IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Obserwatorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin
avatar
Liczba postów : 227
Imię i nazwisko : Cygańskie Mokasyny Grozy.

PisanieTemat: Obserwatorium   Sro Maj 04, 2016 1:20 am



Obserwatorium


Lubisz gwiazdy? A może jesteś romantycznym typem, który na randkę chciałby zabrać swoją drugą połówkę w wyjątkowe miejsce? Jeśli tak, to obserwatorium jest idealnym miejscem dla ciebie. Być może nie jest zbyt pokaźnych rozmiarów, ale wystarczające dla amatorów podniebnych obserwacji. Budynek znajduje się tuż obok parku na małym wzniesieniu, z którego rozciąga się idealnie czyste, nieprzysłonięte żadnymi drzewami czy też innymi budynkami miejsce. W okresie letnim mieszkańcy bardzo chętnie wybierają się tutaj na wieczorne spacery, niejednokrotnie zabierając ze sobą koce, by poleżeć na trawie i spoglądać w niebo. Jest to też najbardziej oblekany spot podczas letniego festiwalu. Ponadto dla odwiedzających w budynku znajduje się do dyspozycji teleskop, dzięki któremu można spojrzeć o wiele głębiej w niebo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob Maj 21, 2016 1:32 pm

Lubił gwiazdy, to fakt, ale nić sympatii do tych gazowych kul zrodziła się raczej z faktu niezwykłych reakcji chemicznych, jakie zachodziły we wnętrzu świecących obiektów niebieskich.
Romantykiem zaś trudno było go nazwać, zwłaszcza przez tak zwane "kalectwo emocjonalne" - w życiu przebrnął przez kilka mniej lub bardziej burzliwych związków, w których to zawsze ta druga strona miała jakieś "ale". Po Russellu spłynęło to niemal jak po kacze, mógł wręcz skwitować słowa odejścia zwykłym wzruszeniem ramionami - i tak za swoją największą miłość uważał nowinki technologiczne i sieć internetową.
Niczego mu do szczęścia nie brakowało, choć pokusiłby się o większe równouprawnienie dla Czarnokrwistych. Należał do pokojowego klanu i, jak łatwo się domyślić, wierzył, że Dawcy powinni żyć w zgodzie z ludźmi, bez zbędnej dyskryminacji, która i tak nie poprowadzi ich ku niczego dobrego. Ograniczanie, sprzeczki, podłe traktowanie, ucieranie sobie nosa nawzajem, eksperymentowanie na nielegalnych osobnikach... tylko czekać na rozpętanie się kolejnej wojny!
Co zatem robił w takim miejscu jak obserwatorium?
Bawił się w questy.
Ostatni nadmiar czasu wolnego dał mu się we znaki, więc by zniwelować poczucie zbytniego luzu, postanowił ściągnąć aplikację z zadaniami "porozrzucanymi" w Kogarashi. Aktualne nakazywało mu udanie się w miejsce, gdzie najłatwiej jest sięgnąć nieba, przy czym musi odnaleźć również specjalny kod w celu odblokowania kolejnego wyzwania. Całkiem przyjemna zabawa, przynajmniej dla Russella, który zagadki rozwiązywać lubił. Z drugiej strony ktoś mógł odnieść wrażenie, że to marnotrawstwo czasu, ale jeśli haker nie miał w tej chwili nic lepszego do roboty? Dzięki temu mógł być w ruchu i odkrywać nowe miejsca.
Słońce zalewało teraz otoczenie ostatnimi promieniami, których koniec będzie zwiastował idealną okazję do obserwacji małych punkcików na nieboskłonie. Po obserwatorium kręcili się różni ludzie, nie tylko zainteresowani skorzystaniem z teleskopu, ale także Ci, którzy przyszli tu odpocząć od zgiełku miasta pod osłoną nocy.
Okularnik natomiast kręcił się tu i ówdzie, skupiając uwagę na paru ciekawszych obiektach tudzież tablicach informacyjnych. Wyglądał na pochłoniętego własnymi myślami, kompletnie nie rejestrującego obecności innych osób. Ignorował nawet drobny bałagan na swojej głowie, przez który kilka kosmyków brązowych włosów wpadało mu zza okulary.
Poprawił pasek szarej torby zawieszonej na ramieniu i ruszył dalej w głąb budynku.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob Maj 21, 2016 2:56 pm

Czy gwiazdy go fascynowały? Z pewnością. Nie dało się zaprzeczyć, że uwielbiał zdobywać wiedzę na różnorodne tematy, chociaż wizyta w tym miejscu niekoniecznie była powiązana tylko i wyłącznie z relaksem. Chciał sprawdzić miejsca, do których mógłby zabrać uczniów na wycieczkę, przedstawić im trochę słownictwa angielskiego związanego z gwiazdami, ze znajdującymi się w tym miejscu przyborami, opowiedzieć im coś po angielsku... Tak, taka nauka świetnie trafiała do uczniów. A przynajmniej sam wiedział, że lepiej jest z czymś obcować, kiedy się uczyło. Nie można bać się języka obcego! Trzeba się z nim zaprzyjaźnić.
Chodził po salach, rozglądając się, czytając różne ciekawostki. Słabo znał się na gwiazdach, astronomii... Ale może coś uda mu się wymyślić, aby zaciekawić młodych słuchaczy? Miał taką nadzieję. Pracę dostał względnie niedawno, a i tak w najgorszej szkole w mieście. Przez przypadek trafił do renomowanej i... Musiał się wykazywać. Czuł wywieraną na nim presję! Rodzice zwykłych ludzi, nie byli zadowoleni z jego obecności w szkole. Zresztą, jaki Dawca ich zadowalał? No i jaki wandal... Musiał pilnować uczniów odmiennych. Doskonale rozumiał jak ci się czuli w szkole, kiedy ludzie spoglądali na nich tak, jak niektórzy na niego.
Przeszły go ciarki na samą myśl. Czuł się momentami jak w potrzasku.
Trochę się zamyślił i nie zauważył, że wpadł na jakiegoś mężczyznę. Nieco wystraszony, spojrzał na niego. Ogon zaczął się poruszać niespokojnie, a uszy stanęły dęba, jakby wyczekując wyzwisk i innych objaw agresji. Uspokoił się jednak, rozpoznając znajomą twarz. Lekko się uśmiechnął.
O Cz-cześć... Wybacz, zamyśliłem się — powiedział do Elijaha, który bardzo często pomagał mu z problemami w sprzęcie elektrycznym. Jeżeli potrzebował czegoś do kupna, a wiązało się to w jakikolwiek sposób z informatyką, wolał się dopytać nieco wyższego kolegi. Wiedział więcej na temat elektroniki, która momentami chyba rzeczywiście nienawidziła myszowatego.
Swoją drogą... Był w szczerym podziwie. Jednak się okazało, że Elijah gdzieś wychodził! Czasami wydawało mu się, że to typowy człowiek, który żywi się prądem ze swojego komputera.
Co tutaj robisz? Dostawca internetu zrobił ci przerwę? Nie przypuszczałem, że dobrowolnie wychodzisz z domu na spacer... O, właśnie! Może zauważyłeś tutaj coś bardziej ciekawego? Chodzi o dzieciaki, bo chcę im wycieczkę zrobić, omawiać wszystko po angielsku i takie tam — wyjaśnił szybko, oczywiście już wcześniej odsuwając się nieco od okularnika. Wpadł na niego, fakt, ale teraz nie musiał na niego włazić, prawda? Nic nie stało na przeszkodzie, aby się odsunął.
Rozejrzał się po pomieszczeniu, zastanawiając się też nad tym czy obserwatorium to dobre miejsce na wycieczkę. Sporo można było się dowiedzieć na temat gwiazd, ale czy każdy uczeń będzie zadowolony? Albo czy chociaż większości spodoba się taka wycieczka? A może jednak powinien poszukać innego miejsca?


Ostatnio zmieniony przez Micky Mouse dnia Czw Maj 26, 2016 11:13 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob Maj 21, 2016 3:55 pm

Russell miał wygodną sytuację, jeśli chodzi o języki obce, bowiem na dobrą sprawę był pół Amerykaninem i pół Francuzem. Z naciskiem na to pierwsze - to właśnie w Stanach Zjednoczonych został poczęty i narodzony. Ze strony ojca mógł liczyć na przyjęcie francuskiego imienia, choć samym językiem miłości jakoś niespecjalnie władał. Zwyczajnie nie był mu nigdy potrzebny, zapamiętał jedynie kilkanaście zwrotów, parę zasad gramatycznych... gdyby tylko miał chęci, łatwo mógłby go opanować. Jednakże na chwilę obecną satysfakcjonowała go znajomość i amerykańskiego, którym niegdyś najczęściej się posługiwał, oraz japońskiego, którego był zmuszony się nauczyć, opuszczając rodzinne strony.
Z tego co zdążył zauważyć, sekwencje kodów łączył pewien skomplikowany schemat. Skomplikowany, bo przecież nie można było tak łatwo dostrzec od razu pewnych zależności. Okularnik, wykorzystując pamięć niemal doskonałą, mógł jednak łatwo przywołać w głowie wszystkie ciągi cyfr, jakie przewinęły się dotychczas w używanej aktualnie aplikacji. Znalezienie kolejnego kodu nie będzie wymagało więc większego trudu.
Przystanął przy plakacie zachęcającym czytelników do nieprzegapienia najbliższego deszczu meteorytów. Teoretycznie brzmiało zachęcająco, praktycznie jednak Elijah nie czuł się tym skuszony. Owszem, mógł zajrzeć tu na moment, rzucić okiem na przecinające niebo jasne wstęgi, ale jakoś nie odczuwał w związku z tym entuzjazmu.
Z zamyślenia zaś został wyrwany przez pewnego osobnika.
A właściwie nie pewnego, bo znanego przez wyższego "klienta".
Mimowolnie gęste brwi powędrowały pytająco ku górze, a oczy oderwały się od tekstu, by spokojnie spocząć na osobie Taizo. Nie mógł go nie pamiętać! Co za tym idzie, rysy twarzy mężczyzny odrobinę złagodniały.
- Czyżbyś chodził z głową w chmurach? - zagaił, poprawiając palcem okulary ciut zsunięte na nosie. Przeniósł wzrok gdzieś w bok, by objąć nim wnętrze budynku. - Choć w tym miejscu to raczej nic dziwnego - dodał z pewnym zastanowieniem.
Mysz miał okazję poznać już jakiś rok temu i pomógł mu wówczas z problemami natury informatycznej, z którymi się borykał. Nie były to sprawy wagi ciężkiej, zazwyczaj opierały się na przestarzałych wersjach programów tudzież błędami systemu - łatwo było przywrócić normalną funkcjonalność sprzętu.
I tak, Elijah wyszedł do ludzi. Rzadko spotykane zjawisko, a jednak w małej mierze prawdopodobne!
- Mam questa do wykonania - odparł bez zawahania, wręcz z nutą powagi w głosie, jak gdyby od tego zależały jego dalsze losy. Wrócił do nauczyciela przenikliwym spojrzeniem. - W chwilach kaprysu dostawców ratuję się kafejkami internetowymi - kącik ust nieznacznie uniósł się ku górze. Wspomniane przez okularnika miejsce było drugim najczęściej przezeń odwiedzanym. - Zabierz je lepiej do salonu gier. Dzieciaki uwielbiają wirtualną rzeczywistość - stwierdził flegmatycznie, samemu podpadając pod wypowiedziane słowa, bo i jemu zdarzało się zaglądać tam sporadycznie.
Był dobry w hazardzie i często wychodził stamtąd jako "zwycięzca" niż kolejny pacan, który wydał całą swoją forsę z nadzieją, że los się do niego uśmiechnie.
- I cześć - dodał po chwili refleksji, bo dopiero teraz zorientował się, że właściwie nie odpowiedział na przywitanie myszy. - Rozumiem więc, że szukasz inspiracji do urozmaiceń zajęć lekcyjnych? - skierował się w stronę dalszej części budynku. Wierzył, że rozmówca i tak podąży jego śladem.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob Maj 21, 2016 9:13 pm

Czasami chyba trzeba. To odpręża — uznał z uśmiechem, mając po trochu rację. Gdyby sobie nie pogdybał, za bardzo by się dołował, że ktoś znów na niego niekoniecznie życzliwie spojrzał. Z drugiej strony, można było przez coś takiego popaść w jeszcze bardziej depresyjne stany. Takie życie Dawców.
Czasami się zastanawiał, jakby świat wyglądał, gdyby jednak nikt nie wpadł na pomysł, żeby ludzi krzyżować ze zwierzętami. Może choroba wybiłaby wszystko na świecie, oprócz zwierząt? Nie byłoby tak o wiele lepiej? Ludzie to był beznadziejny gatunek, na który był skazany. Jeżeli przestanie być posłuszny lub przydatny, najpewniej znajdzie się ktoś, kto zechce się go pozbyć. I zrobi to z łatwością. Musieli się podporządkować. Nie było innego wyjścia. Za kilka lat albo staną na równi z ludźmi — albo wrócą do podziemi i gett. Niezbyt przyjemna wizja. Traktowali ich naprawdę okropnie... Dlaczego tak musieli? To dzięki nim przeżyli. Ech... Nigdy tego chyba nie pojmą.
O, questa? Jakiego? Jakaś gra terenowa czy znalazłeś sobie kogoś, kto daje ci zajęcie niezwiązane z siecią? — zapytał, pamiętając jak samemu uwielbiał za dziecka w gettach bawić się w proste podchody. Robili rajdy, wymyślali sobie zadania, zagadki. Świetna zabawa.
O, właśnie! Może coś podobnego udałoby mu się zorganizować dla uczniów? Taki... rajd. Tak, to byłaby świetna rzecz. Znaleźć jakiś ładny las, sprawdzić go i odpowiednio przygotować, a następnie też zająć się wymyślaniem zadań, rozmieszczeniem ich w odpowiednich miejscach, nadzorowanie całej zabawy to nie powinien być problem!
Słysząc propozycję — w jego mniemaniu — informatycznego geniuszu, uśmiechnął się i pokręcił od razu głową.
Przypuszczam, że to słaby pomysł. No i szkoła nie zgodzi się na to... Ale jak wspomniałeś teraz o tym queście to można byłoby zorganizować rajd. Taką terenową zabawę w podchody, to by się dzieciakom mogło spodobać... Chociaż też nie wiem jak będzie na to patrzył dyrektor... Nie bardzo ma ochotę mnie słuchać i trochę mu się nie dziwię... — powiedział, mając oczywiście na myśli to, że dyskryminacja im podobnych przejawia się dosłownie wszędzie. No i nie miał zbyt lekko w pracy, niestety. Na studiach także nie było lekko, w szukaniu pracy również... Nie rozumiał, dlaczego tak się działo. Przecież nikomu nie robili krzywdy, a wręcz przeciwnie! Pomagali wielu ludziom, rok w rok... Ugh, okropność! Ktoś kiedyś powinien się zająć tym... Ale na razie mogli jedynie się podporządkować, prawda?
Żałował momentami, że bałby się zrobić cokolwiek. Dołączyć do 7DS? Nie, nie dałby rady. Zawsze uważał, że nie powinien mieszać w aktualnym porządku — wolał takie rzeczy pozostawiać innym. No i był pewny, że za kilka lat, sytuacja zmieni się całkowicie. Doszłoby do tego także bez organizacji, która wycinała sobie kawałki skóry, te chipy... Ugh! Za każdym razem przechodziły go dreszcze, kiedy o tym myślałem.
Trafiłeś... Niby mam legalną pracę, którą chciałem wykonywać, ale cały czas się boję, że popełnię jeden błąd i wyląduję na ulicy. Trochę beznadziejnie by było... Więc staram się, aby moi uczniowie nie narzekali, dobrze zdawali wszystkie egzaminy i znali jednak ten język. Najciężej ze szkoły jest wynieść coś z języków obcych — westchnął, ruszając spokojnie i rozglądając się po obserwatorium. Wydawało mu się, że okularnik nigdy nie miewał takich myśli, problemów, dylematów. Zdawał się być osobą, której takie sprawy w ogóle się nie trzymają! Chciałby tak mieć. Nie martwić się, że następnego dnia będzie trzeba iść do pracy, gdzie każdy wilkiem będzie na ciebie patrzył.
Chociaż wolał wilki od kotów.
W sumie to czym dokładnie się zajmujesz? Faktycznie jesteś jakimś informatykiem, programistą czy czymś takim, czy to po prostu takie hobby, na którym dorabiasz? — zagadnął, uświadamiając sobie, że tak w gruncie rzeczy to w życiu nie zapytał się Elijaha, czym się zajmuje. Potrafił mu pomóc, korzystał i mu płacił. Nie znał jego wykształcenia, na ile można mu ufać... Chociaż akurat ten osobnik był skory zaufać każdemu, tym bardziej innemu czarnokrwistemu.


Ostatnio zmieniony przez Micky Mouse dnia Czw Maj 26, 2016 11:12 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Nie Maj 22, 2016 9:19 am

- A w sporadycznych przypadkach przysparza o ból nosa - rzucił dość nonszalanckim tonem, ale trzeba przyznać, że takie chodzenie z głową w chmurach utrudniało zwracanie uwagi na obiekty znajdujące się tuż przed Twoją twarzą. Sam Elijah był kiedyś tak bardzo pochłonięty rozpracowywaniem kodu binarnego, że podczas chodzenia w tę i wewte przygrzmocił głową o nisko wiszącą lampę. Jak można się domyśleć, pozbył się tej drobnej przeszkody, zastępując ją taką, która nie będzie znajdować się akurat na wysokości metra dziewięćdziesięciu centymetrów. Ból jednak ocucił go ze świata zero-jedynkowego, pozwalając chociaż na chwilę odciążyć umysł obliczeniami. To zaś - jak podejrzewał Russell - mogło pełnić czerwoną płachtę na byka, gdzie ów zwierzęciem były chroniczne bóle głowy, towarzyszące mu od kilku lat. Na pewno każdy już przechodził przez tak zwaną migrenę, z którą do walki powinno zaopatrzyć się w leki przeciwbólowe, niekiedy okłady na czoło, a nawet słodki napój, bo niski poziom cukru mógł spotęgować ból. U Elijaha wszelkie środki znieczulające nie przynosiły zazwyczaj pożądanego efektu - pulsowanie zaburzało jego normalną funkcjonalność, zmuszając hakera do odcięcia się od świata na godzinę. Nie mógł wówczas robić nic, poza kuleniem się w łóżku i modleniem, by ten przeklęty ból opuścił jego głowę.
- Gra terenowa - odparł, krzyżując dla wygody nadgarstki za plecami, gdy kontynuował swój spacer po obserwatorium. - Tego typu aplikacje stały się ostatnio dość popularne... najwyraźniej również wpadłem w ich sidła, ale to przyjemna alternatywa, gdy czasu ma się zbyt wiele... - wymamrotał, pozwalając brwiom odrobinę się zmarszczyć, bo sam fakt, że zwyczajnie nie miał co robić, był dość przerażający. A już na pewno niezadowalający. Wprawdzie ludzie często-gęsto narzekali na brak chwili wytchnienia, multum obowiązków, rzeczy do zrobienia, a na dobrą sprawę wystarczyło potrafić właściwie gospodarować czas. Wszystko stałoby się o wiele prostsze i nagle pojawiłoby się sporo możliwości do wykorzystania, co wcześniej nie było możliwe przez zabieganie. Czy też raczej uważanie, że jest się zabieganym. Ile razy słyszał od tymczasowych współpracowników, że nie są w stanie mu pomóc (oczywiście sam daje sobie ze wszystkim radę, no ale jak się pracuje razem nad jednym projektem, to wspólnie, prawda?), bo pochłonięci są innymi zajęciami? A w rzeczywistości surfowali leniwie po falach internetu, bo akurat złapało ich tak zwane "zmulenie".
- Istotna kwestia brzmi - czego Ty oczekujesz od tych zajęć? Mają wbić coś do głów Twoich uczniów, pozwolić im na przyjemne spędzenie czasu przy nauce, a może ma być to jedynie odskocznia od monotonnych wykładów w klasie? - uniósł brew, rzucając przelotnym spojrzeniem w stronę niższego mężczyzny. Okularnik zastanawiał się nad posadą informatyka w szkole, bowiem regularna pensja to kusząca oferta, a z jego sporadycznymi zleceniami bywało ciężko (choć jak trafiło się coś naprawdę dobrego, to mógł nieźle się wzbogacić za jedną usługą), niestety doskonale zdawał sobie sprawę, jak prezentuje się sytuacja Czarnokrwistych na posadach wyższych niż sprzątacze. Nie wiedział, czy chciałby się z tym męczyć. Sama droga przed dobre studia wymagała od niego nie lada determinacji, ambicji i upartości - gdyby nie te cechy, odpadłby zapewne już przed pierwszym rokiem. - Gadanie - skwitował jego słowa odnośnie lekceważącej postawy dyrektora, na co zresztą machnął równie lekceważąco ręką. - Jeśli pomysł niesie ze sobą jakiekolwiek korzyści, czy to dla uczniów, czy to dla szkoły, dyrektor powinien na niego przystać mimo wszystko. Tożsamość pomysłodawcy to jedynie maleńki szczegół. Jakby nie patrzeć, sam nie wyciągniesz z tego jakichś plusów. Chyba że dzięki temu klasa zapała do Ciebie odrobinę większą sympatią - wzruszył lekko ramionami, przystając przy szklanej ścianie, by z zainteresowaniem zerknąć zza okno.
Od momentu wkroczenia do budynku, do chwili obecnej, musiało minąć już jakieś pół godziny, bo słońce schowało się za horyzontem, a niebo pociemniało i zostało usłane gwiazdami. Na szczęście pogoda dopisywała i gwiazdozbiory dumnie prezentowały się na fundamencie.
Co zaś myślał o 7DS? Nie miał jakiegoś konkretnego zdania na ich temat. Wprawdzie sceptycznie spoglądał na działania buntowników, ale z pewnego punktu widzenia rozumiał takie postępowanie. Każdemu Dawcy zależało na równych prawach, dlaczego mieli być traktowani gorzej? Ponieważ los obdarzył ich zwierzęcymi atrybutami? Czarną krwią? W dodatku o leczniczych właściwościach? Droga, jaką przeszedł Nelson Mandela w walce o prawa człowieka, była naprawdę długa i ciężka. I taka sama teraz czekała zapewne ich.
- Ryzyk-fizyk. Przypuszczam, że nie masz większego wpływu na to, czy "wylądujesz na ulicy" za rok czy za dwa. Jeśli kiedykolwiek Twój pracodawca uzna Cię za zbędnego bądź stwarzającego nawet nieistotny problem... po prostu Cię zwolni - stwierdził bez zbędnego owijania w bawełnę i choć zachowywał jedynie szczerą postawę, jego słowa mogły być trochę za ciężkie. To znaczy - znał obawy innych swoich pobratymców. Ale nie widział sensu w kłopotaniu się tym, skoro to i tak nie od nich zależały losy. Ludzie trzymali ich w garści i jedyne, co mogli robić, to po prostu swoje. - Pozostaje czekać nam na lepsze czasy - dodał, wypuszczając ciche westchnienie z ust, gdy przeniósł wzrok z powrotem przed siebie, kontynuując marsz wzdłuż okiennej ściany. - Faktycznie... skończyłem studia informatyczne. Ale teraz traktuję to bardziej jak hobby, na którym zarabiam - odpowiedział, uśmiechając się delikatnie pod nosem, niemal tajemniczo! Nie zamierzał przyznawać się wprost, że jest hakerem. Zdawało mu się, że osoby trzecie sceptycznie podchodziły do tego zawodu. Przynajmniej jeśli to nie oni wynajmowali takiego delikwenta do wykradzenia danych bądź namieszania w czyimś systemie. Praca Elijaha nie zakrawała jednak o nielegalne rzeczy - wykonywał drobne, codzienne prace, swoje specjalne umiejętności pozostawiając na lepsze okazje.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Nie Maj 22, 2016 1:12 pm

Uśmiechnął się, nie mając jak mu zaprzeczyć. No tak, za dziecka często się przewracał czy wpadał na ludzi i przedmioty. A raczej na Dawców, bo tych drugich raczej ciężko o znalezienie w gettach. Ale jak to w ogóle było, że potrafili z innymi żyć we względnym spokoju, a kiedy tylko zostali wypuszczeni — wszystko się skończyło? Ludzie nagle obudzili się, że czarnokrwiści są inni. Ale to oni ich stworzyli! Więc dlaczego teraz ich nękali? Nie byli chorzy, nie zarażali, a nawet ratowali! Czasami Taizo bał się wyjść z mieszkania, siedzieć w szkole. Jasne, po myszy odziedziczył ten strach przed większym i silniejszym; wolał stanowczo uciekać niż stawiać czemuś czoła. Może właśnie przez to był osobą tak zupełnie podatną na rozkazy ze strony ludzi? Bałby się im przeciwstawić! Ściskało go w żołądku już na samą myśl, że przez działalność buntowniczych czarnokrwistych, może ucierpieć cała rasa! Nie chciałby tego. Przecież... Przecież oni nie robili niczego złego, jeżeli pracowali, co roku stawiali się na badaniach i pobieraniu szpiku! Nie wycinali niczego ze swojego ciała!
Wycinanie. Aż złapał się na krótko za nadgarstek. To musiało boleć. Okropnie boleć! Jak w ogóle można było tak postąpić?! Bólu wszczepiania i tatuowania wcale nie pamiętał, chociaż rodzicie mówili mu, że okropnie płakał. No i wspominali, że przez nieodpowiedzialność osoby zajmującej się odpowiednim oznakowaniem Taizo, wdało mu się okropne zakażenie, z którego ledwo wyszedł. Tak, zawsze bał się lekarzy, już od małego. Cieszył się, że niedługo powinni pojawić się ci będący Dawcami. Czasami już widział pielęgniarki ze zwierzęcymi atrybutami, co niezwykle go cieszyło! Choć momentami martwił się też, jak są traktowane.
Pod tym względem zazdrościł Elijahowi. On chyba nie musiał martwić się o następny dzień, że pracodawca go zwolni... Miał klientów, a klienci bardzo często się znajdą, nawet jeżeli jednemu coś się nie spodoba to był na bezpiecznej pozycji. Nie musiał się za bardzo bać, że nagle nie będzie miał się gdzie podziać... Albo tak mu się jedynie wydawało? Czasami nie dostrzegało się, jakie zmartwienia i problemy mogli mieć inni, bo patrzyło się na nich przez pryzmat własnych przeżyć.
No i to jest pozytywne zaskoczenie! Nie sądziłem, że te całe cudeńka technologii wspomną o starych zabawach. Może i sam się w coś takiego pobawię? — powiedział, uśmiechając się. Prędzej by chyba potrzebował pomocy informatyka w naprawieniu telefonu niż by pobrał i zrozumiał działanie jakiejś aplikacji! No tak, nie bardzo był przekonany do tych cudnych przedmiotów powiązanych z elektroniką.
Pokiwał głową, słysząc słowa kolegi. No, niby miał rację. — Ludzie nie potrzebują racjonalnych powodów, aby uprzykrzać życie Dawcą, więc nawet jeżeli mój pomysł będzie dobry to komuś może się nie spodobać, bo jestem Dawcą. No i czego wymagam od tych zajęć? Chcę pokazać uczniom, że języki nie są straszne i nie ma jednego sposobu, aby się ich nauczyć — odpowiedział wręcz bez zastanowienia, bo swoją pobudkę znał od samego początku. Wiele zrobiłby dla swoich uczniów, tym bardziej tych z klasy D, którzy byli traktowani niesprawiedliwie. Jakby było normalne, że nie doszło do fuzji uczniów, tylko do wydzielenia ich w zupełnie odrębne klasy, jakby byli jacyś inni i dziwni. Ech, naprawdę tego nie rozumiał.
Spojrzał zaciekawiony na informatyka. Zastanawiało go to, dlaczego bardziej traktował to jako hobby. Przecież zarabiał na tym!
To fajno... Czasami się zastanawiam nad udzielaniem zwykłych korepetycji. Tylko, że chyba nie potrafiłbym się do tego zabrać. A skoro traktujesz tę całą informatykę jak hobby to jak zarabiasz na nim? Tak jak mi pomagasz, innym też? Czy jednak coś więcej? — zagadnął znów na temat samego okularnika. Często zwracał uwagę na osoby go otaczające i lubił dowiadywać się o nich jak najwięcej. Co lubią, czym się zajmują, jakie mają problemy. Uwielbiał wszystkiego wysłuchiwać! Czasami też potrafił podzielić się jakąś radą, jednak to było o wiele rzadszym przypadkiem.
Był taką dobrą duszyczką w czasach bardzo nieprzyjaznych dla czarnokrwistych. Szkoda, że raczej nie był obdarowany wspaniałą odwagą. Jedynie po cichu mógłby pomagać, bo zbyt mocno się bał. Pocieszyć kogoś, poradzić, wysłuchać... Ale nigdy zareagować w inny sposób. Nie widział w tym też niczego złego. To było normalne, że nie chciał się narażać nikomu!
Spojrzał za okno, widząc jak się ściemnia i niebo powoli ścieli się gwiazdami. To były piękne widoki. Uwielbiał szukać najwyższego punktu w okolicy w bezchmurne noce, spoglądać na te wszystkie pięknie wyglądające i pobłyskujące cuda natury.
Rozejrzał się, a widząc drzwi, pociągnął za rękaw swojego towarzysza.
Tam jest wyjście do teleskopu, chodźmy! Podobno ma być dzisiaj bezchmurnie, więc będzie świetny widok! — powiedział, a po jego twarzy jasno można było powiedzieć, że łatwo się ekscytował podobnymi rzeczami. Była to dla niego niezwykle przyjemna odskocznia od codziennej, szarej i nudnej rzeczywistości, w której bał się skręcić za róg kolejnej ulicy, idąc do pracy, coby go ktoś przypadkiem nie obił. No tak, tutaj nie musiał się martwić o coś podobnego.
Ruszył w stronę drzwi, prędko znajdując się przy urządzeniu, o którym wcześniej wspominał. W końcu mieli dostęp do takich rzeczy! W gettach był on znacznie ograniczony. Żałował, że nigdy nie nauczył się, gdzie jaka konstelacja się znajduje. Chętnie by poznał tę wiedzę, aby z większą świadomością obserwować ten skrawek kosmosu, do którego miał dostęp z ziemi. Może to był dobry pomysł, aby coś o tym więcej poczytać?
Znasz konstelacje? Ja tylko z nazw, a to i tak najpewniej nie wszystkie. Może jedną czy dwie byłbym w stanie wskazać, ale... No, to niewiele. I to też przypadkiem bym potrafił zrobić — powiedział, z uśmiechem podchodząc do teleskopu, aby poobserwować bliżej to, co tak bardzo mu się podobało. Jego cienki ogonek bujał się na boki, jakby pokazywał radość właściciela i spokój ducha. Prawie zapomniał, że codziennie grozi mu utrata pracy, a może nawet i nie do końca odpowiednie zachowanie ze strony uczniów.


Ostatnio zmieniony przez Micky Mouse dnia Czw Maj 26, 2016 11:12 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Wto Maj 24, 2016 8:31 pm

Elijah miał (niemal) doskonałą pamięć. Spory atut znacznie ułatwiał codzienne funkcjonowanie - pojmował wszystko niezaprzeczalnie szybciej od innych, nie miał problemu z tak zwanym "wypadnięciem czegoś z głowy", nie musiał nigdzie sobie niczego zapisywać, wystarczył jeden rzut oka i już dany obraz utrwalił się szczegółowo w jego głowie. Do tych zasobów informacji miał zaś dostęp właściwie przez cały czas. Przywołanie konkretnej liczby, nazwiska, schematu, mapy, planu budowy z detalami... to zaledwie parę sekund. Niestety medal ma dwie strony, a w tym przypadku były to rzeczy, których Russell chciałby zwyczajnie nie pamiętać. Wymazać ze swojej pamięci, pozwolić im zginąć pod warstwą nowych doświadczeń. Tak samo jak Mysz doświadczył życia w getcie, ale zjawił się tam dopiero, gdy na karku stuknęła dwunastka. Co działo się z nim do tego czasu? Był to okres, kiedy Czarnokrwiści wciąż więzieni w laboratoriach, musieli zmagać się z przeprowadzanymi na nich okrutnymi eksperymentami.
Elijah pamiętał doskonale je wszystkie. Czasami nawiedzały go w koszmarach.
Oślepiające światło, białe ściany, otaczający go zewsząd naukowcy, dzierżący w dłoniach skalpele, strzykawki i inne akcesoria typowo medyczne... Wyrywanie piór, pobieranie litrów czarnej krwi, podawanie różnych substancji i oczekiwania na rezultaty. Jeśli nie były zadowalające, zabierali się za wszystko w inny sposób. Wszystko "w imię ludzkości".
Tatuowanie kodu kreskowego i wszczepianie chipu było przy tym pikusiem. Choć palce często świerzbiły, by wydrapać to niewolące go urządzenie, to haker zdawał sobie sprawę, że poniekąd dzięki temu jest bezpieczny. Nie jak Ci z 7DS. Złapią takiego delikwenta i już nie wypuszczą. Zrobią z niego królika doświadczalnego. Wrócą wszystkie praktykowane niegdyś metody.
Może właśnie z tego powodu wolał poniekąd anonimowe zlecenia od stałej pracy? Większość robót wykonywał przez internet, więc nie miał do czynienia twarzą z twarz z klientem. Dzięki temu traktowany był dość "ulgowo", a raczej nie rezygnowano z jego usług tylko dlatego, że należy do grona Dawców. Ponadto nie ograniczały go godziny pracy, miejsce, szef ani inni pracownicy. Sam dbał o każdy dzień.
- W kotka i myszkę? - podsunął z nutą rozbawienia w głosie, zerkając znacząco na swojego rozmówcę. Ale na kolejne słowa prędko spoważniał, skinąwszy głową. - Każdy radzi sobie z tym na swój sposób. Możesz wywiesić białą flagę jedynie wtedy, gdy będziesz pewny, że dałeś z siebie wszystko - skwitował, być może chcąc wzbudzić w niższym pewną determinację. Takie zachowanie ze strony ludzi na pewno odbierało chęci i oddalało postawione sobie cele, dlatego powinno się z tym walczyć. Stawiać czoła przeciwnościom losu, w końcu nadejdą czasy, gdy Czarnokrwisty stanie przy człowieku jak równy z równy. Nie tylko w świetle prawa, ale także w oczach społeczeństwa.
- Dlaczego nie potrafiłbyś się do tego zabrać? - zainteresował się, rzucając przelotnie okiem po całym pomieszczeniu, bo nadal przyćmiewał mu główny cel, jakim było odnalezienie kolejnego kodu do gry. - Tak jak pomagam Tobie. Właściwie działa to na tej samej tudzież podobnej zasadzie - wyznał spokojnie, kiwając na potwierdzenie głową.
Widać było jednakże, że nie śpieszy się do głębszych wyjaśnień.
Pociągnięty zaś w stronę teleskopu, nie opierał się, kierując tam swoje nieśpieszne kroki.
Przyjrzał się plecom towarzysza z pewnym pobłażaniem, nawet zmarszczone nieznacznie brwi można było wziąć za oznakę cienia rozbawienia! Takie zachowanie Myszy plasowało się niemal jako urocze.
Zupełnie jak dziecko.
Dołączył do niego, przystając przy sporym urządzeniu, któremu oczywiście poświęcił wystarczająco uwagi. Obejrzał dokładnie teleskop, nie omieszkując się nawet obejść go dookoła, by nie pominąć żadnego istotnego szczegółu w budowie czy wyglądzie.
- Owszem, podejrzewam, że większość gwiazdozbiorów zarówno północnego jak i południowego nieba byłbym w stanie przytoczyć - odparł jakże skromnie, zadzierając głowę ku górze, by spojrzeć na otwór w dachu. Wpadła mu niegdyś do rąk książka o tematyce astronomii - wystarczyło przewrócić kilkanaście stron w dziale z konstelacjami i już zapamiętał prawie wszystkie z bliżej przejrzanych.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw Maj 26, 2016 11:10 am

W tej kwestii akurat Taizo miał niezwykłe szczęście. Nie pamiętał nic z okresu, kiedy przebywał w laboratorium. Ile miał wtedy lat? Może dwa, może trzy... A rodzice też niechętnie dzielili się z nim opowieściami o tamtym miejscu. Zresztą, nie dziwił się. Kto by chciał tam żyć? Z drugiej strony, z pewnością warunki bytowe część z Dawców miała tam o niebo lepsze. Momentami bycie czarnokrwistym wiązało się z mieszkaniem na slumsach, bo przecież nikt nie miał pieniędzy na wynajem czegokolwiek w innych rejonach miasta. To przerażało, że bycie Dawcą to jak... jak bycie kimś gorszej kategorii. Często bez wyższego wykształcenia, bo i kiedy byłby na to czas?
Wzdrygnął się lekko, słysząc o zabawie w kotka i myszkę. Ugh... No tak, w pracy było trochę ciężko, jeżeli chodzi o tę sprawę. Przecież jeden z nauczycieli należał do Kotturów! A inny miał jakiegoś cholernego kota, który łaził krok w krok za nim. Nie mieli kogo zatrudniać w tej szkole?! Chociaż fakt, mówiła to mysz... No, ale on nie był przynajmniej niebezpieczny!
Tak trochę dosłownie zabawa w kotka i myszkę. Gdybyś widział kadrę nauczycielską! Jeden to Kottur, a drugi to człowiek, ale chodzi z jakimś kotem! — jęknął, rzeczywiście musząc przeżywać wiele męczarni w pracy. Ale chciał być nauczycielem. Już za dziecka, w gettach starał się jakoś przekonać młodszych od siebie, aby brali się do nauki. Nawet całkiem dobrze mu to wychodziło, chociaż materiałów z których mogliby korzystać, nie posiadali zbyt wiele. Ale uwielbiał uczyć i to nie podlegało żadnej wątpliwości. Czuł wspaniałą satysfakcję, kiedy tylko się do tego zabierał.
Pokiwał głową, zgadzając się z mężczyzną, jeżeli chodziło o te całe starania. Chciał, musiał... Nie mógł się tak łatwo poddawać! Ale wygadać się komuś też nie zaszkodzi, prawda?
Zastanowił się, jak to ubrać w słowa. Nie potrafiłby zabrać się do otwarcia własnej działalności... Bo się bał? Tak, to też.
Rodzice lubią wiedzieć, że ich dzieci uczą odpowiednie osoby. A Dawców za takie nie uważają. W szkole to tolerują, bo mogą w każdej chwili zgłosić takiego nauczyciela i wnioskować o wydalenie go ze szkoły... Ale na korepetycjach chociażby? Zobaczyliby, że mam uszy i koniec. Prędko by zabrali ode mnie dzieci. Przynajmniej dopóki nie zdobędę jakiejś reputacji lepszej jako nauczyciel — powiedział ostatecznie, widząc na wywiadówkach jak się na niego ludzcy rodzice oglądali. Mieli mu za złe to, że uczył! To było idiotyczne, nie pojmował tego, jednak lęk pozostawał.
Odpowiedź go zadowoliła, jeżeli chodziło o zawód kolegi. Cóż, czego mógłby się spodziewać więcej po nim? Zawód informatyka zawsze kojarzył mu się z czymś... nudnym. Albo programisty. Cóż, jak zwał tak zwał. On nie bardzo się orientował, co i jak dokładnie w tym wszystkim wyglądało, jednak był pewny, że Elijah przez większą część pracy musi siedzieć przy komputerze. Uciążliwe. A przynajmniej na pewno nie byłby to zawód dla niego.
Owszem, myszowaty zachowywał się czasami jak dziecko. Ale to nie jego wina, że cieszyły go drobne rzeczy! On je po prostu doceniał, bo przecież w aktualnej sytuacji Dawców, tyle mu przynajmniej pozostawało. Cieszyć się, że nie żyje w gettcie. Że może wychodzić na ulicę, pracować, uczyć się... Szkoda tylko, że ta swoboda była zakłócana przez lęk i strach. Nigdy nie można było przewidzieć, kiedy stanie się ofiarą nieuzasadnionej agresji ze strony ludzi! Dlaczego tak było? Ludzie nie nauczyli się niczego po czarnoskórych osobach? Ugh... No naprawdę! Niektórzy nie potrafili myśleć. Może rzeczywiście ludzie byli istotami niereformowalnymi?
Jakkolwiek ta sprawa się nie miała, musiał to zaakceptować i być uległy innym... Ugh, dlaczego tak musiało być? Jeżeli się sprzeciwi, rząd potraktuje go jak członka 7DS. Głupota!
Naprawdę? Jak fajnie się masz! Ja chyba poszukam jakiś książek na ten temat w internetowych księgarniach i zamówię... Gwiazdy są naprawdę wspaniałe! Zarówno pod względem estetycznym, jak i pod tym, że dochodzi w nich do różnych reakcji chemicznych... Zawsze chciałem się czegoś o nich dowiedzieć, ale książki w biedniejszych dzielnicach są tak słabo dostępne! A do tych bogatszych to strach się zapuszczać samemu — powiedział, a kiedy już nacieszył się widokiem, odsunął się od urządzenia i uśmiechnął wesoło do Elijaha. — Chcesz też spojrzeć?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw Maj 26, 2016 12:35 pm

Jeden to Kottur, a drugi to człowiek, ale chodzi z jakimś kotem!
Wygiął wargi w zrozumiałym uśmiechu.
Na pierwszy rzut oka można było dostrzec w nauczycielu ingerencję mysich genów. Czy to po uszach czy strachliwym zachowaniu... Russell nie miał takiego problemu, z pozoru prezentował się niczym przeciętny człowiek. Żadnych rogów, pazurów, kocich wąsów, płetw, krokodylich ogonów i innych takich. Właściwie zastanawiał się, czy Taizo zdaje sobie sprawę, z kim dokładnie ma do czynienia. Swoje ptasie atrybuty Elijah mógł łatwo zamaskować pod ubraniem - ogon zwijał wokół pasa, czasami przymocowując go jeszcze jakimś bandażem, zaś upierzenie na łopatkach dostrzec można było jedynie bez koszuli. Ponadto barwa jego oczu również mogła wzbudzać pewne obawy - winą ciemnych tęczówek - z tego powodu zwykł nosić błękitne soczewki. I voila, żadnego śladu po byciu Czarnokrwistym! Pomijając oczywiście kwestię czarnej krwi, ale przecież haker nie wpadał co chwila w sytuacje, które sprzyjałyby zdemaskowaniu go.
Na dobrą sprawę Russellowi podobało się to, kim jest. Mieszanką człowieka i lirogona. Zawsze mógł skończyć jako owłosiony brat niedźwiedzia albo kozy z rzucającymi się w oczy rogami. A co, jeśli byłby centaurem!? W każdym razie jego ludzka aparycja nie uległa znaczącemu zaburzeniu i był w stanie śmiało funkcjonować jako człowiek. Wspomnianemu wyżej gatunkowi ptaka mógł zaś zawdzięczać niecodzienną zdolność w postaci dźwiękonaśladownictwa. Wiecie, że lirogony potrafią odtworzyć niemal każdy usłyszany dźwięk? Czy to odgłosy innych ptaków, odpalonego auta albo krzyczącej kobiety... Taka umiejętność aż prosiła się o wykorzystanie w żarcie! Czego Elijah nie omieszkał się czasami robić. Choć w rzeczywistości nie chwalił się tym na prawo i lewo.
- Cóż, powinieneś więc obalić ten stereotyp... jakby nie patrzeć, mysz przerosła tym razem swojego wroga - zauważył ciut rozśmieszony tą uwagą. Anglista czuł lęk nawet wobec małych kotów! A przecież z łatwością mógłby je "rozdeptać". Zresztą zwierzęta chyba wyczuwają strach, prawda? Podobny problem miał niegdyś on sam, zwłaszcza kiedy przechodził obok sporych rozmiarów psów. Wiele słyszał o różnorodnych pogryzieniach przez wściekłe czworonogi, dlatego, żeby nie paść ofiarą pod ich kłami, zawsze starał się obojętnie podchodzić do obecności takiego zwierzęcia. Skupiał się na przyglądaniu mijanym budynkom albo na tym, co dzisiaj zaserwują mu na obiad. Taka postawa weszła w krew i aktualnie nawet nie zwraca uwagę na coś, co normalnie powinno wzbudzić w nim jakiś niepokój. Może także z tej racji często zachowywał się nieodpowiednio w chwilach zagrożenia? No bo kto znajdowałby wówczas czas na żarciki i czarny humor wymieszany z nonszalanckim podejściem? Elijah.
- Przypuszczam, że ukrycie tych mysich cech nie wchodzi w rachubę? - uniósł pytająco brew, rzucając kątem oka na wspomnianą część ciała Taizo. Odciąć ich sobie przecież nie mógł, a żeby całkowicie je zakryć, zmuszony byłby chyba nosić perukę. Albo chociażby jakąś chustę, ale jak wyjaśnić taki kaprys? Całe szczęście, że Russell nie musiał męczyć się z dziobem. Nawet nie chciał sobie tego wyobrażać. A jednak zdarzali się i tacy delikwenci, którym los nie był łaskawy.
Hmm... A jakby zaczęli wykorzystywać w eksperymentach geny zwierząt prehistorycznych? I ktoś posiadałby mamucie rogi? Albo kły tygrysa szablozębnego?
Dla osoby trzeciej poświęcanie niemal całego swojego czasu na siedzenie przed komputerem faktycznie mogło wydawać się uciążliwe i na dłuższą metę nudne. Ale nie dla kogoś, kto wiedział, jak wykorzystać potencjał takiego urządzenia. Elijah znakomicie bawił się podczas przeglądu dysku twardego, poszukiwań błędów systemowych albo tworzeniu nowych sztuczek tudzież usprawnień poszczególnych funkcji. To była taka jego mała, wirtualna piaskownica.
Mężczyzna najwięcej cierpienia doświadczył za czasów laboratorium i gett. Doceniał aktualny stan rzeczy, mimo że wielu Dawcom niespecjalnie odpowiadał. Brązowowłosy jednak wiedział, że to i tak wielka poprawa ze strony ludzi. Zaprzestali traktować ich jak króliki doświadczalne, ostatecznie nadali prawa i wypuścili z zamkniętych na cztery spusty miast. Ale tylko ktoś, kto przeżył to wszystko i nadal to pamiętał, mógł ujrzeć prawdziwą wartość życia Czarnokrwistego w dzisiejszych czasach.
Obszedł teleskop dookoła, spoglądając jeszcze przelotnie na zebranych w pomieszczeniu ludzi.
- Powinienem mieć parę pozycji z wyższych półek o tematyce astronomii w swoim pokoju - podsunął spokojnie, wracając do niego spojrzeniem. Niejako zasugerował mu, że pożyczenie takiej książki nie stanowiłoby żadnego problemu. - Z chęcią - dodał, podchodząc bliżej i schylając się, by móc zajrzeć przez obiektyw teleskopu. - Hmm... Kasjopeja to jedna z lepiej rozpoznawalnych konstelacji - zaczął, mrużąc nieznacznie oczy, a jedną z dłoni poprawił ostrość widoku. - Układa się w literkę "w", a ponadto niesie ze sobą ciekawą historię. Według legend Kasjopeja była urodziwą, jednak zarozumiałą władczynią Etiopii. Uważała się za piękniejszą nawet od nimf, te zaś, w akcie zemsty, postanowiły poskarżyć się Posejdonowi. Jego żona wraz z morskimi nereidami wzburzyły wody, powodując tym samym powodzie. Na królestwo Kasjopei został zesłany potwór morski imieniem Ketos, który spustoszył cały kraj. Ostatecznie zarozumiała królowa Etopii po swojej śmierci dostała się na niebo, gdzie do dnia dzisiejszego spoczywa na swym tronie. Na fundamencie przedstawiana jest zazwyczaj, gdy siedzi na krześle i rozczesuje włosy, jednak mściwe nereidy zadbały o to, by nawet tam w górze ją upokorzyć. Z tego powodu Kasjopeja została umieszczona blisko bieguna niebieskiego, zwisając czasem niegodnie głową do dołu - wyjaśnił, prostując się wraz z zakończeniem krótkiej opowieści.
Powrót do góry Go down
Bezdomny Kot
KRUK / WYRZUTEK

avatar
Liczba postów : 708
Imię i nazwisko : Yume.
Wiek : 16 lat.
Wzrost i waga : 168 cm || 58 kg

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob Maj 28, 2016 8:49 pm

Dzisiejsza noc zapowiadała się idealnie. Praktycznie czyste niebo, w miarę ciepłe powietrze, zero wiatru. Jak można było się spodziewać - mieszkańcy miasta tłumnie przeciskali się w stronę obserwatorium, by zająć jak najlepsze miejsce. Zakochane pary, trzymające się za ręce, samotni, którzy z nadzieją rozglądali się wśród zebranych, całe rodziny czy grupy znajomych. Podczas tej jednej nocy nie było żadnych podziałów rasowych. Wszyscy zebrali się tutaj, by podziwiać piękno nieba. Ci, co przybyli wcześniej, zdążyli już zająć odpowiednie miejsca lokując się przy przyniesionych kocach bądź przy ławeczkach, natomiast te osoby, które z różnych powodów zjawiły się dopiero teraz - były zmuszone by przygotowane na to, że niestety większość nocy będą musieli spędzić na stojąco, jeśli chcieli cokolwiek dojrzeć. Niemniej - wielki oczekiwanie na pierwsze spadające gwiazdy się rozpoczęło.

Uwaga. Każdy ma prawo zagadać do każdego. Nie ma, że się boicie :v Ale w celu, by uniknąć chaosu, na początku swojego postu napiszcie nick osoby, do której wasz post jest zwrócony. Tak, by każdy mógł w spokoju skupić się na tym, co go najbardziej interesuje.

_________________
Newton x Yume. :| Serio.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Nie Maj 29, 2016 9:03 am

//Kto chce ten niech zagada


Siedziała tu dobrą godzine. Nikt jeszcze nie przyszedł. Czyżby pomyliła dni? Niemożliwe. Zaznaczyła tą niezapomnianą noc w kalendarzu. Kręciła się chwile po mieście. Szukając obserwatorium. Wyszła szybciej, bo nie miała zamiaru sterczeć na nogach. Wzieła mały plecak, w który schowała: puszysty i przyjemny w dotyku wielki granatowy koc. Usiadła jak najbliżej jednego z wielkich okien,  rozkładając na całą jego długość materiał. Miała nadzieje że ktoś się do niej przysiądzie. Choć nie chciała robić sobie nadzieji.Obarła się o framuge okna i westchnęła. Złapała za miedziany ogon i zaczęła go czyścić. Był cały od kurzu. Więc wzięła zwizwilżoną chusteczke i przetarła sierść. 
Słońce już dawno zaszło, a na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy. W okolicy zrobiło się ciemno. Pewnie ludzie zrobili to by lepiej widzieć zjawisko.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Pon Maj 30, 2016 5:42 pm

//domyślnie mamy pisać ze Sky, ale jak ktoś chce to niech zagada c:

Wieczór spadających gwiazd nadszedł dosyć szybko, a Ceri udało się wynegocjować z przełożonymi, żeby jej dali jeden wieczór wolny, więc mogła spokojnie przejść się do obserwatorium. Zapakowała więc koszyk piknikowy, zabrała cieplejsze ubrania i ruszyła. Nie bała się zbytnio chodzić sama po nocy. Może nie wyglądała, ale przecież była bojownikiem inkwizycji, gdyby była taka potrzeba to mogłaby dosyć szybko pozbyć się przeciwnika. Po chwili była już na miejscu, nikt jej po drodze nie zaczepiał. Rozłożyła całkiem spory koc i położyła na nim koszyk w przekąskami i termosem z gorącą czekoladą, a czym innym? Była czekoladoholikiem, więc praktycznie zawsze miała przy sobie coś słodkiego.Okolica była już częściowo zajęta - zarówno przez ludzi jak i przez czarnokrwistych. Miejmy nadzieję, że nikt nie zrobi dzisiaj burdy, bo wolny czas weźmie w łeb i będzie musiała zainterweniować. A później jeszcze miałaby robotę papierkową, której szczerze nienawidziła. Położyła się na niebieskim kocu w kratkę. Czarne włosy rozsypały się dookoła jej głowy, a spojrzenie wbiła w gwiazdy, które co jakiś czas spadały. Wpadła też na pomysł, żeby wypowiedzieć życzenie, jednak po chwili uznała, że to bez sensu. Tego, czego najbardziej pragnęła i tak by nie dostała. Nie było przecież możliwości, żeby przywrócić kogoś do życia. Westchnęła ciężko i przeciągnęła się, chcąc chociaż trochę rozluźnić spięte po treningu mięśnie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Pon Maj 30, 2016 7:05 pm

//teoretycznie do Ceri, ale jak wspominała, każdy może śmiało dołączyć~.

Umawianie się na nocne spotkanie w obserwatorium stanowiło dość popularny temat w ciągu ostatnich paru dni - każdy chciał pójść, ale nie z tym, tylko z tamtym, ale może jednak grupą... na szczęście Skye nie musiała się tym przejmować, bo akurat w tej kwestii nie miała nigdy najmniejszych problemów. Wystarczył krótki sms do jednej z koleżanek w zeszłą sobotę, pogawędka w szkole i wszystko było załatwione. Przynajmniej tak się jej wydawało, bowiem kiedy w końcu dotarła na umówione miejsce, wyszykowana, z torebką pełną przekąsek i swoim małym kocykiem, okazało się, że... aha, nikt na nią nie czekał. Było to dla niej nie lada szokiem - jeszcze nikt nie miał śmiałości jej ot tak wystawić! Dla pewności przeszła się tam i z powrotem wśród będących już na miejscu ludzi, aby się upewnić, że ta wredna małpa nie czeka gdzieś indziej, ale niestety jej nie znalazła. Ona już jej da w szkole popalić! Pft.
Skye nie była jednak osobą, którą da sobie tak łatwo zepsuć wieczór - skoro już tu była, to poogląda te spadające gwiazdy. Rozłożyła swój kocyk w jednym z niewielu wolnych już miejsc, nie za bardo przejmując się tym, jakie towarzystwo znajduje się w pobliżu, rozsiadła się wygodnie i westchnęła głęboko. Nie oszukujmy się, nie była typem samotnika, nawet, jeśli większość jej relacji i opierała się na maślanych oczkach i ciśnięciu niezłego kitu, a wręcz nie wyobrażała sobie, żeby poza krótkimi chwilami w łazience i snem nie mieć obok siebie kogoś, do kogo może się odezwać. Jej wzrok coraz częściej wędrował po siedzących nieopodal ludziach (czy też nie ludziach, w ciemności średnio było widać), aż w końcu upatrzyła sobie leżącą po jej prawej stronie dziewczynę.
- Hej - rzuciła, by zwrócić na siebie jej uwagę. - Też jesteś tu sama?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sro Cze 01, 2016 10:04 pm

Ceri jakoś z nikim się nie umówiła. O wolnym dowiedziała się praktycznie na ostatnią chwilę, to raczej nie było sensu dzwonić po znajomych, czy komuś się chce w ogóle ruszyć. Wątpiła, by ktoś również nie miał planów na ten wieczór. W końcu to idealna noc na jakąś randkę. Szkoda tylko, że Ceri nie chodziła na randki.
Leżała tak na kocu dłuższą chwilę, aż zaczęło jej się robić trochę zimno w ręce. Stwierdziła więc, że pora wyciągnąć czekoladę, kiedy nagle usłyszała dziewczynę. Spojrzała w jej stronę.
-Tak, w ostatniej chwili dostałam wolne w pracy i tak jakoś się złożyło, że wszyscy mieli już jakieś plany, więc siedzę sama. Przy okazji, jestem Ceridwen. - Uśmiechnęła się lekko do dziewczyny, która wyglądała na młodszą od niej. Chyba jeszcze chodziła do liceum, ale Ceri nie była do końca tego pewna. Niektórzy wyglądali tak młodo! Wyciągnęła w końcu termos i nalała sobie zbawiennego płynu jakim była gorąca czekolada.
-Masz ochotę na gorącą czekoladę? - Zapytała spoglądając na sąsiadkę. Sama nigdy by nie odmówiła czekolady, ale kto wie? Może dziewczyna niezbyt lubi słodkości? Ale zapytać było warto, najwyżej zostanie więcej dla Ceri. Czekając na odpowiedź nowej znajomej upiła trochę napoju.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sro Cze 01, 2016 10:51 pm


Dzięki ci, Boże. Udało jej się trafić na osobę, która nie ma problemu z rozmową z innymi ludźmi. Może nie brzmi to jak jakieś niebotyczne osiągnięcie, jednak w swoim życiu spotkała wielu, którzy zdecydowanie woleli odwrócić się i najprościej w świecie ją ignorować, niż wdać się w dyskusję... pf, nie mają pojęcia, co stracili.
- Trochę szkoda... ale przynajmniej masz wolny wieczór. Samej też może być fajnie - stwierdziła, trochę wbrew swojemu własnemu zachowaniu, ale kto tam zwraca na takie rzeczy uwagę. - Jestem Skye. Miło mi.
Odwzajemniła uśmiech dziewczyny i nieco pokręciła się na swoim kocu - tak, by odwrócić się do niej chociaż częściowo przodem. W tej pozycji zdecydowanie wygodniej było prowadzić rozmowę i nie musiała się aż tak wysilać, aby dać radę utrzymać jako taki kontakt wzrokowy.
- Nie, dziękuję. Mam swoje zapasy w torebce - po raz kolejny uniosła lekko kąciki ust. Nie, żeby nie ufała Ceridwen albo nie lubiła słodyczy, ale miała przy sobie pożywienia dość dla dwóch osób i ktoś musiał to zjeść. Rano wszystko będzie się nadawać tylko do wyrzucenia.
- Gdzie pracujesz? - ciekawość pierwszym stopniem do piekła i tak dalej, i tak dalej... ale czemu miałaby siedzieć cicho, jeśli rozmówczyni sama podrzuciła jej idealny temat do rozmowy? Skye nie należała do ludzi, którzy przejmują się faktem, że coś może być "zbyt osobiste", jak na pierwsze spotkanie, wychodząc z założenia, że najwyżej nie dostanie odpowiedzi. Po co ma się przejmować na zapas?
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Obserwatorium   

Powrót do góry Go down
 
Obserwatorium
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Lucid Dream :: xx :: ➜ Północna część-
Skocz do: