IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 We're all mad here.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość

PisanieTemat: We're all mad here.   Nie Maj 22, 2016 1:00 am




Vincent Bellerose
Biały kruk, łac. Rara Avis – rzadki ptak, niespotykane stworzenie, pełne tajemniczości i odmienności. Przydomek, który nadała mu śp. babcia Ludivine, a z którym sam się nie utożsamia. Nie korzysta z niego, żyje jedynie w nim samym jako sentymentalna pamiątka po zmarłej członkini rodziny.





{
Rasa: Ludzie
Grupa: Mieszkańcy
Ranga: Biały Kruk
Wiek: dwadzieścia pięć lat
Zawód: powieściopisarz





Il voudra toujours plus de choix

Umiejętności:
  • Pisanie – kim byłby pisarz bez umiejętności podbicia serc czytelników? Vincent czuł w sobie zamiłowanie do pisarstwa już od najmłodszych lat – najpierw zajął się zwykłymi opowiadaniami, które powoli zaczynały zmieniać się w krótkie, ale niesamowite książki. Z czasem jego utwory zaczynały nabierać stron i nim się zorientował, jego pasja przerosła go samego. Książki jego autorstwa zazwyczaj mają w sobie elementy surrealizmu czy też fantastyk i grozy.
  • Nauka języków – od zawsze szybko i łatwo przyswajał nowe języki. Na dzień obecny posługuje się językiem francuskim (rodzimym), angielskim, japońskim, rosyjskim oraz w sporym stopniu łaciną. Nie są mu również obce podstawy włoskiego i niemieckiego. Na naukę języków przeznacza przynajmniej piętnaście godzin w tygodniu... od zawsze. Robi to jedynie z czystej przyjemności, choć nie można ukryć faktu, że znajomość języków jest bardzo przydatną umiejętnością.
  • Gra na fortepianie – chociaż uczył się gry na wielu instrumentach, chociażby takich jak harfa czy skrzypce, to właśnie fortepian podbił jego serce i to mu przeznaczył większość czasu na naukę.
  • Zachowanie zimnej krwi – nie daje się opanować negatywnym emocjom w najgorszej sytuacji. Zachowuje racjonalne myślenie, gdy nic nie idzie po jego myśli albo nawet jeśli coś mu grozi. Choć panika czy strach mogą wystąpić, na pewno w małej mierze – takiej, która nie przyćmi mu logicznego myślenia, spostrzegawczości i tych podobnych. Jest tym, który zachowuje spokój, w czasie gdy inni zaczynają wariować.




Oh ma doux souffrance

Słabości:
  • Achromatopsja – rzadka choroba oczu, która w znacznym stopniu uniemożliwia mu widzenie barw. Jego świat jest niemalże szary od dnia narodzin – niektórych kolorów nie widzi w ogóle, a inne jako wyblakłe. Uprzykrzyło mu to życie niejednokrotnie (kupuje ubrania jedynie w kilku wybranych kolorach, które jako tako jest w stanie od siebie odróżnić, tj. czystej bieli i czerni, granacie, niekiedy brąz – mimo wszystko na zakupy chodzi z zaufaną sobie osobą). Kto by pomyślał, że barwy mogą mieć tak znaczącą rolę w życiu człowieka?
  • Światłowstręt – jeden ze skutków ślepoty barw. Nadwrażliwość nie jest aż tak intensywna i nie przeszkadza mu w normalnym funkcjonowaniu, choć długie wystawienie na zbyt jasne światło powoduje u niego silne migreny. Jak na ironię Vincent uwielbia przebywać w jasnych, oświetlonych pomieszczeniach. Dają mu wrażenie czystości i spokoju. 
  • Nerwica natręctw – wszystko musi być zrobione taką liczbę razy, by dzieliło się przez dwa lub pięć, ewentualnie trzy (jedynie trójka i dziewiątka). Nienawidzi liczb pierwszych, gdzie jednak wyjątkami są wspomniane dwójka, piątka i trójka. Idąc przez schody, musi przejść przez określoną liczbę stopni (dzielone przez dwa, pięć lub trzy). Jeśli nie, cofnie się o kilka. Herbatę czy kawę miesza trzy razy. Do drzwi puka pięć razy. Bierze dwa łyki, przerwa i znowu dwa łyki. Ponadto, wszystko musi być czyste. Wszystko. Na mebli nie może być ani trochę kurzu, wszystkie przedmioty muszą leżeć czy wisieć idealnie prosto. Po podłodze nie może walać się dosłownie nic. W powietrzu ma być wyczuwalna delikatna nuta lilii. Ręce muszą być czyste, ciało odświeżone, suche. Wszystko doprowadza do pedantycznego nastawienia do życia, nerwowego mycia rąk i innych rzeczy, które stały się już jego codziennością.
  • Alkohol – choć picie i palenie często idą w parze, osobiście Vincent tego drugiego nienawidzi. Pozostawia po sobie nieznośny zapach, tak samo jak popiół, który trzeba uprzątnąć. Jego uwaga natomiast skupia się na alkoholu – rzeczy, która pozwala mu zatopić się w świecie fantazji. Jak na początku delektował się nim jedynie dla rozluźnienia, tak teraz stał się kluczem do lepszego, kolorowego świata. Vincent dałby sobie rękę uciąć, że kiedy tylko nie ma co mówić o jego trzeźwości, świat jakby nagle staje się mniej szary. Dosłownie. Niebo nie jest już jasnoszare, a błękitne. Jego cera staje się kremowa, zdrowa. Ściany zalewa prawdziwy fiolet. A on nagle staje się bardziej szczęśliwy.





Je suis rien, je suis personne

Wygląd:

Świat ogarnięty szarością nie jest już tak piękny. Nie pozwala cieszyć się kolorowymi bukietami kwiatów, rozciągniętą do horyzontu łąką czy błękitem nieba. Oczy wszystkich ludzi wyglądają tak samo, a ich ciuchy różnią się jedynie jasnością. Wydaje się, że dzień w dzień ubierasz na siebie to samo. Że każdemu dziecięcemu rysunkowi została odebrana radość.
Tak właśnie Vincent widzi świat od dnia narodzin – szaro, jakby nie znało słowa "nadzieja". Jakby całe swoje życie grał w czarno-białym filmie. Może właśnie to zrodziło w nim tę mroczność, o której dowiedzieć się można jedynie z jego dzieł. Może to ta niemożność zobaczenia piękna, jakim objawia się świat, ogarnęła jego umysł wieloma strasznymi wizjami. Może tak, a może nie. Mógł już taki się urodzić. Mógł od samego początku, bez względu na sposób, w jaki widzi otoczenie, uznać, że pod tą płachtą codzienności ukrywa się prawdziwe zło.

Jakiego koloru są jego oczy? Jakiegoś na pewno. Włosy? Też muszą mieć jakiś kolor. Vincent może powiedzieć, że jego oczy są ciemnoniebieskie, ale w rzeczywistości nawet sam nie będzie wiedział, jak ów kolor wygląda. Może założyć, że jego włosy są całkowicie białe, kiedy w odpowiednim świetle można zauważyć delikatny fioletowy odcień, którego on sam nie jest nawet świadom. O wszystkim dowiaduje się od innych – tego, jakiego koloru jest samochód czy nawet jego własne ubrania. Bywa to męczące, jednak z czasem zaczęło mu się nawet podobać. Uświadomił sobie, jak bardzo wtenczas świat jest czysty, gdy nie miesza się z innymi kolorami. Fakt, czasem chciałby móc dowiedzieć się, jak wyglądają oczy jego kota. Ale nie oznacza to, że chciałby widzieć je każdego dnia. Dajcie mu zobaczyć je jeden raz, a nie zapomni ich do końca życia.
Albo to już po prostu kwestia przyzwyczajenia.

Wąska, pociągła twarz. Zapadnięte policzki. Skośne oczy, które otrzymał po azjatyckich korzeniach matki. I ta wieczna obojętność, której wydaje się nie zmącić nawet największa tragedia. Swoim wyglądem Vincent mógłby przypominać ducha, zjawę czy inne widmo. I prawdopodobnie właśnie tak jest.

Od początku. Vincent mierzy sobie całe metr osiemdziesiąt trzy i ani myśli, by się garbić i odebrać sobie chociażby centymetr. Jego postawa jest wyprostowana, dumna, jakby nie do zdarcia. Budowa ciała należy do dobrze zbudowanych, choć nie zależy mu na dużej ilości mięśni. Mleczna cera, szerokie ramiona, długie nogi czy męskie dłonie – wygląd i dążenie do perfekcji na tej płaszczyźnie nigdy nie należały do jego priorytetów i prawdopodobnie nigdy należeć nie będą. Chce jedynie mieścić się w swoje ulubione ubrania, nie dostosowywać się do obecnego kanonu piękna. Nawet jeśli wymienione wcześniej cechy sprawiają, że niektórzy mogą uważać go za przystojnego, niewiele go to obchodzi. Albo po prostu nie jest tego świadomy. Dezorientuje się, gdy ktoś chwali jego wygląd. To dla niego zbyt powierzchowne wartości. Bardziej skupia się na swoim wnętrzu.

Charakterystyczną cechą w jego wyglądzie jest uwydatniona szczęka. Drugą sprawą są brwi – ciemne oraz dość grube, z pewnością zwracające na siebie uwagę, jeśli tylko nie zostały zasłonięte przez grzywkę. A za grzywką idą włosy – chociaż niegdyś czarne, dzisiaj niemalże białe. Był to kaprys samego Vincenta, który uznał, że będzie czuł się w nich swobodniej.

Ubrania natomiast mają dla niego spore znaczenie. Chociaż zazwyczaj ograniczają się do bieli, czerni, granatu czy brązu, wszystkie są wyszukane i drogie. Koszule, garnitury i inne kamizelki – zależy mu na eleganckim wyglądzie. Dlaczego? Ponieważ w jego oczach wygląda to schludnie, czysto. A to są rzeczy, które sprawiają, że czuje się zrelaksowany i spokojny.






Ils sont superficiels, ils ignorent tout du cœur

Charakter:

Widzisz go i myślisz: kolejny nadęty paniczyk, który widzi jedynie czubek własnego nosa. Lustruje cię tym aroganckim, równocześnie przepełnionym obojętnością wzrokiem, jakby był lepszy tylko dlatego, że na jego koncie znajduje się kwota z nieco większą ilością zer na końcu. Myślisz sobie – nic tu po tobie. Nie zamierzasz użerać się z kimś, kto już samym wzrokiem daje ci znać, że jesteś niczym w porównaniu do niego. A to wszystko zanim w ogóle zdążył się odezwać. Jeśli jednak zostaniesz dłużej i postanowisz poczekać, aż tworzy swoje usta, będziesz musiał trochę poczekać. Bez względu na to, ile ma do powiedzenia, Vincent rzadko dzieli się swoimi spostrzeżeniami. Zresztą... rzadko dzieli się czymkolwiek. Należy do osób cichych, mało rozmownych, a jednak masz wrażenie, że gdyby tylko się odezwał, nie padłoby z niego nic miłego. Wygląda na takiego, co posługuje się sarkazmem za często, a chłód bądź obojętność w jego głosie są czasem aż zbyt przerażające.
Rzeczywistość jest nieco inna. Vincent nigdy nie uważał siebie za lepszego. Wpajano mu to, ale nigdy w to nie uwierzył – w jego oczach każdy jest na równi. Postawa chłopaka jest całkowicie odwrotna w porównaniu do tego, co dzieje się w jego głowie. Trudno jednak się o tym przekonać, kiedy jego usta otwierają się w zupełnej konieczności.
Tak właściwie Vincent to dość osobliwy człowiek, tak między nami. Wystarczy zadać mu jedno pytanie, by tego dowieść. Jedno, dosłownie jedno pytanie i wiesz, że musiał mieć trudne dzieciństwo, jeśli chodzi o relacje z rówieśnikami.

— Co mam zrobić?
— Podążać za białym królikiem.

Mężczyzna ten, choć już dorosły, w swojej głowie trzyma małego chłopca – tego, który wierzy w uśmiechające się koty, zaczarowane lustra i wielgachne jajka siedzące na murze. Wierzy, że istnieją w jego głowie. Oraz w to, że istnieją w głowach innych osób. Ludzie tacy jak on dają życie tym stworzeniom. A jedynym problemem jest to, że pozostali po prostu nie potrafią ich zobaczyć. Dlatego że zamiast patrzeć marzeniami i nadziejami, patrzą jedynie swoimi dorosłymi oczami. Przez to omija ich naprawdę wiele wspaniałych rzeczy – te, których nie da się dostrzec tylko za pomocą oczu.
Ważne jest jednak, by zaznaczyć jeden szczegół – co żyje w jego głowie, w jego głowie pozostaje. Nie miesza świata fantazji ze światem rzeczywistym. W gruncie rzeczy Vincent jest bardziej dorosły, niż mogłoby się wydawać. Nawet może aż zbyt dorosły w pewnych kwestiach. Znając go tylko od tej strony, nikt zapewne nawet nie podejrzewałby go o skrywanie w sobie małego, żyjącego marzeniami chłopca. Nikt nie pomyślałby, że jego wyobraźnia przekracza wszelkie granice. Zwykły, poważny dorosły. I tym panem poważnym pozostaje, dopóki nie otworzy ust.
Aż szkoda, że Vincent odzywa się tak rzadko. Ma naprawdę wiele do powiedzenia, jednakże jednocześnie ogarnia go nieśmiałość, jeśli dochodzi do bezpośrednich rozmów z innymi. Pewnie tego nie widać – jakby nie patrzeć, w takich sytuacjach wygląda bardziej na zirytowanego niżeli na zawstydzonego. Czasem po prostu nie wie, jak zachować się w towarzystwie, dlatego ucieka od wszelkich większych grup czy spotkań. Przez swoją nieumiejętność niekiedy zdarzy mu się zrobić bądź powiedzieć coś nie na miejscu lub... raniącego. W jego głowie bowiem miało to zupełny neutralny wydźwięk, jednak później okazuje się, że ludzie różnie odbierają jego słowa. To całkowicie zaczyna mu mieszać w głowie. Warto jednak mieć na uwadze, że zazwyczaj Vincent nie miał najmniejszego zamiaru kogokolwiek skrzywdzić. Co prawda czasem jest sarkastyczny, krytyczny i podły z premedytacją, ale są to sytuacje rzadkie. Musi do kogoś naprawdę pałać nienawiścią albo być nie w humorze.  
Swoim nieobeznaniem w kontaktach odpycha innych ludzi, co zapewnia mu spokój, który tak domniemanie uwielbia. Być może nie należy do osób towarzyskich, ale mimo to ceni sobie bliskość innych. Nie muszą rozmawiać. Wystarczy mu sama obecność – siedzenie w ciszy i przebywanie w swoim towarzystwie. Po co zagłuszać tę kojącą ciszę niepotrzebnymi rozmowami? To mama niegdyś powiedziała mu, że jeśli natknie się na osobę, z którą będzie mógł porozumiewać się jedynie poprzez patrzenie na siebie – kiedy wzrok tej osoby będzie mówił więcej niż same słowa – oznacza to, że spotkał na swojej drodze kogoś specjalnego. Kogoś, kto go zrozumie. A Vincent zrozumie jego. Jeszcze nie znalazł nikogo takiego, ale jest w czasie poszukiwań. Wierzy, że kiedyś będzie mu dane poznać kogoś, z kim będzie łączyła go ta nierozerwalna więź.
Dzielenie swojego spokoju z inną osobą byłoby piękne. Vincent nie raz wyobrażał sobie scenerię, w której dzieli pokój z bezimienną osobą i... nie robią nic. Nic, co na pierwszy rzut oka wydawałoby się czymś ważnym, spektakularnym dla ich znajomości. W rzeczywistości to właśnie takie chwile – jakby uśpione – dają mu wrażenie bezpieczeństwa, relaksu. Sprawia, że oswajają siebie nawzajem. I że czuje, jakby chwila ta miała trwać wiecznie. A on wcale by na to nie narzekał. Wręcz przeciwnie – mężczyzna jest kimś, kto nie przepada za gwałtownością, hałasem. Całe jego życie mogłoby przebiec łagodnie, bez słów, zagłuszane jedynie odgłosami życia codziennego.
Może być spokojną oazą spokoju, ale charakteryzuje go również stanowczość. Jeśli już raz się do czegoś przekonał lub coś postanowił, trudno zmienić jemu bądź komuś innemu jego tok myślenia czy zamiary. Będzie stał przy swoim, jednocześnie jednak nie próbując nikomu innemu wpoić swój światopogląd. I tego wymaga od innych względem niego. Nienawidzi, kiedy ktoś na siłę stara się przekonać go do swoich racji. To bezsensowne, irytujące gadanie, które więcej im zaszkodzi. Tak samo ma się sprawa z kwestionowaniem jego wyborów – jeśli masz mu mówić, że jego przedsięwzięcia nie mają sensu, lepiej licz się z zupełną ignorancją z jego strony. Vincent to mimo wszystko człowiek dumny, który wierzy w swoje możliwości. Chociaż czasem podchodzi to pod zwykłą dziecięcą upartość.






Oh ma doux souffrance

Inne/ciekawostki:
  • Koty są jego małą miłością. Nie przepada za zwierzętami, ponieważ kojarzą mu się jedynie z brudem i hałasem, ale te podbiły jego serce. Jest w stanie dla nich znieść walającą się wszędzie sierść czy inne nie mniej obrzydliwe rzeczy, które mogą po sobie pozostawić. Obecnie posiada białego brytyjskiego krótkowłosego o imieniu Alba. Kot nie grzeszy smukłością – Vincent kocha go aż za bardzo.
  • Niegdyś próbował komponować swoje własne utwory na fortepianie, jednak z jakiegoś powodu od długiego czasu nie sprawia mu to tak wielkiej radości. Jego muzyka uzależniona jest od humoru. Powiedzieć by można, że w pewnym sensie stanowi zapiski własnych emocji Vincenta.
  • Jak zostało wspomniane, nienawidzi papierosów. Nie dlatego, że niszczą zdrowie. Powodem jest ich dym, którego smrodu nienawidzi. Mdli go już na samą myśl o nim. Z tego powodu unika miejsc, gdzie roznosi się ten smród i omija szerokim łukiem palaczy.
  • Jako dziecko uwielbiał przeróżne baśnie i tak samo zostało mu do dzisiaj. Świat fantazji jest według niego niesamowity. Magiczny. Wspaniały. Radosny. Niemożliwe staje się w nim możliwe. Chciałby, by i na tej płaszczyźnie takie rzeczy miały miejsce. By i on mógł wpaść do króliczej nory; aby spotkał na swojej drodze przemawiającego ludzkim głosem wilka; by miał okazję zajrzeć do piwnicy Sinobrodego. I aby mógł widzieć to w pełnej okazałości. Aby mógł dostrzec ich każdą wspaniałą barwę. Żeby poczuł się jak dziecko. Już na zawsze.
  • Rzec by można, że prawdziwym marzeniem mężczyzny jest zostanie bajkopisarzem, którego dzieła mogłyby wpaść w ręce dzieci. Obawia się jednak, że nie byłby w stanie przekazać w nich całej tej radości. Poza tym, jego utwory są zbyt mroczne, nieodpowiednie dla młodych czytelników. To tak jakby Edgar Allan Poe (którego Vincent uwielbia i który jest dla niego ogromną inspiracją) postanowił pisać bajki dla dzieci.
  • Pochodzi z dość zamożnej rodziny, która szczyci się sporymi wpływami i znajomościami. Jako że Vincent cały czas rozpoczyna swoją przygodę jako pisarz, rodzina czasem pomaga mu finansowo. Obiecał jednak, że kiedy tylko będzie mógł, zwróci całą zainwestowaną w niego sumę pieniędzy.
  • Posiada małą wadę wzroku, przez którą zmuszony jest do używania okularów podczas czytania.
  • Jeżeli szukasz miłośnika dzieci to... trafiłeś w dziesiątkę! Chociaż Vincent nie uważa, że byłby dobrym ojcem i nawet nie myśli pod kątem założenia własnej rodziny, uwielbia małe brzdące, które w dodatku kocha rozpieszczać. Może to magia, może nie, ale przy nich otwiera się jak przy nikim innym – zupełnie jakby znali się spory kawał czasu. Żadne gry w koci-koci łapki, berka i inne takie nagle nie stają się problemem. Nawet fakt, że mają tendencję do niemiłosiernego brudzenia.



Powrót do góry Go down
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 708
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: We're all mad here.   Nie Maj 22, 2016 12:19 pm

Geez, ale świetna karta postaci. Zresztą, jak i sama postać. Wielki plus za człowieka i Edgara Allana Poe. Zdecydowanie chcę z Tobą relację. Zasłużony akcept. I miłej gry.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
We're all mad here.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xxxx :: Karty-
Skocz do: