i uciekasz z klasą, wcześniej owijając sobie jakąś ładną pannę wokół małego paluszka. Nie?
— Newton, do cholery! — warknęła Liana, z trzęsącymi ramionami odsuwając go o centymetr od Yume, który kładł akurat dłoń na klamce. — Zostaw go, bo pożałujesz!
Krzyknęła nagle, gdy straciła oparcie. Odepchnął ją od siebie, posyłając z hukiem na podłogę, zamaszystymi krokami doskakując do drzwi, które stały już otworem. Ostatnie słowa uderzyły w niego jak lodowata ściana wody, chociaż podskórnie spodziewał się tego od samego początku.
Bo kto inny mógłby robić mu piekło z życia, jak nie jakiś piździelec napędzany brudem?
Wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Montgomery dopadł do framugi, gołą piętą uderzając z hukiem wystrzału w podłogę. Wyjrzał już zza linii drzwi, wychylając głowę na hol, dostrzegając zarys sylwetki tego małego skurwiela. Mięśnie pleców ściągnęły się, kiedy przygotowywał się do biegu.
Yume był genetyczną porażką, nie wiedzieć po co ulepszoną przez naukowców. Ale nadal nie sięgał mu nawet do ramienia, więc dogonienie go nie powinno stanowić problemu.
Problemem okazała się Liana.
I jej upartość osła, gdy wskoczyła mu na plecy, oplatając ręce wokół barków, a nogi wokół bioder.
Gdy pół minuty później wreszcie udało mu się zbiec po schodach i wypaść poza budynek, zewsząd panowała przerażająca wręcz cisza.
Cholera.

— I co? — Pytanie Liany brzmiało jak trzask bicza. — Dorwałeś bezbronnego dzieciaka?
Jej nienaganna fryzura była teraz w nieładzie po szamotaninie, a zwykle perfekcyjny makijaż został zmyty – twarz czekała na ponowne jego nałożenie. Bez wątpienia wolałby, żeby miała na sobie puder. Być może zatuszowałby ciemną plamę na jej policzku. Przypadkowy prezent zadany w furii, gdy  na oślep wycelował łokciem w powietrze.
Wielkie oczy Liany przymrużyły się, gdy zerkała w stronę wchodzącego do domu mężczyzny.
— Śledczy dadzą radę zidentyfikować zwłoki, Newt?
Prychnął rozdrażniony.
Daruj sobie. Coś się tak go uczepiła? — Na twarzy drgnął mu jakiś mięsień. — Wszystkich obcych tak wpychasz do cudzych domów? Do siebie mogłaś go sprosić. Byłby wniebowzięty.
— A-ha. Tyle tylko, że on chciał do ciebie, durniu.
Głos Liany nie wyrażał szczególnych emocji, ale lata spędzone u jej boku nauczyły go wykrywania nut, które były ledwo wychwytywane przez ludzki narząd słuchu. Tym razem też udało mu się wyłowić rozżalenie i coś, co dopasował do kapitulacji.
Zamknął za sobą drzwi i zdjął buty. Nie sznurował ich, bo chciał wybiec za tym gówniarzem jak najprędzej, więc pozbycie się ciążącego obuwia okazało się o wiele prostsze niż podejrzewał. Przeszedł potem na bosych stopach do kompa i otworzył klapkę, przesuwając wzrokiem po czarnym ekranie.
Więc wszystko, co się tu działo, to jego sprawka.  
Wynajął jakiegoś głupiego crackera, może nawet była to jego „przyjaciółeczka”, czy o kim tam wspominał... i włamał mu się do kompa, by pokazać... co? Że jest w stanie?
— Albo może naprawdę nie chciał? — wtrąciła się Liana ze swoim przemyśleniem.
Spojrzał na nią kątem oka, wklepując hasło długości siedmiu centymetrów.
A ty nadal tutaj?
Tym razem to ona wydała z siebie prychnięcie.
— Źle ci ze mną? Poza tym zostawiłam samochód Bóg jeden wie gdzie, zrobiło się już całkiem ciemno, a ty masz dwuosobowe łóżko...
Lia...
— Dzięki. — Westchnęła. — Już się bałam, że zaoponujesz. Zadzwonię do Mishy i wezmę jakąś twoją koszul-- ta będzie idealna! Zaraz wracam!
Przylgnął plecami do oparcia fotela, pierwszy raz od dobrych dwóch godzin w pełni skoncentrowany na zadaniu. Komputer miał to do siebie, że był idealnym czasozżeraczem. Każde piętnaście minut okazywało się w rzeczywistości godziną. To prawo faktycznie działało, bo ledwo zabrał się do pracy, a usłyszał skrzypnięcie rozłożonej kanapy.
Kiedy ostatnim razem była rozkładana?
Kącik jego ust odsunął się lekko na bok.
W każdym razie – dawno. Wystarczająco, by zapomnieć, że mebel posiadał taką funkcję. Liana czuła się za to w swoim żywiole, jakby codziennie nocowała u mężów swoich zmarłych sióstr. Na moment wyglądało to tak, jakby nic się nie wydarzyło. W porównaniu do Newtona, który z zaciśniętym żołądkiem i gulą w gardle wbijał wzrok w monitor, zachowała naturalną dla siebie swobodę. Wsunęła nagie nogi pod pierzynę i opadła na miękką, wielgachną poduchę. Newton zakładał, że na tym się skończy, a gdy minęła minuta, a potem dwie i pięć, był tego niemal pewien. „Niemal” okazało się znaczące. Po kwadransie absolutnego milczenia, przerywanego postukiwaniem palców wypisujących nowy kod, Liana rozkleiła usta i ze wzrokiem wbitym w sufit wykrzesała z siebie szepczące pytanie:
— Przesadziłam?
Montgomery jeszcze moment uderzał opuszkami palców w kwadratowe klawisze, a potem przerwał gwałtownie i spojrzał na nią z drugiego końca pokoju. Było już ciemno i ledwie ją widział. Sam był oświetlany niezdrowym, niebieskawym blaskiem.
Z czym?
— No wiesz. — Dostrzegł, jak kołdra unosi się i opada. Usłyszał głuche westchnięcie. — Z tą propozycją.
Dałaś mu diament, a on ci go opluł. To palant. — Co tu jeszcze było do wyjaśniania? — Idź już spać, a rano uciekaj do domu. I przestań stale do mnie przychodzić. Widzisz, jak to się kończy.
„... a dlatego, że nikt na dłuższą metę nie może z tobą wytrzymać!”
— Chciałam mu tylko pomóc. Wiesz, żeby nie mieszkał w tej dzielnicy. Mówiłeś, że jest zła...
Jest. — Tłumiąc rozdrażnienie wydał z siebie niski warkot, gdy wypowiadał to jedno, krótkie słowo. — To cholernie zła dzielnica, Lia. Jakich chcesz dowodów?
Milczała dłuższą chwilę, znów wzbierając w Newtonie wątpliwości. Że może jednak nie udało jej się udźwignąć świadomości i oddała się w ręce Morfeusza, by ten utulił ją do snu o wiele łagodniej, szybciej i efektowniej, niż jakakolwiek znana jej metoda. Ale kobieta znów przerwała ciszę, przesuwając się na bok.
— To dlaczego nie chce stamtąd uciec? To nie była jałmużna, Newt.
Wiem.
— Ani litość. Ani cokolwiek. Dałabym robotę, to wszystko. Nie pieniądze, nie doświadczenie i kwalifikacje, i...
Śpij już.
— A jak coś mu się stało?
Wzniósł wzrok na sufit. Gdzieś przez grube ściany pokoju usłyszał cichy pomruk silnika, a wkrótce po płaskiej fakturze sufitu wachlarzowym ruchem przesunęło się światło reflektorów mijanego auta. Montgomery splótł palce na brzuchu i przymrużył mocno ciemne ślepia.
Nazwał ich „czymś”.
— Hm? — Kobieta zabrzmiała już bardziej sennie. — Kto nazwał... co czymś?
Newton przymknął powieki, przypominając sobie hałas jego tonu, gdy wystrzeliwał z siebie pretensje. „A Haine i Vulk to najlepsze coś co przytrafiło mi się w całym życiu”. Montgomery był pewien, że nazwał ich „czymś”.
I jakoś go to nie zdziwiło.
Nic, Lia. Miałaś spać.
— No... — mruknęła przeciągając samogłoskę. — No wiem...

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.   

Powrót do góry Go down
 
Kawalerka, mieszkanie numer 59, piętro siódme.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xx :: ➜ Północna część :: Dzielnica mieszkalna-
Skocz do: