IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Anime.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lark
GŁODNA PANTERA

Liczba postów : 405
Imię i nazwisko : Daniel Barney Hudson.
Wiek : 30 lat.
Wzrost i waga : 198cm || 92 kg.

PisanieTemat: Anime.   Pon Maj 09, 2016 4:42 pm

Co ostatnio obejrzeliście? Jaką serię z całego serca polecacie, a którą odradzacie? Która z serii jest waszą ulubioną? Koniecznie piszcie!

_________________
Głos Larka - Mikoto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Newt
ZŁY WILK

Liczba postów : 428
Funkcje : technik, kryptoadmin.
Imię i nazwisko : Newton Montgomery.
Wiek : dwadzieścia siedem lat.
Wzrost i waga : 193 cm na 85 kg.

PisanieTemat: Re: Anime.   Pią Cze 10, 2016 5:10 am

Yahari Ore no Seishun Love Comedy wa Machigatteiru (12|12 + OVA)
Nie wierzę, że to napiszę, ale to jedno z fajniejszych anime, na jakie się napatoczyłem. Może przez wzgląd na wiecznie ironiczne wstawki, może to ci szurnięci bohaterowie, może ogólna otoczka, jaka nakładała się na widza. Cokolwiek to jednak było – nie ma mocnych, żebym nie wziął się za drugą serię.
Fabuła opowiadana jest z perspektywy Hikigayi; ucznia liceum, który „bycie samotnikiem” traktuje jak najwyższy poziom dokonanego przez siebie sukcesu. Wie, że jest żałosnym typem, na którym inni stale się tylko wyżywają, co więcej – zaakceptował ten fakt i przemianował go ze słabości w siłę. Brzmi niezbyt fajnie? Fakt, mnie też by nie zaciekawiło.
Tym bardziej, że gdy pada słowo „żałosny” ludzie wyobrażają sobie faktycznie żałosnego gościa, na którego widok od razu żołądek skręca się w węzeł marynarski. Błąd. Hikigaya być może jest osobą, na której widok większość marszczy nos i cofa się do swojego sektora, byle nie oddychać tym samym powietrzem co on, ale jego przemyślenia i sposób patrzenia na świat są nie do podrobienia.
To, co szczególnie mi się podobało, to niepodkoloryzowanie fabuły samej w sobie.  Już po tytule można odnieść wrażenie, że to kolejna głupia historyjka ze szkolnym motywem w tle. Więc was pocieszę – nie, to nie jest typowa szkolna historyjka, choć rzeczywiście wszystko dzieje się na terenie szkoły. Same wątki nie zawsze kończą się sukcesem, a niektóre zrywy Hikigayi w każdym innym anime skończyłyby się uznaniem dla niego – w tym tylko go pogrążają, bo „znów powiedział coś obrzydliwie chamskiego”.
No i bohaterowie. Takich to ze świecą szukać.

Jakby ktoś miał jakieś anime do polecenia, to ja tu koczuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haine
GNIEW

Liczba postów : 269
Imię i nazwisko : Legitymuje się jako Hideki Kirishima. Dla Inkwizycji Haine (Nienawiść).
Wiek : Cienkie granice trzydziestki.
Wzrost i waga : 175 cm; 67 kg.

PisanieTemat: Re: Anime.   Pią Cze 10, 2016 9:41 pm

Newt napisał:
Jakby ktoś miał jakieś anime do polecenia, to ja tu koczuję.

Widziałeś Monstera? Jeśli nie, polecam mocno. Co prawda seria ma ponad 70 odcinków, ale warto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

Liczba postów : 604
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Anime.   Pią Cze 10, 2016 9:52 pm

O, słyszałem wiele dobrego o tym anime. Mam zamiar się za to zabrać. Dobre to to?

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Newt
ZŁY WILK

Liczba postów : 428
Funkcje : technik, kryptoadmin.
Imię i nazwisko : Newton Montgomery.
Wiek : dwadzieścia siedem lat.
Wzrost i waga : 193 cm na 85 kg.

PisanieTemat: Re: Anime.   Pią Cze 10, 2016 9:57 pm

Mam to w sumie w 'do obejrzenia', więc jak będę u ojca, to zarzucę ściąganie na to. Siedemdziesiąt odcinków brzmi jak ból, no ale.

_________________

Now dance, fucker, dance
Man, he never had a chance



And now you steal away take him out today
Nice work you did. You’re gonna go far, kid
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haine
GNIEW

Liczba postów : 269
Imię i nazwisko : Legitymuje się jako Hideki Kirishima. Dla Inkwizycji Haine (Nienawiść).
Wiek : Cienkie granice trzydziestki.
Wzrost i waga : 175 cm; 67 kg.

PisanieTemat: Re: Anime.   Pią Cze 10, 2016 10:00 pm

Bardzo dobre to to. Też na początku przerażała mnie ta liczba. Zabierałem się za to przez pół roku, a potem trudno było się oderwać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Newt
ZŁY WILK

Liczba postów : 428
Funkcje : technik, kryptoadmin.
Imię i nazwisko : Newton Montgomery.
Wiek : dwadzieścia siedem lat.
Wzrost i waga : 193 cm na 85 kg.

PisanieTemat: Re: Anime.   Czw Cze 30, 2016 3:46 pm

Aoharu x Kikanjuu
Wreszcie obejrzałem jakąś serię do końca. Na odstrzał poszło „Aoharu x Kikanjuu”, z czego pierwszy odcinek był beznadziejny.
Tachibana Hotaru to blondwłosa istota, w której zakorzeniło się silne poczucie sprawiedliwości. Nic dziwnego, że stołek przewodniczącego szkoły przypadł akurat jemu. Wróć. Jej. Przez pół pierwszego odcinka faktycznie można było się pomylić – głos, włosy, nawet męski mundurek. Ale Hotaru to stuprocentowa dziewczyna, która zbiegiem okoliczności – a jakże – natrafia na Matusokę Masamune. Swoją drogą, facet wygląda jak Growlithe. Jest tylko trochę bardziej wesoły i zdziecinniały, ale jakby na to nie patrzeć – wciąż rewelacyjny w tym, co robi.
A jest hostem. Paradoksalnie jego zawód bardzo pomaga mu w hobby, wokół którego kręci się cała akcja. Airsoft to gra polegająca na wykorzystaniu ASG. Innymi słowy – biegasz po wyznaczonym polu z repliką broni i zestrzeliwujesz swoich przeciwników za pomocą plastikowej kulki.
Co roku organizowany jest specjalny turniej, którego wygranie Masamune wyznacza sobie za cel. Problem w tym, że ze swoim przyjacielem – Yukimurą Tooru, sławnym mangaką dla dorosłych o tematyce sado-maso – potrzebują jeszcze jednej osoby do teamu. Grupa musi liczyć minimum trzech członków – w przeciwnym wypadku jest dyskwalifikowana.
Reszta pewnie wydaje się oczywista. W zasadzie jest. Cała seria nie bazuje na niczym oryginalnym, pomijając samo ASG. Ale jest przyjemna. Fajnie się oglądało tych biegających z bronią w ręku ludzi. Były nawet ze dwa momenty, które mnie całkiem rozbawiły. No i bohaterowie. Co prawda początkowo mnie ostro denerwowali, ale koniec końców dało się do nich przywyknąć.


edit:
Chihayafuru
Khm.

Soredemo Sekai wa Utsukushii
Danganronpa: Kibou no Gakuen to Zetsubou no Koukousei The Animation
Zankyou no Terror
Tsumiki no Ie
The Sky Crawlers
Kuttsukiboshi
Tropical Kiss
Tonari no Totoro
Tekkan Kinkreet
Nabari no Ou
Tenshi no tamago
Senyuu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

Liczba postów : 604
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Anime.   Czw Lip 21, 2016 4:22 pm



God Eater 13/13

Poznajcie głównego bohatera. Bohatera, który wraz z rozwojem (jakim rozwojem...?) serii staje się jednym z najbardziej irytujących bohaterów. Krzepi serca ckliwymi przemówieniami, krzyczy, jeszcze więcej przemawia, jest najsilniejszy, najlepszy i przede wszystkim.... nieśmiertelny. Serio.
Spoiler:
 
Ponadto poznajcie bohaterkę, która na początku wydaje się dość fajna i ciekawa. A potem jebło. I to porządnie. Seria zapowiadała się na naprawdę świetną, bo miała wszystko to, co lubię. Ładna kreska, MUZYKA, motyw postapo. I co? I gówno. Jedynie Soma ratował nieco serię. Ale za mało go było. A sam nie udźwignie tego wszystkiego. I pewnie będzie drugi sezon. Pewnie obejrzę. Bo Soma <3

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

Liczba postów : 604
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Anime.   Pią Lip 22, 2016 2:42 am



Gatchaman Crowds 12/12

Zacznę od tego, że zabrałem się za to anime od... drugiego sezonu. Obejrzałem 4 odcinki i zorientowałem się, że jest poprzedni sezon, tak. Brawo ja.
Anime cholernie specyficzne i nie przypadnie każdemu do gustu. Ale mnie się podobało. No i cholernie polubiłem postać Ruiego. Co prawda główna bohaterka irytująca momentami, ale Utsu-chan wszystko wynagradza. Jest przeurocza ._. Teraz mogę z czystym sumieniem oglądać drugi sezon <3 GATCHAMAN!

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Anime.   Pią Lip 22, 2016 4:31 pm

Proszę państwa, Saint Creepy Reviews przedstawia:

Togainu no Chi



Jest sobie ziomek. Straszny badass, niepokonany i w ogóle. Wygrywa wszystkie bijatyki, a ludzie z branży mordobicia go poznają i szanują. Dowiadujemy się tego w pierwszej scenie, kiedy to nasz bohater wygrywa zawody w mordobiciu.
Ziomek idzie do domu, zapada w kimę, w międzyczasie jakieś inne ziomki zabijają jakiegoś randoma. Po chwili policja robi bohaterowi wjazd na chatę i zgarnia go do aresztu, gdzie bez żadnych dowodów już postanowiono, że typek dostanie dożywocie. Akira (nasz bohater) dostaje solidnie w mordę, a potem przychodzi jakaś cycata lampucera i mówi Akirze, że albo zdechnie w pierdlu, albo zgodzi się wziąć udział w grze na śmierć i życie.
To tak w mocnym skrócie.

A w jeszcze większym skrócie - dawno nie widziałem takiego syfu.

Kreska, nie licząc statycznych ujęć miasta i statycznych ujęć twarzy biszów, jest co najwyżej średnia.

Animacja ssie jak Sasha Grey. A raczej ssałaby, gdyby jakaś była. Zamiast scen mordobicia i epickich walk, które przecież są motywem przewodnim tego anime, dostajemy... Ciężko w sumie powiedzieć, co. Właściwie każda walka wygląda podobnie: dużo pieprzenia o niczym, dwa ziomki biegną sobie naprzeciw, ujęcie na niebo albo budynek (a w tle odgłosy walki), a potem ujęcie już po zadaniu domniemanego ciosu. Zapętlić, dodać trochę krwi i powtarzać do znudzenia.

Bohaterowie są płascy i irytujący. Jedyne, co jest bardziej wkurzające od ich "charakterów" to relacje między nimi. Mamy więc Akirę, który jest strasznym badassem i każdego umie zdupić, ale już od drugiego odcinka ciągle widzimy, jak inni zamiatają nim podłogę. Akira ciągle krwawi, dostaje po pysku, ktoś go musi nieść na plecach albo opatrywać mu rany. Akira, Księżniczka W Opałach. Mamy też jego przyjaciela, ewidentnie w Akirze zakochanego, który przylazł za Akirą kawał drogi i mimo że jest skończoną ciapą, też postanawia wziąć udział w grze. Od pierwszego momentu, kiedy go zobaczyłem, kiedy pojawiał się na ekranie towarzyszyła mi tylko jedna myśl: "idź się zabij". Co zresztą tyczy się także pewnej postaci epizodycznej, którą nie wiadomo po co wciśnięto w fabułę.
Zresztą, co ja gadam. Prędzej czy później każdemu z bohaterów życzyłem rychłego samobójstwa.

Fabuła w zasadzie nie istnieje. Niby jest jakaś gra - ale jakby zliczyć wszystkie pojedynki stoczone w imię gry, to przez całe 12 odcinków będą może ze 3 pojedynki. Są jakieś organizacje, ale ich istnienie i cele są tak mętnie przedstawione, że nie bardzo wiadomo o co chodzi. Jakby scenarzysta w ostatniej chwili stwierdził, że w sumie same dość obleśnie wykonane podteksty yaoi i walki-nie-będące-walką to trochę za mało i  w ogóle przypał, więc przydałoby się to ubrać w jakąś ściemę.
Marną, zaznaczmy.

Muzyka jakaś tam jest, nawet niezła. A przynajmniej nie przeszkadza.

REASUMUJĄC
Yaoi o mordobiciu, tylko że bez yaoi i mordobicia.
Polecam, mocne 2/10.
Powrót do góry Go down
Newt
ZŁY WILK

Liczba postów : 428
Funkcje : technik, kryptoadmin.
Imię i nazwisko : Newton Montgomery.
Wiek : dwadzieścia siedem lat.
Wzrost i waga : 193 cm na 85 kg.

PisanieTemat: Re: Anime.   Czw Lip 28, 2016 7:48 pm

Are, are.
Kopiuj, wklej.


Tenkuu no Shiro Laputa
2h 4min

Ja się na produkcjach Ghilbi nie znam, ale z tych, co oglądałem, ten film był jednym z lepszych.

Za postacie. Za Pazu, który przez charakter był fajnym szczeniakiem. Kurde, on był lepszym mężczyzną niż niejeden facet, rly. To, jak opiekował się Sheetą. Jak ją bronił i stawał się tarczą, by nie stała się jej krzywda. Lojalny i zaangażowany.
No i motyw z robotami był na plus. Takie połączenie, a nie zgrzytało.



Pokemon Diamond & Pearl: Giratina to Sora no Hanataba Sheimi
1 hr. 36 min.

Także... no.
Powiem szczerze, że oglądanie pokemonów po takiej przerwie było złe. Jeszcze polski dubbing... Te słodkie głosiki... Jedyne co mnie urzekło to Brock. Jest nadal tak samo... sobą.



Stranger: Mukou Hadan
1 hr. 43 min.

Take już pewnie rzygał tym, co pisałem, bo miał tego pecha, że oglądając film, rozmawiałem z nim jednocześnie na GG. Ale serio, „Stranger: Mukou Hadan” polecam.
Kotarou wraz ze swoim psem – Tobimaru – uciekał przed... ja wiem? W każdym razie – kimś z władzy. Po świecie krążyły legendy o eliksirze nieśmiertelności. Dotarły również do cesarza, który zmobilizował poddanych do wybudowania specjalnej konstrukcji na szczycie której odbyć się miał rytuał. Jednym ze „składników” rytuału była krew wybranego dziecka. Jak nietrudno się domyślić – wybranym dzieckiem okazał się Kotarou.
W trakcie rozgrywki pojawia się Nanashi – facet nosi przy pasie „zapieczętowany” miecz. Nie wyciąga go z pochwy. Nigdy. Ale w sumie i tak nie potrzebuje ostrza, by poradzić sobie z przeciwnościami – ratuje zaatakowanego Kotarou, a finalnie – wykupiony przez dzieciaka – postanawia mu pomóc. Jednak w trakcie walki zostaje ranny Tobimaru. Trucizna bardzo szybko rozprzestrzenia się po ciele psa i jedynym ratunkiem jest oddanie go w ręce lekarza, będącego dopiero w następnym mieście. Kotarou jeździć konno nie potrafi, w dodatku jest ścigany przez całe wioski. Mając przy sobie kryształ (?) warty sporą sumkę pieniędzy przeciąga Nanashiego na swoją stronę... no i jazda.
Fabuła jest nienachalna i mimo setny raz powielonego schematu z eliksirem nieśmiertelności (znam co najmniej trzy inne anime, w którym pojawił się ten wątek, dodatkowo w tych samych czasach) po prostu dobrze się to ogląda. Pewnie przez walki, których w „Dungeon ni Deai wo Motomeru no wa Machigatteiru Darou ka” mi cholernie brakowało, a których tutaj było wystarczająco dużo.
Bohaterowie – majstersztyk. Bo ludzcy. Bo niegłupi. Bo zwyczajnie fajni.
Kilka akcji mi w sumie trochę zgrzytało (Nanashi i jego niesamowita celność *kaszle w pięść*), ale dało się na to przymknąć oko.



Ookami Kodomo no Ame to Yuki
1 hr. 57 min.


Meh.



Sakasama no Patema
1 hr. 39 min.


W pewnym momencie zaczęło mnie ciut przynudzać, ale poza tym niezwykle oryginalny pomysł na fabułę. Ogółem na całe uniwersum, jakie tam stworzono.

Wiele lat temu na Ziemi zdarzył się „wypadek”, po którym część ludzi zaczęła spadać... do nieba. Tylko niektórym udało się zaszyć w podziemiach odnajdując tam względnie stały grunt pod nogami.
Świat podzielił się więc na dwie połowy – pierwsza to ci, którym grawitacja bardziej sprzyja. Żyją w utopijnym, rygorystycznym mieście. Druga znajduję się dziesiątki kilometrów w głąb Ziemi, gdzie nie można mówić o „świecie na zewnątrz”.
Patema to ciekawski dzieciak. Choć od starszego kolegi – Panty, który swoją drogą był świetny – słyszała o „ludziach-nietoperzach” nie przestała odkrywać nowych miejsc. Szła śladami Lagosa – mężczyzny, który opowiadał jej o innym świecie, obdarowywał prezentami stamtąd, przynosił zdjęcia. Na jednej ze swoich wypraw Patema napatacza się na wrogą jednostkę – monstrum faktycznie chodzi po suficie. Uciekając przed nim w końcu trafia poza belę, będącą jej jedyną podporą. Tym samym, przez dziurę, trafia do świata rzeczywistego. Problem w tym, że spada i tylko cudem udaje jej się zaczepić o siatkę ogrodzenia. Gdyby nie przypadkiem spotkany nastolatek – Age – pewnie utknęłaby w miejscu, a w końcu z braku sił puściła się i runęła w niebo.

Całość jest o tyle fajnie przedstawiona, że to cholernie oryginalne podejście do sprawy. Fabularnie nie jakieś głębokie, postacie też nie aż tak rewelacyjne, ale dla samego motywu warto kuknąć.


Dungeon ni Deai wo Motomeru no wa Machigatteiru Darou ka
13 ep.

Nie wiem czy to sprawiedliwe, że dałem temu ocenę na równi z większością hentaiów, jakie obejrzałem, ale na więcej niż 2 to na pewno nie zasługuje. Do teraz nie rozumiem, jak może być tak wysoko w rankingu na MALu, ani co ludzie, którzy to stale polecali, widzieli w... ja wiem? W tych bezpłciowych bohaterach? Wkurwiających, piszczących laleczkach? Facetach, którzy darli ryja, a nic nie robili? W fabule, której praktycznie nie było?

Bo jak o fabułę chodzi to wszystko zaczyna się z perspektywy kamienia, by był ładny wgląd na uciekającego z piskiem dziewicy Bella. Chłopak władował się na zbyt wysoki poziom, gdzie szybko się okazało, że sprostanie tamtejszym potworom jest ponad jego siły. Na pewno szybko biegał, ale goniący go Minotaur wciąż dorównywał mu kroku – siłą rzeczy nasz biedny Bell został przez niego dorwany. Pewnie zginąłby śmiercią tragiczną przez roztrzaskanie lub zadźganie rogami, gdyby nie wspaniała, piękna, spokojna, w sumie to idealna Ais.
Chłopak finalnie ucieka z miejsca zdarzenia i trafia z powrotem do swojej bogini, z którą tworzy aż dwuosobową rodzinę. Słabo im się żyje, bieda z nędzą, ale jakoś wiążą koniec z końcem. Całość będzie teraz polegała na tym, by Bell, przeuroczy, przemiły i szczery do bólu główny bohater o wyglądzie słodziaka, sprostał wyzwaniu i zdobył serce Ais! Nie, inaczej. Chyba autorom chodziło o to, by Bell miał pokonać te wszystkie złe potwory z różnych poziomów...
Ale wyszło jak zawsze.

Bohaterowie są aż nazbyt beznadziejni. To jest – Bell jeszcze ujdzie. Czasami miał całkiem w porządku momenty. Z kolei bywało, że prezentował się jak najgorsza pierdoła. Ais to typowa „umiem wszystko, ale się z tym nie obnoszę”. Chłodna piękność. Pół męskiej społeczności leje w gacie na sam dźwięk jej imienia. Za co? A ja wiem? Z charakteru żadna, wyglądem też na klęczki nie powala. W porównaniu do Hestii, która na klęczki powala głównie Bella. Po to, by wcisnąć jego Bogu ducha winną twarz, w swoje cycki rozmiaru D. W teorii Hestia miała być boginią. W praktyce zachowuje się jak zauroczona nastka, która non stop tylko piszczy i jest „tsun-tsun”. Na każdym kroku koniecznie musi przypomnieć, że „Bell jest mój!”, wypinając się na wszystkie strony w za krótkiej spódniczce.
Tak będąc szczerym, to to anime było szmirowate. Już w czwartym odcinku wszystkie żeńskie postacie wlepiały oczęta w Bella. Dostawał prezenty od kompletnie niezwiązanych z nim ludźmi. Powaga. Co odcinek musiało być hasło: „Bell, ja nie mieszam życia zawodowego z prywatnym, ale mam dla ciebie kawałek zbroi. Proszę, przyjmij go!” ← hasło od laski, która spotykała się z Bellem tylko wtedy, gdy ten przychodził do organizacji, w której sama pracowała za biurkiem.

Całość ma niby otoczkę fantastyczną. Bo tu elfy, tu jakieś postacie z cute uszkami, tam potwory... Ale motyw z „im wyższe piętro tym silniejszy przeciwnik” mi się już ostro przejadł. To raz. Dwa, że potwory były beznadziejne. Nie tylko ze względu na ich kreację, bo do tej nic nie mam. Ale mnie nie ruszyła żadna walka. W sumie... jaka walka? Tam ich praktycznie nie było. Wszystko skupiało się wokół tego, że Bell chce być lepszy, ale trzy czwarte odcinka i tak przeholuje na czerwienieniu się, bo kolejna laseczka upadła na niego okrakiem. No i spory minus za „bycie tak wyjątkowym, że każdy boss do stóp się kłania”. Nie. Po prostu nie. Czysta katorga.
Nie polecam.


Bungou Stray Dogs
12 ep.

Początek nie zachwycił. Przez te wrzaski i pojękiwania głównego bohatera, Nakajimy Atsushiego. Ale z czasem charakter dało się znieść. Więcej. Nawet dało się polubić. Był kompletną ciapą, idealistą, szczerym do bólu samobójcą. Na dobrą sprawę miał cechy (albo raczej zboczenia) wszystkich pozostałych bohaterów, którzy go otaczali. Moim faworytem zostali Danzai i Kunikida. Ale Tanizaki czy Ranpo też byli nieźli. Nawet kobiece postacie nie wkurwiały.
Jedyne, co mnie boli, to ta urwana w samym środku akcji fabuła. Całość zaczęła się od wywalenia Atsushiego z sierocińca, w którym traktowany był jak szmata. Bez środków do życia padł głodny przy jednej z rzek... z której wystawały nogi. W akcie heroizmu rzucił się do wody i wyłowił stamtąd czarnowłosego mężczyznę. Samobójcą okazał się Danzai, który nie dość, że samobójstwo naprawdę chciał popełnić, to dodatkowo okazał się członkiem ekipy oddziału detektywistycznego do którego wciągnął żywcem głównego bohatera.
Atsushi, za niewielką opłatą 40 misek żarcia, opowiedział to i owo o swojej przeszłości, wtrącając w to wydarzenia sprzed kilku ostatnich tygodni, w czasie których ścigany był przez krwiożerczą bestię - tygrysa, który nie odstępował go na krok. Pojawiał się zawsze tam, gdzie Nakajima i siał na tyle spory zamęt, by każdy chciał się go pozbyć. Sam Atsushi bał się o swoje życie, ale mimo gorzkich słów jakich stale musiał wysłuchiwać w sierocińcu, jednocześnie życia trzymał się cholernie mocno.
Tym sposobem trafił do agencji detektywistycznej Wyposażonych (tak to u mnie przetłumaczono i brzmi to jakoś erotycznie I:). Jako przynęta. Wtedy też dowiedział się, że wszyscy detektywi posiadają nadprzyrodzone zdolności. Jak nietrudno się domyślić - szybko wyszło, że Atsushi te zdolności również posiada.
Generalnie tak.
Anime jest całkiem przyjemne. Nawet bardzo przyjemne. Spory plus za to, że nie każdy wymigał się od śmierci [SPOILER] Ale minus za to, że wymigały się od niej fajne osoby - jak na moje autorzy zrobiliby większy ukłon, gdyby pokazali, że na każdego, nawet zajebistego bohatera, może czekać śmierć. [/KONIEC SPOILERU] Dobrzy, oryginalni bohaterowie. Pomijając kilka nielicznych akcji, nie irytowali. A to dla mnie niecodzienne. Chociaż główny antagonista jednak wnerwiał. Niektórzy mieli niezłe moce. Lubiłem w nich ograniczenia. >D Szczególnie te momenty, w których Yosano leczyła swoich pacjentów (miny Tanizakiego bezcenne).
Czekam na drugi sezon. Aszto.

Plus obejrzałem do końca Yamada-kun to 7-nin no Majo. Anime miało dwanaście odcinków i było raz, że beznadziejnie przewidywalne, dwa, że bohaterki bywały wnerwiające, a trzy, że to tak pospolita haremówka, że bolało bardziej z każdym kolejnym odcinkiem. Jedyny plus, jaki wyłuskałem to humor, który tylko czasami tuszował nudę i odklepane pięćsetny raz te same motywy. Moc Yamady za mocno kojarzyła mi się z mocą Yuu z Charlotte.



Kekkai Sensen

12 ep.


Grow napisał:
Kekkai Sensen – kilka lat temu – bodajże 3 lata wstecz – otworzyła się brama między światem ludzi a wszelakiej maści potworami, monstrami, dziwadłami i upiorami. Nowojorczycy i nie-ludzie zostali uwięzieni w nieprzeniknionej bańce, w której życie powoli zaczęło się jednak układać. Żyli w koalicji, a nad całością czuwała Libra – organizacja zrzeszająca wszelakiej maści ekscentryków i nadludzi, która miała na celu ogarnianie tego chaosu.
Leonardo Watch to na pierwszy rzut zwykły chłopak, który lubi fotografować okolicę. Jego przeszłość jest jednak na tyle okrutna, że postanawia znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania. Dzięki swojej siostrze zyskał „All-seeing Eyes of the Gods”, koszty były jednak niewyobrażalne. Nietrudno się domyślić, że Leo widzi rzeczy, których normalni ludzie nie są w stanie dostrzec, co prędzej niż później (no kto by pomyślał?) przykuwa uwagę różnych jednostek. Między innymi Libry, do której suma summarum Leo trafia i zostaje zwerbowany.
Całość wydawała mi się świetna, bo sporo się nasłuchałem o tej serii. Jestem dopiero na drugim odcinku, ale jeżeli wciąż będzie... takie to trochę szkoda. Spodziewałem się czegoś lepszego.

^tyle o fabule
Co do wrażeń: większość postaci była znośna lub fajna. Zapp i Klaus wygrywali, ale Chain i Steven też byli w porządku. Gorzej z głównym bohaterem-pierdołą, chociaż i tak nie dorównywał White i Blackowi, których nie mogłem znieść.
Świat, jako uniwersum, jest dobre. Nawet bardzo dobre. Nie podoba mi się za to sam motyw, ani tym bardziej zakończenie. Im bliżej mety, tym robiło się bardziej mdło. Wszystkie sytuacje kończyły się tekstami: „to wiara cię tu przyprowadziła” lub „jesteś tym silniejszy, im silniejszą masz nadzieję ♥”.
Odcinki ratował mi głównie Zapp (szczególnie w parze z Chain), bo jego durnowate zachowanie naprawdę zaczęło mnie śmieszyć. Nawet jeżeli przez pierwsze 2-3 epizody był okropny i nie mogłem na niego patrzeć.
Ogółem uważam, że anime jest do zniesienia. Może inaczej na to patrzę, bo znielubiłem postacie, które odgrywały szczególną rolę w całej fabule – w końcu to główni bohaterowie. Osobiście bym nie polecił, ale obiektywnie ujmując – anime na pewno znajdzie fanów. Chociażby za niektóre motywy, grafikę, świat albo humor.

edit: a, jeszcze jedno. Niektóre odcinki były tam... po prostu z dupy. Ani nie tyczyły się głównego wątku, ani nie miały żadnego odwzorowania w przyszłości. Takie kompletne zapychacze. Gdyby ich nie było, ostatni epizod nie musiałby składać się z 46 minut, a - jak reszta - z 24.

Właśnie skończyłem z Yume oglądać Kekkai Sensen. I chciałbym z nim zacząć Hamatorę. ._.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

Liczba postów : 604
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Anime.   Czw Lip 28, 2016 10:09 pm

Newt napisał:

Właśnie skończyłem z Yume oglądać Kekkai Sensen. I chciałbym z nim zacząć Hamatorę. ._.

Mówisz, masz *odpala kolejny odcinek*

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Newt
ZŁY WILK

Liczba postów : 428
Funkcje : technik, kryptoadmin.
Imię i nazwisko : Newton Montgomery.
Wiek : dwadzieścia siedem lat.
Wzrost i waga : 193 cm na 85 kg.

PisanieTemat: Re: Anime.   Czw Lip 28, 2016 10:11 pm

Mówiłem, że to spoko anime. ~

_________________

Now dance, fucker, dance
Man, he never had a chance



And now you steal away take him out today
Nice work you did. You’re gonna go far, kid
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

Liczba postów : 604
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Anime.   Sro Sie 03, 2016 5:48 pm



BlazBlue: Alter Memory 12/12

Wiem, że anime jest na podstawie gry. Ale nie wiem, czy jest na podstawie czyli skrócona akcja z gry przeniesiona na ekran czy coś w stylu jak FFVII:AC i FFVII. W każdym razie... osobiście mało co ogarniałem. Fabuła była niejasna, zamazana, brakowało mi wyjaśnień wielu wątków. Bohaterowie... cholera. Nie dało się ich lubić. Wkurwiali, zwłaszcza Ragna i Saya. Z początku polubiłem nawet Jina, ale szybko się okazało, że dużo szczeka, mało robi, meh. Nie wiem, może anime przypasowałoby mi, gdybym uprzednio grał w grę. A tak jedno wielkie meh.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

Liczba postów : 604
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Anime.   Czw Sie 04, 2016 9:14 pm



Binan Koukou Chikyuu Bouei-bu LOVE! 12/12

Geez, uwielbiam to anime. Serio. Cholernie oryginalne pod jednym względem. Jako parodia wszystkich shoujo magic girls spisało się zajebiście. Miało wszystkie typowe i standardowe elementy dla tego gatunku. Humor niewymuszony, w paru miejscach się zaśmiałem. O czym jest anime nie trzeba pisać. Każdy, kto choć raz w życiu widział jakieś anime z tego gatunku będzie wiedział. 5 gości dostaje super moce od różowego wombata i od teraz muszą walczyć z równie zabawnymi potworami o miłość i pokój na świecie. Ale... zakończenie mnie zaskoczyło. No cholera, nie spodziewałem się tego D| Także... no. Polecam dla tych, którzy lubią parodie.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Farlan
WRONA / KOTTUR

Liczba postów : 130
Imię i nazwisko : Farlan McPherson
Wiek : 16 lat
Wzrost i waga : 170 cm | 57,5 kg

PisanieTemat: Re: Anime.   Czw Sie 04, 2016 9:20 pm

Wom-san <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Atasuke
KRUK

Liczba postów : 85
Imię i nazwisko : Atasuke Herauchi.
Wiek : 18 lat. Drugi rok kibluje w Blackbird.
Wzrost i waga : Sto sześćdziesiąt siedem centymetrów autodestrukcji - i wciąż rośnie. Waga w okolicy sześćdziesięciu kilogramów.

PisanieTemat: Re: Anime.   Pią Sie 05, 2016 6:33 am



Hoozuki no Reitetsu
13 odcinków


To tak bardzo wydawało się być w moim guście...  a okazało się sflaczałe i nudne. To jest, całość nie była taka zła, bo kilka momentów całkiem rozbawiło, chociaż już chyba przez wyczerpanie i litość, niż faktyczne rozweselenie.
Najbardziej boli to, że nie było śmieszne, a to komedia. Japończycy mają specyficzne poczucie humoru i rzadko im się udaje trafić w moje kokoro. Tym razem to je doszczętnie złamali, bo były demony, były kimona, były legendy, ale wszystko w otoczce "sprośnych kawałów >3", często jakichś takich nie na moim poziomie (ten motyw z opowieścią o wężu, czy czymś tam, co zwalił kloca na schodach księżniczki słońca, no wstrzymajcie tę karuzelę śmiechu). Bohaterowie też miałcy. Hoozuki był do zniesienia, Hakutaku też lubiłem. I Karauriego. Fajne było to, że Shiro – pies – zachowywał się jak... well, pies. Ale poza tym nie obejrzałbym tej serii drugi raz za nic. Pewnie gdybym nie oglądał tego z Take i nie miał świadomości, że ktoś krwawi tak jak ja, to bym nie dożył do mety.



Hamatora The Animation
12 odcinków


Niezawodne duo detektywistyczne – Nice i Murasaki – dni spędza na oczekiwaniu nowych zleceń, zwykle marnie płatnych. Jak niektórzy ludzie urodzili się z "darem", który równa się po prostu posiadaniu mocy wychodzącej poza możliwości standardowego Iksińskiego. Do aktywowania swoich "nadprzyrodzonych umiejętności" muszą wykonywać konkretne czynności – przykładowo Nice posiada możliwość przemieszczania się z prędkością dźwięku, pod warunkiem, że ma pod ręką odtwarzacz z muzyką.
Z darem się rodzisz, niestety. Dlatego, gdy pojawili się sztucznie wytworzeni posiadacze Minimum, coś tu zaczęło być nie halo. Nice, jako stuprocentowy detektyw, który na detektywa ani nie wygląda, ani się stosownie do funkcji nie zachowuje, siłą rzeczy postanawia wybadać teren. Ofiarami seryjnego mordercy zawsze okazują się osoby z Minimum; każdy z nich pozbawiony jest również mózgu. Wbrew pozorom ich teraz nie obrażam. :v Zły i Nikczemny naprawdę rzuca się na swoje ofiary i wyskrobuje z ich głowy to i owo, a ciała porzuca. Czasami nawet przed komendą policji.

Tyle na temat głównego motywu fabularnego.
Pierwszy odcinek taki sobie.
Ale potem jest z górki.

Najgorsze, że wątki nie są jakieś wyszukane. Te "wielkie" intrygi bywają przewidywalne. Gapisz się w ekran i nie emocjonujesz tym, że JEZU, TO NAPRAWDĘ BYŁ ON?! A STAWIAŁEM NA BABECZKARZA..., bo i tak od dwudziestu minut wiesz, jak się skończy. Problem w tym, że mimo tego oglądasz. Dla bohaterów. Bo są zabawni. I całkiem fajnie ogląda się ich akcje. Szczególnie Birthday'a i jego niezawodny urok osobisty, Nice'a, który mimo "bycia geniuszem" nie irytuje, Hajime i jej uczuciowość przeciętnej góry lodowej, nawet Murasaki z fryzują jak Jeż Sonic daje radę. Może tylko Honey momentami drażni. Te jej księżniczkowe odruchy nóż w kieszeni otwierają. I główny antagonista mógłby być zwyczajnie lepiej zaprojektowany – a nie jako kolejna chamsko wyszczerzona morda, bo tego się już nie chce oglądać.

Bezapelacyjnie wygrywa Minimum Uwodzenia i jej właściciel. A także to, jak oddziaływał na Birthdaya i Ratio. xD Ja się popłakałem i do teraz mi się pysk weseli, jak sobie to przypomnę. DZIESIĘĆ SEKUND to robił. A karuzeli śmiechu nie było końca.

I zakończenie – za to mają medal.
To było zarąbiste do cna.



Jyu Oh Sei
11 odcinków

Kopalnia genialnych motywów. Serio. Szczególnie początkowe. Relacja Chen z Thirdem, wojny klanów, wywyższenie kobiet, duży nacisk na władzę, motyw planety zdominowanej przez roślinność i cała masa innych, mniejszych i większych rarytasów. Później anime nie utrzymało takiego poziomu. Pojawienie się Karim było tak wymuszone, że gryzłem biurko, jak tylko mi właziła w kadr. Ona sama mogła być całkiem fajnie skonstruowaną postacią... gdyby nie rola, jaką odegrała. I o ile do czasu nie wżynały mi się w brzuch żadne ewentualne „wątki miłosne”, tak ten z nią aż mnie skopał. Bez sensu to było.  
Faworytem i tak został Third i jego śmiech, bo mimo rozweselonej mordy brzmiał mechanicznie („ha.ha.ha.”). Ale polecam mocno. Fabuła jest też nieźle rozwinięta. Może sam główny motyw nie jest jakiś szczególnie fajny (mnie nie urzeka takie rozwiązanie w kwestii bohaterów), ale uniwersum ma solidne podłoże i oglądanie startowych wątków to czysta frajda. Wtedy też Tiz nie była aż taka wnerwiająca (po dorośnięciu zaczęła działać na nerwy, strasznie rwąc się do Thora).
Ale ogólnie polecam. Chapnąłem na raz, bez popitki.



Pupa
12 odcinków


Już tłumacze tę pełną zmysłowości, nieprzewidywalności, głębi i logiki fabułę. Utsutsu i Yume to rodzeństwo, które ma tylko siebie – ojciec był piekielnym sadystą, a matka znosiła jego agresywne wstawki za każdym razem, gdy temu zachciało się uderzyć, zwyzywać, sprowadzić do roli mułu. Oczywiście, nie liczy się fakt, że Utsutsu ma znajomych w szkole, a za szczenięcych lat jakiś małolat z trójką sióstr był dla niego cholernie miły i pewnie mogliby się zaprzyjaźnić (u, chyba nawet byli przyjaciółmi? po imieniu sobie mówili). Założenie jest takie, że są sami i mają tylko siebie. Koniec.
Pewnego burzowego dnia słodka jak zestaw Małego Cukiernika Yume umówiła się ze swoim braciszkiem „sama-wie-gdzie”. Wbiegając do parku minęła czarnowłosą kobietę z pozszywanym kotem – rly – która ostrzegła ją, by uciekała przed czerwonymi motylami. Miss Uroczości nie tylko zignorowała ten fakt, ale na miejscu zbiórki dostrzegła cały legion fruwających jej przed nosem owadów i jeszcze była nimi zachwycona!
Utsutsu, skończywszy zajęcia, pobiegł do siostrzyczki. Przemierzając bezkresne aleje parku dostrzega kruche ciałko dziewczynki na samym środku drogi. Zaatakowany przez obawy dopada do niej... a potem mruga. W czasie tego jednego, haniebnego ruchu, świat staje do góry nogami. Więcej! Jego siostrzyczka w sekundę zamienia się w monstrum przypominające modliszkę z wyraźnymi dolegliwościami chorobowymi.
Pełen przerażenia zaczyna wrzeszczeć w czasie, w którym „Yume” rzuca się na przechodniów i ich pożera. Ale to nie wszystko. Na miejscu zdarzenia pojawia się Wiecznie Uspokojona, to jest – czarnowłosa kobieta, która musiała mieć na imię Maria (jak wszystkie postacie jej pokroju, bo wiadomo, że gdyby nazywała się Jibrill albo Suzanne, to na pewno byłaby mniej cold). Jakby nigdy nic rzuca hasłem, że spoko, ona i jej brygada sprzątająca ogarną porozwalane po przestrzeni ciała, a Utsutsu zaoferowała, że może spróbować okiełznać swoją sis, ale oh~ho~ho♥ i tak mu się nie uda.
„Yume” i Utsutsu lądują w kiblu, gdzie „Yume” pożera brata.
Okazuje się, że Yume może powrócić do swej ludzkiej formy, gdy uspokoi głód.
A pożera ludzi.
Czy to koniec?!
Skąd, to niestety początek!
Ale ale.
To nie takie proste!
Publiczność do ostatniej sekundy z niedowierzaniem patrzyła w ekran, gdy okazuje się, że Utsutsu również jest zainfekowany! Absolutnie przypadkowo jego przypadłością jest... bardzo szybka regeneracja! To szokujące. Braciszek okazuje się na tyle lojalny siostrzyczce, by nie iść śladami ojca i postanawia zostać jej przenośną lodówką oddając się w domu, w laboratorium, a nawet na szkolnej sali gimnastycznej! Zdumiewające!
Nie wierzę w ogóle, że tyle napisałem o fabule... skoro w zasadzie w ogóle jej nie ma. Każdy odcinek to jakaś kompletna kpina. W jednym Yume dobre 20 razy powiedziała do Utsutsu „braciszku...”, kiedy go pożerała. I nie tak, że zmieniała jej się tonacja głosu, że załkała chociaż przy jednym z wariantów. To było „braciszku... braciszku... braciszku...” wypowiadane z przerwą co 5 sekund po każdym słowie, jakby płyta się jej zacięła.
Choć zakładam, że nie płyta, a mózg.
Wróć.
Głupi ja.
Nie może się zaciąć coś, czego nie ma.
Ona cała była zwaloną postacią.
Najgorsze jest to, że anime, ogółem, mogło być całkiem dobre. Nie fenomenalne, ale gdyby miało fabułę (do diabła) i lepiej zarysowane postacie to to dałoby się przełknąć żarcik sytuacyjny. No, ale nie miało.

That's all. Probably.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Atasuke
KRUK

Liczba postów : 85
Imię i nazwisko : Atasuke Herauchi.
Wiek : 18 lat. Drugi rok kibluje w Blackbird.
Wzrost i waga : Sto sześćdziesiąt siedem centymetrów autodestrukcji - i wciąż rośnie. Waga w okolicy sześćdziesięciu kilogramów.

PisanieTemat: Re: Anime.   Sob Sie 06, 2016 9:50 pm



Tengen Toppa Gurren Lagann
27 odcinków

Myliłem się...
Nie, inaczej.
W pewnym momencie autorzy mnie wykręcili i spłynęła ze mnie cała nadzieja, że to anime zasługuje na miejsce, jakie zajmuje w rankingu na MALu. Ale teraz jakoś się nie dziwię, że tam jest.
Nie będę się rozwodzić nad fabułą, bo mimo wszystko sporo by było do opowiadania, a jestem w emocjonalnej rozsypce. ;w;

Ale.
Gdyby postawiono mnie przed wyborem między anime o rebeliantach, buntownikach i chęci wyzwolenia się z okowów sztywnych zasad a opcją z walkami i kwestią stricte polityczną, to bym bez zastanowienia wybrał pierwszy wariant i pewnie zawiódł cholernie, bo Tengen Toppa dzieli się w gruncie rzeczy na dwie solidne części. Pierwsza dotyczy wydarzeń związanych z chęcią wydostania się z podziemi i to mnie jakoś... nudziło. Pierwsze epizody były ciekawe, potem wpadało się w rutynę. Wyjątek stanowi ósmy odcinek, ale łudziłem się, że poziom zostanie potem podtrzymany, ale nie – znów zasypiałem.
Druga część dotyczy akcji dziejącej się "siedem lat później" (choć nie wiem, czy to błąd, bo w jednym z odcinków przetłumaczyli mi jako "siedem lat później", a potem ciągle mówiono o sześciu latach).
Jakimś cudem wytrwałem do 16 odcinka (który był epizodem reasumującym), a potem  było zarąbiście.

Wielki plus za bohaterów, ich lojalność i... powiązania między sobą. Autorzy też świetnie nakreślili podłoża do ich charakterów. Tu mam między innymi na myśli Rossiu i akcje, do jakich się posunął.
Uścisk dłoni za Virala, który początkowo mnie wnerwiał, ale w dalszych etapach wyszedł na plus. I za Kittana i to, co zrobił przed jednym z lotów. Trzymałem kciuki, ty jeżogłowy debilu. :/ W Kaminę też wierzyłem do ostatniej sekundy. Jedyną osobą, która mnie szczerze wkurwiała, to Nia. Nie znoszę motywów z "delikatną księżniczką", w dodatku głupią. Trochę sobie zaskarbiła sympatię na zakończeniu.

Bo zakończenie mnie dobiło. *dłubie palcem w ziemi* ;-;

+

Tengen Toppa Gurren Lagann: Ore no Gurren wa Pikka-Pika!!
1 OVA
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ezra Marshall-Katsuri
SZPAK

Liczba postów : 20
Wzrost i waga : 178cm || 68kg

PisanieTemat: Re: Anime.   Nie Sie 07, 2016 4:17 pm



Bakuman. 25/25

Zacząłem serię gruby rok temu i na dwóch pierwszych odcinkach stanęło. Jakoś nie umiałem się przełamać, by dalej oglądać. Ale, że dałem sobie postanowienie, że nadrobię wszystkie pozaczynane serie nim wezmę się za nowe, trzeba było się przymusić. I... nie żałuję. O ile na początku odcinki faktycznie nieco przynudzają, to później jest o wiele lepiej. Historia opowiada o dwójce uczniów gimnazjum, Mashiro Moritaka i Takagi Akito, którzy postanawiają wydać mangę, ba, dążą do tego, by na podstawie ich mangi wyszło anime nim Ci ukończą osiemnasty rok życia. To, co jest na plus, to przedział czasowy. Nie mamy tutaj geniuszy, którzy w ciągu miesiąca osiągają sukces. Anime toczy się na przestrzeni dwóch lat, a i tak to dopiero pierwszy sezon. Drugim plusem jest ukazanie od podstaw co trzeba zrobić, by... wydać mangę. Sporo trudu, potu, łez a i tak nie wszystko wychodzi tak, jakby człowiek chciał. Największym minusem, jak dla mnie, jest główny wątek miłosny. Po prostu... nie. I główna bohaterka jest... nudna. Zresztą, seria jak dotąd nie może pochwalić się żadną interesującą bohaterką (dobrze, że jest ich zdecydowanie mniej niż panów). Za to panowie są w miarę okej. Ale i tak uważam, że postacie drugoplanowe są o wiele bardziej wyraziste i ciekawsze od głównych bohaterów. Całym swoim serduchem uwielbiam Niizumę Eijego <333 Noo po prostu ubóstwiam tego psychola. Zresztą, Fukuda też był całkiem spoko. Na pewno w niedalekiej przyszłości sięgnę po kolejny sezon. Chociażby dla Niizumy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Atasuke
KRUK

Liczba postów : 85
Imię i nazwisko : Atasuke Herauchi.
Wiek : 18 lat. Drugi rok kibluje w Blackbird.
Wzrost i waga : Sto sześćdziesiąt siedem centymetrów autodestrukcji - i wciąż rośnie. Waga w okolicy sześćdziesięciu kilogramów.

PisanieTemat: Re: Anime.   Sro Sie 10, 2016 5:02 pm



Piano no Mori
1 hr. 40 min.

Hm. Spodziewałem się czegoś lepszego. To jest – dobrze się to oglądało. Nie nudziło, nawet jeżeli połowa fabuły polegała na wsłuchiwaniu się w grę na fortepianie. Większość rekompensował Kai i jego niebanalne nastawienie. Lubię takie furie, które nacisk dają tylko na hobby. Nie na lekcje, mus, profesjonalizm, na to, by zostać kimś "sławnym". Liczyła się zabawa i on był jedynym, który ją reprezentował.
Ale jednocześnie chciałem większego kopa, szczególnie na końcu. Niby smutek wielki, że tak się potoczyły ich losy, ale to było nieuniknione. I pewne od samego początku. Przejadło mi się. Nie jestem też jakimś znawcą muzycznym, więc ledwo byłem w stanie wyłapać błędy, jakie oni popełniali. Dla mnie ta gra i tak była "okej", więc nie miałem się czym ekscytować.
Takie mocno przeciętne. Jak ktoś chce obejrzeć albo jest zagorzałym psychofanem Chopina, to niech obejrzy. Jak kogoś nie jarają muzyczne chwyty i oglądanie dwójki dzieciaków, która przez większość czasu zachwyca się sobą nawzajem, to niech da sobie spokój – bo wyda mu się nudne.



Vexille: 2077 Nihon Sakoku
1 hr. 50 min.

;w;
Jak mi się podobała sceneria tego filmu. I zarąbiste żeńskie postacie. Really. Były odważne, były ładne, były niebezpieczne, inteligentne, miały te cechy, których często brak dziewczynom (czy nawet kobietom) w anime. Tu gigantyczny plus za sam pomysł na fabułę, bo mimo pewnej schematyczności względem motywu było oryginalnie. W pewnym sensie bardzo przypominało mi Desperację. Bo prawdę mówiąc, nawet jeżeli akcja z "przejęciem władzy nad światem" się przejadła – a schemat był powielany tyle razy, że mogło się przejeść – to tutaj autorzy spojrzeli na sprawę świeżo i niebanalnie.
Samo połączenie człowieka i robota było perfekcyjne.
Co prawda zgrzytał mi trochę sam wirus, ale jak się ogląda, to nawet nie zwraca się uwagi na jakiegoś nielogiczne wstawki.
A to, czego się dowiedziałem, jak rozmawiali na murze... ;w; Takashi... ;w; Maria... ;w; Nawet ten tajemniczy Cichociemny, co się ledwo odzywał, a i tak był niezły. ;www; Żal mi ich było, serio. Ale wielki plus za to, jak się skończyło. Tylko nie jestem pewien, co powiedziała Maria pod koniec. To był taki flashback i puszczenie kadru w zoomie i spowolnieniu, czy mówiła coś zupełnie nowego i była to wiadomość dla Vexille/Leona?
Swoją drogą, jedynym minusem był Leon. Gość się znalazł w filmie, a prawie nic nie zrobił. Liczyłem, że w jednej scenie to chociaż wstanie i postrzeli ze trzy roboty, może miotnie krzesłem w androida. Ale nie. Całą brudną robotę odwalały kobiety, a on był nieprzytomny. Leon, nieładnie.
Ale tak to polecam. Kurde, no po prostu fajnie się to oglądało.



Ninja Ryuukenden
41 min.

Dobra. Ja wiem, że to "starsza produkcja", że chociażby kreska mogła doprowadzać do dysfunkcji wzroku i krwawienia z oczu. Wiem. Ale problem w tym, że kreska nigdy mi nie przeszkadzała. Więcej nawet. Zwykle doszukiwałem się potężniejszego uroku w jakichś pokrzywionych seriach, niż w tych, które tworzone są teraz – z cud, miód grafiką i animacją tak płynną, jakby kręcono to kamerą.
Ale to było żałosne, rly...
Przewidywalne, nudne. Sam "cel" tego filmu to chyba jakaś kpina. ;w; O bohaterach się nie wypowiem, bo ich nie było. To znaczy, jakieś tam ludziki sobie biegały po ekranie, ale nie miały charakteru, znaków szczególnych... niczego.
Motyw "głównego antagonisty"... łaaaał, takie oryginalne, że chciał podporządkować sobie świat i zdobyć moc. No nie. Nikt by się nie spodziewał.
Główny bohater – wojownik ninja. Zresztą, powiązany z jakimś tam Smokiem, czy raczej ze Smoczymi bogami. No to wiadomo, że na imię dali mu Ryuu, żeby nikt się nie skapnął, że jest od nich.
Dla niewtajemniczonych – "Ryuu" to "smok" po japońsku.
Akcja z uprowadzeniem laseczki tylko po to, by zwabić bohatera w pułapkę – po ciężkim szoku psychicznym jestem w stanie powiedzieć, że brawa dla nich, widownia była zauroczona tak wyszukanym motywem, plot twist, dla którego tylko wstać i klaskać skacząc na jednej nodze. Żart. To było jasne od początku. Już od momentu, w którym Ryuu rzucił hasło: "Irene, uciekaj!", a ona uciekła. Tylko tak kompletnie przypadkiem uciekła wprost do samochodu wroga. Każda dziewczyna tak robi, wiadomo.
Fabuła – khm. Nie wypowiem się. Serio, nie mam siły. Była jak rana po przecięciu się kartką. Płytka, a boli jak skurwysyn.
Nie. Nie polecam. Nawet mimo chorego sentymentu do filmów wyprodukowanych przed 2000 rokiem.
Just no.



Umi ga kikoeru
1 hr. 12 min.

... nie wierzę. Kolejny film, na którym się zawiodłem.
Historia chyba miłosna (?). Albo taka miała być. Nie wiem, nie jestem pewien. Nie znam się na tym. Dla mnie trochę szmirowate. Szczególnie nie mogłem znieść wkurwiającego charakteru bohaterki. Dziewczyna miała jakieś dzikie przeświadczenie o tym, że jest najlepsza, wszystko się jej należy i może co rusz uderzyć kogoś z otwartej dłoni, bo i tak wszyscy na pewno na nią lecą (a tak naprawdę lecieli mordą na bruk). Mówiła co chciała i jeszcze uchodziło jej to na sucho – w większej mierze. Niby co kto lubi, ale nie przesadzajmy. Była skrajnie irytująca, nie "piękna, inteligentna i urocza", za jaką chyba miało się ją uważać.
Nie ogarnąłem kompletnie motywu z jej ojcem i tym "wielkim złem, jakie spotkało biedną bohaterkę :ccc". To miało rozczulić czy jak? Bo mnie jej samolubne zachowanie doprowadziło do produkcji większej ilości komórek wkurwu. v:
Jeszcze ten tytuł brzmiał tak... ja wiem? "Dobrze". No bo "szum morza", ej. Ludzie się spodziewają od razu jakiegoś szumu, jakiegoś morza. A tu ni chuja. Żadnego morza tam nie było. Niby pojechali sobie na Hawaje, była scena na jakimś molo, jak wrócili do Dżapanii... ale to w zasadzie wszystko. Nawet nie pamiętam, czy był dźwięk szumiących fal.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

Liczba postów : 604
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Anime.   Sro Sie 10, 2016 10:38 pm



Ajin 13/13

Cholera, jedno z lepszych anime, jakie w ostatnim czasie oglądałem. W sumie nawet nie wiem od czego zacząć, żeby nie zaspoilerować. Generalnie chodzi o to, że na świecie jest parę osób tzw. Ajin, czyli.... osoby nieśmiertelne. Za każdym razem, gdy giną, po chwili 'resetują' się i wstają na nogi. Co nie oznacza, że nie odczuwają bólu podczas śmierci. Na początku trochę przeszkadzała mi technika 3D, w jakiej anime zostało wykonane, ale świetna fabuła, bohaterowie, muzyka i cała otoczka wszystko zrekompensowały. Właśnie... bohaterowie. Bezsprzecznie uwielbiam Kaia, ale z drugiej strony podobało mi się, że główny bohater był socjopatą i nie dążył do tego, aby zostać "bohaterem". Nie, serio. Zajebiste anime. Polecam. I czekam na październik, bo drugi sezon <3

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Atasuke
KRUK

Liczba postów : 85
Imię i nazwisko : Atasuke Herauchi.
Wiek : 18 lat. Drugi rok kibluje w Blackbird.
Wzrost i waga : Sto sześćdziesiąt siedem centymetrów autodestrukcji - i wciąż rośnie. Waga w okolicy sześćdziesięciu kilogramów.

PisanieTemat: Re: Anime.   Czw Sie 11, 2016 12:58 pm



Takamiya Nasuno Desu!: Teekyuu Spin-off
12 odcinków

To było złe.
Nic więcej nie mam do powiedzenia.
Komedia. I gadali w przyspieszonym tempie. W sumie wszystko robili w przyspieszonym tempie. To było tak bez sensu, że nie mam zdania... Nie wiedząc jak to ocenić, po prostu oceniłem na 5/10, bo to takie 1/2... |:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

Liczba postów : 604
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Anime.   Pią Sie 12, 2016 5:47 pm



Ansatsu Kyoushitsu 2nd Season 25/25




Jedno z fajniejszych anime. Serio ;-; Te feelsy pod koniec.

UWAGA. SPOILER DOTYCZĄCY ZAKOŃCZENIA
Spoiler:
 

Nie sądziłem, że drugi sezon tak mnie wyciśnie. Jak to mawiają - jacyś cholerni ninja kroili cebulę w moim otoczeniu :c Wypłakałem się, pośmiałem (humor nie był wymuszony, po prostu cudo). Jak już przy pierwszym sezonie wspominałem, uwielbiałem w tym anime, że postacie drugoplanowe nie były jedynie wypełniaczami tła. Każdy był na swój sposób niesamowity, z własnym charakterem, ideologiami. Uwielbiałem Teresakę, albo Chibę! Albo ITONĘ <3 Zresztą, prawdę powiedziawszy to chyba nie było postaci, za którą po prostu nie przepadałbym. Może Kayano pod koniec zaczęła nieco irytować. A tak? Uwielbiałem ich wszystkich. Wielki plus za zakończenie i to, jak to poprowadzili. No i za Bitch-sensei. Ona i Karasuma-sensei na zawsze w mym serduszku <3 Tak, polecam wam to anime bo naprawdę warto ;-;

A teraz potrzebuję jakiejś komedii. Sniff ;-;

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ezra Marshall-Katsuri
SZPAK

Liczba postów : 20
Wzrost i waga : 178cm || 68kg

PisanieTemat: Re: Anime.   Sob Sie 13, 2016 10:05 pm



Haikyuu!! 2nd Season 25/25

Nie ma co się rozpisywać. Kolejny świetny sezon świetnego anime <3 Teraz czekać na trzeci >D Jesienio, nadchodzę! Tyle fajnych anime ma wyjść och och och \*0*/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Atasuke
KRUK

Liczba postów : 85
Imię i nazwisko : Atasuke Herauchi.
Wiek : 18 lat. Drugi rok kibluje w Blackbird.
Wzrost i waga : Sto sześćdziesiąt siedem centymetrów autodestrukcji - i wciąż rośnie. Waga w okolicy sześćdziesięciu kilogramów.

PisanieTemat: Re: Anime.   Sob Sie 13, 2016 11:15 pm



Gate: Jieitai Kanochi nite, Kaku Tatakaeri
12 odcinków


W skrócie, bo nie chcę tu dawać tego, co dałem na innym forum (czyli całej masy kurwowania) - jedno z gorszych anime, jakie widziałem. Nie polecam.



Hai to Gensou no Grimgar
12 odcinków


Cytat :
Hai to Gensou no Grimgar – Haruhiro pewnego dnia ocknął się w ciemnym pomieszczeniu. Podążając za głosami wydostał się na zewnątrz, gdzie jogo oczom ukazało się rozrośnięte miasto. Średniowieczne. Wraz z zebranymi wokół ludźmi trafił do ekscentrycznego oficera Ochotników – Brittany'ego – który na mus przyłączył ich do organizacji. Bo chyba tak można to nazwać. Na początku poznaje się też Renji'ego. Solidnie napakowanego młodzieńca, który już w pierwszych sekundach nadeptuje na odcisk Britanny'emu, a finalnie zabiera odznaki Ochotników i wychodzi z pomieszczenia wraz z kilkoma wyznaczonymi przez siebie ludźmi. Haruhiro koniec końców dołącza do drużyny, która składa się z piątki (łącznie z nim) ludzi. Sam pełni rolę złodzieja, Yume to łowczyni, Shihoru jest magiem, Ranta mrocznym rycerzem, Mogzo to wojownik, a Manato to kapłan i ich przywódca. Aby przeżyć muszą polować (eliminacja wroga = łup, który można sprzedać). Co jakiś czas używają słów, których znaczenia nie kojarzą, ale są pewni, że istnieją.
Całość przypomina grę MMORPG. Ci co oglądali sławetne SAO pewnie od razu to z tym skojarzą. Różnica jest jednak taka, że wrogowie – a póki co poznałem jedynie gobliny, które są najniższym poziomem – też walczą o przeżycie. Zabicie ich jest niemal równoznaczne z zabiciem innej osoby. No, albo chociaż zwierzęcia. To mi się podoba, bo jeszcze się nie spotkałem z tym, by główni bohaterowie mieli problem z pokonaniem przeciwnika tylko dlatego, że ten zachowuje się, jakby coś jednak odczuwał. Ale drużynie powoli kończyła się waluta. I tu kolejny plus – chociażby za to, że ich ciuchy były w coraz gorszym stanie.
Jeszcze się nie będę dokładnie wypowiadać, bo mam za sobą dopiero 3 odcinki. Ale póki co zapowiada się znośnie. B|
I było znośne.
Merry trochę mnie irytowała, ale potem ją polubiłem. Seria utrzymała poziom. Nie była może wybitna, ale na pewno lepsza od Sword Art Online - chociażby dlatego, że bohaterowie byli ludzcy.
Zakończenie mogło być z większym polotem, ale z drugiej strony musi być druga seria, którą na bank obejrzę.

Jedyne, do czego się przyczepię, to ostatni odcinek. Pomijam finisz. Chodzi mi o błędy. Walka Haru, choć sam stwierdził, że ma złamaną rękę (i tą też ręką walczył), a wcześniej Ranta, który miał hełm, by w następnym kadrze znów go nie mieć. Coś nie pykło. Jak się na to przymknie oko... to jest naprawdę fajne. Takie mocne 7/10, ja podwyższyłem do 8, bo lubiłem bohaterów i większość rozwiązań (do teraz podoba mi się to, że ubrania im się niszczyły, a Ranta to w ogóle zrezygnował z noszenia gaci xD).

I tak to super odskocznia po "Gate".



Owari no Seraph: Nagoya Kessen-hen
12 odcinków

Także no.
Anime nie jest jakieś wyjątkowe fabularnie, ale miło i szybko się oglądało. Chociaż zalatuje yaoi na kilometr. Postacie nie wkurzały mnie tak, jak w pierwszym sezonie (może po prostu do nich przywykłem), a faworytem i tak pozostał Guren. Za bezczelną szczerość w niektórych momentach. Czekam sobie na kolejny sezon.



Dance with Devils
12 odcinków

Jak na harem nie było takie złe. Na pewno widziałem gorsze serie z tego gatunku ("Amnesię" chociażby). Widać, że twórcy próbowali wcisnąć tu jakąś fabułę (nawet jeżeli wszystko było pewne od samego początku) i chyba starali się iść w innym kierunku co do głównej bohaterki. Zwykle kreuje się je pod schemat "biednej, niewinnej i kompletnie bezbronnej". Ritsuka z "Dance with Devils" przynajmniej próbowała walczyć. Na potrzeby widzów i tak popiskiwała, czasami się poryczała albo mdlała, ale poza tym pyskowała królowi wampirów, więc jest jakiś plus.
Boli mnie za to, że to taki pół-musical. Była scena, w której Rem i Ritsuka zjawili się w domu jej dziadka. Zaatakowały ich wampiry. Ritsuka mdleje, Rem staje na środku kuchni, otacza go jeszcze z 10 innych wampajerów, a on nagle wyciąga rękę przed siebie, bierze wdech, wszyscy myślo, że już jakieś pioruny, ognie i lodowe bomby zaczną mu strzelać z palców, ale nie, jeszcze nie, Rem musi odśpiewać swoją wersję. A to były tak denne teksty, że uszy krwawią mi do teraz. Y'know. "Jestem gorący, jak trzy stokrotki spieczone na słońcu~~~Ooo uuu~Aaa~" albo "Ze mnie taki chłodny drań~ La la la ~ Ale ciebie rozgrzeję jak pręt w ognisku!~ Tak tak~ Miłość~ Miłość miłość~uuu". Także tego.



Hai to Gensou no Grimgar
1 OVA

Just no.
Czy odcinki specjalne zawsze muszą dotyczyć podglądania dziewczyn w gorących źródłach/łazienkach? Bo tutaj to zostało powielone. Jedyny plus, jakiego się doszukałem, to moralność facetów. Poza tym chała.



Subete ga F ni Naru: The Perfect Insider
11 odcinków

Nie polubiłem żadnej postaci. Nie podobały mi się "inteligentne" dialogi. Nie przepadam za "geniuszami" - a już tym bardziej "młodocianymi geniuszami", a wokół takiej osoby kręciła się cała akcja. Shiki Magata to genialna programistka. Souhei i Moe przybywają na wyspę, na której znajduje się laboratorium zamieszkiwane przez Magatę. Dziewczyna nie wychodziła ze swojego pokoju od piętnastu lat. Nawet na sekundę. Od jakiegoś czasu zezwalała jednak na wywiady, a Nishinosono Moe była jedną z tych, którym udało się z nią porozmawiać - ale tylko przez komputer.
Tym niemniej, Souhei jest Magatą zafascynowany. Moe jest zafascynowana Souheiem. W przypływie "zbiegu okoliczności" trafiają do laboratorium doktor Magaty. I od tego czasu muszą rozwiązać zagadkę morderstwa dokonanego w pokoju, do którego prowadziły tylko jedne drzwi - non stop monitorowane.

Generalnie spodziewałem się czegoś o wiele lepszego. Raz, że z żywszą akcją, jakimiś nagłymi plot twistami, a dwa, że postacie będą mniej wkurwiające. Dodatkowo było kilka nielogicznych momentów. Albo takich, które wciśnięto na siłę i próbowano z nich zrobić coś "łał o:".



Kannazuki no Miko
12 odcinków


Cytat :
Kannazuki no Miko – tak w skrócie: pewnego dnia słońce zostaje zasłonięte przez czarny księżyc potężnego – złego – boga, który wysyła ósemkę swoich sługów, aby zniszczyć świat. Orochi mogą zostać pokonane jedynie przez reinkarnacje Kapłanek Dobra (rly), którymi okazują się dwie uczennice prestiżowej szkoły. Jedna z nich to Himeko. Ta urocza, ciapowata, wkurwiająca swoim przecukrzonym głosem panienka, która jest w stanie potknąć się na prostym asfalcie, przelecieć osiem metrów, trafić w mur, przebić go tym pustym łbem i jeszcze da radę przefrunąć Pacyfik z niesłabnącą prędkością. Drugą kapłanką jest Chikane. Szkolna bishoujo, utalentowana, wysportowana, bogata, no ideał na nogach. Jak nietrudno się domyślić – jest całkowitym przeciwieństwem przesympatycznej Hime.
Do teamu trafia również Souma. Szkolny „książę”, drugi ideał. Każdy uważa, że chłopak perfekcyjnie pasuje do Chikane, ale on zdecydowanie upatrzył sobie Himeko – swoją przyjaciółkę z dzieciństwa. Okazuje się zresztą, że Souma skrywa pewien... sekret. O ile można tak to nazwać. Finalnie steruje gigantycznym na pół miasta mechem.

W sumie powiem, że to było całkiem dobre. Trochę nudziło w środku, ale ogólny zamysł w porządku. Wiadomo, że mógłby być lepiej wykonany, ale to w sumie produkcja z... ja wiem? 2003? 2004 roku? Można przymknąć oko na to i owo.



Doukyuusei
1hr.

Yuu miała rację. To było po prostu urocze. No i bohaterowie byli rewelacyjni. Już pomijam, że anime jest w gruncie rzeczy o niczym, a sam pomysł na fabułę to żadne akcyjne  mistrzostwa. To historia, którą się ogląda setny raz, ale z zupełnie innego punktu i pewnie dlatego się nie nudzi. W dodatku z humorem. Tyr już pewnie nie mógł wytrzymać, jak mu parskałem nad uchem, ale no kurde. Momentami ich zachowanie serio zakrawało o jakąś abstrakcję, a jednak byli ludzcy.
Plus za kreskę. I za animację. Są specyficzne i pewnie nie wszystkim się spodobają. Mnie przypadły do gustu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Anime.   Today at 1:40 am

Powrót do góry Go down
 
Anime.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Anime
» Zniszczone laboratorium w podziemiach

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xxxx :: ➜ Off top :: Manga i anime-
Skocz do: